Skocz do zawartości
kardiolo.pl

Bet

Members
  • Postów

    66
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Treść opublikowana przez Bet

  1. Sławek. Idź za głosem lekarzy, zaufaj im. Zabrze jest super. Tam są przemyślane decyzje. Wiadomym jest, że tętniak jest niebezpieczny, nie boli, nie daje oznak powiększenia. Ważne aby nie rozwarstwił się albo nie pękł. Tego nikt Ci nie zagwarantuje, bowiem każdy organizm jest inny i ma różnej wytrzymałości naczynia krwionośne. Ja byłam operowana przy tętniaku 5,4. Są inni, których operowano w okolicach 6 lub powyżej - zazwyczaj takie parametry dotyczą mężczyzn. Nie porównuj się do nas, którzy jesteśmy po operacjach. Lekarze znają normy i tych się trzymają. Ważne, abyś Ty do czasu operacji zadbał o siebie, prowadził oszczędny tryb życia, nie schylaj się energicznie, nie dźwigaj ( a jeśli musisz coś przenieść to powoli unoś, oburącz przed sobą trzymaj), nie biegaj, nie pływaj intensywnie czy nie udawaj kolarza, itp. Chodzi o to, aby nie wymuszać silniejszego pompowania serca i wyrzutu zwiększonej ilości krwi i z większą siłą w aortę i tego nieszczęsnego tętniaka. Lepiej operować się gdy jest się młodszy i silniejszym, bo łatwiej organizmowi i młodszemu sercu pokonać trudy operacji. Jednak jest to wielka ingerencja, a jak wiadomo, nawet każda najmniejsza jest ryzykiem dla zdrowia i życia człowieka. Zadbaj o stany zapalne, o zęby, kanałówki usuń lub dokładnie przelecz, dbaj o pozostałe zęby, kamień. Uważaj na przeziębienia. Zaszczep się przeciwko grypie - tu zapytaj się lekarza rodzinnego, czy jeszcze wiosną, czy poczekać do października. Jeśli jeszcze coś będziesz chciał się dowiedzieć - pisz. Powodzenia w Zabrzu. Bet
  2. Sławek. Trudno jest nam coś poradzić. Każdy z nas, to odrębny przypadek, czasami posiadający wspólne styczne. Możemy podzielić się swoimi doświadczeniami, ale nie sądzę, aby ktoś odważył się powiedzieć: operuj się albo czekaj. Sami lekarze dają Tobie do pewnego momentu wybór - pozostawiają Tobie decyzję. Jestem po operacji w Zabrzu. Jeśli chcesz porozmawiać, to podaj jakieś namiary na siebie. Myślę, że trudno tu wszystkie myśli przelać za pomocą liter. Pozdrawiam, spokoju i zdrowia życzę. Bet
  3. Art Przepraszam za ten alkohol, nie wiem dlaczego poszłam tym tokiem rozumowania??? Mam nadzieję, że już wyrównuje się Twoje INR i masz szersze informacje od lekarzy. Życzę zdrowia. Bet
  4. Art Jeśli nie masz stałego lekarza, to szukaj kogoś na stałe dla siebie. Może powróć do tego, co przygotował Cię do operacji. Ci, co prowadzą nas po zabiegu wiadomo że nie będą na stałe. Nie jest dobrze skakać po lekarzach , bo w końcu nie wiadomo czego należy się trzymać i jak siebie samemu kontrolować i prowadzić. Wystarczy, że jeden lekarz na to samo powie innymi słowami i pacjent już jest skołowany, zaczyna oceniać lekarzy i w nich wątpi. Ja też muszę trzymać INR na poziomie 2,5-3,00, jednak to się nie da zrobić tak prosto. Nie kontrolujemy codziennie i nie wiemy, co dzieje się między badaniami. Jeśli nic nie jadłeś, to masz odpowiedź - w Twojej krwi zabrakło czynników rozrzedzających ją, może jeszcze miałeś zbyt mało płynów, czyli nie jadłeś i nie piłeś niczego???? Jak masz zbyt gęstą krew to zjedz sobie żurawinę, cytrusy, imbir, dodaj do potraw czosnek i szybko przejdą z nich składniki do krwi. Jeśli jest zbyt rzadka krew, to zjedz kapustne produkty, sałatę. W ten sposób zadziałaś dosyć szybko, choć też nie na stałe. Dobierz sobie pół tabletki lub całą Warfinu i doczekasz na produktach w miarę bezpieczniej, aż wyższa dawka zacznie działać...... czyli za kilka dni. Ja w taki sposób sobie próbuję pomóc, choć tylko wówczas, kiedy znam wynik, natomiast jak go nie znam, to nie wiem co się w środku dzieje i w marę stabilną próbuję mieć dietę. Jeśli domyślam się, bo wspomniałeś, że czasami próbujesz coś niedobrego.... to pewnie alkohol. Ten mocno wpływa na krew. Zazwyczaj mocno ją rozrzedza, albo nawet bardzo mocno!!!! Uważaj!!! W razie pytań - zadawaj je. Jeśli mam doświadczenie, to podzielę się nim. Zdrowia Bet
  5. Art Współczuję przeżyć. Byłeś niedawno operowany. Przypuszczam, że jesteś na Warfinie??? Początkowo wyniki mogą szaleć, choć nie jest powiedziane, że później ustalą się na jednym poziomie - jest to bardzo osobnicze (mówię o terapii na Warfinie). Uspokój się. Sam jeszcze nie potrafisz regulować dawki leku, niech pomoże Ci lekarz rodzinny albo Twój kardiolog. Ja po kilku latach doświadczenia dobieram sobie leku albo ujmuję. Mój INR potrafi niestety zaszaleć. Przeczytaj dobrze ulotkę leku. Podane jest tam, że dzisiaj przyjęta dawka "zaszkoczy" z opóźnieniem - po około 3-5 dni (znowu jest to osobnicze). Naucz się produktów, które wpływają na INR i nimi sobie pomóż, gdy jest awaria. Życzę Ci, aby nie powtórzyły się ataki, z opisu wyglądały na bardzo nieprzyjemne. Postaraj się o dobrą diagnozę. Głowa do góry! Bet
  6. Hej, hej. Jeśli nikt tu nie zagląda, to znaczy, że wszyscy są zdrowi, pełni sił i nie potrzebują upewnić się o tym:) Tego Wam życzę i niech ten rozpoczynający się 2020 rok taki właśnie będzie dla Was. Zajrzyjcie na Budujemy Serducho, może coś razem zrobimy? Złóżcie propozycję. Pozdrawiam NOWOROCZNIE i życzę wszystkim zdrowia - Bet
  7. Bet

    Budujemy Serducho

    Witam po latach. Życzę wszystkim zdrowia i szczęścia w 2020 roku ! Ze swoistym uporem zastanawiam się czy można tę grupę: Budujemy Serducho reaktywować? Jest sens? Czy jest szansa? Jeszcze raz - najlepsze życzenia NOWOROCZNE! Bet
  8. Ja miała operację w Zabrzu. Zawsze będę to miejsce polecała ! O zapytanych przez Ciebie ośrodkach nic nie wiem, ale częściej słyszałam o Ochojcu. Powodzenia i zdrowia Tama
  9. Ivo - wysłałam wiadomość na maila. Pozdrawiam
  10. Kajsia, jak dobrze czytać tak optymistyczne informacje:) Cieszę się razem z Tobą i mężem i całą rodziną. Pozdrawiam serdecznie - Bet
  11. Flori:) Ja panikowałam niesamowicie. Dopiero po operacji zdałam sobie sprawę, w jakim stanie się znajdowałam wcześniej. Byłam bardzo wystraszona i tym strachem potrafiłam zarażać najbliższych. Ja mam taką cechę, że jak coś się dzieje, to nie martwię innych i tak też działo się wówczas. Jednak, gdy natrafiłam na słuchacza (wybrałam sobie jedną osobę - najbliższą), to zagnębiałam ją do bólu. Zadawałam pytania, na które zdążyłam już znaleźć odpowiedzi, ale chyba cichłam usłyszeć, że tak źle ze mną nie będzie się działo. Oczywiście wcześniej odpowiedzi zawsze znalazłam i te pozytywne i te o najgorszym przebiegu. Oczywiście pozytywne nie były w tym momencie dla mnie istotne, dlatego zadręczałam bliskich złymi. No i cóż oni mogli mi odpowiedzieć - tylko przyznać rację, że tak też może się stać. Byłam tak pilną uczennicą, że wszystkie argumenty mogłam im wytrącić i choć chcieli mnie pocieszyć to nie dawałam im takiej satysfakcji. No i tak to trwało blisko rok, bo miałam oddalaną operację, raz z przyczyn leżących po stronie szpitala, a kilka razy przeze mnie - uznawałam wówczas, że muszę zakończyć pewien ważny proces w pracy. A jak by tętniak pękł, to ten proces ktoś by zakończył, a i ja bym też swoje życie mogła zakończyć. No i w stresie taki właśnie jest człowiek - nieracjonalny. Trudno jest Ci podpowiedzieć, jak uspokoić męża. Myślę sobie, że wysłuchaj go zawsze, daj się jemu wysłowić, a jak już to zrobi, to na jakiś czas ucichnie. Nie bierz sobie tego tak bardzo do serca, staraj się zrozumieć, że on się boi i dlatego tak funkcjonuje. Ty natomiast nie możesz przejąć po nim tego niepokoju, bo będziesz jemu potrzebne silna, gdy będzie po zabiegu. To wszystko niestety obarcza stresem nie tylko pacjenta, ale i najbliższe otoczenie. Może staraj się zapewniać mężowi sporo zajęć, na których mógłby się skupić, a i w ten sposób trochę odciągnie uwagę od siebie samego. A jeśli będzie taki moment, że będziesz mogła Jemu powiedzieć, że działa irracjonalnie i obciąża zbyt mocno Ciebie, to zrób to, nawet możesz to zrobić stanowczo. Jednak sama musisz ocenić czy jest to możliwe, czy potrafisz, czy mężem to potrzęsie i zmieni odrobinę swój nastrój i czy można w taki sposób jemu zwrócić uwagę? To zależy od wielu czynników, a przede wszystkim od męża stanu zdrowotnego. Jeśli będziesz miała jeszcze jakieś pytania, wątpliwości - zawsze pytaj. Po to tu jesteśmy. Jeśli będziesz chciałam porozmawiać, zawsze możemy wymienić się numerami telefonów. Pozdrawiam - Bet
  12. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Jednym słowem miałeś pecha. Ważne, że w końcu jest dobrze i tego z całego pokiereszowanego serca Ci życzę:) Ja jestem po wymianie zastawki mechanicznej i protezy aorty wstępującej. Miało to miejsce mocno ponad 6 lat temu. Jest teraz dobrze, przynajmniej tak przyjmuję. Nie chcę wiedzieć, że coś się dzieje i uciekam od świadomości tego co przeszłam. Tobie i pozostałym zaglądającym tu osobom życzę zdrowia i dużo radości!
  13. Witam:) Co to znaczy "zjadła bakteria"? W zasadzie to wiem - mechaniczne zastawki ich nie lubią:) Proszę powiedzieć jakie towarzyszyły temu objawy, czy to zjadanie;) postępowało szybko i czy operacja wymiany zastawki była była prawie z marszu? Pozdrawiam życząc dużo zdrowia 🙂
  14. Myślę, że nikt z nas nie będzie podejmował się interpretacji wyników, bo nie jesteśmy lekarzami. Chyba, że jest taki ktoś wśród nas??? Możemy jedynie powiedzieć coś na podstawie własnych doświadczeń. I może to zrobię. Rok temu zaniepokoiłam się wynikiem echa serca. Lekarka powiedziała mi, że jest wszystko w normie, a moja wiedza ograniczona jedynie do porównania wyniku wcześniejszego do zastanego podpowiadała, że coś jednak jest inaczej i oczywiście zaniepokoiłam się. No więc dlaczego miałam czekać do kolejnego badania do przyszłego roku i zapytałam panią dlaczego było tak, a jest inaczej.Czy powinnam się denerwować? Pani doktor mnie uspokoiła i ..... niech będzie to również dla Ciebie uspokojenie, że czasami coś w badaniu lepiej jest uwidocznione, a czasami sprawa jest mniej istotna i danego dnia nie opisuje się jej, bo jest po prostu w normie. Ja swojej pani doktor ufam. Ona zna normy, wierzę, że ich pilnuje za mnie i dla mnie. Po to do niej chodzę, bo sama sobie bym nie poradziła. No chyba, że poszłabym na medycynę, zrobiła speckę z kardiologii i przynajmniej doktorat z tej dziedziny. Nie będę zmieniała swojego profilu zawodowego, dlatego pozostanę przy swoim lekarzu. Mam nadzieję, że i w Twoim wypadku jest to trochę inna interpretacja, nadal mieszcząca się w normie. Jeśli nadal masz wątpliwości, to udaj się jeszcze raz do lekarza i niech rozwieje Twoje leki. Lub.... poproś o interpretację wyników innego lekarza. Nie ma sensu się męczyć, lepiej wyjaśnić wszystko. Jeśli nie dolega Ci nic, to żyj spokojnie. Tego CI życzę z całego swojego naprawionego serce :)
  15. LIONHWART Zastawka niemechaniczna, inaczej nazwana biologiczną. Tak jak wcześniej już usłyszałeś wada Twoja może być usunięta za pomocą plastyki zastawki, wymiany na mechaniczną lub wymiany na biologiczną. Zastawka mechaniczna zbudowana jest z jakiegoś metalu (tytan???? albo coś innego). Moja wiedza na temat zabiegu jest następująca: należy usunąć chorą zastawkę i wszczepia się mechaniczną. Po takim zabiegu do końca życia zażywasz leki powodujące rozrzedzenie krwi. Są pewne ograniczenia spożywcze oraz należy bardziej uważać na urazy, bo łatwiej powstają siniaki. Oprócz tego należy kontrolować raz na miesiąc gęstość krwi, tzw INR. Wykonuje się to w przychodni, można również zakupić (dość drogi) sprzęt, przypominający glukometr, którym wykonuje się samodzielnie badanie z kropli krwi pochodzącej z palca. Co jakiś czas jednak warto, w zasadzie należy wykonać badanie laboratoryjne. Aparat ułatwia życie, ochrania się żyły, zwłąszcza przy młodym wieku pacjenta, który dożywotnio musi badać krew. Może brzmi to dla Ciebie strasznie, ale tak nie jest. Początkowo buntowałam się, ale po co? Tak już jest i koniec, bez dyskusji. Oby tylko takie mieć problemy:) Wiem, że są już leki na rozrzedzenie krwi, których nie trzeba kontrolować, ale w przypadku serca ich jeszcze nie stosuje się. Liczę na rychłe wynalezienie podobnych leków dla zastawkowców:) Kolejna metoda to wszczepienie zastawki biologicznej, zazwyczaj odzwierzęcej. Moja wiedza z czasu operacji (5,5 roku temu) jest taka, że zastawki biologiczne wytrzymują około 8 - 12 - 15 lat. Mój poprzednik wymienia 20 lat. Nauka idzie do przodu, więc może tak też teraz jest? Na to pytanie niech odpowie Ci lekarz. Po wszczepieniu takiej zastawki przez kilka miesięcy przyjmujesz lek na rozrzedzenie, ale potem jest on odstawiany. Nie trzeba go zażywać, nie trzeba badać INR. Gdy ta zastawka po latach ulega uszkodzeniu i wymaga wymiany, wówczas (tak mi mówili lekarze przed operacją) wymienia się ją na nową. Nie wymaga ta operacja ponownego rozcinania mostka, wykonuje się ją podobnie jak koronarografię, przezpachwinowo. Może można w jakichś sytuacjach za pomocą małego nacięcia w okolicy serca , laparoskopowo? Tłumaczono mi, że nie usuwa się wcześniejszej, tylko nakłada na nią nową. Pamiętaj, że nauka idzie bardzo szybko do przodu. Kiedyś mówiono mi, że biologiczna zastawka wytrzymuje średnio 10 lat, a teraz wspomina się o 20 latach. Może za chwilę zostanie coś wynalezione, co zastąpi ją do końca życia? U laryngologa miałam wykonywane badanie w kierunku gronkowca w nosie i gardle. Nie martw się, jeżeli taki będziesz posiadał, można go skutecznie wyleczyć. Trzeba to zrobić, aby podczas zabiegu nie przenieść bakterii na pole operacyjne. Nikt mi nie zalecał wycinania migdałków. Nikt o nich nic nie wspominał Za to bardzo ważne jest wyleczenie zębów, aby nie było żadnej próchnicy i wątpliwych zębów martwych (niepełne wyleczenie kanałowe). Dbałość o higienę jamy ustnej to podstawowa profilaktyka chorób serca, zwłaszcza po zabiegu kardiochirurgicznym. Po takim zabiegu, a w zasadzie po wymianie na zastawę mechaniczną i w związku z podwyższonym INR na skutek leków, faktycznie mogą być kłopoty z najmniejszym zabiegiem, tak z wycięciem migdałków, jak i wyrwaniem zęba czy poważną operacją chirurgiczną. Jednak nie martw się na zapas. W razie potrzeby, na chwilę przed zabiegiem odstawia się leki rozrzedzające krew, przyjmuje się heparynę (chyba, albo coś podobnego / to zleci Ci lekarz) w postaci zastrzyków w brzuch. Po zabiegu powraca się do stale przyjmowanego leku. Jeśli potrzebujesz polecenia szpitala, to powiem, że każdego skierowałabym do Zabrza - kolebki kardiochirurgii. Mam z tego miejsca podwójne doświadczenie i znam bardzo dużo zadowolonych pacjentów, świetnie radzących sobie po zabiegu. Oczywiście Kraków i Katowice - ten sam region Polski, równie wspaniali specjaliści. Poza tym wszyscy forumowicze będący po zabiegu zachwalają swój ośrodek. Jeżeli masz jeszcze jakieś pytania i wątpliwości, spróbujemy Ci je wyjaśnić:) Pozdrawiam
  16. ADEK i niech tak pozytywny nastrój pozostanie z Tobą na długo. Jeśli mogę coś poradzić: jeżeli mocno Ciebie cokolwiek boli, a piszesz w tym momencie o rozciętej klatce - przyjmuj leki przeciwbólowe. Wiadomo, że nie można ich nadużywać, ale skoro boli - trzeba sobie przez jakiś czas pomagać. Gdy ból się rozsierdzi, jest go trudno zniwelować. Dbaj o siebie, uśmiechaj się dużo i ciesz razem z rodziną, wspomnianymi dziećmi. Gratuluję !!! :)
  17. Gratuluję DAMI1990. Cieszę się razem z Tobą !:)
  18. HENES64 i oby wszyscy pacjenci byli tacy rozsądni:) Zdrowia wszystkim!
  19. Bet

    Rehabilitacja

    MILLIVANILLI Na rehabilitację kieruje szpital, w którym wykonywana jest operacja. Zazwyczaj pacjent kierowany jest do ośrodka w niedalekiej odległości od szpitala. Bywa, że szpital ma u siebie oddział rehabilitacyjny. Nie słyszałam, aby samemu wybierać ośrodek rehabilitacyjny. Po wyjściu ze szpitala pacjent otrzymuje adres ośrodka i oczekuje na zaproszenie. Druga sprawa - wiele nie wymyśli się na rehabilitacji. Ważne są ćwiczenia oddechowe, rozruch w poruszaniu się. Nie ma tu wielkiej filozofii, a niektórzy pacjenci nawet rezygnują z wyjazdu i sami się rehabilitują w domu. Dlatego proponuję abyś nie denerwowała się gdzie by to najlepiej wysłać swojego tatę. Im bliżej - tym lepiej dla pacjenta (ogranicza się jemu trudności z transportem i bólem pooperacyjnym, który jeszcze w tym czasie może towarzyszyć). Ułatwia to również opiekującej się pacjentem rodzinie - dostarczenie na miejsce rehabilitacji, a na koniec obiór. Zazwyczaj rodzina jest w tej kwestii pomocna. Dlatego głowa do góry, myśl teraz o pozytywnym rezultacie zabiegu. Życzę zdrowia.
  20. DAMI1990 Rozumiem Cię doskonale i myślę sobie, że najlepiej byłoby abyś już dłużej nie czekał na operację bo zwariujesz:) Faktycznie masz dla kogo żyć i nie martw się, jeszcze nie jeden raz dzieciaki będą cię doprowadzały do szału aż zacznie Ci się marzyć szał sprzed operacji:) Jesteś młodym człowiekiem, jesteś silny, nie masz dodatkowych kłopotów chorobowych, więc będzie dobrze. Jedź szybko do Zabrza, załatwiaj termin, o wszystko dokładnie się dopytaj i poddaj się operacji. Potem będzie tylko raj:) na początku trochę dziwny, na prochach.......... ale to pestka w porównaniu z oczekiwaniami na operację i milionem wątpliwości i pytań namnażających się jak bakterie. Nie martw się, że masz dziwne pytania. My też je mieliśmy i również sądziliśmy, że były dziwne. Wszyscy przechodzimy to samo, nie jesteś sam. Dlatego głowa do góry :) Po szpitalu pojedziesz na rehabilitację i jak większość z nas tu pisze - jest to najfajniejszy czas w naszym obecnym życiu - wszystko wraca do normy, stajemy się silniejsi, odstawiają nam leki, których walizkę otrzymujemy po operacji i przebywamy wśród ludzi po takich samych przejściach, którzy najlepiej nas potrafią zrozumieć. Widzisz...... same miłe chwile przed Tobą, więc do dzieła:) Bądź dobrej myśli. A jeżeli nie dasz rady uspokoić się sam, pójdź do lekarza rodzinnego i powiedz o tym, powinien przepisać Ci coś łagodnego, uspakajającego. Nerwy są niedobre przed operacją, zaczynamy wówczas chorować, przeziębiać się, wszystko się niepotrzebnie chwyta, a to oddala termin operacji. Pamiętaj o dokładnym wyleczeniu zębów, usunięciu wątpliwych. Na inne badania otrzymasz skierowanie. Dbaj o zdrowie abyś nie osłabiał układu immunologicznego. I uśmiechnij się teraz:) Wszystkiego dobrego!
  21. DAMI1999 Proszę, nie nazywaj mnie bohaterką, bo wszyscy tu jesteśmy bohaterami. Tak samo Ci, co są przed operacją, jak i Ci, którzy stoją po drugiej stronie. Każdy przypadek jest inny, choć podobny. Trudno się wymądrzać, jedynie możemy opowiedzieć każdy z własnego doświadczenia. I tak też teraz Ci czynię:) Bałam się jak szalona, do tego stopnia, że nie chciałam się poddać operacji, nie chciałam ratować życia. Czytałeś, znasz post, to sam o tym już wiesz:) Nerwy miałam w takim stanie, że wręcz obawiała się rodzina, czy powinnam się poddać operacji, bo w takim stanie, w jakim byłam trudno leczyć pacjenta. Jednak w momencie przebudzenia po operacji wstąpiła w moją głowę inna rzeczywistość. Ulga, radość, chęć napisania Wam tu na forum, że żyję. Niestety nie mogłam, bo nie miałam z sobą komputera. Napisałam natychmiast po powrocie do domu. Tak więc i Ty dasz radę. Odpuść trochę, bo wierz mi, że operacja jest bardzo poważna, ale nasze nerwy ją przerastają. Sam to powiesz gdy będziesz po wszystkim i to Ty będziesz bohaterem i głównym doradcą sercowym:) Jak żyję teraz, po pięciu latach? Tak samo jak przed operacją, z tą różnicą, że muszę przyjmować leki i wykonywać pomiar INR. Właśnie dzisiaj to zrobiłam - mam 2,49:) Chyba wreszcie potrafią sobie z tym wskaźnikiem poradzić. Latami skakał mi w górę i w dół. Ostatnio jest lepiej. Dalsza część odpowiedzi: INR ostatnio wykonałam w laboratorium w grudniu, a nie jak mi zalecano - co miesiąc. Faktem jest, że sama w międzyczasie wykonałam urządzeniem w domu. Jakąś więc kontrolę miałam, mimo to minęło 4 miesiące od wizyty w przychodni. Oszczędzam żyły, dlatego nie chce tak często się kłuć. Uznałam, ze jem to samo, zażywam taką samą dawkę Warfinu, czasami ją zmieniam w zależności od pożywienia (rozrzedzającego lub zagęszczającego), więc powoduję, że INR jest wyższe niż u zdrowego człowieka. Tego się trzymam, inne choroby i leki nie mają na mnie wpływu, dlatego tak sobie radzę, jak opisuję. Na kontrole coroczne chodzę do kardiologa mnie prowadzącego. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego, dlatego nie ma potrzeby częściej. Raz moja lekarka zaprosiła mnie na kolejną wizytę za dwa lata. Jednak jakiś incydent się zadział, podejrzenie o mikro-udar (nie wiem czy miał on miejsce, zbyt późno było wykonane badanie), dlatego pojawiłam się wcześniej u lekarza. Wykonano mi badanie przezprzełykowe, chodziłam całą dobę z Holterem. Wszystko jednak było w normie, a że jestem po operacji pacjentem specjalnej troski:), to przebadano mnie ponad to, co bu wykonano u *normalnego* pacjenta:) Pracuję sto godzin na dobę, umysłowo, choć czasami nabiegam się tak jak maratończyk. Gdybym nie słyszała cykania zastawki - zapomniałabym o operacji. Pływam, chodzę na aquaerobik, bywa, że jeżdżę na rowerze. Można nam latać samolotami, więc życie się nam nie kończy na Polsce:) Wierz mi, nie jest źle:) Czytałeś ten post, więc wiesz, że wiele osób mówi tak samo - to tacy sami bohaterowie jak ja, jak Ty, jak każdy kolejny, który tu do nas dotrze:) W jakim wieku jesteś? Od jak dawna wiesz o wadzie serca? Od kiedy wiesz o operacji? Jaką pracę wykonujesz? Czy posiadasz inne choroby? Wiem, że czym prędzej zrobi się operację, tym szybciej serce poradzi sobie z powrotem do normy. Nie warto czekać do ostatniej chwili, bo mogą później występować różne powikłania spowodowane niewydolnością serca przed operacją. Ono nie ma tylu sił na podjęcie nowej pracy. Co nie oznacza, że tak dzieje się zawsze. Mówili mi to lekarze, gdy zwlekałam, gdy oddalałam operacje. Chyba w ostatniej chwili ją wykonałam. Pod tym względem nie bierz ze mnie przykładu:) Chyba dosyć na teraz tej lektury, bo zrobi się nudna:) W razie pytań - odpowiem:) Życzę spokoju i oczywiście zdrowia Wyszyńskim. Zdrowych, szczęśliwych Świąt:)
  22. DAMI1990 Rozumiem doskonale Twoje obawy, bowiem pamiętam doskonale swoje. Zachęcam do poczytania od początku tego postu, który był przeze mnie rozpoczęty i opisywał wszystkie doświadczenia, troski, obawy i radości. Oczywiście na każde z pytań mogę odpowiadać na bieżąco. Jeśli chodzi o odczucia bólowe - nie miałam żadnych dolegliwości związanych z wadą i tętniakiem. Wydaje mi się, że kłucia, które odczuwasz mogą mieć podłoże nerwowe - ta jak wcześniej już przeczytałeś - nerwobóle. Nie będę doradzała rodzaju zastawki, bo jest to sprawa indywidualna - mam na myśli pole zabiegowe - czyli ostateczna decyzja podejmowana jest podczas operacji. Ty owszem, będziesz proszony przed operacją o decyzję odnośnie wyboru zastawki: mechaniczna, czy biologiczna? Będzie Ci wszystko wytłumaczone - wszystkie za i przeciw każdej z osobna. Ja decydowałam się na biologiczną, a otrzymałam mechaniczną. Znam również odwrotne przypadki. Każda ma zalety i wady, Byłam operowana w Zabrzu i wszystkie, wyczerpujące informacje otrzymałam. Jeśli byłam nieusatysfakcjonowana odpowiedziami, było mi ich zbyt mało - dopytywałam, doczytywałam. Gdy pojedziesz do Zabrza na wizytę - o wszystko się pytaj. A my ewentualnie dopowiemy Ci na podstawie naszych doświadczeń. Nie martw się na zapas. Nie denerwuj się, choć jest to nieuniknione. Jednak wiem po sobie samej, po tym, co inne osoby tu piszą - strach jest ogromny, a po operacji mówiliśmy, że nie był on nam potrzebny, nie był do końca uzasadniony. Wiem, jestem bohaterką z pięcioletnim stażem. Ty też tyle będziesz miał, nawet nie zauważysz jak to zleci:) W razie wątpliwości - pytaj. W razie czego możesz się skontaktować prywatnie. Pozdrawiam.
  23. OLBRZYMKA Nie posiadam wiedzy na temat Twoich problemów, natomiast wiem, że w Szczecinie prowadzi badania profesor Jan Lubiński - światowej sławy genetyk. Może on mógłby Ci pomóc? Spróbuj odnaleźć jego ośrodek, skontaktuj się i może będzie Ci pomocny? Tego z całego serca życzę
  24. Ewa:) smutne informacje przekazałaś. Pomimo Twoich zdrowotnych kłopotów trzymasz nieustannie fason i dzielnie sobie ze wszystkim radzisz. Gratuluję siły! Smutno mi jednak, że posiadasz tak dużo trosk związanych ze swoim zdrowiem. Niedawno mojej znajomej mąż miał przeprowadzaną kardiowersję. Bał się bardzo, na szczęście wszystko poszło według planów i w chwili obecnej czuje się dobrze. A jakie leki przyjmujesz, że tak bardzo się ich obawiasz? Wiem o istnieniu leku na rozrzedzenie krwi, przy którym nie ma potrzeby badania wskaźnika INR, jednak moja lekarka mi go nie zleciła, informując, że nie nadaje się on w moim przypadku. Cały czas czekam aż mądre głowy naukowców wymyślą lek i dla mnie, by pozbyć się Warfinu. Dlaczego obawiasz się tego leku? Jakie ma skutki uboczne? Bardzo Ci współczuję, nie potrafię pomóc, nawet nie wiem jak wesprzeć. W związku z tym, że od dziecka walczysz ze swoim sercem, jesteś dla niego najlepszą specjalistką, zwłaszcza, że chcesz je zrozumieć. Nie potrafię nic wyjaśnić w Twoich chorobach, bo nawet po co. Mogę tylko trzymać kciuki aby nauka, wiedza lekarzy potrafiły Ci pomóc. Cieszę się za to, że jesteś, że zaglądasz tutaj, że mamy z Tobą kontakt i potrafisz nam wiele rzeczy wyjaśnić. Życzę Ci zdrowia i wiary, że dasz sobie ze wszystkim radę i będziesz zdrowa, choć pocerowana:) Wszystkiego najlepszego ...........
×