Skocz do zawartości
kardiolo.pl

Bet

Members
  • Postów

    73
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Treść opublikowana przez Bet

  1. Życzę wszystkim wyjątkowych, magicznych Świąt, oby były zdrowe i szczęśliwe, dały wytchnienie, nadzieję i sporo radości w poniedziałkowy poranek:) Bet
  2. Ewa85, badanie UKG/Echo/USG (często zamiennie nazywane badania) są tzw badaniami *grubymi*. Wszystkie tego typu badania (przezskórne) mają prawo mieć margines błędu i nie są tak dokładne, jak po otwarciu *garnituru*. Ja przed operacją miałam raz 5,4 innym razem 5,6 cm. To tak jak Ewa pisze - zależy w którym miejscu dokonuje się pomiaru, jakim aparatem, z jakiem doświadczeniem i mądrością jest badający. Kolejna sprawa - ja miałam 5,6 cm, a inni * wychwalają* się, że mają ponad 6 cm tętniaka i nikt im nie proponuje operacji. Po otwarciu mnie, okazało się, że mój tętniak był mocno tętniący, bardzo groźny, operacja bardzo ciężka, przedłużająca się. Wobec tego pewnie nie dożyłabym do 6 cm, jak to inni mają i zupełnie dobrze funkcjonują. Tu potrzeba wielkiej mądrości lekarza prowadzącego i pacjenta z nim współpracującego. Myślę, że na wspomnianego doktora możesz opinii polegać. Nie znam nikogo, kto zawiódłby się na NIM. A poznałam wiele osób w szpitalu, potem na rehabilitacji. Dzisiaj się widziałam z pacjentem, który przez doktora był operowany. Również jest zadowolony, posyła kolejnego znajomego właśnie do NIEGO. Dziś byliśmy na długim spacerze nad Zalewem Szczecińskiem i cieszymy się, że idzie nam tak dobrze. To zasługa właśnie dr Filipiaka. Ewa ściskam kciuki i czekam na informację. Czy masz gg? Tlen? Bet
  3. Ewa85:) czekaj, czekaj:) Jedziesz do tego, o którym Ci pisałam? dr Filipiak? Sama jedziesz, czy zabierasz z sobą tatę? Pozdrawiam - Bet
  4. Ach Ewy, jesteście teraz dwie i trzeba mocno rozróżniać :) Pozdrawiam Was ! :) Ewa85, szybka z Ciebie dziewczyna:) Cieszę się, że udało Ci się nawiązać kontakt. Pozdrów *mojego* lekarza od pacjentki ze Szczecina. ( ma ich wiele, ale to Jego miasto, więc będzie Jemu miło). Życzę powodzenia i koniecznie mnie powiadom o efektach rozmowy:) Życzę zdrowia Tobie i Twojemu tacie. Bet
  5. Lutz, supr, że dochodzisz do siebie:) Cieszę się. Fajnie będzie, jak porozmawiasz ze swoim lekarzem na temat *naszych* odczuć:) Porównamy wiedzę z dwóch końców Polski:) Ja byłam operowana w Zabrzu. Super ośrodek, super ludzie, poziom światowy:)!!! Zresztą operował mnie lekarz ze Szczecina - teraz prowadzi oddział kardiochirurgiczny w Zabrzu. Mam zatem dobrą opiekę nie musząc jechać do Zabrza:) Wiem, że Katowice i Kraków oraz Anin to obok Zabrza wiodące ośrodki. Wolę rozmowę na gg, więc zaraz tam wskakuje. Pozdrawiam - Bet
  6. Samosiu, uzbrój się w cierpliwość, niektórzy pacjenci gorzej znoszą operację. Ja operowałam się 9 tygodni temu w Zabrzu (pochodzę ze Szczecina). Jestem już po rehabilitacji, coraz bardziej samodzielna. Byłam w Świnoujściu. Jeżeli to możliwe, to wybierz właśnie Świnoujście. Podobno w Kamieniu są nędzne warunki (powtarzam to za innymi pacjentami). Dalsze miejscowości odradzam - wiąże się to z logistyką, również uciążliwą dla osób opiekujących się chorym. Niczego wielkiego żadne sanatorium nie zrobi - będą ćwiczenia, rowerek, pogadanki. To i tak wiele na stan po takiej operacji. Po przyjeździe pacjent jest bardzo samodzielny - więc warto skorzystać!!!!!!!!!!!!! Zatem nie ma co jechać setki kilometrów. Słyszałam, że rehabilitacja na Pomorzanach jest bardzo dobra. Życzę zatem powodzenia w dochodzeniu do sił :) Bet
  7. Dzień dobry lutz, ja jestem 9 tygodni po operacji zastawki aortalnej i tętniaka. Niestety odczuwam bardzo mocno bicie serca w okolicy górnego złączenia mostka - w zagłębieniu obojczykowym (jeśli tak to można opisać). Czuję to w gardle, słyszę w uszach i czasami przezskórnie - na zewnątrz. Nie muszę przykładać ręki do tętnicy szyjnej aby zmierzyć sobie puls:) Widać na szyki jak pulsuje tętnica. Niektórzy ze mną operowani pacjenci nie odczuwali w taki sposób, ale były to osoby tylko z wymianą zastawką. Sądzę zatem, że chodzi o protezę aorty. To po niej *idzie* chyba nam po mostku nasze bicie serca. Może przylegać do kości...???? Zresztą któryś z lekarzy głośno sobie przy mnie pomyślał w ten sposób, jak Ci opisałam, więc niejako potwierdza to moje przypuszczenie. Podobno musimy się do tego przyzwyczaić i z czasem (powtarzam to za wieloma kardiochirurgami i kardiologami) nasze zastawki obrosną (dokładnie zacytowałam) - pokryją się naszymi płytkami krwi. Na to potrzeba czasu, aby przykleiło się co trzeba do naszych metalowych zastawek i być może będzie wówczas trochę ciszej i delikatniej. Gdzie się operowałeś? Jak się czujesz? Czy skierowano Ciebie na rehabilitację? Życzę dużo zdrowia. Bet.
  8. Ewa, ja też nie przebywałam na zwolnieniach lekarskich. W czym one miałyby mi pomóc - w rozmyślaniu o przyjacielu tętniaku????;) Po mnie też nie było widać choroby, nic mnie nie bolało, więc tym trudniej było mi zwolnić życie i pogodzić się z koniecznością operacji. Tętniak jednak rósł i musiałam uważać. Zaleceń lekarzy słuchałam, jednak nie zrezygnowałam z życia. Wstałam 10 minut wcześniej, aby nie biegać po mieszkaniu przed pracą ( mycie zębów i zakładanie rajstop jednocześnie :) - tak robiłam wcześniej), wychodziłam do pracy 5 minut wcześniej. Nie dźwigałam 10 kg w jednej ręce,,,,,ale rozłożyłam na dwie :):):)....... Po prostu żyłam kontrolując emocje zapędzające mnie w kozi róg:). Było trudno, ale udało się. Teraz za to rozkręcam się pozytywnie i sprawia mi to frajdę, doceniam to, że mogę więcej:) Ostatnio moja Pani doktor zapytała się, czy mam zamiar wrócić do pracy? Czy miała na myśli jakąś rentę dla mnie?????? Nie rozwijałam tematu, bo oczywistym było dla mnie, że będę czynna zawodowo, życiowo, wszelako na wszelakie sposoby :) Przeżyłam, nie jestem niesprawna, więc ŻYJĘ i żyć BĘDĘ. Pozdrawiam - Bet
  9. Ewa30zToF, to co napisałam w sprawie zwolnienia wszystkich czynności życiowych to prawda. Zalecali mi to lekarze. Między innymi taki tryb życia spowodował, że zapadłam w świat inwalidów - nie potrafiłam się z tym pogodzić, bo sama z siebie jestem czynna w każdej dziedzinie życia, zawodowo muszę fruwać :) i wykonywać po kilka czynności jednocześnie. Prace mam bardzo stresującą......... W związku z tym było mi bardzo ciężko powstrzymywać naturę, ale jednak dostosowywałam się do zaleceń. Domu nie przewracałam do góry nogami, aby był idealny porządek (jak to robiłam wcześniej). Zmieniłam w życiu prywatnym i zawodowym wszystkie priorytety i tym sposobem dotrwałam z moim przyjacielem tętniakiem do operacji. Nie pękł, nie rozwarstwił się, ale jak dowiedziałam się po operacji - żył sobie na granicy:) Tobie tętniak nie rośnie, więc może nie musisz zmieniać aż tak życia???? jednak uważaj! Mi wielu lekarzy (nie tylko jeden prowadzący) mówili o zmianie trybu życia. Tak robiłam :) Ewa85, moim lekarzem, który mnie przygotował do zabiegu, operował i nadal jestem pod jego kontrolą jest dr Krzysztof Filipiak - pochodzi ze Szczecina, a w Zabrzu jest szefem oddziału kardiochirurgicznego w nowootwartym szpitalu Śląskiego Centrum Chorób Serca, gdzie dowodzi prof. Marian Zembala (uczeń prof. Religi) Podaję Ci nr telefonu do gabinetu dr Filipiaka: 32 37 33 856. Tam jest przemiła pani sekretarka i udzieli Ci wszelkich informacji kiedy najlepiej dzwonić. Moje doświadczenie jest takie: najszybciej *złapiesz* lekarze ok godziny 9 (po raporcie) i około 13 (po pierwszej operacji - jeżeli tego dnia operuje). Próbuj, warto:) Jeżeli podejmiesz działania w kierunku nawiązania pomocy w Zabrzu, to napisz, jestem ciekawa jak Ci poszło :) Pozdrawiam ciepło - Bet.
  10. Ewa85 Witaj Ewa:) Oczywiście padam Ci namiary na *mojego* lekarz, co mi dał nowe życie:) Napisz tylko, czy potrzebujesz kontakt do Zabrza, czy do Szczecina????:) Moi lekarze przygotowujący mnie do *nowego życia* również mówili, że żyję na bombie. Uważajcie zatem, aby nie przyspieszać kroku, nie dźwigać, nie podnosić nagle czegoś ciężkiego, nie zeskakiwać ze schodów, nie schylać się energicznie po coś co leży na ziemi.................życie spokojne, bez obciążeń, pośpiechu, aby dotrwać w dobrym stanie do operacji. Nie straszę, ale rozsądek jest potrzebny. Lekarze za nas wszystkiego nie zrobią - my musimy być również mądrzy:) Pozdrawiam ciepło i życzę spokoju i zdrowia dla Was wszystkich opiekujących się tatą i oczywiście dla Niego samego :) Na wszystkie wątpliwości odpowiem, jeżeli bede wiedziała, miala doświadczenia. Nie chcę się wymądrzać na tematy, których nie znam. Nie wypowiadam się zatem na tematy, które poruszałaś cytując wyniki badań. Nie doświadczałam, więc nie wiem i nie będę wprowadzała Ciebie w błąd. Pytaj o wszystko lekarzy, oni powinni ciebie o wszystkim informować. Jeżeli czegoś nie rozumiesz podczas wizyty - pytaj i nie wstydź się tego. Lekarz nie wie z kim ma do czynienia - czy pacjent wie o czym on mówi, czy też nie????? Dlatego pytaj, żadne pytanie nie jest złym pytaniem. Takie jest prawo i kolej rzeczy...................... Pozdrawiam serdecznie, życzę zdrowia, cierpliwości i spokoju;.............. Bet
  11. Ewa30zToF, tak, to prawda - czas szybko mija, ale nadal wspominam szpital i oczywiście rehabilitację. Jestem już mocno samodzielna, ale nadal bardzo ostrożna i niepewnie czuję się w tłumie ( sklep, spacer w parku, autobus czy współpracownicy w dużej grupie). Cały czas chronię mostek - przecież nieznajomi ludzie nie wiedzą co mi jest, kurtki i swetry zakrywają pas ochronny. Nie mogę doczekać się jazdy samochodem - będzie bezpieczniej. Niedługo będę mogła korzystać z basenu, ale jeszcze nie z rowerka turystycznego :) Wszystko idzie do przodu, ale....... chciałoby się aby się wreszcie skończyła ta ostrożność i ograniczenia. Najbardziej dokucza mi spanie na plecach. Śpię po 3-4-5 godzin i to wszystko na co mnie stać:) Dzień rozpoczynam od godziny czwartej lub piątej. W ciągu dnia nie potrafię spać. Dlatego chciałabym aby szybciej wszystko się toczyło. To nie narzekanie, ale chęć powrotu do pełnej sprawności. Ale już niedługo ..........:):):):): Pozdrawiam. Bet.
  12. Ewa85, pisałam dużo wczoraj, ale nie przeszło, bo zdążyło mnie wylogować :) Nie chciało mi się powtarzać. Ale skoro nalegasz, nikt Ci nic nie napisał, to proszę uprzejmie. Pierwsze pytania, jakie mi nasuwają się do głowy po przeczytaniu tego co piszesz to: - kto zdiagnozował u Twojego taty tętniaka i wodę w płucach (jaki lekarz?), - dlaczego ten lekarz nie poinformował taty, przecież nie jest on pod opieką córki, a sam stanowi o sobie? - tata nie jest w wieku dziewięćdziesięciu lat, aby był pod specjalną ochronką, uważam, ze powinien wiedzieć o swojej chorobie, choćby móc siebie chronić (tętniak może pęknąć)/ Ewa, tętniaka aorty wstępującej niekiedy operuje się gdy ma 4,8 cm. Przy 5,5 jest to niemal pewniak. Czasami czeka się do okolic 6 cm. Decyduje o tym lekarz kardiochirurg, oczywiście sam pacjent i wszystkie okoliczności zdrowotne i *zakresy* danego człowieka, Trudno nam tu powiedzieć czy to już czas, czy jeszcze chwile poczekać. Niech określą to lekarze. Z pewnością z tętniakiem nie można swobodnie żyć, bowiem może pęknąć czy rozwarstwić się, a wówczas ratunek życia jest minimalny, albo wręcz niemożliwy. Wiek pacjenta jest również istotny - im młodszy człowiek - tym młodsze serce, tym łatwiej dojdzie do siebie, poradzi sobie po operacji......... 55 lat dla kardiochirurgów to niemal jak niemowlę :):):) Domyślam się, że zdiagnozował tatę lekarz kardiolog. On powinien dalej skierować ojca do konsultacji kardiochirurgicznej, bo to ci lekarze decydują kiedy operować, czy operować, w jaki sposób.......... . Tata powinien przejść jeszcze kilka badań dodatkowych(oprócz Echa serca), koronarografię. Z wodą w płucach powinni sobie lekarze poradzić. Można to leczyć. O Łodzi jako ośrodku kardiochirurgicznym nic nie wiem. Z pewnością znajdziesz opiekę w: Krakowie, Katowicach, Warszawie/Aninie, Wrocławiu, Szczecinie chyba w Opolu, gdzieś w Trójmieście (chyba Gdańsk) i ZABRZU. Ja byłam właśnie dwa miesiące temu operowana w Zabrzu. Polecam ten ośrodek całym swoim nowym sercem. Mam dwukrotne doświadczenia z tym szpitalem, za każdym razem idealnie pomyślne. Z Zabrza wywodzi się cała kardiochirurgia w Polsce. Ośrodek, opieka i wyleczalność jest na poziomie europejskim! Pacjent ma poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli będziesz potrzebowała jakieś namiary - służę pomocą. wystarczy zadzwonić tam i dowiedzieć się samemu, wysłać dokumenty, pojechać raz na konsultacją....... po prostu zdać się na tamtejszych lekarzy, podporządkować się ich zaleceniom. Pracuje tam również lekarz ze Szczecina, z którym można nawiązać kontakt raz w miesiącu właśnie w Szczecinie. Objął tam kierownictwo na nowym oddziale w nowym szpitalu Śląskiego Centrum Chorób Serca. Jeżeli łatwiej byłoby Ci dojechać do Szczecina, to i taka istnieje możliwość. Nie ma tam w Zabrzu) problemu z przenocowaniem rodziny, jeżeli trzeba jej pojechać z pacjentem i czuwać po operacji. Inni ludzie pewnie polecą Ci Anin lub Kraków czy Katowice. Są to również dobre ośrodki. Ja jednak uważam, ze Zabrze jest ojcem wszystkich pozostałych i tego fajnie się trzymać. Polecam. W razie dodatkowych pytań - odpowiem. Głowa do góry. Ja rok czasu zwlekałam z operacją, co było błędem tętniak aorty, wymiana zastawki, plastyka części aorty). Na szczęście wychodzę z tego cało, wczoraj obchodziłam dwumiesięcznicę:) Z każdym miesiącem oddalam się od koszmaru i coraz lepiej te obchody mi wychodzą :) Pozdrawiam serdecznie i działaj:) Bet
  13. Dadj, gratuluję, witaj wśród nas:) Wiem co przeszedłeś, dlatego cieszę się, że tak ładnie Ci wszystko idzie do przodu. Rehabilituj się człowieku i to mocno, bo przed Tobą całe piękne życie:) Pozdrawiam i życzę siły ! Bet.
  14. Zosiu, rozumiem Ciebie doskonale. Miotały mną takie same myśli, miałam pełną świadomość powikłań, nic mnie nie bolało, nie godziłam się z tym co mnie czeka, nie widziałam sensu ratowania życia. Do niczego i nikogo nie nakłaniam. Jestem jedynie przykładem powodzenia operacji (na szczęście). Mogę się jedynie dzielić tym co przeżyłam i służyć własnymi informacjami oraz cieszyć się, jeżeli mogę komuś coś wyjaśnić i pomóc. Powodzenie operacji to oczywiście - że żyję, A konsekwencja choroby i operacji - ciąg dalszy leczenia, stała kontrola i pewne ograniczenia. Cały czas podkreślam, że trzeba zdać się na opinię lekarzy, bo oni znają statystykę chorób, powikłań, niepowodzeń w zbyt późnych decyzjach. Wiadomą sprawą jest, że jeżeli człowieka nic nie boli, to nie biega po lekarzach i nie szuka u nich pocieszenia. Ważne jest, aby opinia ich była zgodna - kilku lekarzy, najlepiej z innych ośrodków orzekali podobną procedurę leczenia. Zosiu pozdrawiam i koniecznie poinformuj nas po wizycie w kwietniu. Pozdrawiam Bet
  15. Bożena, faktycznie aorta *normalna* ma średnicę ok 30 mm. Operuje się tętniaki w okolicy 55 - 60 mm, oczywiście w zależności od pacjenta i innych okoliczności. Informacje, jakie podajesz dotyczące przejmowania funkcji jednej tętnicy przez drugą niestety nic mi nie mówią. To są właśnie te indywidualne cechy pacjenta. Zdaj się na opinię lekarzy:):):) Pozdrawiam - Bet
  16. Oj chyba jeszcze jestem na rehabilitacji :) drugi wątek dotyczył Ewy - wszyscy radzili mi.................... Bet
  17. Witaj Zosiu, witajcie *klubowicze* Dawno tu nie zaglądałam i nie wiedziałam, ze tak bardzo rozpisujecie się. Gdzieś tam w swoim wątku powiadomiłam, że jestem na rehabilitacji i nie zaglądałam do innych tematów. Zosiu, operacja trwa około 5-6 godzin. Zosiu, przed operacją również wszyscy radzili mi abym nie zwlekała, ale ja oczywiście swoje:) Po operacji mówię tym samym głosem co inni przed:) No cóż, wszyscy zorientowani w temacie wiemy jakie mogą być konsekwencje, powikłania i ciężko myśleć, że wszystko pójdzie dobrze. Ale jednak trzymam kciuku, i oddaję całą swoją silę Tobie, abyś przeszła wszystko najlepiej jak będzie to możliwe. Piotrze, czy masz już termin operacji? Bądź dzielny i koniecznie szybko powracaj do nas. Ja to przeszłam niedawno i wierz mi, że zaraz po operacji chciałam do Was krzyczeć, że żyję i idzie do przodu:) Właśnie wróciłam z rehabilitacji i bardzo żałuję, że już się to skończyło. Poznałam świetne osoby, które zapamiętam na całe życie. Poznane na zakręcie życia i z podobnymi przemyśleniami - stały się osobami znaczącymi. Podobnie osoby, które dawały mi siłę tu, na forum, kiedy pakowałam się do Zabrza. Pozdrawiam wszystkich i wspieram całą sobą. Bet
  18. Pozdrowienia z kolonii:) Jest super, rehabilitacja przebiega prawidłowo, pokonuję każdego dnia dłuższe odcinki drogi, na dodatek dosyć szybkim krokiem. Przeziębiłam się, ale mimo to staję się silniejsza:) Pozdrawiam wszystkich i oczekującym mówię: z Wami też będzie dobrze!!!!!!! Bet
  19. Zosiu, jesteś w kopii mojej sytuacji. Podobnie podchodzisz do tematu, jak ja podchodziłam, zaraz po stracie męża dowiedziałam się, ze czeka mnie to szczęście. Rok czasu męczyłam siebie pytaniami, aż pojechałam i leczę się po zabiegu. Nie jest łatwo, wiem!!!!!!!!!!!!!!!! Świadomość operacji i powikłań nie pozwala na racjonalne myślenie i podejmowanie decyzji. Ja jednak, tak jak Ty - wolę wiedzieć niż oddawać się w czyjeś ręce w ślepo. Po to mam rozum! Nie namawiam do niczego, jestem tylko pacjentką. Lekarze niech podpowiadają. Kardiolodzy prowadzą pacjenta do czasu zagrożenia, potem zazwyczaj dany przypadek kierowany jest na tzw. kominek - tam kardiochirurdzy decydują czy już, czy jeszcze czekać??? Ja faktycznie proponowałabym spotkać się z kardiochirurgiem, bo ten ma większe doświadczenie odnośnie operacji. Może będziesz spokojniejsza? Skoro mieszkasz we Włocławku, może pomyślałabyś o Aninie? Nie masz tam daleko. Ja z całych sił polecam Zabrze, ale wiąże się to z logistyką. Pomimo takich trudności, jest tam mimo wszystko dojazd, w pobliżu hotel i sztab ludzi pomocnych w problemie. Myślę, że Anin i Bydgoszcz również mają dobre doświadczenia, ja jednak posiadam dwukrotne o Zabrzu, dlatego polecam. Serdecznie pozdrawiam - Bet
  20. Witaj Zosiu:) Wiem co czujesz, bo to samo przeżywałam. Zawsze powtarzałam sobie, że nie zgłoszę się w życiu na żadną operację dobrowolnie. Chyba, że padnę na ulicy i wezmę mnie siłą:):):) Rozumiem Ciebie doskonale. Powiem Ci, że strach jest większy niż przeżycie w rzeczywistości. Chwilkę po przebudzeniu pomyślałam: * o jak fajnie, jestem po, a tak się bałam, nic nie bolało i nic nie boli (zbawienny wpływ morfinki :) ), teraz muszę dochodzić do siebie i uciekać ze szpitala.... o jak mi się chce pić ....o jak bym się napiła mirindy ( a nie pije nigdy takich płynów).....* Zażyczyłam sobie o pol łączenie telefoniczne do rodziny, aby porozmawiać sobie i pocieszyć, że czuje się dobrze. Potem jak zeszłam z tak silnych leków przeciwbólowych, bolało trochę mocniej, ale idzie przeżyć - cały czas podawano leki przeciwbólowe. Proszę Cie, nie denerwuj się tak jak ja, bo nie jest to potrzebne, w niczym nie pomaga. Z jakiego miasta pochodzisz? Czy masz dobrego kardiologa, kardiochirurga? W jakim wieku jesteś? Skoro wchodzisz na 4 piętro bez większego problemu, to może nie męczysz się tak strasznie. Piszesz, że nie masz dolegliwości. Nadmierne zmęczenie jest właśnie objawem świadczącym o słabnięciu serduszka i przede wszystkim tętniaka. Pilnuj aby nie rozwarstwił się lub nie pękł (wysokie ciśnienie, nadmierny wysiłek, dźwiganie, zwłaszcza przed sobą, nagłe silne podnoszenie ciężaru......) Pozdrawiam serdecznie i smacznego pączka
  21. Zosiu, wiem co czujesz, ja przed operacją dostawałam fioła!!;) Zapewniam Ciebie, że diabeł nie jest taki straszny. Dzisiaj zaczynam zapominać o bólu. Mówię o nim, bo niedawno to przeżywałam, ale już zapomniałam jak to boli. Dzisiaj rozpoczęłam terapię. Jestem po badaniach, ćwiczeniach, dowiedziałam się co mogę robić, jak się zachowywać, aby mostek mi nie rozszedł się. Już to wiedziałam, ale byłam pierwszym etapie pooperacyjnym. Teraz już mogę trochę więcej, choć nadal jestem ograniczona. Dzisiaj pierwszy raz weszłam pieszo na drugie piętro Nigdy tego nie robiłampo operacji. Podczas ćwiczeń widziałam, że inni, np. po zawale byli bardziej zmęczeni ode mnie, więc jest to dla mnie również informacja iż idzie w dobrym kierunku. Skro śledziłaś, co do tej pory ze mną się działo, to sama zauważ, że dwa tygodnie temu wróciłam ze szpitala i wszyscy wokół mnie pracowali, a teraz staję się samodzielna. Byłam dzisiaj również na spacerze po śniegu około 1,5 km. Uważam to wszystko za sukcesy. Nie martw się zatem na zapas, bo z doświadczenia wiem, że nie warto. Będzie i z Tobą dobrze, obyś tylko była w dobrych rękach. Głowa do góry i patrz na mnie - idę do przodu, podobnie jak większość ze mną obecnych osób. Ty też to samo i sprawnie przejdziesz. Twój tętniak jest *spokojny* więc pewnie nie ma co przyspieszać, a na zapas nie zadręczaj się. nadal żyj spokojnie, aby nie pękł, dbaj o ciśnienie, aby nie rozwarstwił się. Jesteś pod często kontrolą kardiologiczna, zaufaj specjalistom. Jeśli masz natomiast wątpliwości, to udaj się do innego lekarza i dowiedz się jego opinii. Pozdrawiam serdecznie - Bet
  22. Witaj Zosiu. Rok temu miałam tętniaka aorty wstępującej wielkości 5,2 cm. We wrześniu był już 5,4. Rozrastał się coraz szybciej. Wcześniej co roku rósł około 1 mm. Myślę, że przyczyniły się do tego potężne dwuletnie stresy. Myślę, że dlatego lekarze namawiali mnie na operację. Ja również nie miałam żadnych dolegliwości, dlatego tym bardziej nie chciałam się operować. Ale tętniak takich nie daje i albo się rozwarstwi, albo pęknie. Czasami wcześniej pacjenci odczuwają duszności, co wskazuje na wzrastanie problemu. U mnie tendencja poszerzania się tętniaka wyraźnie była zwyżkowa. Lekarze namawiali mnie w czasie, kiedy serce jeszcze dobrze sobie dawało radę, a to natomiast prawie gwarantuje powodzenie operacji i szybszy powrót do zdrowia oraz szybszą regenerację serca *po*. Lekarze namawiali mnie na ten *młodszy* termin ze względu na jeszcze mocne serce. Z latami z pewnością ono słabnie, a wada jaką posiadam na 100 procent je osłabiłaby. Stąd szybciej mi proponowano zabieg. Po operacji wiem z pewnością, że był to prawie ostatni termin. Tętniak był już bardzo napięty, więc nie wiadomo jak długo jeszcze by wytrzymał????? Natomiast frakcja wynosiła 60. Obecnie mam 15/7 (przy wypisie ze szpitala). Cel, jaki zakładali lekarze został osiągnięty. Oby tak dalej i żeby więcej nie przechodzić takiego problemu - tego sobie i wszystkim w podobnych sytuacjach życzę. Jak piszesz, Twój tętniak *stoi* w miejscu, więc jest w pewnym sensie *dobrze*. Myślę, że lekarze przyglądają się jeszcze innym parametrom, choćby frakcji i sprawności serca. Oby tak dalej - nie spiesz się, jeżeli nie musisz. Zawierz dobrym lekarzom :). Pozdrawiam serdecznie, Bet.
  23. Witaj Piotr, wiem co przeżywasz. 8 marca ubiegłego roku dowiedziałam się, że muszę być operowana, bo mój tętniak jest już duży. Miałam również wadę zastawki aortalnej, czego skutkiem ubocznym był tętniak. Prawie rok czasu męczyłam się psychicznie z problemem, nie chciałam tej operacji, nie godziłam się z rzeczywistością, tym bardziej, że nic mnie nie bolało. Za kilka dni minie miesiąc od mojej operacji. Z każdym dniem czuję się lepiej, choć do ideału jest jeszcze kawałek drogi do pokonania. Operowana byłam w Zabrzu i czułam się tam jako pacjentka bardzo bezpieczna i mocno zaopiekowana na każdym etapie mojego pobytu w szpitalu. Mam porównanie do wielu szpitali i wiem co mówię. Dali mi przez to silę do walki, zdrowienia i stawania na własnych nogach. Wiem co przeżywasz, rozumiem doskonale, jeszcze tego nie zapomniałam co działo sie ze mną przed miesiącem. Między innymi wsparli mnie ludzie na tym forum. Dwa dni przed wyjazdem zalogowałam się tutaj i otrzymałam dodatkową siłę. Nie powiem Ci, że masz się nie martwic, bo to absurd. W końcu to Twoje życie i Twoja przyszłość, a od powodzenia zabiegu będzie zależało jak będziesz funkcjonował. Jedno co mogę napisać Ci na pocieszenie, że było mi dużo łatwiej przejść w rzeczywistości przez ten ciężki moment mojego życia, aniżeli w mojej wyobraźni (zresztą pochodzącej z doświadczenia na bliskiej osobie i zdobytej wiedzy medycznej). Połowa sukcesu każdej operacji to praca personelu medycznego, a druga połowa to organizm ludzki oraz mądrość pacjenta. Podobnie jak Ty po pierwszej operacji sądzę, ze to koniec z moimi problemami sercowymi, ale czytając różne wypowiedzi pacjentów okazuje się, że ludzie muszą w różnym czasie poddawać się ponownie zabiegom. Liczę na to, że mnie to nie będzie dotyczyło, ale nadzieja to jedno, a życie to drugie. Nie denerwuj się tak mocno, bo spalasz się niepotrzebnie. Osłabiasz tym cały układ immunologiczny, który w potrzebnym momencie nie będzie się chciał bronić. Albo będzie robił to dużo gorzej i ciężej dla Ciebie. Jeżeli masz jakieś pytania, to odpowiem - myślę, że będzie wygodniej wówczas pisać np na gg. W jakim wieku jesteś, z jakiego miasta pochodzisz? Miałeś wymienioną zastawkę i ponownie trzeba ją wymienić? Dlaczego powstał tętniak? w którym miejscu? Pozdrawiam i życzę dużo siły i zdrowia
  24. Tomek, jestem ze śzczecina, w połowie stycznia miałam operację. To samo, co Ciebie czeka. Polecam z całego serca szpital w Zabrzu. W Szczecinie bywa lekarz (nasz Szczecinianin, który tam pracuje). Jeżeli jesteś zainteresowany - podam wszystkie namiary. Dobrze przemyśl gdzie chcesz być operowany !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Przynajmniej raz w tygodniu w Zabrzu operowani są *nasi* pacjenci. Odległość nie stanowi w takiej sytuacji bariery. Polecam!!!!!!! Kilka razy już korzystałam z wiedzy tamtych FACHOWCÓW. Pozdrawiam i życzę zdrowia.
  25. Dobry wieczór, czytam wszystkie wypowiedzi sprzed roku i wcześniej. Jestem niespełna miesiąc po operacji tętniaka aorty wstępującej plus zastawki i plastyka innej części aorty. Jeżeli nie jest dla Was zbyt późno ( może już jesteście po zabiegach???) - służę podpowiedzią. Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowia
×