Skocz do zawartości
kardiolo.pl

Bet

Members
  • Postów

    73
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Treść opublikowana przez Bet

  1. Mroziu84, przeczytałam Twoją historię, już dłuższy czas *walczysz* i poszukujesz dobrej opieki. Ja jestem niespełna 4 tygodnie po operacji serca w Zabrzu. Mieszkam w Szczecinie. Uważam, że ośrodek w Zabrzu jest najlepszym w Polsce, od niego wszystko się zaczęło, cała kardiochirurgia w Polsce. Centrum jest na poziomie europejskim, a opieka bez zastrzeżeń. Drugi raz z tego ośrodka korzystałam. Jeżeli potrzebujesz jeszcze jakieś kontakty, to udostępnię Ci je. W Zabrzu jest *złotym* fachowcem lekarz ze Szczecina, objął tam szefostwo nowego oddziału kardiochirurgicznego. Większość Szczecinian jedzie za nim do Zabrza!!!!!!!! Raz w miesiącu jest możliwy z nim kontakt w Szczecinie. Dziwię się Twojej ocenie o Zabrzu, ja takich doświadczeń nie miałam. Na szczęście !!!!! Podejście do pacjenta jest bardzo indywidualne, a sam prof Zembala zajmie się każdym, kto tylko wymaga większej troski. Nie namawiam Ciebie na zmianę planów skoro czekasz w kolejce w innym szpitalu, ale jeżeli miałbyś taka potrzebę, np. na konsultację w Szczecinie, zorientowanie się w *swoim temacie* u kogoś innego niż dotychczas, to bardzo proszę - pisz, pytaj, a ja postaram się odpowiedzieć.
  2. W szpitalu zalecono mi pierwszą kontrolę po powrocie z rehabilitacji. Po tygodniu pobytu w domu, jak już trochę zaadoptowałam się do nowych warunków, odezwałam się do swojego kardiologa i poinformowałam, że jestem *po*. Poinformowałam o przebiegu operacji i całego pobytu. Również miałam troszkę płynu w opłucnej i w osierdziu ( chyba standard). Moja Pani doktor w związku z tym chciała mnie zobaczyć i sprawdzić, czy płyny wchłaniają się, czy też wzrastają (bo lubi tak się dziać). Po UKG stwierdzono mi, że płyny pomniejszyły swoją objętość o połowę. Moja Pani doktor nie chciała abym pojechała na rehabilitację z płynami (jeśli miałyby przybywać), abym nie męczyła się tam. Dlatego właśnie tak szybko byłam kontrolowana. Upały powiadasz - super powód :)
  3. Witam,, to prawda, z każdym dniem jest lepiej. W piątek byłam z pierwszą wizytą u kardiologa. Wynik badania bardzo dobry ( biorąc pod uwagę, że to nie natura, a jej korekta). Pisząc dużo, coś poprawiam, przestawiam i efekt jest taki jak powyżej. No trudno, jeszcze mogę sobie pozwolić na to - zrzucić na operację :) Jednak martwię się już w jaki sposób będę miała tłumaczyć się za pół roku ????:) Pozdrawiam - Bet
  4. Przeczytałam teraz początek swojej poprzedniej wypowiedzi i sama jej nie rozumiem:) Chyba coś mi się skasowało, przesunęło. Chodziło mi o to, że elektrody i ich odcięcie nie było takie straszne, jak cały proces dochodzenia do siebie - czyli nauka samodzielności w bólu, powolności, duszności......... Bet
  5. Ewa, to nie było straszne, powiem, że pryszcz:) samo cięcie i ból pooperacyjny, a potem samodzielności, do której byliśmy zmuszani zaraz po pionizacji (ten Twój schabowy) - każdy w różnym czasie, w zależności jak przebiegał powrót do prawidłowej funkcjonalności i parametrów - głównie sercowych. Wszyscy pacjenci jesteśmy, byliśmy i będziemy dzielni. Każdy z nas stosownie do swojego przebiegu choroby i zabiegu. Nasi bliscy również przechodzili swoje, też cierpieli, głównie psychicznie. Dzięki im za ich obecność !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jeszcze nie wyjechałam. Dzisiejszy dzień, miałam pod znakiem odwiedzin. Okazuje się, że posiadam wielu przyjaciół. *Odkopali* się wszyscy dawni i bliżsi znajomi. Wspierali mnie przed operacją i teraz. W chwili obecnej pozostawiają swoje obowiązki i biegną do mnie, telefonują, wszyscy chcą pomagać. Są kochani. Jestem im bardzo wdzięczna. Nigdy nie chciałam korzystać z niczyjej pomocy, nie prosiłam o nią, a teraz bardzo dziękuję, że ludzie Ci są przy mnie. W razie potrzeby będę mogła na nich liczyć. To bardzo miłe!!!!!! Pierwszy raz w życiu jestem zależna, dlatego teraz tak bardzo to doceniam. Byłam również na spacerze, w sklepie. Jaka to frajda móc samemu kupić coś, a nie czekać, aż ktoś przyniesie. Każdy kolejny dzień przynosi mi jakaś satysfakcję z samodzielności. Nie wiedziałam, że można cieszyć się z kupienia sobie mleka czy jogurtu. Zawsze był to obowiązek, a teraz radość:) Oczywiście wychodziłam w asyście, bo dzisiaj było sporo śniegu i lodu i nie mogę nic dźwigać. Pozdrawiam serdecznie .................
  6. Super to zabrzmiało: * ja najlepiej wspominam....* Wspomnienie przynajmniej super wakacji :):):) Niektóre elektrody ucinane są przy skórze (tak pozostawili mojemu mężowi). Ja byłam przekonana, że lekarz mi je usunął (nie patrzyłam - nie chciałam tego widoku pamiętać). W wypisie mam napisane, że pozostawiono mi je?????? Okaże się przy pierwszym prześwietleniu płuc :) Pani, która leżała obok mnie miała usunięte całkowicie i ją bolało jak lekarz jej to wyjmował, natomiast mnie nic nie bolało, więc zwątpiłam w jaki sposób zostało to wykonane. Można z tym żyć, w niczym to nie przeszkadza, więc nie martwię się tym. Grunt, ze na bramce na lotnisku czy przy kasach nie będę dzwoniła :) A z drugiej strony, jak mogłabym być otoczona grupką przystojnych ochroniarzy :)! Mi ten wspomagacz podłączono tylko czasowo, do stymulacji serca, które nie chciało od razu pracować jak należy,,,,,,narkoza chyba jeszcze na nie działała, albo morfinka je uśpiła???? Ale ona powinna spowodować pobudzenie,,,,,,trochę śmiechu i powinno chodzić jak w zegarku:) Chyba chciało to moje serce jeszcze trochę sobie pospać? Spokojnej nocy :)
  7. Ewa, do serca miałam podłączone dwie elektrody, które wyprowadzone zostały prze skórę, prostopadle pod sercem, po lewej stronie brzucha, troszkę powyżej pępka. Do tych elektrod miałam dopięty rozrusznik - coś w rodzaju dużego pilota np. telewizyjnego - 2 razy szerszy i wysokość podobna. Koloru szarego jak sprzęty komputerowe i około 5 pokrętem regulujących pracę serca. Czułam jak *podkręcano* mi prędkość pracy serca. Od tego urządzenia odchodziło do komputera około 7-10 kabelków do wtyczki jak do komputera ( tej Euro, a nie USB). Piszę wszystko *około* bo był to czas, kiedy niewiele się poruszałam, ciągle na przeciwbólowych lekach byłam i nieustannie spałam. Było mi to wówczas obojętne i to co zdążyłam zauważyć, to dzisiaj jest *moje* :) Zresztą tak dużo ze mnie różnych kabli, drenów wychodziło, że nie wszystko byłam w tamtym stanie zauważyć. Musiałam być na rozruszniku i dopaminie, ponieważ miałam zbyt niskie ciśnienie. Lekarze nie mogli mi tych rzeczy odłączyć, bo nie nie mogli *zejść* z dopaminy. Po 4 dobach udało się :) Wiesz jak fajnie było na samodzielnym spacerze:):):):) Mój pierwszy samotny. W sobotę byłam na kilkuminutowym w towarzystwie. Dzisiaj już wszyscy musieli wrócić do pracy i sama się wyrwałam :) Taka piękna byłam pogoda:) Nie mogłam się oprzeć. Oczywiście powiadomiłam rodzinę po powrocie, bo nikt mi samodzielnie nie pozwolił wyjść :) Jedno pytanie mi zadałaś, a ja tu całą historię opisuje :) Wracam do sił??????? Pozdrawiam - Bet
  8. Jakieś literówki wkradły się powyżej, za szybko stuknęłam w enter :) Przepraszam:)
  9. Ewa. To prawda. Ja na szczęście źle nie wspominam drenów, przebudzenia. Od razu byłam przytomna, wszystko pamiętam. Nie bolały mnie towarzyszące operacji *drobiazgi* typu usunięcie drenu, cewnika, rozrusznika. Największą moją dolegliwością było leżenie w jednej pozycji no i oczywiście bóle pooperacyjne. Mój lęk przed operacją związany z doświadczeniami najbliższej mi osoby paraliżował mnie i faktycznie Twoje słowa wspierające dawały mi siłę. Dzień przed wyjazdem chciałam zrezygnować i nie walczyć o życie. Dzisiaj czekam aż uwolnię się od ograniczeń i bóli po hakach, szwach..... ciągłej pozycji na wnak :)To już bardziej niecierpliwość, niż dolegliwości porównując do tego, co przechodziłam 3 tygodnie temu :) Zaraz spróbuję swoich sił i samodzielnie idę na krótki spacer (drugi po operacji, wcześniej szłam w towarzystwie). Mrozy odchodzą, to ja wyfruwam z domu :) Działaj dalej,,,,,,,,pozdrawiam.
  10. Ewa. Tyle lat minęło od Twoich przeżyć operacyjnych, a piszesz o sobie tak, jak by było to rok temu:) Czy to nie przemija? Czy może wspierasz innych? Pewnie jedno i drugie??? :) Bet
  11. Przepraszam, zorientowana jestem w swoim temacie (zastawka aortalna) Słysząc/ czytając *zastawka* - kojarzę tylko ze swoją ( błąd :) ) Początkowo przestraszyłam się tak szybkiego terminu wyjazdu. Jeszcze w *szelkach*, rękoma nie można zbyt wiele *manewrować*, nic dźwigać, ubierać się jest ciężko, a ONI wysyłają człowieka na rehabilitację dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala :) Mrozy napędziły mi również obaw...........ale po kilku dniach pobytu w domu, gdzie funkcjonuje się inaczej niż w szpitalu stwierdziłam, że z dbałości o mostek zaczynają mi się pojawiać różne przykurcze, bóle mięśni nie tam gdzie trzeba :) Doczytałam sobie na stronie *naszego* lekarza kardiochirurga, że rehabilitacja powinna rozpocząć się w 4 tygodnie po zabiegu ( ja przekroczę , bo pojadę po 4 tygodniach :) ) To wszystko mnie przekonało i właśnie siedzę z kartką i zapisuje co z sobą wziąć, aby walizkę komuś było łatwo dźwigać:) Oczywiście rehabilitować zaczęto mnie kilka godzin po operacji, ale to było na poziomie szpitala. Teraz trzeba nieco więcej. Tam się nauczę, z czego się cieszę. Ewa, w Zabrzu wysyłano każdego pacjenta. Ślązaków wysyłano do Rept i czasami do Ustronia, a Szczecinian do Świnoujścia. W 2008 r. mój mąż również nie został przez żaden ośrodek skierowany, bo towarzyszyły Jemu inne choroby, wiążące z miejscem zamieszkania. Znajomy męża kilka lat temu operowany na by-passy w Opolu również od razu po szpitalu pojechał na rehabilitację. Szczecin również rehabilituje zaraz *po*Myślę, że są na to przeznaczone spore fundusze, ale oczywiście wszystko zależy od indywidualnego przypadku. Ty zapewne byłaś tym wyjątkowym pacjentem. No i oczywiście jesteś wyjątkową osobą :) Pozdrawiam z początkiem dnia - Bet
  12. Witaj Bożena, w połowie stycznia miałam przeprowadzoną operację serca:wymiana zastawki aortalnej i aorty wstępującej z powodu powstania tętniaka. 10 dni pobytu w szpitalu (tylko ze względu na długą podroż powrotną do domu, pacjenci miejscowi wypisywani byli po około 6 dniach). Od tygodnia jestem w domu, zaczynam adoptować się do nowych okoliczności. Pakuję się na wyjazd rehabilitacyjny, na który każdy po zabiegach kardiochirurgicznych jest kierowany. Jutro drugi raz będę miała badanie krwi na INR (po wyjściu ze szpitala). Za kilka dni pierwsza kontrola kardiologiczna i........... powrót do życia :) Nie powiem Ci, że czujesz się świetnie po takiej operacji, bo bym mocno skłamała. Pierwszy tydzień jest ciężki, ale w obecnych czasach promuje się leczenie bez bólu, więc podawane są leki przeciwbólowe tak często, jak tego potrzebuje pacjent. Zabieg jest bardzo poważny, więc siły powracają dłużej niż po innych operacjach (np tarczyca czy wycięcia woreczka robaczkowego). Ewa opisała Ci rzeczy, których nie wolno po operacji robić, ale zapewniam Cie, nie jest to takie trudne. Ważne jest, aby mieć kogoś do pomocy w pierwszych tygodniach. Mam nadzieję, że trochę Ci podpowiedziałam. Jeśli jeszcze coś mogę pomoc ,to pytaj. Pozdrawiam - Bet
  13. Ewa, zazdroszczę biologicznej, współczuję rozcięcia (mnie niewiele mniej rozcięto) :)
  14. Witaj Ewa, tak, wiem, że maluszki są operowane. Sama dowiadywałam się o leczenie 6-miesięcznego dziecka z dziurami w serduszku. Widziałam maleństwa na rękach rodziców całe sine i cierpiące. Nauka idzie do przodu w zaskakującym tempie:) Całe szczęście! Zastawki, głównie biologiczne są wszczepiane metodą małoinwazyjną. Na szczęście. Sama leżałam na oddziale gdzie lekarze starają się jak najmniej ingerować w człowieka / o ile dana metoda jest pomocna w zdrowiu pacjenta. Mnie też pomimo rozległej operacji potraktowano nieco ulgowo (nie rozcięto od obojczyka, ale troszeczkę poniżej). Super, będę mogła zrezygnować z golfów latem :):):) Wydaje się to mało istotne, ale dla kobiety....................???!!!! Najważniejsze zdrowie i życie, a jak to powraca do normy to i wygląd jest istotny. Czy posiadasz jakieś zdanie, wiedzę na temat aparatów do pomiaru INR? Są bardzo drogie, paski diagnostyczne również. Czy jest możliwość jakiejś refundacji? Pozdrawiam Cię Ewa, dla mnie jesteś bardzo dzielną kobietą:) Bet
  15. Aż zastawka! Ingerencja w serce. Jesteś młody, więc wszystko pójdzie dobrze. Ja byłam *młodą* pacjentką. W swoim czasie najmłodsza na oddziale i malutkimi kroczkami dźwigam się. Ty pójdziesz jak burza :) :) Bet
  16. Kiedy masz mieć zabieg? To samo co u mnie? Gdzie? Ja czekałam na swój od marca (08.03.2011 r. - dzień kobiet). Sporo nadenerwowałam się, w pewnym momencie już nie wytrzymywałam nerwowo. Na szczęście jestem po i szykuję się do wyjazdu na rehabilitację:) Ty również później pojedziesz, bo wszystkich pacjentów kardiochirurgicznych wysyła się na rehabilitację. Mam przyjaciół w Twojej miejscowości, towarzyszących mi w miłych i najtrudniejszych chwilach. Między innymi tej ostatniej:) Przez sentyment trzymam zatem mocno, podwójnie kciuki za Ciebie. Bet
  17. Moja druga niedziela w domu :):):):) Witajcie, życzę Wam, aby była dla Was udana :) W piątek przyjęłam pierwszych gości - przyjaciół. Był serniczek i zdrowotna nalewka z aronii ;) Wczoraj byłam na pierwszym spacerze w parku, wyszłam z inkubatora:) Dzisiaj idę na obiad rocznicowy do bardzo przyzwoitej restauracji. Socjalizacja idzie pełną parą. Potem rowerek stacjonarny i przygotowanie do kawusi w poniedziałek z koleżanką z pracy. Zaczyna mi się to podobać:) Jak dobrze nie chodzić do pracy:) Pozdrawiam Was bardzo bardzo gorąco. Choć się nie znamy, ale daliście mi wiele siły kilka dni przed............ Dziękuję. Bet
  18. Zabrze, Anin, Kraków i Katowice to wiodące w Polsce placówki. Mi kilka lat temu ktoś powiedział, że tylko Zabrze, więc tam pojechaliśmy na by-pasy, a teraz powtórzyłam - zastawka i aorta. Dlatego tak trafiłam. Od prof. Religi rozpoczął się rozwój kardiochirurgii w Polsce, a wspomniane instytuty dorównały Zabrzu. Też tak sądzę, że w Aninie jest dobrze. To jest na zasadzie - na coś trzeba się zdecydować :) Staram się ćwiczyć swoją wydolność, siły, mięśnie, uczestniczyć w możliwych dla mnie czynnościach domowych (na poziomie rąk - bez ich podnoszenia :) ). Siły powracają :)!!!!!!! Pozdrawiam mocno:)
  19. Jesteście kochani :) Tak, mam zamiar pozbierać się i zacząć żyć na nowo z werwą i korzystać z niego, bo szybko ucieka:) Ewa, nie wiem, czy znasz szpital w Zabrzu? Tu każdy pacjent jest traktowany z godnością, objęty jest pełną opieką. Podobnie rodziny pacjentów. No cóż - bolało, mocno bolało. Człowiek jest słaby jak mucha:) To była pierwsza moja operacja, nie mam porównania do innych, ale spotkani przeze mnie pacjenci, którzy poddawani byli innym operacjom niż związane z sercem jednogłośnie stwierdzali, że nie spodziewali się takiego bólu i słabości, sądzili, że szybciej będą stawać na nogi. Przeżyłam, 4 dni na oddziale intensywnej opieki, potem już sala ogólna. Chcę zapomnieć i teraz żyć od nowa:) SZPITAL jest wzorcem dla Polski i Europy! Jeżeli ktoś jeszcze nie wie gdzie się operować, to tylko tam. To było już. moje drugie doświadczenie z tym szpitalem. Zawsze pozytywne:) Pozdrawiam serdecznie. Na wszelkie pytania i wątpliwości odpowiem jeżeli ktokolwiek ma jakieś wątpliwości. Dziękuję za wszelkie wsparcie i mocne kciuki :) Bet
  20. Wracam do domu, mijam Wrocław :) Pozdrawiam Was mocno
  21. Tak jest:) trzymam się :) Zabieram z sobą komputer dla innych celów, nie do pisania w niecie: Jednak jeżeli będę w stanie cokolwiek naskrobać, to z pewnością dam znać. Bardzo cieszę się, że towarzyszyłaś mi, podobnie jak Twój przedmówca, w ostatnim dniu przed szpitalem:) Dziękuję Wam bardzo. Życzę duuuuuużo zdrowia i radości z każdego dnia
  22. Ewa, jesteś młodszą osobą, a dajesz więcej wsparcia niż najbliższe otoczenie. Wiesz co przeżyłaś, nie opowiadasz o *gdybaniu*. Najbliżsi potakują, starają się jak mogą, zaciskają zęby na kolejne moje marudzenie, bo co mogą zrobić??? Nikt z nas nie zna jutra. Wiem, że Zabrze jest świetne, bo już doświadczyłam tamtejszej opieki medycznej. Wzór dla Polski!!!!!!!! Dlatego tam jadę. Ewa, ja sama jeszcze nie cierpiałam cieleśnie, ale pół swojego życia poświęciłam opiece najbliższych i wierz mi, że przechodzili potworne męczarnie. Nie życzę tego nikomu. Niestety w potwornych cierpieniach zmarli I nie był to rak! Żyję w świecie medyków, więc wiem dużo o różnych problemach związanych z ratowaniem zdrowia i życia. Sam jestem bardzo dociekliwa;) i poszukuję informacji. Dlatego wiem co może się dziać. Niedawno straciłam najbliższą osobę i zaraz po tym dowiedziałam się o sercu. dlatego jestem taka marudna. Ciężko podnieść się w takiej sytuacji. Wszystko jest czarne. Biorę z sobą komputer, jeśli będę w stanie, to coś napiszę po tygodniu (może):) Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa. Pozdrawiam.
  23. Dziękuję Ewa za słowa pocieszenie. Wiem, że ma mi to przedłużyć życie. Nie mam jednak poczucia, że mam mieć jego poprawę, bowiem nic mi nie dokucza pod względem sercowym. Traktuję więc tę operację jako okaleczenie przedłużające życie, tylko nie wiadomo w jakim stanie???? Czy nie będzie gorzej, czy nie będzie powtórek, czy nie będzie powikłań po przyjmowaniu leków przeciwzakrzepowych, jak długo zastawka wytrzyma, zakażenia, zapalenia wsierdzia....... To jest zastąpienie jednego inwalidztwa naturalnego inwalidztwem sztucznym. Natury niestety nie poprawi się, można jedynie zmienić jej jakoś, niekoniecznie na lepszą. I tego się obawiam. I czy warto walczyć o kilka lat? Mam obecnie 46. Jestem kilka dni przed operacją, przygotowuję się do niej od prawie roku, więc wiem wiele, a może zbyt wiele, dlatego posiadam sporo obaw. Bardzo, bardzo dziękuję za wsparcie. Nikt tak nie rozumie problemu jak osoba, która to samo przechodzi, przeszła. Pozdrawiam goroca
  24. :) :( A ja czuję się, jak bym szła na skazanie. Nie mam żadnych dolegliwości, gdyby nie stwierdzono, że już czas na mnie, to żyłabym dalej bardzo aktywnie. Teraz od roku stoję w miejscu, aby nic mi nie pękło ( czyt.: tętniak :) ) Serce radzi sobie dobrze, zastawka pomimo wady nie daje żadnych dolegliwości. Znam niestety wszystkie złe strony operacji, życia po zabiegu i konsekwencji decyzji jakie podejmę w sprawie rodzaju zastawki. Niestety nie chcę (nie mogę) się pogodzić z okaleczeniem, protezowaniem, ograniczeniami życiowymi. Co innego, kiedy coś Ci z wiekiem się starzeje i w wieku 90 lat nie możesz biegać:)., a co innego, gdy jeszcze masz wiele sil do życia........ Ciesze się, że masz takie podejście. Ja natomiast mam potężną świadomość powikłań i to mi nie daje nadziei na lepsze życie. Pozdrawiam i idę się pakować na...........skazanie:)
×