Skocz do zawartości
kardiolo.pl

joasia35

Members
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez joasia35

  1. Wczoraj nie dałam rady,ale nawet na przystanek nie doszłam. Tylko wyszłam z domu sąsiadka mnie złapała i tu na kawkę i w ogóle, no myślałam,pół godziny to dam radę i podjechać i wszystko załatwić. Ale nam zeszła godzina, więc już nie szłam na przystanek,tylko do sklepu i po córkę do szkoły, wracając też poszłyśmy na małe zakupy i tak na zeszła kolejna godzina, wracamy a pod drzwiami sąsiad i jego robotnik-bo remont robią, że trzepnął w rurę, woda się leje, a u nas w piwnicy wyłącznik wody. No myślałam,że padnę, sypialnia i korytarz do malowania całościowego, u Zosi sufit trzeba pomalować. No mówię Wam, zła jestem jak osa, bo w zeszłym roku był remont generalny a tu farba zlazła... Mąż w weekend będzie malować a ja z Zosią na działkę z teściową pojedziemy... Mam teraz trochę roboty więc w poniedziałek pójdę na przystanek i pojadę, ale teraz nie dam rady... Oka u mnie wszyscy ok, to znaczy nikt mi ze znanych osób nie ma problemów takich jak ja. Jula te cukierki uwielbiam, też kupiłam,tylko ja trochę więcej:) Mam choć na pocieszenie... Pozdrawiam Was serdecznie
  2. Wczoraj było pięknie, cudowna pogoda. Wzięłam gazetę i wiecie przez pół godziny siedziałam na przystanku- dziś za to leje i w ogóle nie chce mi się iść... Ale zbiorę się, i też koło 10 pójdę, mniej ludzi. Umówiłam się z siostrą,że do niej zadzwonię i całą drogę będziemy rozmawiać:) Oka, trzymam za Ciebie kciuki-uda nam się:) No i wczoraj z mamą i córą pochodziłyśmy po mieście, potem poszłyśmy na świeży sok, usiadłam w samym centrum miasta i dobrze się czułam mając kogoś obok siebie. Mam nadzieję,że niedługo sama też się przejdę i dam radę:) I jak Jula dzień minął? Co tam u Was dziewczyny? Pozdrawiam:)
  3. Ja Oka nie nastawiałam się,że od razu wsiądę. Dziś idę na 10 minut, ale jutro wsiądę-mam nadzieję. Córka w szkole, czekam na kuriera, także wybieram się dziś później niż wczoraj na ten przystanek,może koło 10 mniej ludzi będzie? Wczoraj istne piekło:) Ale ważne Oka,że próbujemy,też przypomniałam sobie te chwile jak człowiek był wolny od lęków, oj było pięknie... U mnie Jula też dość ładnie, także wieczorem poszliśmy wszyscy na długi spacer z psem. Dziś też z mamą się umówiłam,że jak córa wróci ze szkoły to spotykamy się i idziemy,trzeba korzystać póki słońce świeci:) Wero dumna jestem, wspaniała wiadomość:) Pozdrawiam
  4. Dziewczyny odprowadziłam córkę i poszłam na przystanek, z drżącym sercem. Mówię sobie 5 minut postoję, najpierw troszkę dalej, potem bliżej i nawet nie zauważyłam,że już czas minął, postałam więc dłużej,ale pies zaczął się denerwować więc poszliśmy:) Najpierw sporo emocji,żeby tak samemu wejść do ludzi, a wybrałam porę * szczytową*,więc naprawdę tłum był. Także z powrotem kupiłam sobie ciacho i zjem w nagrodę:) Oka, dasz radę. Wiadomo na początku człowiek jest podenerwowany,ale ważne by zacisnąć zęby i przeczekać, przejdzie:) Agata idziesz jak burza, no Jula to już od dawna leci jak strzała:)
  5. Pewnie Oka,że zaczynamy:) Ja się wczoraj rozgrzewałam,wpadła siostra i mnie motywowała,także jutro start:) Jula cudownie,że możesz usiąść w ukochanej kawiarni:) Moja jeszcze dla mnie za daleko,ale kto wie?,może już niedługo? Na razie chodzę do takich bliższych i mniejszych,gdzie czuję się po prostu lepiej,ale nie martwcie się zaatakuję i tamtą:) Piotr gratuluję wyjazdu,wiedziałam,że dasz radę, w końcu po to tu jesteśmy by się wspierać:) Dziś idziemy do teściów na obiad, obok mają duży park,liczę,że uda nam się pochodzić i to długo. Uwielbiam znów spacery po parku. Centra miasta gdzie mnóstwo ludzi,trochę mnie jeszcze peszą,a takie spokojniejsze dzielnicę są wprost dla mnie. Kiedyś nie mogłam chodzić i po nich, a dziś śmigam, może już niedługo przyjdzie czas na centra,ale samotne, bo jak z kimś jestem to jakoś daję radę:) Pozdrawiam
  6. Właśnie Agata możesz spróbować. Wyjdziesz do ludzi, będziesz mieć zajęcie i nie będziesz musiała myśleć o chorobie. Także może wato sprawę przemyśleć? Moja też na plastykę chodzi, dziś ma rozpoczęcie zajęć z angielskiego,takie uroczyste. Mąż jeszcze niech siedzi w domu,pójdę z Zośką. Poza tym jakieś zakupy i tyle na dziś. Julia zapamiętuję wszystkie rady i w poniedziałek idę oswajać się z przystankiem. Jak przejadę jeden przystanek to nie wiem co zrobię z radości?:) Ciekawie brzmi to nadzienie, robisz normalne jak do pierogów tylko zawijasz w naleśnik? Pozdrawiam
  7. Też bym zjadła naleśniki,już dawno nie robiłam:) Agata z tą pracą to musisz kochana podjąć sama decyzję. W końcu to Ty najlepiej wiesz,czy da Ci to satysfakcję, zadowolenie no i oczywiście w miarę dobrą pensję. Ja na studiach pracowałam jako kelnerka, miły czas,ale wiadomo człowiek bardzo młody,chętnie szedł do ludzi i był dumny z pieniędzy:) Oka spróbujmy razem z autobusem. Zacznijmy od tego pójścia na przystanek, na początek 5 minut, potem 10 a potem jazda. Ja od poniedziałku zaczynam trening. Pozdrawiam
  8. Moja córa ma 100 pomysłów na minutę, i chyba każde zajęcia dodatkowe mogłaby zaliczyć, ale po 2-3 razach jej przechodzi i koniec :) Myślę,że ma jeszcze czas się ukierunkować, czy to będzie gimnastyka czy rysunek to się zobaczy. A dziś kiepska pogoda, odprowadziłam córę do szkoły,poszłam do sklepu i jakoś tak sennie. Mąż chory, zaraża mnie lenistwem.... Pozdrawiam
  9. Wero myślę,że wiele zależy od tego czy będziesz na to gotowa. Osobiście wolałam na początek mniejsze wyprawy,lepiej się czułam wiedząc,że dom bliżej,a z drugiej strony każde wyjście umacniało mnie i potem mogłam już próbować dalej. Ważne,by nie nastawiać się na początek na niesamowite wyprawy-tak jak Julia mówi,małe kroki=wielki sukces. Ale powoli. Nie wiem może w Waszym przypadku jest inaczej? Od razu skok na głęboką wodę,ale ja wolę tak. I jak synek Julia się czuje? Mój mąż przeziębiony, stęka mi pod nosem. Córka też wróciła właśnie i narzeka na gardło. Oby szybko przeszło... Pozdarwiam
  10. Gratuluję Agata jazdy:) Ja też muszę się odważyć, a co tam,przecież nic mi się nie stanie-wiem, to się fajnie tutaj mówi,a w środku będę pewnie galaretą:) Początki w małżeństwie to jak Jula mówi docieranie się, także ja bym się nie przejmowała drobnymi kłótniami. Ja z moim kłóciłam się o zostawiony nóż na blacie, czy o to,że kupował złe mydło-bo przecież każdy wolał inne wcześniej, a teraz trzeba na coś się zdecydować. To czas budowania wielu kompromisów:) Fajnie,że to już prawie koniec terapii:) Julia świetnie,że będziesz mieć zajęcie. Dziś też zajęłam się jednym tłumaczeniem, ale dawno tego nie robiłam i dziewczyny nawet do połowy nie doszłam,a to maleńki tekst. Oj, trzeba się wziąć za siebie. Pozdrawiam
  11. Odkąd w domu mamy psa powiem,że mi się poprawiło-zmusił mnie do wychodzenia,poza tym czuję,że nie jestem sama,także zwierzęta są pomocne:) Wiadomo,że wszystkie przeżycia-i te wcześniejsze i te późniejsze na nas wpływają. Czasem nawet nieistotne doświadczenia potrafią * stworzyć* nerwicę. Dlatego uważam,że pomoc psychologa jest cenna,bo potrafi nam się z nimi uporać. Ewa i jak balet córeczki? Moja dziś ma gimnastykę, kuzynka chodzi i Zosia też zapragnęła,podobają jej się te ćwiczenia do muzyki:) Córka w szkole już, biorę psa i pospaceruję, może zajrzę do Biedronki? Wszystko mam,ale jako forma treningu czemu nie? Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie:)
  12. Czy warto Asiu się tak licytować? Powiem szczerze,że ja początkowo naprawdę myślałam,że jestem umierająca. I zobacz same teraz piszemy,że nasze dolegliwości są niczym, same się z nich śmiejemy,ale sama przyznaj,że w czasie ataku paniki miałaś wrażenie,że umierasz i że jesteś bardzo chora. Cieszę się,że Ci się Paulina udało,jesteś przykładem,że można z tego wyjść i warto się starać,ale nie zrozum mnie źle -odnoszę takie wrażenie,że masz swoje zdanie i opinia innych nie bardzo Cię obchodzi. I dobrze, taka zadziora też jest potrzebna, tylko osoby z nerwicami są z reguły bardzo,ale to bardzo wrażliwe, i to,że mówią o sobie nie znaczy,że są pozbawione empatii, zapatrzone tylko w siebie i nie odróżniają prawdziwego cierpienia. Po prostu to forum jak mówi Wero jest stworzone dla osób z konkretną przypadłością. Czy osobie,która opisuje swoje lęki mam powiedzieć-mała nie narzekaj,tyle zła na świecie, przejdź się do hospicjum i od razu Ci przejdzie? Nie przejdzie, i sama o Tym wiesz. Zresztą po coś trafiłaś na to forum, po to by podzielić się swoją historią, spostrzeżeniami, pomóc nam w dojściu do zdrowia. I może na tym skończymy. Choroba dotyka i kogoś kto pracuje w sklepie i tego co ma ogródek. Ja też nie pracuję, zajmuję się domem, wcześniej byłam nauczycielką, uczyłam języka obcego. Nie wiem czy dałabym sobie radę w pracy. Na razie pewnie nie,ale zaczęłam małymi kroczkami wracać do normalności i do pracy- wzięłam parę tłumaczeń. Pewnie,że chciałabym pracować na cały etat i znów być zdrowa,ale jeszcze mi się nie udało. A poza tym zaraz idę po Zosię, najpierw małe zakupy, coś ugotuję, a potem mama przyjedzie i idziemy do kosmetyczki, na gruponie sobie kupiłyśmy wizytę w prawdziwym centrum spa, zajmą się naszymi dłońmi:) Pozdrawiam
  13. Agata też trzymam kciuki za pracę:) Udany Jula, udany. 3 godziny poza domem,chociaż tylko po parku spacerowaliśmy. Ale powiem Wam,że jak dojdę daleko i zdaję sobie sprawę,że już raczej ucieczki nie mam, to takie zdenerwowanie mnie ogarnia. Wtedy oddycham licząc od 20 do 0-tak mi psycholog radzi i robię krok do przodu,wtedy przechodzi a ja znów cieszę się z sukcesu:) Oj Julia ależ odpoczynek sobie zafundowałaś:) Wero nic się nie stało, ataki są normalne. Ważne,żebyś nie popełniała błędu np. mojego,że po ataku zamykałam się jeszcze bardziej,co potęgowało lęki. Trzeba z nimi walczyć. Także powodzenia:)
  14. My już po pierwszym dniu:) Było fajnie,bo ładna pogoda, na dworze powitano dzieci, a potem chwila w klasie, i Zosia dała radę, i ja:) A rok temu stałam przy płocie i marzyłam by uciec:) Zaraz idziemy na lody z Zosią, i szwagierka z dziećmi dołączy,idziemy na spacer. Moja córka Paulina na dopiero 7 lat, także u nas to początki:) Jula nieźle się wybawiłaś:) Agata fajnie,że coraz lepiej Ci idzie:) Oka,zakupy są znów fajne:) Wero myślę,że Jula ma rację, ja robię dokładnie tak samo:)
  15. A ja wróciłam do domu,ale było fajnie:) Cały dzień poza domem, nawet byliśmy w centrum handlowym na lodach. Owszem miałam moment,że zaczęłam się denerwować,ale nie poddałam się poszłam dalej i było dobrze:) Szkoda Paulina,że dzieciaki do szkoły idą, a Twój syn do której klasy idzie? Oj, Julka to się wybawisz za wszystkie czasy:) Ja mam w październiku chrzest, a w grudniu ślub znajomej,ale cywilny,bez wesela. Wero co masz robić? Próbować, próbować i jeszcze raz próbować.
  16. A ja od rana taka zajęta, głównie w kuchni:0 Ale zaraz jedziemy z mężem na działkę, a najpierw do jakiegoś centrum handlowego bo nasza panna musi mieć strój na gimnastykę, a matka zapomniała ostatnio. Mam dobry humor,więc powinnam dać radę w sklepie pełnym ludzi:) Gratuluję Agata, samodzielne zakupy to dla nas wielki wyczyn,godny nagrody:) Oka miłego wypadu życzę:) ależ Ci Jula przed weselem tłok w domu zrobił,ale życzę udanej zabawy:) To ja wybywam na weekend, mam nadzieję,że będzie udany, co prawda w sobotę zostaniemy na działce, ale w niedzielę chcemy wyjść na długi,długi spacer:)
  17. Zobaczysz Oka, musisz się przełamać i wtedy będziesz śmigać jak wcześniej. Ja długo się przełamywałam,ale teraz wiem,że za długo, po co się tyle męczyć? Nie jest to fajne,ale naprawdę trzeba zrobić pierwszy krok, wyjść z określonym celem i dzień po dniu iść naprzód. Byłam na spacerze,znów doszliśmy na rynek, kiedyś bałam się przechodzić na światłach-bo nie ma jak uciec,bo oddalam się od * domowej strony*,ale idę,bo jak się nie przemogę to na zawsze zostanę w tym domu.... I jak Jula prasowanie?:) Agatka takie leniwe dni są normalne,ważne by w ogóle wyjść, nie musimy codziennie bić rekordów świata:) Pozdrawiam
  18. I jak tam dziewczyny,jakie plany na dziś? Siostra wpadnie na kawkę,a potem teść na placki ziemniaczane. Jutro jedziemy pożegnać wakacje na działkę,teściowa wybyta,działka nasza,będzie paru znajomych z dziećmi,i mam nadzieję miły weekend:) Byłam dziś znów w tej piekarni, rozkręcam się dziewczyny-mała rzecz,a jak cieszy:) Masz Julka rację,kiedyś biegałam tylko do sklepu pod oknem,a teraz to nawet po chleb idę jak dama:) Pozdrawiam
  19. Taka urocza motywacja w postaci dziecka jest cudowna. Musi się udać:) Byłam dziś w piekarni, trzeci dzień chodzę do najdalszej-ale za to najlepszej. Dawno tam nie chodziłam bo się bałam, a dziś nawet nie wzięłam swojego zestawu ratunkowego-torby z wodą,Validolem,jakimiś dropsami,telefonem itp. Poszłam i aż mi się gęba śmiała,że doszłam i spokojnie wybrałam to co chciałam:) Dziś nie mam jakichś wielkich planów,ale jakiś spacerek z Zosią pewnie zaliczymy. Pozdrawiam,miłego dnia Wam życzę-obyście doszły gdzie chcecie:)
  20. Moja sąsiadka z klatki obok na to cierpi. Straszne schorzenie, ileż to razy bliscy jej szukali, a ona na ławeczce rozmawia z.... mamą. To jakieś dziecko było, a ona już niestety nikogo nie poznaje, córka to siostra, wnuk to narzeczony... Straszne. A dziś daleko zaszłam, usiadłam z wrażenia z córką na lody a ona mi mówi,że ostatnio częściej się uśmiecham, a lubi jak się uśmiecham. Wiecie, tak myślę,że dla niej muszę naprawdę to wszystko pokonać:) Chociaż jak Jula pisze ciężko się przestawić, myśli wciąż sugerują,że umrę.... Powodzenia w szukaniu wymarzonej pracy-myśl pozytywnie. I jak Oka zakupy?
  21. Wiesz Oka,ja przez prawie dwa lata zamiast ignorować lęki iść do przodu dawałam im wygrać. Zamiast je wyśmiać naprawdę myślałam,że umrę. Dopiero potem zobaczyłam ile straciłam i zaczęłam żyć inaczej. Owszem, jest mnóstwo rzeczy,których sama nie zrobię,ale każdego dnia pokonuję jakąś słabość-staram się przynajmniej. Dziś idę z córą do fryzjera, zarosła mi dziecina, potem pójdziemy na jakiś spacer,zobaczymy jak daleko zajdziemy:) Szykuj się Jula, to już niedługo. Pozdrawiam
  22. Witajcie:) Macie racje z tymi emocjami,i przyczynami lęków. Okazało się,że tak naprawdę jestem strasznie wrażliwa, a myślałam,że muszę być twardą-jak moja mama, babcia itp. Teraz pokazuję mojej córce,że zawsze może mi wszystko powiedzieć,że jak chce płakać to niech płacze, że czasem trzeba się zezłościć i nie jest to niczym złym( oczywiście w normie:0). Wczoraj mąż się za nami stęsknił i wziął za miasto, także cały dzień byłam poza domem, a dziś z siostrą pojechałyśmy do galerii handlowej po wyprawki do szkoły. Dwie godziny na zakupach,potem lody-dałam radę:) Jula jak ja Ci zazdroszczę, kurcze, tak trzymaj. Mam nadzieję,że szybko dobiję do Ciebie osiągnięciami:) Pozdrawiam, obiad trzeba zrobić:)
  23. A ja już w domu. Podróż w miarę normalna, tylko jak zaczęła się burza zaczęłam się mocno denerowować,bo jakoś od dziecka boję się burzy:) Co do waszych wypowiedzi to miałam normalne dzieciństwo,normalny czas studiów, wyszłam za mąż,urodziłam dziecko i wszystko było fajnie. Do czasu jak męża wysłali za granicę, on do pracy, córa do przedszkola, a ja kobieta aktywna z mnóstwem przyjaciół i pomysłami siedziałam sama tam na * uchodźctwie*, z nudów mi się chyba pojawiła?:) Ale mi psycholog strasznie pomaga, jeszcze niedawno wyjście do sklepu było tragedią, teraz pojechełam na Mazury i jest dobrze. Owszem, nie do końca wszystko znika, ale czuję,że już blisko. Leków zawsze się bałam, bałam się,że mnie otumanią, a mam dziecko... Jula zazdroszczę widoków:)
  24. Ależ się rozpisałyście dziewczyny i chłopaki:)to ważne mieć kogoś bliskiego, moi bliscy zdają test i trwają przy,czasem nawet nie wiem czym zasłużyłam sobie na męża,który tak mi pomaga? Dziś miałam średni dzień, niby wszystko dobrze,ale w powietrzu unosił się zapach lęku. Szłam,jechałam autem,byłam poza domkiem większość dnia,ale jakoś tak niepewnie maszerowałam. Ci prawda obyło się bez lęku i paniki,ale nie było jak wczorqj. Cóż na zawołanie to się nie wyleczę... Julka jak Ci pobyt mija? Pozdrawiam Wszystkich,Asia
  25. A my dziś zrobiliśmy sobie wycieczkę po okolicy,4 godziny w aucie,a 10 poza * domem*,aż jestem z siebie dumna:) Mam nadzieję Julka,że spokojnie dojechaliście? O dzieci się nie martw,już dziadkowie się nimi zajmą:) Piotr nie umrzesz tylko dlatego,że wyjdziesz z domu. Też miałam takie myśli i one niczego dobrrego nie wnosiły. Jedź i zobaczysz, będzie dobrze.
×