Skocz do zawartości
kardiolo.pl

joasia35

Members
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez joasia35

  1. Miki, właśnie to co napisała Mania jest najważniejsze-chyba każda z nas to przechodziła, wiem co mi jest,poszłam na terapię, minął tydzień a poprawy nie ma. Niestety nerwice lękowe są skutkiem wieloletnich zaniedbań sfery emocjonalnej, to nie da się pstryknąć palcem i koniec. Niestety to nie katar. Ja zachorowałam 4 lata temu, i dopiero teraz odnalazłam spokój, radość z każdego wyjścia i na nowo poczułam prawdziwą chęć do życia. Najważniejsze Miki to pogódź się z chorobą, poznaj ją jak najlepiej dzięki tym książkom-im więcej wiesz,tym mniej się boisz. Chodź na terapię i codziennie walcz-wychodź choćby na przekór na sobie, ale zobaczysz,że każdego dnia strefa komfortu i bezpieczeństwa będzie się powiększać. I wpadaj tutaj dzielić się swoimi emocjami. Agata jak zwykle jestem pod wrażeniem Twoich dobrych rad:) Maniu mnie też książki najlepiej leczą, dzisiaj idę do swojej biblioteki, zakolegowałam się tam z jedną panią i zawsze poplotkujemy sobie dodatkowo:) Michalina ja właśnie każdy krzywy uśmiech traktowałam jako nawrót, to mnie blokowało. Teraz jestem pewna,że to nie nawrót, każdy ma prawo do złego samopoczucia. Córcia w szkole, pogadałam z siostrą i lepiej mi się zrobiło. Zabieg będę miała po nowym roku, teraz chcę mieć w miarę spokojny czas. I wiecie z mężem rozmawiałam, nie ukrywam,że nam smutno, bo obydwoje pochodzimy z dużych rodzin,ale nasza Zosia ma tyle kuzynów i kuzynek,że na pewno na samotność narzekać nie będzie. A my jak zwykle damy sobie radę ze wszystkim-razem:)
  2. Witajcie dziewczyny:) Mania ja już trzymam mocno kciuki . Nie denerwuj się za bardzo, wiem,że to jest stres kiedy ktoś nas ocenia, ale potraktuj to jak normalną jazdę właśnie i ciesz się nią. Ania widzę,że u Ciebie coraz lepiej i lepiej:) Agata koncert na pewno się udał, i wróciłaś pełna pozytywnych wrażeń-tak pięknie brzmiał opis:) Michalina-mam nadzieję,że podróż minęła spokojnie? A ja dziewczyny jakiś taki smutek czuję, bo po tym zabiegu na pewno nie będę mogła mieć dziecka. Co prawda teraz lekarz mówił, że szanse są 1 na 100 i nawet nie myślałam o tym, ale teraz jak to będzie takie pewne to mam różne myśli. Cieszymy się Zosią, ale wiecie to teraz będzie takie oczywiste.Będę czuła się mniej kobieca... Nie wiem już sama, kiepskie myśli mam przez to. Miałam dziś z koleżanką się spotkać, ale ona bez auta, mąż wymieniał opony i pojechał do brata z córką. Ja siedziałam w domu, i prosiłam koleżankę do domu, ona koniecznie chciała spotkać się na mieście, ja nie chciałam, więc odwołałam i miałam wyrzuty sumienia, że ona już czekała w kawiarni. Ale jakoś nastrój mi się pogorszył i nie chciałam jechać sama przez pół miasta. Wiecie, ja się boję,że mąż mnie zostawi. Wiem,że to chore myśli, ale jednak tak myślę. Muszę się ogarnąć. Pozdrawiam
  3. Witam Was dziewczyny:) U mnie różnie, to znaczy lęków nie mam, w ogóle jakoś ostatnio żyje mi się pod tym względem spokojnie. Wiadomo nie ruszę sama w podróż po kraju, ale codzienne życie przestało mnie męczyć. Teraz męczą mnie moje zdrowotne problemy, muszę iść na zabieg ginekologiczny. I mam obawy, ale cóż, trzeba będzie się tego podjąć, co by nic gorszego nie wyszło. Czytam,że u Was wszystko dobrze. I u Ani życie zaczyna się układać, pracą się nie martw, jestem pewna,że przez *kryzys* przejdziesz suchą nogą. I Mania w końcu mogła odetchnąć. Agata a kiedy wyruszacie do Polski? Michalina ja przez rok w ogóle nie kupowałam sobie ciuchów, bo właśnie jak już weszłam to panicznie bałam się rozebrać, coś przymierzać itp. bo to mnie skazywało na niemożność ucieczki. A teraz jestem spokojna. Pozdrawiam
  4. Witam, u Was też śnieżnie? chociaż to taki oszukany śnieg co zaraz znika :) Co do szkoły to się zdecydowaliśmy, zaprosili nas już na zajęcia w czasie ferii, by Zosia poznała szkołę i pewnie jakieś koleżanki. Co do reszty to czuję się dobrze, wychodzę jak mam potrzebę, robię zakupy, załatwiam sprawy i w końcu nie myślę przed każdym wyjściem-a co będzie jak to przyjdzie. Jestem gotowa na te wszystkie odczucia i paradoksalnie bardziej spokojna. Mania szalenie się cieszę z powrotu taty do zdrowia. Mam nadzieję,że szybko wróci do formy. Michalina jak sprawa z mamą? Myślę,że ona czuje się jakby winna,że na moment zapomni o nim. To całkiem możliwe. Jak umarł mój brat, moi rodzice bawiąc się z nami nagle zastygali i czuli,że nie mają prawa do radości bo powinni być w żałobie. Musisz być cierpliwa ale i powiedzieć mamie,że nie robisz tego jej na złość, czy by wywołać przykrość, a tylko po to by powspominać. To nic złego. Ja Agata przyjęłam inną taktykę, ale to wynika oczywiście z innego charakteru. Ja nie wypieram z pamięci tego co było, nie zapominam, i nie chcę zapomnieć. jestem świadoma, i gotowa na powtórkę, i wiem,że jestem silna i dam sobie radę. Te wspomnienia o najgorszym czasie są potwierdzeniem mojej siły. Też Aniu uważam,że taka wyprowadzka niesie pewien niepokój i to zupełnie naturalne,że możesz czuć się czasami mniej pewnie, szczególnie jak zostajesz sama. Ale jesteś silna i bardzo dobrze sobie radzisz. A właśnie jak z rodzicami relacje teraz się kształtują? pozdrawiam
  5. Maniu mam nadzieję,że u Ciebie wszystko w porządku, i tata wraca do zdrowia. Aniu nie każdy z nas dobrze czuje się w szpitalu, nawet jako gość. Moja mama zawsze bardzo przeżywała takie wizyty, i jak szła do siostry to brała ziołowe tabletki na uspokojenie. Być może myślenie o szpitalu-dużym gmachu bez możliwości szybkiego wyjścia źle na Ciebie działało i stąd pewność w siebie w innych sytuacjach. Poza tym na pewno bardziej stresująco działała wizja odwiedzin u ciężko chorej osoby, a inaczej perspektywa wakacji. Nie zadręczaj się, może pomoże Ci wizyta na cmentarzu i taka rozmowa z babcią? Michalina ćwiczenia na pewno dadzą Ci i relaks i więcej czasu dla siebie. No i to zawsze fajne wyjście:) Cieszę się,że Agata u Ciebie wszystko w porządku:) My wciąż myślimy z mężem nad tą szkołą,ale chyba bardziej skłaniamy się ku zmianie. Odpadnie nam dodatkowy język, bo w tej szkole są już dwa na wysokim poziomie, zajęcia dodatkowe są bezpłatne i w sporej ilości, do tego basen. Tylko teraz martwi mnie rozstanie z jej obecną szkołą... Tam będzie miała na początek tylko jedną koleżankę, a Zosia jest nieśmiała. No, ale myślę,że jakoś jej tam pomogą. A zmiana i tak byłaby od nowego semestru. A tak poza tym to ogólnie w porządku. Siostra lepiej się czuje, już nie musi bezwzględnie leżeć, może trochę pochodzić po mieszkaniu i można z nią normalnie poplotkować:)
  6. Maniu jesteś bardzo dzielna! Mam nadzieję,że z każdą chwilą Twojemu tacie się poprawia i całą rodziną będziecie mogli niebawem być w domu-mocno trzymam kciuki. Aniu nie rozpamiętuj tego, nie miej wyrzutów sumienia. To jest po prostu choroba, i takie są jej objawy,nie mogłaś iść do niej w odwiedziny,ale na pewno dużo o niej myślałaś i myślami byłaś przy niej. Michalina dobrze,że to nie był zawał i w rodzinie już wszystko w porządku ze zdrowiem:) Agata Ty to już wszystko tak na spokojnie robisz, pięknie:) Byłam właśnie w tej szkole, bardzo przyjemne miejsce, kadra cudowna, klasy kolorowe, małe, ale myślę,że jak na taką liczbę dzieci w klasach są odpowiednie. Trochę tylko martwią mnie finanse, w końcu to stałe zobowiązanie. Muszę jeszcze tam męża wziąć i zdecydujemy. Pogoda fatalna, głowa mnie boli,ale wiem,że to tylko ta pogoda.
  7. Jejku dziewczyny,bardzo Wam współczuję. Maniu Trzymaj się kochana, jestem pewna,że z Twoim tatą będzie wszystko dobrze. Aniu bardzo mi przykro z powodu śmierci Twojej babci. Michalina i jak się dziadek czuje? Na pewno odwiedzisz go z córeczkami jeszcze nieraz. Agatka co u Ciebie? Michalinka mi właśnie o to chodzi, chodząc do klasy z mniejszą ilością dzieci 3 razy zmniejsza się ilość szans na chorobę. Poza tym w mniejszej klasie łatwiej wyłapać jakieś nieswoje czy chore. A jak moja ma mi tydzień chodzić, i tydzień leżeć to ja dziękuję. Ja od początku chciałam ją posłać do prywatnej placówki, ale mąż mnie nastraszył,że to kiepski pomysł-bo dla małego dziecka nie ważny jest poziom itp,tylko to,żeby szkoła była jak najbliżej domu i koleżanki tam chodziły. No i,że jest to miejsce dla bogatych dzieci, a naszej stać nie smartfon co roku. Ale ta szkoła jest prowadzona przez parafię, więc myślę,że będzie inaczej. Umówiłam się na spotkanie we wtorek. Nie wiem może szaleję zbytnio,ale koleżanka tak zachęcała do tej szkoły,że mi się udzielił jej entuzjazm. A weekend w domu. pozdrawiam
  8. Witam;) Bardzo mi przykro Maniu,że miałaś takie doświadczenia, właśnie smutne,że tak traktują kandydatów na kierowców. Wiedzą jaki to stres i specjalnie go podsycają byleby więcej pieniędzy szło. Mam nadzieję,że kolejnym razem wszystko się uda. Pamiętaj Maniu,że to nie są zawody, na pewno zdasz, a czy za 3 czy 5 razem to nie ma różnicy :) Aniu nareszcie możesz odetchnąć, temat przeprowadzki zakończony. Mam nadzieję,że będzie się tam Wam świetnie mieszkało, a dla Ciebie to początek spokojnego życia;) Michalinka coraz więcej u Ciebie samych dobrych chwil :) Agata -jak zwykle radzisz sobie koncertowo ;) Ten wyjazd bardzo mi się przydał, naprawdę mogłam odetchnąć. Teraz w domu jestem, córa trochę chora,te dzieci w szkole przychodzą z jakimiś infekcjami, bo rodzice nie mają ich z kim zostawiać, a moja taka delikatna,że co rusz coś łapie. Rozmawiałam o tym z wychowawczynią, ale ona nie przecież nie wyrzuci dziecka ze szkoły z katarem... Myślę czy nie posłać córki do jakiejś mniejszej prywatnej szkoły. Obok nas jest jedna,córka znajomej tam chodzi, klasy po 8-10 osób, dużo zajęć dodatkowych.Ale wiecie to 400 zł co miesiąc,spora kwota. Ale z drugiej strony, jak ona tyle choruje.podliczę lekarzy,leki,nerwy i opuszczone dni to wychodzi niemal na zero. Ale z drugiej strony mówi się,że prywatne są dla bogatych,rozpuszczonych dzieci. Sama nie wiem, ale mam już dosyć, to już 2 choroba w listopadzie :(
  9. Wpadłam na momencik bo dawno mnie nie było,ale właśnie wróciliśmy do domu. Tak na szybko z mężem zdecydowaliśmy się wyjechać na ten weekend, ostatni czas był trudny, to parę wolnych dni nam się przydało. Byliśmy w Malborku, u cioci,ale ona akurat wyjeżdżała do córki,więc mieszkanie mieliśmy dla siebie. Zamek zwiedziliśmy-córa zachwycona, chociaż to już chyba z 4 raz jak Zosia go ogląda. Ogólnie było bardzo miło:) Agata cieszę się,że u Ciebie wszystko dobrze, i jesteś taka radosna:) Maniu oczywiście mocno trzymam kciuki za Ciebie,najważniejsze podejść do tego na spokojnie. I masz rację, ludzie naprawdę nam pomogą, tylko do tego trzeba czasu-by dojść do tych przemyśleń,że świat nie jest taki groźny:) Michalina u Ciebie to widzę bardzo dużo się też działo, i bez lęków:) Aniu współczuję Ci tej sytuacji w tramwaju, ale też myślę,że to spełnienie Twoich lęków wyjdzie Ci na dobre. Ok, stało się, ale nikt się z Ciebie nie śmiał, nie zostałaś bez pomocy, żyjesz dalej, pracujesz i czujesz się dobrze:) Nynu zgadzam się z Agatą, koniecznie idź do psychologa. My tu w większości jesteśmy przykładem,że wizyta u psychologa to świetna inwestycja we własne zdrowie i komfort. Idź koniecznie, najlepiej zapisz się jutro. Na pewno prawidłowo Ciebie zdiagnozuje i rozpocznie odpowiednią terapię. pozdrawiam
  10. Zaraz jadę do siostry to tak na szybko wpadam. Powiem Wam,że moja siostra czuje się kiepsko, a jej dołki na mnie kiepsko wpływają. Zdaję sobie sprawę,że takie leżenie od tylu czasu ją męczy,ale zaczynam przejmować jej te emocje. Niby jest dobrze,ale ciągle chodzę smutna. Mam nadzieję,że w przyszłym tygodniu usłyszy od lekarza pozytywne wieści i troszkę jej się poprawi. Też Maniu byłam wczoraj w bibliotece,po książkę dla córki. Jak przypominam sobie,że wcześniej tam dojść nie mogłam,a teraz jest *zlecenie* to maszeruję ze spokojem:) Agata gratuluję serdecznie takich dobrych rezultatów,możesz być z siebie bardzo dumna:) Bogusia wpadaj częściej! Michalina i jak po zdjęciu gipsu? Córcia już ma się lepiej? Aniu dobrze,że weekend tak Ci spokojnie minął. Mam nadzieję,że w pracy też wszystko w porządku? pozdrawiam
  11. Maniu gratuluję, taki dzień to jednak wyzwanie, wszyscy chyba idą na cmentarze, a tu tyle pozytywnych wydarzeń i taki spokój. :) StrawberryCherry przeżyłyśmy i przeżywamy to samo,także u nas znajdziesz wsparcie. Opisz jak sobie z tym radzisz, masz właśnie pomoc psychologa,bierzesz leki? Aniu świadomie dokonałaś wyboru i to jest bardzo cenne. Nie idę bo gorzej się czuję. Czasem idziemy gdzieś na siłę-owszem wychodzić musimy i początkowo na pewno na siłę,ale chodzi mi o coś innego. Wiedziałaś,że to nie jest dzień na to by się poddać próbie. śmiało mogłaś iść w pozostałe dni, bo teraz weekend długi był i to nie był żaden problem. Mam nadzieję,że jazda do chłopaka minęła spokojnie? Agata współczuję i Tobie i Mani tych problemów z sąsiadami. To na pewno nie jest przyjemne, jak człowiek źle się czuje we własnym domu i żyje pod dyktando nieprzyjemnego sąsiada, chociaż słowo nieprzyjemny jest tutaj pewnie zbyt łagodne. Michalina mam nadzieję,że po rehabilitacji córcia dojdzie do siebie, i będzie znów aktywna,a Ty odetchniesz. Widzę,że też aktywnie spędziłaś Wszystkich Świętych. A u mnie w piątek było spokojnie, w sobotę zostaliśmy w domu, a wczoraj podjechaliśmy na cmentarz z Zosią, ale już mniej ludzi, dużo spokojniej. Córcię trzeba do szkoły odprowadzić, jakieś zakupy zrobię. Zmykam,Pozdrawiam
  12. Witam. Nie wiem czemu,ale jakoś nigdy specjalnie nie lubiłam 1 Listopada, taki smutny dzień. Córa przeziębiona, zawieziemy ją do siostry,a sami szybko pojedziemy na cmentarze z rana by korki ominąć. Wieczorem teściowie mają przyjść na kawę. A z moim samopoczuciem powiedziałabym lepiej, jakoś tak coraz mniej myślę o tych *niebezpieczeństwach* jakie na mnie czyhają jak tylko wyjdę. Maniu ja Tobie bardzo gratuluję, zdać nową teorię jest ciężko, ileż kierowców by jej nie zdało! Moja siostra 3 razy w ogóle z placu nie wyjechała, zdała za 5, a dziś jest świetnym kierowcą. Ja zdałam od razu i nie jeżdżę ze strachu. Więc różnie to bywa, a Tobie gratuluję bo na pewno to całe wydarzenie jest stresujące, a Ty poradziłaś sobie świetnie:) Agata u Ciebie to jak zwykle mnóstwo się dzieje:) Tamto mieszkanie,osiedle i okolica muszą być cudowne,skoro chcecie się przeprowadzać, w końcu dopiero co skończyliście remont:) Michalina też mam nadzieję,że gips za Wami? Aniu,Marta,Madzia,Bogusia co u Was?
  13. Maniu oczywiście trzymamy kciuki, mam nadzieję,że obejdzie się bez stresu. Daj znać koniecznie jak poszło. Cieszę się,że masz dużo zajęć, i robisz wszystko ze spokojem. A lekko stres w chwili egzaminu jest zupełnie normalny. Dziękuję za przepis, będę więc piła i jak drożdże :) Michalina spokojny weekend i chwile dla siebie-cudownie:) Aniu, wiesz powiem tak-jako stara baba już i trochę bardziej doświadczona, nie możesz wszystkiego aż tak przeżywać. Ja wiem,że to się ciężko mówi, i możesz pomyśleć-a co ta Aśka gada, z chłopakiem się pokłóciłam, to muszę odreagować i tyle. Kochana, naprawdę przez kłótnie z chłopakiem nie musi być tylu łez, urlopów i zamartwiania się. To tylko kłótnia, poza tym wiesz związek to są zasadniczo dwie osoby, co już czyni go trudnym, dodatkowo są to dwie zupełne różne osoby. Ty pragniesz wyjść z domu bo nie spełnia on Twoich oczekiwań, szukasz tego u chłopaka. Tyle,że on ma zupełnie inne doświadczenia, dla niego dom to spokój, bezpieczeństwo i poczucie stałości. Teraz ma to porzucić i zostać *głową rodziny*. Pozwól mu dojrzeć w pełni świadomie do tej decyzji-ona jest naprawdę bardzo trudna, a życie na własny rachunek to wielkie zmiany i wyzwanie. Również dla Twojego chłopaka, on też to bardzo przeżywa. Tylko jak chłopak, nie powie-słuchaj Aniu ja będę tęsknił za mamą, chcę jeszcze tydzień z nią pomieszkać. Jemu będzie lodówka, tapeta czy brak ręcznika przeszkadzał. Pamiętaj,że dla Ciebie na razie wyjście samotne np do kina jest wyzwaniem,wiesz jakie to uczucie. To samo czuje on. Nie naciskaj, bo będziecie obydwoje niepotrzebnie się nakręcać. Daj mu te parę dni, w tym czasie poczytaj, obejrzyj parę filmów, nie wiem realizuj swoje hobby. Poczekaj. Mam męża od 10 lat, wiem co nieco :) A nam wypad się udał, było miło,choć zimno i morko. Córa ma katar, nie sądzę,żeby to była alergia niestety. Ale ogólnie wychodzę, na przekór pogodzie i szarości.
  14. Maniu też chcę przepis, ja to lubię takie nowości, no i jak poprawia odporność to w zam raz dla mnie:) Ja na moment, bo zaraz wybieramy się na grzyby, mąż zarządził wycieczkę, trudno-nie jestem wielką fanką grzybów,ale myślę,że będzie miła to odmiana;) Córcia ma ponoć tylko kaszel alergiczny, bo wszystko czyste. Dostała syrop i inhalator,myślę,że leśne powietrze też jej pomoże. Agata cieszę się,że wizyta w operze się udała, i jaki aktywny dzień miałaś :) Maniu ludzie nie myślą o tym,że mogą np nie móc wyjść na zakupy-co innego jak ktoś jest chory fizycznie, ale zdrowa dziewczyna i co? Most ma ją przerażać. Na szczęście my to rozumiemy i wiemy co się czuje w takich chwilach;) Bogusia mam nadzieję,że wieczór minął Ci spokojnie, i mąż go nie zepsuł. Michalinka co u Was? Aniu jeszcze dodam,że dziewczyny mają rację. Twój chłopak może boi się tej odpowiedzialności, nie wspominałaś żeby miał problemy w domu jak Ty, więc pewnie odwleka moment wyjścia spod ciepłych rodzicielskich skrzydeł...
  15. Ja na momencik, mam dziś z córą wizytę u lekarza i zaraz musimy się zbierać strasznie kaszle, taka nagła zmiana na letnie temperatury i już Pochwalę się,że wczoraj byłam z teściową w galerii handlowej , i wiecie,że naprawdę było miło, chociaż musiałyśmy dojść 2 km, a po całej galerii chodziłam z radością. Na szczęście byłyśmy w takiej porze,że tłumów nie było. Cieszę się, że u Was dobrze. Bogusia-uważam,że psycholog ma rację, to toksyczny związek, i musisz to zakończyć dla dzieci i siebie. Maniu bardzo Ci gratuluję,. świetnie sobie radzisz i pokonujesz jakieś tam drobne przeszkody:) Marta nie myśl o tym pogorszeniu, to zupełnie normalne, skup się teraz na sobie, ale nie na lęku, a na tym by uzyskać spokój. Utkwiło mi zdanie,że zdrowienie to bieg z przeszkodami, one po prostu są, ale miną. Agata mam nadzieję,że koncert udany? Aniu trzymam kciuki by Twoje problemy-i z rodzicami, i z chłopakiem i nerwicą minęły. Ważne,że nie siedzisz w domu. Michalina co tam u Ciebie ? Gratuluję tych zakupów, ja sama do Biedronki chodzę, ale takie tesco to wielka rzecz, wolę mieć kogoś obok siebie:) pozdrawiam
  16. A ja dziś jadę do siostry na 8 rano, to wstałam wcześnie i dla nas obiad zrobiłam, i śniadanie, i jeszcze pranie wstawiłam. Napiszę szybko, bo nie wiem jak dzisiaj wrócę do domu to znaczy o której. Powiem Wam,że chyba nie ma idealnego dzieciństwa. Jak nie problemy finansowe, to rodzice, który popełniają błędy. Moja mama podobnie jak mama Agaty traktowała mnie jak dorosłą. Kiedy zmarł mój brat, ja byłam jej terapeutką, to mi się wypłakiwała, mimo,że byłam dzieckiem. I czułam taką presję, że muszę być dojrzała, idealna, bo jestem oparciem dla całej rodziny. I mój problem polegał na tym,że ja wszystkich słuchałam,ale nie mówiłam o swoich uczuciach,także ja uważam,że o swoich emocjach trzeba mówić. Niekoniecznie Aniu musisz to robić dziś czy jutro. Ale Agata sama wspominała,że po całej terapii na spokojnie porozmawiała z mamą i to pomogło ich relacji. Myślę,że nie można dusić w sobie emocji, ja bałam się powiedzieć mężowi,że nie chcę jechać z nim zagranicę. Ale wszyscy mówili-on awansuje, masz się cieszyć, to tradycyjnie nic nie mówiłam i wróciłam z nerwicą. Dziewczyny myślę,że nasze emocje muszę znaleźć jakieś ujście, mówmy co czujemy. pozdrawiam i miłego dnia.
  17. Bogusia szalenie cieszy mnie Twoja wiadomość, zastanawiałam się co tam u Ciebie słychać. Mam nadzieję,że w końcu u Ciebie wszystko się ustabilizuje. No i widać zmianę,że chcesz zapewnić spokój sobie i dzieciom. Michalina mam nadzieję,że to koniec problemów z córeczką, i po tych dwóch tygodniach odetchniesz. Cieszy jednak to, że teraz smuci Ciebie *udomowienie*. Aniu mam nadzieję,że na ślubie było spokojnie. I też mam nadzieję,że po radach Twojego psychologa zapewnisz sobie spokój. Relacje z rodzicami bywają trudne... Maniu gratuluję Ci tego wejścia w kolejkę:) Mnie to jednak zawsze troszkę stresuje, szczególnie jak jestem po środku i z każdej strony mam ludzi, ale widzę,że ładnie sobie radzisz. I będziemy tutaj trzymać za Ciebie kciuki, ważne to nie stresować się na zapas. A u mnie weekend tak na spokojnie, bo auto w warsztacie, ale wpadł brat męża z rodziną wczoraj, a w sobotę sąsiedzi przyszli i jakoś tak miło czas spędziliśmy. Byłam już na rynku na zakupach. dostałam dwa nowe zlecenia na tłumaczenia, muszę dziś podejść do tego biura po umowę-wszystko na umowę o dzieło niestety dają. Ale zawsze można wyjść z domu na miasto.Z siostrą trochę lepiej-samopoczucie się poprawiło odkąd wróciła do domu. Chociaż dalej leży ...
  18. Ależ dzień nieciekawy-pogodowo. U mnie już tak listopadowo dzisiaj. A co innego? Siostra od wczoraj w domu, co prawda chcieli ją jeszcze parę dni jeszcze potrzymać na obserwacji, bo ma okropną anemię, ale ona tak już chciała do domu,że zgodzili się, o ile będzie leżeć i co tydzień ma być na kontroli. Trudno, będzie leżeć, ale zawsze milej w domu. Upiekłam ciasto, i będę do niej jechać. Ja się już z siebie śmieję,że jestem mistrzynią w znajdowaniu takich autobusów i godzin by jechać niemal sama w autobusie i tak by mieć jak najmniej przystanków i szybko wysiąść. No, ale zawsze lepsze to niż siedzenie tylko w domu. Michalina każdemu nie służy takie *przymusowe* zamknięcie, dobrze,że mogłaś choć na chwilę pomyśleć tylko o sobie. A ja mam tak samo, jak jestem np chora i siedzę w domu to mi jeden dzień wystarczy bym myślała,że wszystko zapomniałam i nie dojdę tam gdzie chcę. Maniu my nawet nie domyślamy się-jako rodzice, jak wiele naszych zachowań-czasem zupełnie nieświadomych, wpływa na nasze dzieci i potem może to skutkować problemami w dorosłym życiu. Dlatego ja teraz wiedząc to co wiem staram się nie obciążać córki swoimi problemami, nawet nieświadomie. W ogóle jestem innym rodzicem, strofuję męża i np dziadków. Mam o tyle trudniej,że Zośka to jedynaczka i pewnie czuje presję by nas zadowolić i spełnić jakieś nadzieje, dlatego dbam o jej psychikę wyjątkowo. Cieszę się, że dałaś radę i przełamałaś jakieś ograniczenie Maniu. Aniu mam nadzieję,że psycholog nakieruje Ciebie tak byś na spokojnie mogła z mamą odbyć tę rozmowę i odetchnąć. Bo jestem pewna,że po takiej rozmowie poczujesz dużą ulgę. Madziu, Marta co u Was? pozdrawiam
  19. Witam:) Marta pospacerować w parku wśród tych liści, to coś pięknego. Ale jakbym miała cały ogród do ogarnięcia-czy to z liści czy ze śniegu to pewnie też bym narzekała na nie ;) Brawo za wytrwałość, dałaś nerwicy jasny przekaz-ja tu rządzę. To na pewno Ciebie wzmocni;) A tych sąsiadów to nie zazdroszczę.... Michalina jestem pewna,że córeczce przejdzie takie zachowanie, tylko musisz postawić granice. Wiadomo kiedy dziecko choruje, automatycznie luzujemy pewne zasady,ale warto podkreślać,że pewnych zachować nie lubisz i nie będziesz tolerować nawet podczas choroby. Jestem też pewna,że niedługo poczujesz się lepiej, taka szarość źle na nas wpływa, a jak jeszcze ma się problemy na głowie to już w ogóle... Teraz Agata doczytałam,że świętujecie-mam nadzieję,że odpoczywasz i mile spędzasz czas;) Aniu, Madziu,Maniu co tam u Was? Mi weekend jakoś szybko przeleciał. Wczoraj dzień nauczyciela, wolne od szkoły, byłam z córcią za miastem na działce u teściów,kasztany i liście opanowały nasz dom;) U siostry teściowa jeszcze dzisiaj jest, to podjadę ją odwiedzić, zabieram się z rodzicami,bo sama wizyta mnie przygnębia, to nie będę sobie fundować stresu w formie dojazdu z dwoma przesiadkami... pozdrawiam
  20. Aniu ja Ci powiem,że po cichu to właśnie stawiałam na rodzinę jak przyczynę Twoich lęków. Wiesz, potrzebowałaś czułości jako dziecko i zainteresowania, nie dostawałaś go, to teraz chcesz zwrócić uwagę otoczenia na swoją osobę. I stąd te stany organizmu. Musisz szczerze porozmawiać ze swoimi rodzicami, wiem,że to może być trudne, ale to jest właśnie część terapii-nikt nie obiecywał,że będzie to łatwe,ale trzymam mocno kciuki za Ciebie. Agata myślę,że Mania może mieć rację z tym okresem. Jeżeli badania wykluczają inne schorzenie, to mogą być wahania hormonów,organizm ich ilość dostosowuje do tego,żeby utrzymać ciążę, i potem mogą być takie objawy-w jakiejś gazecie o tym czytałam, że dla organizmu w takim czasie-największej płodności miesiączka jest czymś nieoczekiwanym, a na pewno niemile widzianym. Ale wiecie, ja lekarzem nie jestem. Na pewno warto obserwować objawy i sprawdzić co pomaga. Maniu jak ja mam gorsze samopoczucie fizyczne to wolę zostać w domu, a tu proszę wizyty urzędowe-brawo :) Michalina mamy chyba podobne teściowe;) Moja jak czasem coś powie,to aż żal słuchać. Na co dzień super kobieta,ale ma zero instynktu i jakiegoś wyczucia. Palnie coś, a potem tygodniami przeprasza. Ja bym się tymi słowami nie przejmowała, jak mówi Agata dziecka nie da się trzymać pod kloszem,złamania, urazy,siniaki-to naturalna rzecz w dzieciństwie. Wypadki najuważniejszym rodzicom się zdarzają, bo to są po prostu wypadki-nieplanowana rzecz przecież. Marta,Madziu co u Was? Ja dziś odpoczywam w domu, jutro teściowie przychodzą na obiad, ale lubię taki obiad-ja tylko coś słodkiego skombinuję, a resztę przywiezie teściowa.;) Siostra dalej w fatalnym nastroju, chociaż pojawia się szansa,że wyjdzie niebawem, to znaczy za tydzień. O ile ostatnie wyniki się powtórzą, chociaż nakaz leżenia będzie dalej, to jednak leki zaczynają działać.
  21. Agatka w zasadzie to ciągle stan jest taki sam-czyli leżeć i czekać, aż będzie bezpieczniej, to znaczy albo dziecku wcześniejszy poród nie zagrozi,albo to się unormuje. Bo siostrze dołączyło się inne schorzenie, i to ono powoduje to zagrożenie. Najgorsze,że moja siostra to już wpada w dziwne stany-niech się rozwinie sytuacja albo w jedną,albo w drugą stronę. Tęskni za domem, za dziećmi, a tam nic tylko leży i zero jakiejś pociechy wśród lekarzy. Choć ponoć szpital świetny w kwestiach położniczych. Ale to dopiero koniec 9 tygodnia, to może długo potrwać to czekanie... a ja chora, od dzieciaków złapałam. Zosia już w szkole, a ja się kuruję. Maniu uśmiałam się opisem wizyty u lekarza :) W takich sytuacjach organizm różnie reaguje, podniesione ciśnienie to chyba normalna rzecz. Szkoda,że tak z tymi studiami wyszło, rozumiem,że nie ma żadnej szansy na pomoc rodziców? Ale popatrz na plusy, może jakąś pracę znajdziesz, powolutku wrócisz do aktywności,w końcu jeden rok to nie koniec świata. Mój brat dwa razy zmieniał kierunki studiów, powinien skończyć, a dopiero jest na 4 roku. To się zdarza. I jak Agata kino? Wiesz Marta mój mąż z początku też taki bywał, ciężko było. Ale tutaj rozmowa,rozmowa i jeszcze raz rozmowa może pomóc. Cieszę się Madziu,że Ci lepiej,że czujesz się tak fajnie-brawo:) Michalina i jak córeczka? Mam nadzieję,że Twoje samopoczucie jest lepsze, jak Agata pisze to naprawdę nie jest Twoja wina. pozdrawiam,lecę pod kocyk.
  22. Witam. U mnie raczej kiepsko. Z siostrą bez zmian, jeszcze przy niej jakoś się tam trzymamy, ale wracam do domu i muszę pocieszać szwagra i mamę, a samej mnie nikt nie pocieszy. Jestem z nią bardzo związana, i smutno mi patrzeć , albo raczej czekać... I najgorsze,że to tyle już trwa. Michalina ja myślę,że każda matka nie potrafi spokojnie patrzeć jak jej dziecko choruje i cierpi. Ale Twój mąż miał rację, to był po prostu wypadek, z dziećmi tak bywa nieprzewidywalnie. Takie wypadki się zdarzają po prostu. Życzę dużo zdrowia i kochana nie obwiniaj się. Mania witaj wśród nas:) Aniu szalenie Ci współczuję, i jak Michalina myślę,że te leki powinny Ci pomóc w wyciszeniu tych objawów fizycznych. Agata ja też zazdroszczę Twojej jesieni, na pewno jest pięknie:) pozdrawiam
  23. Witam dziewczyny, zimno, brzydko. Dzieci śpią, Zosia chora, zresztą wszystkie kichające i prychające, mnie też coś chyba bierze, ratuję się gorącą herbatą z miodem i imbirem. Co u mnie? Dużo zajęć, w ogóle nie mam czasu pomyśleć o nerwicy,idę do sklepu, do szkoły, odwiedzam siostrę-wszystko na luzie. Aż się sama sobie dziwię, tyle napięć a ja taka spokojna, w końcu czuję,że ta cała walka i terapia ma sens. Z siostrą nijako, wiecie powiem tyle,że jest w początkowych miesiącach trzeciej ciąży i jak na razie ma nakaz leżenia, leży na patologii ciąży i wciąż czekamy kiedy zagrożenie minie. Madziu gratuluję obrony :) Aniu szaleje Ci współczuję, wiesz musisz pogodzić się z tym,że ta przypadłość wymaga od nas dużo czasu i cierpliwości, że raz jest lepiej, a raz gorzej,że trzeba dać sobie dużo czasu na dojście do normalności. Mijają cztery lata u mnie z agorką, a ja dopiero teraz czuję się naprawdę dobrze, wiem,że to może w każdej chwili wrócić, ale teraz czuję, nie wiem jak to nazwać, ulgę, jakąś taką swobodę, wolność. Wiem,że masz mnóstwo planów, marzeń, obowiązków i nerwica tam za nic nie pasuje-bo jak, poważny pracownik i ciągle mu słabo, nogi chcą klękać a głowa wiruje na samą myśl o kolejnym dniu, ale jeżeli pogodzisz się na 100 procent ze swoimi przypadłościami poczujesz wielką ulgę. Marta każdemu z nas zdarzy się taki gorszy dzień, ja wczoraj miałam straszny ból głowy, ale cóż dzieci chcą jeść i wyjść trzeba. Mam nadzieję,że dziś czujesz się już lepiej.
  24. Witam po nieobecności, niestety jest źle. Nie chcę się tutaj rozpisywać bo to są osobiste sprawy mojej siostry i nie będę o nich mówić zbyt wiele, w każdym razie ona dalej w szpitalu, szwagier musi pracować, lata potem do niej, a ja z mamą zajmujemy się dziećmi. Najpierw były zadowolone,że mają codziennie kogoś nowego, teraz jest bunt, tęsknota za mamą i ciągłe płacze. Także dziś mam wolne, bo sama mam lekarza, a córcia ma dentystę. Ale ostatnio latam na drugi koniec miasta, potem z powrotem, dwa domy do ogarnięcia, a z mamą tylko się wymieniamy, raz jedna idzie rano, a druga na popołudnie, i tak na zmianę. Mam nadzieję,że jak sprawa się wyjaśni,mam nadzieję pozytywnie to napiszę więcej. Madziu i jak obrona, jestem pewna,że poszła doskonale:) Aniu przykro mi z powodu tych dolegliwości, a bierzesz leki jakieś, bo te dolegliwości fizyczne Ciebie nakręcają niestety w bardzo negatywny sposób, i takie błędne koło-źle się czuję w nocy, nie idę do pracy, nie idę do pracy mam wyrzuty sumienia i znów pojawia się lęk. Warto to przerwać. Nie będę odnosić się tych nie wiem jak to nazwać niedomówień, ja wiem,że gdyby nie Julka nie zrobiłabym kroku, ba całego marszu do przodu. Mam Twojego maila i pozwolę sobie od czasu do czasu napisać coś do Ciebie, bo uważam,że jesteś niesamowitą osobą i naprawdę pokazujesz,że ta przypadłość jest do pokonania. Znikam, trzeba lecieć do przychodni.
  25. Ależ sporo do czytania:) Mam nadzieję,że nadrobię, bo wpadłam tylko z takim ogłoszeniem, że na chwilę znikam, w sumie to nie wiem na jaką chwilę,ale w rodzinie siostry trochę spraw się pokomplikowało zdrowotnych, i wstępnie do października będę musiała zająć się jej dziećmi, a,że to małe dzieciaczki to pracy będzie co niemiara, do tego dom, Zosia, i akurat jak na złość dostałam dwa tłumaczenia, także pewnie przez jakiś czas komputer będzie ostatnią rzeczą jaką będą otwierać. Mam nadzieję,że u Was będzie spokojnie i co najważniejsze-bez lęków;)A mi możecie trochę siły pożyczyć, bo szykuje się gorący okres;)
×