Skocz do zawartości
kardiolo.pl

kumen

Members
  • Postów

    1
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez kumen

  1. Dla mnie jedno piwo to już dużo, a poza tym odkąd dowiedziałam się, że mam chore serce unikam alkoholu jak ognia. Mix piwo&lemoniada to już za wiele jak dla mnie. Sierpień już za chwilę...zleci jak z bicza...myślisz, że będziesz zestresowany przed szpitalem? Ja myślę, że bardziej będziesz zestresowany przed zabiegiem, bo samego pobytu nie masz co się obawiać...z resztą zabiegu też bać się nie trzeba, no ale sama wiem jak to jest jak się czeka na nieznane. Po samym zabiegu też, jak ja, będziesz mówił, że cały ten stres był niepotrzebny, no ale wiadomo...trzeba coś przeżyć aby się do tego przekonać. Wiesz...przed samym zabiegiem jak przynoszą człowiekowi zgody do podpisu, aż trzy, można się nieźle najeść strachu, dlatego, jeśli jesteś za bardzo emocjonalny, dobrze jest po prostu podpisać i im oddać bez czytania. Ja tak zrobiłam i bardzo się cieszę :) Nie warto się dodatkowo nakręcać tym, co piszą na tych kartkach...czyli o możliwych powikłaniach bardzo szczegółowo opisanych. O tym wszystkim przeczytać sobie możesz w jakiejś fachowej publikacji...na prawdę...nie warto psuć sobie nerwów przed samiutkim zabiegiem. A podpisujesz, że wyrażasz zgodę na przeprowadzenie badania/zabiegu i na znieczulenie lub w razie potrzeby narkozę a także że zostałeś poinformowany o możliwych powikłaniach. Ja też podpisywałam zgodę na reanimację, ale to ponoć dlatego, że na izbie przyjęć zapomniano mnie o to zapytać.
  2. No nie, nie byłam kierowana przez CK, lecz przez lekarza z poradni na ul Niemodlińskiej w Aninie. On za mnie wszystko załatwiał, nosił papiery do profesora, konsultował a do mnie tylko później dzwonił i mówił na czym sprawy stoją :) Samopoczucie tako :) Tak bardzo chciałabym mieć holter nawet w tej chwili, ponieważ mnóstwo mam dodatkowych pobudzeń. Tak przejrzałam dziś po Twoich wypowiedziach moje holtery i nawet na jednym 6 odpr. mam 9227 poburzeń komorowych i ponad 3 tys nadkomorowych. Wtedy leżałam w szpitalu.I jakbym dziś miała holtera to wyszłoby pewnie podobnie, jednak zawsze dziwnym zrządzeniem losu podczas noszenia holtera czuję się lepiej niż zwykle...czemu tak się dzieje? nie mam pojęcia bladego... Ja uwielbiam upały :) jednak niestety przez serce nie mogę długo przebywać na słońcu bo zaraz mi się słabo robi i zaczyna mi kołatać w klatce piersiowej. Przez to rowerem mogę sobie pojeździć dopiero wieczorem jak już nie ma tak palącego ukropu. Na szczęście opaliłam się w maju jak tylko zaczęło się robić ciepło i do następnego lata już wystarczy :) Też po alkoholu odczuwasz więcej arytmii? Ja dziś wypiłam piwo mix lemoniada 2,2 % i teraz serce bije jak szalone... Odpiszę dziś późno wieczorem lub jutro rano, ponieważ lecę na piwko, oczywiście 2,2 % :)
  3. Mi w szpitalu w tamtym roku powiedzieli, że jest ważne 2 lata, ale jeśli tak wcale nie jest no to klops :) Mam nadzieję, że się wyrobię w ciągu miesiąca z oczekiwaniem na RTG. Powiem Ci, że jak szłam na zabieg to miałam mieć właśnie też RTG, z tym , że wtedy się jeszcze łapało to moje stare prześwietlenie. Miałam wtedy zdjęcie na płycie i lekarz ani razu mnie o nie nie poprosił... Musiałam też zrobić USG jamy brzusznej...też nie wiem po co, skoro nikt nawet na to nie spojrzał...takie ganianie ludzi chyba tylko po to, żeby za łatwo nie było...
  4. No spoko. Szczepienie mam, echo mam, Holter mam z marca a może się uda zrobić nowy.... RTG klatki ważne jest 2 lata, czyli jeszcze się załapuję, Dzięki za cynk :) W poniedziałek zadzwonię do CK i się umówię na Holter w razie czego :) Nie posiadam prawo jazdy. Przyjeżdżam zawsze busem. Mam bardzo dobre połączenia. A te 300 km to zaokrągliłam trochę :) Łącznie z Terespola jadę 3 godziny, czyli w miarę. Mieszkam przy samym Brześciu tylko po naszej stronie Bugu :)
  5. Dziękuję Ci bardzo za tak szczegółowe wyjaśnienie :) Czy to skierowanie na jeszcze jeden Holter równoznaczne jest z tym że założą mi go tego samego dnia, czy podadzą mi termin i dopiero wtedy... i tak samo z wynikami...Ja mieszkam 300 km od Warszawy i trochę mi nie po drodze tak częste wizyty :) Miło słyszeć, że kolejne wizyty są już tańsze...znacznie mi ulżyło :)
  6. Od poniedziałku zaczynam więc działać. Nie sądzę, że uda mi się załatwić Holter 12, ale zapytam. A powiedz mi jak długo trwa pi razy drzwi wizyta u profesora? Bo za taką kasę jaką trzeba zapłacić to ja godzinę co najmniej będę siedziała choćby się waliło i paliło :)
  7. Już znalazłam :) 12.08 ! jeśli tego dnia będę w Aninie z chęcią Cię odwiedzę :)
  8. Te wszystkie wyniki badań mam mieć na pierwszą wizytę do profesora? Mam holter 12-odpr z marca i echo ze stycznia, RTG klatki mam z tamtego roku, albo coś koło 1,5 roku. Pożyjemy, zobaczymy...nie nastawiam się zbyt optymistycznie :) Na pewno napiszę w tym wątku jak sie ostatecznie wszystko skończyło. Ty również daj znać jak u Ciebie się potoczyło życie :) Będę trzymała kciuki w sierpniu . Na kiedy dokładnie masz ten EPS, wydaje mi się że już pisałeś ale nie pamiętam i nie mogę się doczytać :)
  9. Już się zapisałam na wizytę do profesora Walczaka. Mam termin na 7 sierpnia. Bardzo się cieszę że Ciebie poznałam tu na forum, ponieważ to dzięki Tobie ta wizyta :) Nie, jak leżałam w Klinice Zaburzeń nikogo nie odesłali Absolutnie nie sugeruj się tym co mówię! przecież nie jestem elektrofizjologiem! Mam nadzieję, że i u Ciebie znajdą podłoże arytmii i skutecznie je wypalą :)
  10. Obecnie?...no cóż...rewelacji nie ma. Ten okres *be* trzyma mnie już od prawie dwóch tygodni. Czuję ciągle ten dyskomfort w klatce piersiowej kiedy serce przeskakuje...nie bije, tylko tak dziwnie bulgocze i nie można zdefiniować czy to faktycznie w klatce piersiowej czy może gdzieś w żołądku lub w szyi. Najgorsze jest to, że nie można tego w żaden sposób zagłuszyć, próbuję coś robić to zaczyna mi się serce jeszcze bardziej uruchamiać, chcę się położyć - tym bardziej to czuję. Takie epizody jak ten z rowerem należą do tych słabszych ataków. Często mam tak, że muszę się czegoś złapać bo mam wrażenie, że za chwilę upadnę, takie mocne łupnięcie w klatce piersiowej, mroczki przed oczami i serio, człowiek ma wrażenie że jak się czegoś nie przytrzyma to fiknie. Najgorsze moje przeżycie jakie miałam podczas ataku arytmii to takie, gdy parę lat temu obudziłam się ze straszliwym ciężarem na klatce piersiowej...dosłownie jakby ktoś mi worek ziemniaków położył. No ale wstałam sobie i poczułam się tak, jak podczas zapalenia płuc. Brakło mi powietrza, zaczęłam kaszleć...Na prawdę myślałam, że mam zapalenie płuc! Ponieważ do przychodni mam 7 km, to postanowiłam, że pojadę do lekarza rowerem :). Jechałam 2,5 godziny!!!Więcej stałam, niż jechałam. Nie mogłam oddychać. W przychodni rodzinna osłuchała i natychmiast wysłała mnie na EKG, na którym ponoć było migotanie przedsionków. Lekarz Całą przychodnię postawiła na nogi, powiedziała, że dziwi się, że w ogóle stoję, a już nie ma pojęcia jak dojechałam rowerem! Wysłała mnie karetką do szpitala, ale najpierw dostałam jakieś 2 zastrzyki w tyłek i coś do wypicia i pod język tabletkę. Już w karetce zaczęło mi przechodzić i jak dojechałam do szpitala to już byłam żywczyk :) Zrobili EKG i Kardiolog powiedziała, że przecież nic u mnie nie ma i że zawracam tylko jej głowę. Na EKG robione w przychodni powiedziała, że to artefakt był!! Od tamtej pory tak tragicznie się jeszcze nie czułam, ale co jakiś czas zdarzają mi się niewielkie osłabnięcia jak ten ostatnio. Takie niefajne *okresy* trwają różnie...czasem trzyma przez kilka miesięcy, tygodni, dni a później przechodzi na kilka dni, tygodni. Ale nigdy nie znika zupełnie. Traf chciał, że moje wszystkie holtery wypadały zawsze w te dobre okresy, bo na prawdę, strach pomyśleć ile mogłoby tego dzadostwa wyjść na holterze w te złe dni... Chciałam zrobić holter teraz, ale dostępny tylko jest 3 odpr, a takiego na prawdę nie potrzebuję. Chcę mieć ablację w Instytuccie i już :) Nie pójdę do innej placówki. Mój szpital wojewódzki to trupiarnia i z resztą dopiero od września zaczną wykonywać takie zabiegi, bo obecnie kardiolodzy się szkolą :) Tym bardziej nie pójdę jako królik doświadczalny!! Wysłałam papiery już do dwóch lekarzy do Anina i żaden sie nie odzywa od miesięcy...telefony do sekretariatu nic nie dają, bo babki mówią że przekażą lekarzowi, a nie przekazują...
  11. Odstawiłam beta bloker samodzielnie, bez konsultowania z żadnym kardiologiem. Wcześniej przeprowadziłam pewne próby poinformowania lekarza o moim planie odstawienia ale nie otrzymałam żadnej jasnej odpowiedzi. Oczywiście w chwili odstawienia leku zdawałam sobie sprawę z możliwych skutków ubocznych. Czytałam o zjawisku proarytmii i wiem, że nie wolno tego leku odstawiać z dnia na dzień, tylko należy zmniejszać dawkę stopniowo. Ja jednak zrobiłam po swojemu i przestałam go zażywać z dnia na dzień. Różnicy w arytmii nie czuję do dziś, choć już jestem na czysto od marca. Nadal mam takie dni, kiedy nie odczuwam zaburzeń rytmu jakoś szczególnie mocno i pełno takich, kiedy czuję całą symfonię w klatce piersiowej, kiedy mój ciśnieniomierz (automatyczny) nie chce mi już nawet ciśnienia poprawnie zmierzyć. Bloker zażywam teraz tylko doraźnie w sytuacji dla mnie krytycznej, kiedy tak mi się serce uruchamia, że nie jestem w stanie nic robić, bo aż cała się trzęsę w rytm niemiarowego bicia. I muszę powiedzieć, że dopiero wtedy czuję, że lek coś tam działa, ponieważ serce trochę się uspokaja. Odkąd przestałam brać ten lek stale Tętno mam fajne, bo koło 60-70 . Na prawdę, nie czuję się teraz ani lepiej ani gorzej. Mam właśnie ten gorszy okres (który z resztą także był nie raz podczas zażywania blokerów). Ostatnio przedwczoraj miałam niemiłą przygodę, kiedy jadąc rowerem zrobiło mi się ciemno przed oczami a serce nagle przyspieszyło nie wiadomo kiedy. Byłam o krok od wykonania telefonu po pogotowie, ale położyłam się na trawie i za jakiś czas mi się uspokoiło. Na pewno więcej mam pobudzeń dodatkowych, bo czuję i często mam uczucie ucisku w gardle. Nie odstawiłam jedynie magnezu i potasu, żeby utrzymywać elektrolity na stałym poziomie..
  12. Już pisałam o tym na forum, więc pozwoliłam sobie skopiować swą wypowiedź. Pewnie ją czytałeś już, ponieważ Ty także brałeś udział w dyskusji:) Betaloc zoc w dawce po 50 mg 2razy dziennie przepisano mi w jednym z naszych polskich szpitali i o mały włos nie wyprawiono by mnie na tamten świat. Na szczęście cała zmiana leku odbywała się w szpialu, bo boję się myśleć co by było gdybym była wtedy w domu. A panowie kardiolodzy w tym szpitalu chcieli mi Betalokiem leczyć napadowy częstoskurcz komorowy i nadkomorowy. Sytuacja miała miejsce już dawno temu, na początku mojej przygody z kardiologią, kiedy tak właściwie nie wiedziano tak na prawdę co mi jeszcze dolega. Pamiętam, że wcześniej zażywałam lek metocard,ale jak przestał na mnie działać i wylądowałam w szpitalu to leczono mnie na siłę Betalokiem. Celowo piszę że leczono mnie *na siłę*, ponieważ pomomo zgłaszanych przeze mnie dolegliwości już pierwszego dnia od podania leku, panowie kardiolodzy zamiast zainteresować się, że może lek nie jest dla mnie to jeszcze zwiększyli mi dawkę. I tak ciśnienie w szpitalu miałam cały czas 80,75/ 55 a tętno 120 na przykład. Non stop leżałam w łóżku, bo każda próba podniesienia się konczyła się upadkiem na podłogę. A lekarze na to wogóle nie reagowali. Nie miałam siły na nic. Butelki z wodą utrzymać nie mogłam a do tego ciągle chciało mi się wymiotować. Mówiłam, tłumaczyłam lekarzom jak się czuję ale jak Boga kocham nie było z ich strony żadnej reakcji. Po 4 dniach męczarni nie zażyłam już tego leku wieczorem podanego przez pielęgniarkę, tak samo i rano następnego dnia. Poczułam się lepiej i 5 dnia pobytu w szpitalu wypisałam się na żądanie . Ot moja przygoda z BETALOC ZOC :)
  13. Asekuracyjnie :) ale to dlatego, że bywały przypadki tu na forum, ze jeśli wyraziłam odmienne zdanie niż * założyciel tematu* od razu po mnie jechano :) Ale wiesz co...jak tak czytam Twoje wypowiedzi to mi tu specjalistą zalatuje :) Niby piszesz, że jesteś laikiem w sprawach sercowych a tu walisz takimi terminami medycznymi, których normalny człowiek nie ogarnia :) A już pierwsze zdanie skierowane do ALLICJI w ostatniej Twojej wypowiedzi jakbym z publikacji naukowej czytała...coś mi tu nieładnie pachnie kardiologiem ( nie żeby kardiolodzy nieładnie pachnieli ) No ale poważnie, obecnie zażywam, raczej zażywałam od kilku lat concor 10mg rano i 5mg wieczorem, magnez, potas, polocard. Odstawiłam jednak bloker już jakiś czas temu a to dlatego, że nie odczuwałam już żadnej różnicy między mną na haju, a mną bez prochów. Jedyne co robił ten lek to bardzo obniżał mi puls i ciśnienie bo miałam 46-50 i 105/55, a czułam się strasznie markotna i senna. Mniejszej dawki z kolei nie odczuwałam w ogóle w organizmie. Teraz zażywam go sobie tylko wtedy jak faktycznie serce prawie, że wyskakuje mi uszami i strasznie bulgocze mi w klatce piersiowej, a ciśnieniomierz nie chce mi mierzyć poprawnie ciśnienia i momentami mam wrażenie, że za chwilę upadnę...To jest dla mnie znak, że już kompletnie źle się dzieje z sercem W swojej terapii farmakologicznej także miałam do czynienia z betalokiem zoc 50mg i przez to prawie wyprawiono mnie na tamten świat :)
  14. To się zgadza, kiedyś ablacja była ostatecznością, teraz często jest standardem. Ja całkowicie Cię popieram w Twoich dążeniach do poprawy jakości życia. Doskonale wiem co się przeżywa podczas takich epizodów zasłabnięć, jak leżałam w Instytucie nawet otrzymałam (na swoją prośbę) szczegółowe wyjaśnienie dlaczego człowiek tak się wtedy czuje :) Kurcze, no.... Wydaje mi się, że jednak nie zrobią Ci badania elektrofizjologicznego. Oczywiście nie jestem żadnym specjalistą aby cokolwiek sugerować, wyrażam tylko własną opinię. Nie zrobią, ponieważ nie masz częstoskurczu objawowego a jedyne objawy dają u Ciebie pobudzenia dodatkowe, których masz bardzo malutko...za malutko żeby je móc ablować...chyba, że trochę ubarwiłbyś lekarzowi swoje doznania podczas częstoskurczu, to może poświęciliby mu większą uwagę. Dlaczego tak nieoptymistycznie mówię? Pamiętam w jaki sposób mój lekarz prowadzący przeprowadzał ze mną wywiad...strasznie dokładnie chciał wszystko wiedzieć,bardzo naciskał na to jakie mam odczucia, co się dokładnie dzieje z moim organizmem, jak przez to przechodzę. Właśnie zerknęłam na kartę wypisu i mam tam tak napisane: Pacjentkę objawową lat 28 przyjęto do IK w celu diagnostyki i leczenia. Chora odczuwa kołatania serca prawie codziennie oraz napady szybkich i miarowych rytmów serca z poronnymi zespołami MAS, pogorszenie tolerancji wysiłku. Dotychczas leczona farmakologicznie nieskutecznie: sotalol, propranolol, metoprolol, bisobrolol. W czasie badania echo stała bigeminia komorowa istotna....ble ble ble... Czyli jak widzisz, często pojawia się słowo *objawy*. Jedno jest pewne. Pobyt w Instytucie na pewno sprawi, że wrócisz do domu odmieniony. Jeśli znajdą to co powinni i zablują to super, ale jeśli nie to też super, bo będziesz spokojniejszy. Inna sprawa...miałeś przepisywane na to serce jakieś leki ?
  15. Kurcze, no...na prawdę nie chcę psuć Twego entuzjazmu, ale chyba muszę Ci o czymś powiedzieć. Przebywając w Instytucie wiele się nasłuchałam od pacjentów o wielu lekarzach znanych i mniej znanych z większych ośrodków specjalności kardiologii w Polsce. Oczywiście zgadzam się z tym, że prof Walczak jest pionierem elektrofizjologii w Polsce i wybitnym specjalistą, jednak wielu pacjentów było bardzo zawiedzionych po wizycie u niego. Z tego co pamiętam, to oczywiście wszyscy mówili, że jest bardzo miły, kulturalny, do każdego pacjenta podchodzi indywidualnie i sprawia wrażenie jakby rozumiał przez co przechodzi człowiek z różnymi zaburzeniami, ale to tylko pozory...Prof ponoć nie różnicuje wcale pacjentów i często nie przegląda dokładnie dokumentacji medycznej, a każdy kto trafia do niego na wizytę jest odsyłany na ablację przez co elektrofizjolodzy w Aninie muszą robić zabiegi tym, którzy wcale nie koniecznie muszą tego potrzebować...i powiem Ci, że coś w tym co Ci pacjenci mówili musi być, ponieważ jak tak sobie teraz przypomnę to jak leżałam już na stole, to podszedł do mnie jeden z elektrofizjologów który siedzi przy monitorach i bardzo niemiło zapytał mnie który profesor mnie kierował na ablację, bo za mało przecież było dodatkowych do zabiegu a JA niestety nie wiedziałam, na co odchodząc pan mruknał: *pewnie Walczak* Także widzisz...ale może to tylko gadanie niezadowolonych pacjentów, a w moim przypadku źle odebrałam ton tego lekarza...nie wiem, grunt, ze Walczak to najlepszy specjalista w Polsce,
  16. Hmm...idąc moim tropem wychodzi mi, że byłeś u prof Walczaka...tak?
  17. Acha, jeśli chodzi o Centrum to wszystko się zgadza. W końcu to placówka prywatna, choć na NFZ też parę zabiegów rocznie robią. Jeszcze mam pytanie: u którego elektrofizjologa byłeś w Centrum? No cóż...u mnie to trochę więcej jest wszystkiego :) Aż zobaczę w papierach:) w 2009r: 5200 dodatkowych komorowych wieloośrodkowych 163 pary 5700 nadkomorowych w 2011 r: 4600 komorowych 71 pary 15 częstoskurcze ( 48 pobudzeń w częstoskurczach) 4617 nadkomorowych Znaleziono parę ustawień częstoskurczu przedsionkowego oraz nsVT w 2012: 4800 pobudzeń komorowych 4817 nadkomorowych 1nsVT ( 3 pobudzenia) 1 SVT bradykardia nocna 36 drugiego z 2012 roku nie mam danych, ponieważ od razu oglądał wynik profesor i nawet nie miałam w rękach wydruku :) w 2013: ponad 3500 komorowych sekwencji: 5 pobudzeń w sekwencjach: 16 1080 nadkomorowych 360 pojedynczych 360 pary razem sekwencji: 6 pobudzeń w sekwencjach: 21 Liczne VEBs i sVEB, Liczne epizody bigemini oraz nsVT. To co napisałam wyżej to dane z moich kart informacyjnych ze szpitala :) Nikt mnie nie kierował na ablację przymusowo, tzn każdy kardiolog z którym miałam do czynienia po prostu nade mną rozkładał ręce i mówił, że on nic już nie poradzi i jeśli już nie mogę z tym wytrzymać to mogę sama poszukać sobie ośrodka gdzie wykonują ablacje. Tak też zrobiłam :)
  18. DOLOR, mówisz, że w Aninie zakładają Holter 12-odpr odpłatnie, tak? Dobrze zrozumiałam? Rok temu w maju miałam go zakładanego w Instytucie na pierwszym piętrze za darmo...Pielęgniarka założyła mi go 30 kwietnia i powiedziała, żeby sobie samemu go zdjąć 1 maja a przywieźć im dopiero 4 maja, ze względu na wolne. Również przy wypisie w styczniu tego roku prowadzący pytał mnie czy mam u siebie dostęp do Holtera 12 odpr, bo jeśli nie to zawsze mogę przyjechać do nich i mi bez problemu założą - oczywiście nieodpłatnie. Dziś dzwoniłam do Instytutu i dowiedziałam się, że obecnie wszystkie zabiegi są wstrzymane do końca czerwca, przeprowadzane są tylko ratujące życie. Do sierpnia DOLOR już niewiele zostało...szybko zleci :) Zobaczysz, będzie dobrze i to nie jest tylko zwykłe gadanie. Ludzie przechodzą to badanie po kilka razy, zanim uda się przeprowadzić zabieg, dlatego ja też się nie poddaję. Mi powiedziano, ze czasem tak bywa, że nawet u pacjentów u których występują różne złożone zaburzenia, nie udaje się wywołać arytmii podczas badania elektrofizjologicznego i oni ( elektrofizjolodzy) nie wiedzą dlaczego tak się dzieje. Powiem Ci też, że trochę się dziwię, że wzięli Cię na EPS przy tak malutkiej liczbie pobudzeń dodatkowych...Mi na poprzednim holterze wyszło 2,2tys i powiedzieli że to mało... jak byłam teraz w Instytucie to pielęgniarki wiozły akurat młodego chłopaka na zabieg. Facet miał 50tys komorowych!! :D Toż to można psychozy jakiejś dostać :D A ten nsVT to często wychodzi na Holterze? Masz oprócz tego SVT ?
  19. Badanie elektrofizjologiczne, jest to inwazyjne badanie, na które pacjenci kierowani są przez kardiologa w celu zdiagnozowania rodzaju i podłoża arytmii. Ma ono na celu także różnicowanie arytmii na łagodną, potencjalnie złośliwą i złośliwą a według niektórych źródeł na łagodną i złośliwą. Bardzo często to badanie połączone jest z ablacją, czyli skoro już znaleźli rodzaj i miejsce z którego pochodzi konkretne zaburzenie, to mogą od razu zablować to miejsce. Allicjo, bigeminię podałam za przykład. Równie dobrze może chodzić o częstoskurcz nadkomorowy, także teoretycznie nie groźny. Znane są jednak przypadki, że owy częstoskurcz był przyczyną NZS wśród młodych ludzi. Wracając do mnie. Byłam skierowana na zabieg ablacji, lecz ponieważ w trakcie programowanej stymulacji nie wyzwolono arytmii, samego zabiegu ablacji również nie przeprowadzono. Co daje to badanie pacjentowi kiedy nie wyzwolono arytmii? Jak to zauważył DOLOR normalnemu człowiekowi daje poczucie bezpieczeństwa, czyli świadomość, że od tego nie umrze, w każdym razie nie powinien :) Co daje EPS lekarzowi? To zależy od kardiologa: jeden powie, ze to super, że niczego nie znaleźli i będzie miał podstawę by olewać już tego pacjenta, a inny dalej będzie drążył temat, ponieważ skoro coś wychodzi na Holterze i jeśli pacjent jest objawowy, to znaczy że to coś faktycznie istnieje i tak czy siak trzeba się z tym rozprawić, jeśli nie tym razem, to następnym...aż się uda! DOLOR, w zasadzie już wszystko napisałam wczoraj na temat tego Holtera 12-odpr. :) W moim regionie jest szpital wojewódzki, który ma się stać Kliniką specjalistyczną w niedługim czasie i jest tam tylko jeden (słownie - jeden) Holter 12- odprowadzeniowy dostępny jedynie dla pacjentów szpitalnych. Żeby móc go sobie robić musiałam zapisać się na prywatną wizytę do ordynatora kardiologii w tym szpitalu. Na moje pytanie dlaczego jest tylko jedno urządzenie, pan ordynator odpowiedział, że więcej nie potrzebuje bo to to samo co holter 3 odpr. (ORDYNATOR KARDIOLOGII TAK POWIEDZIAŁ)i z niego w ogóle nie korzysta a pacjenci w szpitalu noszą zawsze 3 odpr.
  20. Od dwóch lat jak już noszę holter to jest to holter 12 odprowadzeniowy. Przed wizytą w Aninie także należy go zrobić. Przepraszam ale tak jestem senna, że padam już. Jutro napiszę cd :)
  21. Niby tak, ale to ze nie wywołali częstoskurczu podczas stymulacji to nie znaczy przecież że go nie ma, ten mój nsVT pojawia się na każdym wykonywanym u mnie holterze, dlatego tym bardziej nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nie pojawił się podczas stymulacji komór, kiedy istniały najbardziej sprzyjające temu warunki. Ale nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że to co kardiolodzy nazywają łagodną postacią arytmii jest arytmią potencjalnie łagodną w rzeczywistości, czyli np. nagle nsVT może stać się VT, a zwykle łagodna bigeminia spowoduje nagłe niedotlenienie...i bęc - zgon jeśli pomoc nie przyjdzie na czas. Terminologia łagodna/złośliwa arytmia ma za zadanie jedynie uspokojenie pacjenta, że tragedii nie ma i ma się nie nakręcać że jest chory. Czyli chodzi o to by poprawić samopoczucie psychiczne, bo choroba faktycznie istnieje. Racje masz mówiąc że należy poukładać swoje sprawy osobiste, ponieważ stres bardzo namnaża ilość i częstość zaburzeń rytmu, oraz bardzo je potęguje. Powodzenia!
  22. Wprost przeciwnie...ta diagnoza trochę mnie dobiła. Męczę się tak już z jakieś 8 lat. Ciągłe kursy SOR, przychodnia, szpital...już mnie po prostu zmęczyły. Lekarze kardiolodzy w mojej miejscowości rozkładali już ręce i słyszałam tylko *u pani to tylko ablacja*. Leki żadne nie pomagają a jak się czułam tak sie czuję dalej. Nie powiem...mam takie dni kiedy czuję się w miarę nieźle, ale więcej jest takich gdy czuję się jakbym była nakręcona...coś we mnie przeskakuje, przewraca się... mordęga na prawdę. Wieczorem kładę się do łóżka a po chwili muszę wstać bo jeżdżę z łóżkiem po całym pokoju. To że miałam łagodną postać arytmii to sama wiedziałam :)... nie mdlałam przecież, nie traciłam przytomności... Ja wszystko czuję...każde nieprawidłowe uderzenie, częstoskurcze, bigeminie...czasem oddychać nie mogę przez te wypadające płatki, uczucie jakby ktoś parę cegieł położył na klatce piersiowej, kulka w gardle...masakra. W moim przypadku te wszystkie zaburzenia powoduje niedomykalność zastawki mitralnej i teraz tu mamy do czynienia z błędnym kołem. Niedomykalność powoduje moje zaburzenia rytmu, a wszystkie te zaburzenia powodują drobne uszkodzenia serca, które powiększają moją wadę organiczną serca. Czyli jedno wynika z drugiego, więc jeśli nie zminimalizuję zaburzeń rytmu, operacja wymiany zastawki na pewno się przyspieszy... Na prawdę liczyłam, że wszystko się podczas badania uda, że znajdą to co nie daje mi normalnie żyć...a tu klops. Masz rację, normalny człowiek ucieszyłby się z tak pozytywnej diagnozy a dla mnie pozostaje ten niedosyt.
  23. To było tak: W poniedziałek z rana przyszedł lekarz prowadzący. Zapukał do drzwi, podał rękę, przedstawił się, powiedział, że będzie się zajmował moim przypadkiem i że dołoży wszelkich starań aby wszystko się udało i mój pobyt w Klinice był najbardziej komfortowy.Powiedział, że w każdej chwili mogę zmienić swojego lekarza jeżeli tylko nie będę zadowolona z jego usług:). Zabrał mnie do takiego pokoju badań, gdzie przeprowadził ze mną obszerny wywiad, mając przed sobą cało moją dokumentację medyczną. Pytał o to w jaki sposób odczuwam bicie serca (były efekty dźwiękowe :)) Zmierzył ciśnienie, osłuchał serce,a raczej obojczyk :) i nie musiałam się rozbierać. Pytał jakie badania miałam robione ...no nie wiem...o wszystko mnie pytał :) I tak sobie pogadaliśmy i doktór poleciał po moją koleżankę z pokoju, bo tak się złożyło, że był także jej prowadzącym....Wróciłam na salę i od razu pielęgniarki wołały mnie na badania, nawet nie zdążyłam usiąść na łóżku. Wiesz co...nie pamiętam już dokładnie co mi mówił prowadzący, ale na pewno odpowiadał na każde moje pytanie i udzielał wyczerpujących informacji, ale nie mówił nic o samej ablacji. Następnego dnia koło 7:15 rozległo sie pukanie do drzwi. Wszedł sobie pan na oko 30 lat, przystojny jak cholera, pyta która to ja :) no a ja w szoku, bo doktora pierwszy raz na oczy widzę. Podszedł do mnie i znów przedstawił się, podał rękę, powiedział że będzie wykonywał u mnie badanie elektrofizjologiczne być może połączone z ablacją, zapytał czy prowadzący wyjaśnił mi na czym polega to badanie, a jak powiedziałam, że nie to zaczął mi po kolei tłumaczyć co będzie robił. I teraz tak...ja byłam tak przerażona tym zabiegiem, cała się trzęsłam ze strachu że musiałam sprawiać wrażenie idiotki, bo kompletnie bez ładu i składu mu odpowiadałam :D No jak sobie teraz przypomnę to mam ochotę zapaść się pod ziemię :) Jego wizyta trwała też dość sporo, uspokoił mnie, ze będzie wszystko dobrze i ze to nie jest takie straszne i ze będę miała znieczulenie...zapytał czy mam jakieś do niego pytania,po czym z uśmiechem powiedział że w takim razie widzimy się za chwilę na dole. Rach ciach podpisałam zgody ( aż 3) Chwila trwała dosłownie chwilę, bo przyszła pielęgniarka z wózkiem, kazała się przebrać w koszulę szpitalną i zjechałyśmy na dół. W pracowni elektrofizjologii kazano mi wejść do takiego malutkiego pomieszczenia i rozebrać się z tej koszuli, pielęgniarka jeszcze zerknęła czy oby na pewno majtki też zdjęte :) owinęła mnie takim zielonym medycznym okryciem i zaprowadziła pod rękę na stół. Poproszono mnie abym się położyła (łóżko jest wąskie i wysokie a w pracowni cholernie zimno). I szast brast ściągnęli ze mnie to okrycie i leżałam taka golusieńka przed nimi...( tak sobie myślałam wtedy, że całe szczęście ze mam ładną, szczupłą figurę bo jakbym była gruba to chyba bym uciekła z tego stołu...) Jedna pielęgniarka podczepiała do mnie różne czujniki,elektrody itp a druga pomagała się ubrać elektrofizjologowi. No i doktór podszedł do mnie i rozpoczął poszukiwanie żyły w pachwinie. Pielęgniarki umazały mnie kodanem i jeszcze czymśtam i nakryły okryciem chirurgicznym po czym zrobiło mi się trochę cieplej. Elektrofizjolog nachylił sie do mnie i powiedział zebym się nie bała bo da mi bardzo duże znieczulenie i ze nie będzie bolało i zaczęło się :) Po wszystkim zaczęto odłaczać mnie od mnie od aparatur , a lekarz jeszcze przez 10 - 15 minut uciskał ręką miejsce wkłucia. Pielęgniarki powiedziały że niestety musią mnie odkryć, na co ja musiałam strzelić potwornego buraka ponieważ elektrofizjolog zrobił się czerwony na twarzy przeprosił i odwrócił wzrok. I za każdym razem jak musiał spojrzeć na pachwinę - przepraszał i znów wracał do patrzenia na ściany :) No miło z jego strony ale tak czy siak - trauma :) Przy wypisie prowadzący powiedział tylko ze mam łagodną postać arytmii i mam się kontrolować holterem co pół roku i jak sie zwiększy liczba dodatkowych to mam wysyłać papiery i będą mnie zapraszać na kolejną próbę...
  24. 17 letnia Dziewczyna o egzotycznym imieniu :)... Chyba byli zamożni bo opowiadała o Bożym Narodzeniu i Sylwestrze spędzonym na Dominikanie :)...no ale przecież to nie moja sprawa, a gdyby mnie było stać też robiłabym prywatnie... Chyba koło 15 tysięcy kosztuje zabieg , plus wizyty ...to niezła sumka wychodzi :) Jak się tylko wchodzi do Instytutu, to szału nie ma :) Taki PRLowski budynek. Jednak poszczególne kliniki są odremontowane. Nasza Klinika Zaburzeń, to dość niewielki oddział. Jest chyba z 8-9 sal chorych, w każdej po 3 łóżka,sale mają oddzielne łazienki i klimatyzację. Na korytarzu stoi telewizor ogólnodostępny zwykle okupowany przez facetów i kobiety po menopauzie :) Dla mnie bardzo zaskakującym i nowym zjawiskiem było to, że pokój lekarzy posiada kodowany zamek i pacjenci nie mają tam wstępu...nawet progu nie mogą przekroczyć. Jeśli pacjent chce porozmawiać z lekarzem, który akurat przebywa w tym pokoju musi poprosić kogoś z personelu o wywołanie tegoż lekarza. Oczywiście dzieje się to natychmiast, tzn lekarz od razu wychodzi do pacjenta, nie za minutę, 5 minut czy jak skończy to co właśnie robi...tylko natychmiast :) Pielęgniarki są bardzo sympatyczne, uśmiechnięte i życzliwe. Jak coś trzeba - pomagają, jak się je przywołuje dzwonkiem - od razu przychodzą :) Lekarze także są mili. Tam jest młoda kadra, a więc lekarze z zapałem, jeszcze nie znudzeni pracą, pacjentami...otwarci na pacjentów i bardzo kulturalni. Kiedy idą korytarzem powiedzą z uśmiechem dzień dobry, zapytają czy wszystko ok...Było tak, że miałam zatrucie i nie mogłam jeść przez cały dzień bo wszystko wracało i mój prowadzący chciał mi przynieść obiad z bufetu albo poczęstować swoimi kopytkami :)..no miło jest bardzo :) Jedzenie jest bardzo smaczne, porównywane do niezłej restauracji. Pacjenci traktowani są tak samo...czyli nie ważne czy ktoś jest prywatnie czy na NFZ. Leży się cały czas na swojej sali, nie ma żadnych specjalnych. Po zabiegu też pacjent przewożony jest na swoją salę (oczywiście jeśli nie było żadnych komplikacji). Jeśli coś mi się jeszcze przypomni to na pewno dopiszę :)
  25. Hmmm...rezonans mówisz :) nie nastawiałabym się na Twoim miejscu :) A jeśli chodzi o profesora...no cóż, podczas mojego EPSu prof Szumowski był w tej salce obok, gdzie są monitory :) jedynie słyszałam jego głos poleceń wydawanych elektrofizjologowi..W końcu to on szkoli tych młodych elektrofizjologów. Ta koleżanka o której pisałam wcześniej, że miała ablacje przeprowadzaną przez profesora, miała ten zabieg prywatnie :)
×