Skocz do zawartości
kardiolo.pl

joasia35

Members
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez joasia35

  1. Pisz Aniu, ja zawsze chętnie biorę różne przepisy, w kuchni lubię robić różne rzeczy,ale tylko te sprawdzone:) A poza tym takie rozmowy o mydle i powidle też pozwalają odsunąć dalej temat nerwicy. Michalina ja dopiero niedawno zaczęłam chodzić do większych sklepów,choć czasem było tak,że wychodziłam bez niczego, kolejka mnie przerażała... A Zosia okazało się ma astygmatyzm krótkowzroczny,a nie samą krótkowzroczność. Pani w szkole powiedziała mi,że mała nie chce nosić okularków, i też często w domu skarżyła się na ból głowy... Szkła dla astygmatyków są zupełnie inne niż dla krótkowidza. W poniedziałek mamy je odebrać, na szczęście wada bardzo duża nie jest,ale nie wiem czy to się cofnie? A dziś u mnie w końcu jaka takie słońce, biorę psa i trochę się przejdę, doładować akumulatory,pozdrawiam
  2. To wiadomość od Julki, ma problemy z komputerem i prosiła bym za nią napisała:) A u mnie tak jak wczoraj, tyle,że mąż pojechał na trochę do pracy,więc już sama sobie siedzę i czekam aż wróci, mamy jechać do okulisty z córcią, muszę ją szybciej odebrać ze szkoły. pozdrawiam
  3. U Was leniwie, u mnie tak samo. W ogóle nic mi się nie chce, na zewnątrz tak brzydko... Ani wyjść, czy porobić coś ciekawego. Mąż ma bardzo dużo pracy, wraca do domu i dalej pracuje. A z babcią trochę lepiej, ma zaostrzenie cukrzycy,będzie musiała robić sobie zastrzyki,trochę ją to przeraża... Mój też się krępował iść ze mną do psychologa, ale zrozumiał o co w tym chodzi, i często zachowywał się tak jak psycholog tyle,że domowy:) Miłego dnia Wam życzę
  4. No od czasu do czasu jestem dobrą żoną:) Mój mąż też poszedł ze mną na parę rozmów do psychologa, chociaż niechętnie, bo mu się wydawało,że to dotyczy głównie mnie,ale tak naprawdę to cała najbliższa rodzina musi nam pomagać w * zdrowieniu*. Mój mąż dzięki tym spotkaniom lepiej odnajduje się w tej sytuacji i bardzo mnie wspiera:) Mam nadzieję Julia,że wszystko u Ciebie w porządku, i zdrowia dla ulubionej babci. Też mam dziś lenia, byłam z mężem na spacerze, zakupy zrobione, jakiś szybki obiad zrobię i po córkę do szkoły. I tak dzień mija powoli. pozdrawiam
  5. Fajnie,dowiadujemy się o rzeczach, które nas łączą,a wcześniej nawet na to nie zwróciłam uwagi, ale może coś w tym jest Michalina, jak szłam to często miałam uczucie,że się przewrócę, wiadomo lepiej paść na trawkę niż beton:) Julia mam nadzieję,że z babcią to nic poważnego i szybko wróci do zdrowia. No i znów napiszę,ale Ania mnie zainspirowała,uwielbiam z Wami pisać, wiem,że mnie rozumiecie jak nikt inny, bo czasem nawet mąż ma mnie dosyć-tego marudzenia, a Wy to przecież świetnie znacie. Moja teściowa podobnie jak Twoja Michalina nie wiedziała jak ze mną postępować, chciała pomóc,ale robiła to bardzo nieporadnie,ja miałam tylko wyrzuty sumienia. A dziś mężu w domu. Zamarzyły mu się placki po węgiersku, zaraz lecę na zakupy,chociaż pogoda ponura.
  6. A wiesz Ania,że to prawda:) Po lesie, parku, wszędzie tam gdzie trawa chodzi mi się świetnie, natomiast po centrum miasta gdzie sam beton wprost fatalnie.... I też szukam trawy:) Trzymam kciuki Aniu za udany wyjazd! Michalina i jak udały się urodziny, dojechałaś spokojnie? Kiciu co do ataków,to też bywałam mocno zmęczona i chciałam zasnąć, wiadomo sen najlepsze lekarstwo, nawet w ciągu dnia się kładłam. Zazdroszczę Ci Jula tych biletów i,że w ogóle miałaś dni wolne od lęków, porównując zeszły rok pewnie niebo a ziemia-patrzę nawet po sobie:) A kochane dziś mąż pakował resztę zniczy,jeden mu pękł w dłoni, tyle krwi... Aż musieli mu zszywać, także ma 8 szwów! I do środy w domu będzie mi towarzyszył. Gdyby tylko mógł mniej narzekać:)
  7. Też Aniu na Twoim miejscu szybko bym poszła do psychologa, kochana ja 2 lata straciłam,bo myślałam,że to schorzenie fizyczne mnie męczy. Jak szybko się zadziała to naprawdę można żyć jak Jula czy Agata. Michalina też dasz radę, zobaczysz! Dziewczyny nie wolno liczyć,że to samo przejdzie i tylko czekać. Trzeba po prostu wyjść i iść naprzód. Wczoraj mi się udało,choć też przed wyjściem z domu miałam lekki stres. Wiedziałam,że na cmentarzach spotkam bliskich,wiedziałam,że będzie tłum i bałam,że się zaczną lęki przy rodzinie,ale obyło się bez. Choć w domu miałam moment-zostanę i będzie ok. Ale przełamałam się i byłam z siebie dumna,że nie poddałam się. Choć nie mogę powiedzieć-szłam na luzie, taka czujność we mnie jest,ale żyć się da:) Dziś Zosia ma wolne, robimy gofry, a potem rodzice do nas przyjadą, mama jeszcze chce na groby zajrzeć,więc zabierzemy się z nimi. Potem obiecałam Zosi McDonalda, mam nadzieję,że dam radę:) Pozdarwiam
  8. Anka też bardzo Ci współczuję tej całej sytuacji. Też myślę,że psycholog-nawet nie psychiatra może Ci bardzo pomóc. Z początku miałam spory opór przed dzieleniem się swoim życiem i lękiem z kimś obcym,ale bardzo mi to pomogło. Julia szkoda,że tak mało dostaniecie, jedyne pocieszenie-pieniądze nie są najważniejsze. Michalina ja do tej pory mam czasem takie myśli jak Twoje, to zupełnie normalne-choć początkowo wydawało mi się,że to zły omen. Najpierw uciekałam, potem szłam do przodu:) A dziś na cmentarz. W zeszłym roku nie szłam 1, byłam dzień po, z samego rana jak były pustki,nie wyobrażałam sobie tłumów. Dziś idę, mam nadzieję,że dam radę,dwa cmentarze, i 7 grobów do odwiedzenia przede mną. pozdrawiam
  9. Gratuluję Kicia:) Ja tam zdolności manualnych nie mam, więc zawsze podziwiam takie osoby:) Dziś córka ma w szkole ma bal na Holloween, a mnie nauczycielka wpisała jako opiekunkę. Muszę iść na 15. Nie bardzo mi się chce,ale cóż pójdę, i będę obserwować dzieciaki:) I jak Jula się mają sprawy w domu? Michalinka zazdroszczę tego samochodu, ja od trzech lat nie jeżdżę, i to mnie ogranicza, ale cóż lęk silniejszy.... Już teraz lęk przed samą jazdą, nigdy nie byłam za pewnym kierowcą, a teraz po przerwie już bym nie wsiadła. No i pozdrowienia dla Agatki-odpoczywaj i wracaj pełna wrażeń:)
  10. Nie miałam dwa dni internetu, ale na szczęście mogę do Was wrócić. Jula współczuję sama miałam malowanie przez zalanie, na szczęście u nas zacieki tylko były,ale dostaliśmy z ubezpieczalni 250 zł... Mniej niż za farbę:( Michalinka ja też zaczynałam od naprawdę małych dystansów, ale idzie,albo idę coraz dalej:) Wczoraj 3 razy byłam w Biedronce po znicze, zaraz jadę z siostrą na cmentarz, trochę porządków u dziadków zrobimy. Choć tak zimno za oknem,że najchętniej zostałabym w domu. Kicia najlepszą dietą jest mądre odżywianie, trochę mniej tego,trochę więcej tego i działa. :) pozdrawiam Was serdecznie
  11. U mnie też Jula zimno... Do tego deszcz pada.... Co do wczoraj pojechałam, pochodziłam i wróciłam. Było miło,choć zrelaksować się w ogóle nie umiałam. W myślach wciąż sprawdzałam czy aby samochód nie za daleko,czy nie zaszliśmy za daleko i tak w kółko. Weszłam do restauracji i też raczej męża poganiałam,byle szybciej. Wiecie jechał z nami szwagier,on nie widział mojej paniki, i może bałam się tego,że on coś zobaczy i będzie się śmiał i dlatego byłam taka czujna? Choć w drodze powrotnej odetchnęłam i jeszcze męża do Lidla wyciągnęłam. Ale liczyłam jednak,że pojadę na luzie, a tu taka wewnętrzna spinka i czujność... Kto wie Jula co mi się do lipca przydarzy:) I jak Michalina spacer i zakupy? A dziś siedzimy w domu z córą, wczoraj jej z nami nie było to dziś nadrabiamy:)
  12. No a dziewczyny zaraz ruszam w moją podróż, owszem trochę się denerwuje,ale musi być dobrze. Mam obiecany obiad na Rynku i nie mogę uciec:) Kicia jak mi źle to też piszę, wzloty i upadki to też część tej choroby,a razem jakoś łatwiej przez to przejść,także bądź często:) No i po remoncie-gratuluję:) Agata spokojnej i szczęśliwej podróży-odpocznij i wróć z pozytywną energią:) Ciasto upiekłam,bardzo smaczne, ale racja może przez ten karmel dość słodkie? Ale to i dobrze,zjadłam jeden kawałek,mniej do zrzucania będzie:) Jula gratuluję, znów kobieto mnie zadziwiasz:) DM to był mój ulubiony zespół jak chodziłam do liceum!
  13. Michalina mi przez długi czas wydawało się,że z tego już nie wyjdę, odpuszczałam i cierpiałam dalej. Ale zaczęłam sobie zapisywać małe sukcesy, i naprawdę jak Jula mówi zaczęłam od małych rzeczy, a teraz normalnością jest dla mnie pójście do Biedronki, na pocztę czy spacer. Owszem, wielu rzeczy sama nie robię,ale mam naprawdę duże wsparcie wśród bliskich i tu Was,więc staram się iść naprzód. Ważne byś Michalinka codziennie pokonywała jakąś słabość:) Ekspres wypróbowany i jakoś wielkiej różnicy nie poczułam,na szczęście kapsułki za drogie nie są. Chociaż i tak wolę tradycyjne cappucino:0 Agata zrobiłaś mi smaka tym ciastem, dziś zrobię:)
  14. Mam nadzieję Michalina,że wszystko u Ciebie się ułoży. Dzięki dziewczynom i ich motywacji zrobiłam wielki krok do przodu, pokazują,że można coś osiągnąć i cóż staram się za nimi nadążyć:) Oj Jula współczuję tych pobudek, pamiętam jak Zosia była mała i co druga noc była nieprzespana. Ale jak poszła do przedszkola wszystko przeszło, i teraz jest uroczym śpiochem:) Zakupiłam cały pełny kosz, a mąż wieczorem kupił ten ekspres na kapsułki,ale nawet nie rozpakowałam. Mówiąc szczerze nie wiem po co on nam? Mam normalny i wsypuję zmieloną kawę. To taki gadżet raczej,ale jutro wpadnie siostra i wypróbujemy:) Dziś taka pogoda senna, trochę posprzątałam, obiad mam z wczoraj,i dobrze bo myślę tylko o kocu,książce i czekoladzie:) pozdrawiam
  15. Ależ z Ciebie Agata podróżniczka:) I bardzo dobrze, trzeba zwiedzać świat i nie dać się lękom. Mam nadzieję,że wspaniale spędzicie czas:) Poznań jest śliczny, moi dziadkowie tam mieszkali,więc co najmniej raz w miesiącu byłam u nich na weekend i mam olbrzymi sentyment do tego miasta. Ale jak dziadków nie ma,to już człowiek tak nie jeździ bo nie ma do kogo... U mnie też Jula pogoda nie zachęca do wyjścia,ale cóż wczoraj pojechałam z córą i mężem do pokaz gimnastyki. Dużo ludzi, ale dałam radę, choć wchodziłam na salę bardzo powoli,ale jak usiadłam to już było ok:) Teraz lecę do Biedronki bo mają dużo kawy i herbaty w promocji:) Pozdrawiam
  16. Zazdroszczę Ci Agata weekendu, wszystko brzmi wprost wspaniale:) Za tydzień jadę z mężem do Poznania, dla mnie to spora wyprawa-130 km,ale się cieszę na samą myśl. Szwagier kupuje tam samochód, my go zawozimy, ale na spacer po Starówce mam nadzieję namówię małżonka, no i liczę,że dam radę:) To fajnie znów móc sobie coś poplanować, Wam też sprawia to taką dziecięcą radość?:) A dziś to właśnie pogoda gorsza już,ale zakupy plus spacer odbyte. No i właśnie fajnie,że jesteście, co z tego dwie, trzy,ważne,że dajecie wsparcie:)
  17. Może Jula to i dobra decyzja. Przyzwyczaisz męża do zostawania sam na sam z dziećmi i obędzie się kłótni i nieprzyjemnych sytuacji. A i też nie chciałabym płacić za coś co do czego do końca nie jestem przekonana,więc myślę,że to rozsądna decyzja:) Wczoraj brat zabrał córę na cały dzień, mąż w garażu się zaszył,a ja miałam wenę na sprzątanie,tyle się narobiłam,że teraz kręgosłup spać nie daje. Eh, to już nie ta młodość:) Dziś jedziemy do rodziców na obiad, chociaż nie muszę gotować. A co tam u Was dziewczyny? pozdrawiam niedzielnie
  18. Barwo Agata, super,że się odważyłaś-tak trzymać:) Jula nie wiem sama, na szczęście to tylko podyplomówka, za rok możesz iść śmiało, jeżeli teraz się nie składa. Na pewno mądrze wybierzesz. U mnie było pięknie, wzięłam psa i ponad godzinę chodziłam. A teraz wieczór z filmem, coś tam mąż wybierze. Pozdrawiam
  19. Rano pisałam nawet dwa razy,ale widocznie jeszcze ulepszali wygląd forum:) Agata idź, próbuj, naprawdę kochana dasz radę. Ja dziś poszłam do Lidla na zakupy, była piękna pogoda, i w pierwszą stronę się przeszłam, ale w drugą już ciężko. Poszłam na przystanek-a jest pod samym sklepem i czekałam. Jak przyjechał autobus to jakoś tak niepewnie się poczułam, i choć ciało chciało uciec, to wpakowałam je do środka. Pooddychałam, spokojnie usiadłam i wytrzymałam te 3 minuty. i myślę,że to małe zwycięstwo, w końcu nie dałam się i poszłam naprzód:) Tylko mama mi humor popsuła, skarżyła się na ból kręgosłupa, prosiłabym by poszła do lekarza bo mocno jej dokucza, a mama,że nie i się pokłóciłyśmy.... Trochę smutne, bo nie bardzo wiem o co, o to , że mi na niej zależy? Pozdrawiam
  20. Myślę Bartek,że najlepiej skonsultować to z lekarzem. Nie możemy wydać tu diagnozy, choć objawy masz wskazujące na nerwicę,ale to może stwierdzić tylko lekarz. Wero znów zgodzę z Julą, dałaś radę, nie uciekłaś, to naprawdę dużo. Trzymam kciuki za dalsze sukcesy-bo to nie jest porażka, tylko sukces. W końcu nerwica chciała byś uciekła z autobusu,a Ty pokazałaś jej kto tu rządzi,mimo nieprzyjemnych objawów. Fajny pomysł Jula, też muszę coś wymyślić, bo ostatnio z mężem rozmawiamy tylko o domowych sprawach,trzeba coś zmienić... Też myślę,że ten lek może pomóc dzieciakom, oby bo dziecko chore w domu to prawdziwy kłopot. A dziś siedzę w domu, co najwyżej na jakieś małe zakupy wyskoczę... Pozdrawiam
  21. Jula uszy do góry. Myślę,że od czasu do czasu przydaje się taki gorszy dzień, pozwala nam bardziej docenić te lepsze. Zdrówka dla dzieciaków, a Tobie zalecam duży kawał ciacha:) Wero kochana dasz radę, początki zawsze są trudne dla każdego. Gratuluję kolejnej wyprawy do ukochanego:) Lusi myślę jak Jula, nie odpuszczaj i nie zadręczaj. Było, minęło. Najważniejsze jest jutro, i trzymaj się tej myśli. Agata masz rację, to wszystko to nasza wrażliwość plus pewien wzorzec zachowań. Ja dziś inaczej wychowuje córę, chcę by nie bała się mówić mi o swoich uczuciach,niech,że z każdym problemem może do mnie przyjść,że złością,strachem czy lękiem należy się dzielić. Córa dziś w domu, mają apel na dzień nauczyciela, ale małą coś rozkłada powoli,niech zostanie dzień czy dwa w domu. Zaczynam się martwić tymi częstymi przeziębieniami. Kupiłam syrop za 60 zł, ale cóż pani w aptece mówiła,że działa. ImmuMax, może Jula Ci się przyda, można go podawać od roku dzieciom.
  22. I co tam słychać? Jula dobrze zrobiłaś, mąż pewnie wszystko przemyśli i wszystko się ułoży:) A co do dzieciństwa to właśnie, mnie też uczono,że dziewczynki są grzeczne,ciche i pokorne. Także jak coś było źle to nie skarżyłam się, w szkole dostałam złą ocenę-nie mogłam ponarzekać-nie wypada,nie kłóciłam się z siostrą-bo nie wypada. A wiadomo,emocjom trzeba dać ujście. Byłam wczoraj u rodziców, poszłam z mamą na zakupy i kawę. Tato porozpieszczał wnusię:) Lubię takie dni. Dziś siedzimy w domu, szwagierka wpadnie na kawkę i ciasto,muszę coś upiec. Pozdrawiam
  23. Powiesić sobie ten tekst na ścianie i zapamiętać:) No tak Jula bywa. Mój też czasem wydaje się nic nie rozumieć, bo jak nie pracuję zawodowo to znaczy,że leżę cały dzień i pachnę. O to też wczoraj była sprzeczka, bo miałam gotowe pierogi na obiad. No,ale dostałam na cito tłumaczenie, a do tego dziecko-on przecież nie pierze, nie sprząta, nie odrabia z nią lekcji na co dzień. Ale nie ja nic nie robię i jeszcze kupne pierogi mu daje:( Ale zobaczysz mąż zmądrzeje. Bond chyba koło 26 będzie w kinie, mój wielki fan i pewnie się wybierzemy-ostatnio byłam dwa razy i dałam radę:)
  24. Agatka randka z mężem brzmi super:) A co do rodziców to tata dawał mi bardzo dużo swobody,ale mama była chyba zbyt nadopiekuńcza... A ja byłam właśnie miłym i spokojnym dzieckiem,co zawsze jest cichutkie. Współczuję Jula malowania...Tak,Allegro było mi wybawieniem,a teraz służy do oszczędności:) Byłam na zakupach,zaraz biorę psa i na spacer. Pozdrawiam
  25. Wero początek studiów-zmiana stylu nauki,wejście w nowe środowisko itp samo w sobie jest sporym stresem i na pewno wielu Twoich kolegów z roku też nie czuje się zbyt pewnie. Ważne,że się nie poddajesz, pamiętaj,że będzie lepiej:) Oj ja też uwielbiam czytać, ciągle coś pożyczam to z biblioteki,to od siostry itp. Agata kurczak brzmi pysznie:) Widzisz Jula poczta nam niestraszna, dziś też byłam, zamówiłam lampki małe, a zamiast w jednej paczce dali w 2 i każda innego dnia doszła:) Oka trzymam kciuki za syna-mam nadzieję,że pozytywnie się zakończy sprawa i odetchniesz w końcu. Pozdrawiam, idę pod kocyk, książka pod pachę:)
×