Skocz do zawartości
kardiolo.pl

kumen

Members
  • Postów

    1
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez kumen

  1. Spokojnie DOLOR, nie chodziło mi o żadną skalę acha tylko o koleżankę ACHA z tego wątku, która to pewnego razu na facebooku ładnie rozrysowała mi swoją pracę serca i troszkę to zmodyfikowałam i wyszedł prawie alfabet Morse*a :) W następnym wątku opowiem resztę, bo pewnie sie niecierpliwisz co też ja miałam na myśli :)
  2. Może nie do końca trafiłam z tą przerwą wyrównawczą, ale kto by to zliczył...
  3. Wyszedł jak najbardziej, nie rozumiem?
  4. Witam po nieco dłuższej nieobecności. Dawno ostatnio tu zaglądałam, lecz po interwencji DOLORA w innym wątku już jestem z powrotem. Troszku mi się w życiu pierdzieliło i nie był to dobry czas dla serca, no ale już trochę się klaruje sytuacja. Jak to często w stresie, w nerwach bywa serce dało mi popalić. Jednej nocy nieprzespanej byłam o krok od pójścia pieszo na pogotowie, kurde salwa za salwą, najdłuższa naliczyłam, że składała się z 13 pobudzeń, krótsze po 7 i tak przez półtora doby. Straszliwie byłam już wymęczona tym, non stop miałam zawroty głowy i momentami jakbym traciła świadomość...tak dziwnie mi było,nawet nie potrafię tego dokładnie opisać...Dodatkowo to okropne uczucie braku tchu, jakby płuca sie nie rozprężały tyle ile trzeba, jakby serce w rozkurczu nie miało miejsca w worku osierdziowym, straszne uczucie ciężkości w klacie! Jedynym powodem dla którego nie zadzwoniłam po pogotowie był fakt, że zawieźliby mnie do szpitala i pewnie podłaczyli na noc pod monitor i tyle, bo przecież to arytmia nie zagrażająca życiu :) a mi się średnio uśmiechało wracać następnego dnia rano busem w deszcz i w dodatku po nocy na sorze ze śmierdzącymi pijakami... I tak jakoś dotrwałam do teraz... Niby już lepiej jest, ale niesmak pozostał :) Znalazłam w domu stary stetoskop od ciśnieniomierza i sobie zakładam na uszy i słucham co mi tam w sercu gra i w czasiie tych akcji wychodziłomi np coś takiego : (według schematu ACHA) __/__/__I_///__I_/__I//__I_/__//I//_////__I/__I/_I/_I/_I_/_//_...gdzie: / pełny cykl pracy serca I dodatkowe przedwczesne komorowe I/ bigeminia // para /// salwa Ot to tak po krótce :) Zazdroszczę Ci Dolor, że już nie długo masz badanie elektrofizjologiczne...u mnie cisza. Będę dzwonić pod koniec miesiąca :) AGAIN :D
  5. W moim przypadku to było tak, że odkąd pamiętam czułam bicie serca, cały czas...i jakieś 7-8 lat bardzo często miałam takie dziwne odczucie lęku, jakby za chwilę miało się zdarzyć coś złego a ja jakbym to przeczuwała...dziwne jest to, że zwykle coś złego się działo :) Serce dosłownie jakby podchodziło mi wtedy do gardła, czy też chowało się gdzieś w żołądku. (mówiłam o takich lękach mojemu chłopakowi, który to ochrzcił mnie czarownicą. Ten przydomek funkcjonuje do dziś :)) Takie epizody trwały różnie, czasem parenaście minut a czasem cały dzień...ja głupia wiązałam to ze zwykłym przeczuciem:) Później zaczęły się omdlenia, zemdlałam będąc na studiach ze 2-3 razy. Przyjeżdżało pogotowie , zabierali na sor, gdzie wszystko mi przechodziło i uznawana byłam za symulantkę. Za trzecim razem jak zemdlałam położyli mnie na oddział i po raz pierwszy porobili wszystkie badania no i wyszlo, że mam arytmię i niedomykalność mitralną. Wyszłam ze szpitala i wróciłam do swojego życia, zapominając całkowicie o chorobie. Owszem miałam kołatania, serce biło jak chciało, ale ja uważałam że to jest normalne, że tak właśnie powinno bić serce. Po prostu zwyczajnie nie pamiętałam jak to jest jak się nie czuje bicia swojego serca. I tak minęło parę lat, aż w 2008 roku wydarzyło się w moim domu coś strasznego, okazało się, że mama- od lat lecząca się regularnie w szpitalach (już wtedy choć był czerwiec, mama była 2 razy na oddziale chorób wewnętrznych po kilkanaście dni), ma chłoniaka w jamie otrzewnej. Była to już guz wielkości 13/7 cm z naciekami na okoliczne nerwy i narządy...nieoperacyjny...Patrzyliśmy jak mama nam umiera...a miała wtedy 53 lata. Co chwila telefony ze szpitala, że już nie ma nadziei, że mamy przygotować się na najgorsze...w domu był jeden wielki lament...łagodnie mówiąc! Mama od czerwca, do listopada była w szpitalu, z przepustką na tydzień we wrześniu, bo bardzo chciała przyjechać do domu. Mamusia leżała cały czas w łóżku, nie siadała nawet, była strasznie słaba, bolało ją wszystko a była tak dzielna, że nigdy nie powiedziała nam, że coś ją boli. Wierzyła, że wyzdrowieje, że w domu odzyska siły, że będzie mogła wyjeżdżać na wózku na dwór...W szpitalu nabawiła się straszliwych odleżyn na pośladkach, udach i plecach głębokości 4 centymetrów...do kości... zaczęła się martwica ciała...kto coś takiego widział wie jaki to paskudny smród gnijącego ciała... A ja opiekowałam się przez te parę dni mamą jak tylko umiałam, przez łzy opatrywałam odleżyny, zmieniałam pampersy, by tylko mama nie zobaczyła, ze płaczę, bo domyśliłaby się że to już jej koniec...a tak wierzyła do końca, ze wyzdrowieje... Serce mi pękało, rozdzierał je ból, kołatało, kłuło, piekło... Na pewno choroba mojej mamy miała spory wpływ na moje serce...w listopadzie tego samego roku mama zmarła...we śnie...w szpitalu...do końca wierzyliśmy, że może zdarzy sie cud... Od tamtej pory średniu 2 razy w roku trafiałam na oddział kardiologiczny, czułam sie słabo, pojawiły sie zawroty głowy, że aż szłam po ścianach, mroczki przed oczami,okropna duszność. Myślę, że w moim przypadku na nasilenie objawów miały wpływ ogromne emocje, ciągły strach, rozpacz...
  6. Zamiast concoru proponuję jakiś bisocard w tej samej dawce itp, to to samo tylko o wiele tańsze, bo polskiej firmy. Concor 10mg kosztuje mniej więcej 30 zł, bisocard dla porównania już tylko ok 6 zł. Są jeszcze tańsze odpowiedniki ale już nie pamiętam nazw. Nie rozumiem po co lekarze nabijają pacjentów w butelkę przepisując im lek droższy?! Wiem, że concor 10 mg jest troszkę silniejszy niż bisocard 10 mg, to jeszcze ujdzie, ale jak przepisują po 2,5 mg to już jest totalnie bez sensu... Ja to rozumiem, Allicja, Dolor, czy też inne osoby na tym forum, od lat zmagające się z różnymi komorowymi zaburzeniami rytmu, więc nie mów, że nikt...to wszystko to tylko kwestia przyzwyczajenia, sama przyznasz mi rację za jakiś czas...
  7. Nie musisz wcale, DOLOR, od razu dostawać zwolnienia lekarskiego. Samo EPS traktowane jest jak badanie i to czy dostaniesz zwolnienie od lekarza zależy tylko od tego jak będziesz się czuł podczas pobytu na oddziale i oczywiście od woli lekarza prowadzącego. Babki z mojej sali po ablacji podostawały po tygodniu zwolnienia, ja nie dostałam wcale, bo nie prosiłam. Jak widzę zakładasz, że będziesz miał tylko EPS...bez ablacji...skoro tak, więc po co się decydujesz na samo badanie, skoro domyślasz się, że podczas badania niczego ważnego nie uchwycą? Ja dalej uważam, że nic poważnego Ci nie dolega. Uważam, że szansa wywołania u Ciebie jakiegokolwiek częstoskurczu jest bardziej niż znikoma, a już teraz z miejsca mogę Ci powiedzieć, że nikt nie będzie chciał ablować z powodu dodatkowych pobudzeń.Masz zdrowe serce... Aż Ci sie dziwię, że nie obawiasz się możliwych powikłań. Żebyś tylko nie napytał sobie biedy.... Powodzenia
  8. Posunęło się jedynie na tyle, że jak zadzwoniłam do instytutu zapytać jak sprawy stoją z tymi skierowaniami, to powiedziano mi, że skierowania leżą cały czas u doktór Bilińskiej (bo to ona zajmuje się wyznaczaniem terminów) i że mam czekać na telefon, na około tydzień przed zabiegiem :) Czyli informacje takie same jak przed poprzednim EPSem. Samopoczucie ciągle bez zmian,leków nie przyjmuję wcale.
  9. O bracie!!!!! wy (ludzie z nerwicą) to macie przesrane życie! Sory, że jestem wulgarna, ale brak mi już słów :) 1 para to fizjologia! u najzdrowszych na świecie się mogą pojawić bez żadnej szkody dla zdrowia, ja tu mówię o pojawianiu się notorycznym par, w liczbie kilku setek i więcej! nawet jakby pojawił się jakiś częstoskurcz nsVT to też nic złego by nie było :)
  10. Jest dokładnie jak mówi bmwmpower! Luz na szelkach! 700 to bardzo mało. Co się z tym robi?NIC :) trzeba sobie z tym żyć aż do śmierci i nie zaprzątać sobie głowy. Leki, jeśli już, to pewnie dostaniesz jakiś lekki betabloker typu propranolol i tyle! Jedynie dobrze by było dowiedzieć się z jakiego powodu masz te dodatkowe pobudzenia,a z związku z tym należałoby zrobić podstawowe badania pierwszego rzutu, czyli : ECHO, EKG, morfologia i hormony tarczycy. Dodatkowe pobudzenia komorowe uznawane są za chorobę dopiero jeśli pojawiają się w parach lub salwach, nie mówię już o częstoskurczach czy R/T, lub ich liczba w zapisie dobowym jest znaczna, czyli duża i większa nawet niż u bmwmpowera :) W niektórych przypadkach, jeśli dają one objawy: zawroty głowy, omdlenia, wykonuje się zabieg ablacji, ale to już wyższy stopień wtajemniczenia :) Bigeminie są uciążliwe...zgadza się, ale skutecznego lekarstwa na nie nie ma. Trzeba się przyzwyczaić i tyle.
  11. W moich holterach zawsze pojawiały się salwy, par nigdy nie zarejestrowano, aż do ostatniego holtera. Te salwy to miałam z 4-5 razy w ciągu doby i najdłuższa była po 7 pobudzeń. Pary, co najdziwniejsze nigdy wcześniej nie zarejestrowane, teraz mam praktycznie non stop. Chyba nie wróży to niczego dobrego... Mam tylko nadzieję, że utrzymają się one do wizyty w Aninie nie powodując żadnej kardiomiopatii ani innej cholery w sercu, czyli bez szkody dla mnie. Dzięki temu panowie elektrofizjolodzy mieliby już łatwo . Dlaczego mi nie pomogli? dobre pytanie! Jak już pisałam na każdej karcie informacyjnej ze szpitala mam dopisek: Do rozważenia ablacja. Moi kardiolodzy u mnie w miejscowości od dawna mi mówili, że oni już nic nie zrobią, bo nie mają możliwości i że mi pomoże tylko ablacja. Jak trafiałam po raz kolejny do kardiologa, to słyszałam ciągle to samo,: *leki pani już wzięła wszystkie możliwe, my pani nie pomożemy, jedzie pani do anina...* I też tak odkładałam ten Anin, aż w końcu powiedziałam sobie dość! Za młoda jestem żeby czuć się jak staruszka! I wzięłam się za siebie!Jak to mówią, lepiej późno niż później :) Dzięki temu, że Dolor udał się na wizytę do profesora, ja również do niego trafiłam, przez co utorowałam sobie trochę drogę. Poszło szybko i gładko. Teraz tylko czekam na termin. Kiedy uznać, że jest tego dużo? :) Jak już wymiękasz , ledwo chodzisz, stoisz czy siedzisz to znaczy, że jest tego aż ponad to :D
  12. Ja myślę, że skoro salwy, bigeminie pojawiają się podczas wysiłku, to należy jeszcze zrobić test wysiłkowy, w celu zdiagnozowania, czy Twoja arytmia faktycznie jest łagodna. Mi któryś z kardiologów powiedział, że jeżeli arytmia nasila się podczas aktywności to do łagodnych postaci raczej już nie należy. To znaczy niby jest łagodna ale nie jest :) Masło maślane. Z reguły arytmia komorowa nasilająca się podczas wysiłku zwiększa nieznacznie ryzyko że możesz kipnąć..czyli oznacza to , że powinnaś ograniczyć wysiłek a na pewno unikać ekstremalnego. A czy te salwy i pary to przypadek? Nie sądzę...pytanie tylko czy to czułaś?Na prawdę myślę, że należy te dodatkowe pobudzenia dokładnie zdiagnozować, ponieważ na razie są to *tylko* pary, salwy po 3...a co jeśli przejdą w częstoskurcz komorowy? Trzeba myśleć w tych kategoriach...Niby na razie życiu nie zagrażają, ale po co prowokować...? Myślę, ze powinnaś zacząć rozważać podejście do ablacji o ile ktoś Cię skieruje. Jeżeli arytmia jest wieloogniskowa, to po prostu będzie odrobinę trudniej ją precyzyjnie zlokalizować, bo wiadomo łatwiej jest znaleźć coś co jest w jednym miejscu niż rozsiane po danej powierzchni.
  13. :) normalnie czuję się jak specjalista wybitny :D Jest taka klasyfikacja arytmii komorowych według Lowna. Według niej pacjenci z pobudzeniami komorowymi przedwczesnymi dopiero stopnia 4 i 5 są traktowani jako na prawdę chorzy, Stopień (A i B), czyli pary i salwy pobudzeń. Gdyby takie salwy na Holterze 12 odpr. zobaczył prof Walczak, dostałabyś skierowanie na ablację od razu :) Polimorficzne przedwczesne pobudzenia komorowe, czyli wieloogniskowe, czyli nie wywodzą się one z jednego miejsca, tylko pochodzą z różnych punktów. A jeśli chodzi o załamek T, to coś mi to mówi, ale nie chcę wprowadzać w błąd , Nie sądzę jednak, żeby było się czym martwić.
  14. Tak Was czytam i dziękuję że wolna jestem od nerwicy i wszelkich stresów związanych z dodatkowymi pobudzeniami komorowymi. Ja wiem, że moja rada dla Was może będzie głupia, ale weźcie sobie do serca te wszystkie rady Waszych kardiologów bo nie mówią tego ot tak sobie tylko taka jest prawda. Nie ma leku na dodatkowe pobudzenia komorowe czy nadkomorowe. Do tego na prawdę należy się przyzwyczaić i po prostu zwyczajnie nauczyć się z tym żyć. I nie ma zmiłuj! Choćbyście szukali najlepszych kardiologów to każdy powie Wam dokładnie to samo. Dopóki komorowych pobudzeń nie ma w ilości jakiejś powalającej i dopóki nie dają żadnych objawów to nic się z tym nie robi. Można spróbować brać jakiś lekki bloker ale to raczej nic nie da, więcej tu pomogą środki uspokajające, nie wiem...jakiś sympramol może. Wielu elektrofizjologów mówi, że ilość pobudzeń do 2 tys to pryszcz i sie w ogóle tego nie leczy. Więc oto dorośli ludzie weźcie się w garść bo tak szybko to z tego świata to jeszcze nie zejdziecie...co bardziej prawdopodobne, wylądujecie w psychiatryku! Macie żyć normalnie nie zważając na te pobudzenia, bo to Was nie zabije na pewno! Pozdrawiam!
  15. A jeśli chodzi o holter...skąd ja to znam...dzień przed planowanym holterem mam arytmię non stop, w dniu noszenia holtera - nieliczna arytmia, w dniu zdjecia urządzenia(oczywiście już po zdjęciu) znowu arytmia i to ile dusza zapragnie. Więc doskonale to rozumiem ALLICJO.
  16. Pisz Acha jak masz pytanie , wchodzę na maila codziennie. A nie odpisuję zwykle dlatego, że o nic mnie nie pytasz i za pewne w danym temacie nie mam nic nowego do dodania. Ale na każde pytanie zawsze odpowiadam. Mówisz Jessica że terminy zaczną ustalać w przyszłym tygodniu...czyli pani doktór wróciła z urlopu :) mi panie z sekretariatu powiedziały, że w sierpniu na pewno nie, ze względu na ten urlop jw.
  17. W Instytucie Cię nie przypną na pewno! A samopoczucie? grunt, że nie tracę przytomności :) resztę da się wytrzymać.
  18. Ja zgłosiłam sie do Instytutu w niedzielę i nie było wtedy jasne do końca na kiedy będę miała wyznaczony zabieg, więc tak jak Ty zażywałam normalnie lek antyarytmiczny, tylko, że ja brałam bisoprolol 10 mg rano i 5 mg wieczorem. Nikt mnie nie informował, że mam go przestać brać nawet jak już byłam w instytucie. Podczas porannej wizyty lekarza prowadzącego w poniedziałek zapytałam, czy mam nie zażywać już dawki kolejnej bisoprololu ale lekarz powiedział, że mam go brać bo nie wie na kiedy mi termin ustallą. W poniedziałek koło 19 usłyszałam od pielęgniarki, że następnego dnia rano koło 8 mam zabieg i mam nie brać już leku na noc i nie jeść kolacji. (po kolacji byłam już od 2 godzin, nocną dawkę leku także już zażyłam). Więc może dlatego i u mnie nie udało się wywołać arytmii podczas EPSu... Ale te pasy i mniejsze znieczulenie to i tak jest coś nie tak... :)
  19. Nie bardzo rozumiem jak miałoby się mieć podanie lignocainy miejscowo na obecność skurczy? Pierwsze słyszę, żeby pacjenta proszono o zgodę na podanie mniejszego znieczulenia. Znaczy, że jaką miałaś jego dawkę? *Mój* elektrofizjolog miał dla mnie 3 strzykaweczki :) Byłaś przymocowana pasami? O MATKO!! W jakim jesteś wieku? W szoku jestem przez to co napisałaś!!
  20. Zapewne profesor zapisał Ci pilne na skierowaniu, jak i mi, więc teoretycznie powinnyśmy być w tym samym czasie mniej więcej, ale z doświadczenia wiem, że to, że jest wpisanie PILNE wcale nie oznacza, że termin będzie ustalonyw przeciągu 3 miesięcy. Wpływ ogromny na przyspieszenie terminu zabiegu ma nie ilość pobudzeń komorowych a zespół MAS, czyli m.in. utrata przytomności, mroczki, zawroty głowy, zasłabnięcia. Zawsze o to pytają lekarze prowadzący, a także jak się dzwoni do sekretariatu po raz kolejny z pytaniem o termin, to pytają o to także owe *miłe * panie z sekretariatu. Doświadczenie mnie nauczyło, że w tym drugim wypadku dobrze jest powiedzieć tym paniom, że tak, mdlejemy, wtedy automatycznie znajduje się wolny termin w przeciągu 2 miesięcy. :) Ale to jeżeli zależy nam na szybkim terminie zabiegu.
  21. Czyli miałaś samo badanie elektrofizjologiczne tak jak ja... W moim przypadku podczas przeglądania mojego holtera profesor powiedział : *nie ma co tu myśleć, piszę Ci dziecko skierowanie do Instytutu,tam Ci pomogą :) * a jak wrażenia z EPS ?
  22. Odnośnie konieczności robienia badań moczu, krwi i Rtg klatki piersiowej, to jak ja szłam na zabieg to musiałam je robić, plus także usg brzucha. Ale w instytucie robią swoje badania, a na te które ja im przywiozłam w ogóle nie zwrócono uwagi, więc w zasadzie nie wiem po co kazano mi robić te badania.
  23. 43 tysiące komorowych, R na T...toż to masakra jakaś! Myślę, że termin będziesz miała bardzo szybko!Moje skierowanie również poszło pod koniec lipca, ale ja z moimi 4,5 tysiąca to nie mam się co porównywać do Ciebie... Co się stało, że ablacja się nie udała? Jak to w ogóle możliwe, że się nie udała...?
  24. kumen

    Po ablacji

    W sprawie znieczulenia to miałam 3 strzykawki lignocainy 1% miejscowo w pachwinę. mnie bolały pierwsze 2 wkłucia...tzn...samo wkłucie to jakby komar dziabnął ale chwilę póżniej to miałam wrażenie że mi się chce na wylot doktór przebić...bolało jak jasna cholera! Ale to 15 sekund bólu razy 2 strzykawki czyli ok 30 sekund bólu w skali od jednego do 10 określanego jako 9 :) Ostatnią strzykawkę znieczulenia czułam jako lekkie przygniecenie, bo już poprzednie dawki zaczęły działać. Więc wcale nie jest tak , ze to nic nie boli! Bo boli i to bardzo...ale to jest ból na samym początku i się go nie pamięta przez to, co się przechodzi później. Sama byłam zdziwiona, ze znieczulenie tak mocno boli, ponieważ mi wszyscy mówili przed zabiegiem, że boli ale da się wytrzymać. Faktycznie dało się wytrzymać ale nie sądziłam że będzie bolało aż tak. Więc zaskoczona byłam bardzo.Pozdrawiam. Może to kwestia odporności na ból....nie wiem...ale sama mam 4 tatuaże, które bolały podczas ich robienia , więc wydaje mi się że próg bólu mam dość wysoki i bólu nie boję się wcale, dopóki nie tracę z tego powodu przytomności:) A znieczulenie bolało do tego stopnia, że z całej siły wcisnęłam tyłek w stół byleby się tylko nie poruszyć. Nie wierz słowom że nie boli...bo boli i musisz być na to przygotowana...ale bedą podczas zabiegu gorsze bóle niż ten ze znieczulenia...podobno :)
  25. Odpisałam ACHA. Biugerss, u Ciebie to inna bajka. Wiadomo, że jak było NZK to karetka przybędzie w moment.
×