Skocz do zawartości
kardiolo.pl

AndrzejO

Members
  • Postów

    1
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez AndrzejO

  1. Edi, każdy przypadek migotania jest nieco inny. Opiszę jak było u mnie, bo jest wiele podobieństw. Stres zdecydowanie sprzyjał migotaniom, ale z wysiłkiem było bardziej złożona sprawa. Często dostawałem migotań po wysiłku, ale dopiero na drugi, a nawet trzeci dzień po i to pomimo zażywania magnezu i potasu. A czasami nic, nawet po sporym zmęczeniu fizycznym. Myślę, ze wysiłek fizyczny nie tyle powoduje migotania, ale może je prowokować i wzmacniać. Nie jest ich przyczyną sam w sobie. Brałem te same leki z tym samym marnym skutkiem. Rytmonorm pomagał w pierwszych latach - później już nie. Migotania często następowały w nocy, ni stąd, ni zowąd. W dzień też potrafiły zacząć się nagle, bez widocznej przyczyny. Nie odczuwałem drętwienia nóg i rąk, ale wiele innych sensacji, jak słabość, zawroty głowy, bóle w klatce piersiowej. I oczywiście wielki lęk. Nie masz co dochodzić przyczyny, bo zapewne jej nie znajdziesz. Coś się popsuło w Twoim aparacie zapłonowy i już. Nastaw się pozytywnie na ablację, bo ona w większości przypadków bardzo pomaga. Jeśli nie za pierwszym razem, to za drugim. Gdzie masz mieć robioną ablację?
  2. Saba, a Ty piszesz nie tylko składnie, ale i ładnie. Niedzisiejsze. :) Tak, lęki o dzieci są silniejsze niż o nas samych. Też to znam. Nie doradzę Ci co do córki. Osobiście jestem zdania by zoperować co się da, ale tu trzeba zdać się na lekarza, a najlepiej kilku. Odnośnie migotań i połączonych z tym sercowych wariacji. Myślę, że wkład psychiczny w to wszystko jest ogromny. I myślę, że należymy, Ty i ja i wielu piszących tu ludzi, do typów o wrażliwej i ułomnej psychice. Świat widziany naszymi oczami jest bardzo złożony a my się w nim trochę szamoczemy. Zbyt wrażliwi jesteśmy, niestety. I przepłacamy to różnymi sercowymi komplikacjami. Ono dostaje za tą naszą wrażliwość. Mimo wszystko, gdy już nas dopadnie nieodwracalne, np. takie napadowe migotanie serca, możemy sobie pomóc czysto technicznie właśnie ablacją. Powodzenia.
  3. Saba, ale mi podkadziłaś. :) Zaglądam tu wciąż pomimo podleczonej arytmii. Tak mnie wymęczyła przez kilka lat, że chcę przekazać innym słowa otuchy mówiąc językiem kościelnym. ;) Jeśli mnie się udało, człowiekowi, którego migotanie dopadało co kilka dni i trwało też kilka dni, i to po pierwszym zabiegu ablacji, to innym też może się udać. Niby to zwykły kawałek mięśnia to nasze serce, mechanicznie rzecz biorąc dość proste urządzenie, a tak wpływa na naszą psychikę. Nie na darmo od wieków umiejscawiano w nim ludzką duszę. Bo każde związane z nim zawirowanie działa mocno na naszą psyche. Żona ganiła nie za odruch ustawicznego, nerwowego dotykania tętnicy szyjnej - sprawdzałem czy już się zaczęło migotanie czy może to tylko chwilowe zaburzenie. Bałem się nawrotów, ale pamiętam, że w pewnym momencie było już gorzej. Zacząłem tracić nadzieję, że kiedyś może być lepiej. Zobojętniałem. Choć podobno nadzieja umiera ostatnia. Trzeba próbować, nie dawać się zwątpieniom, nawet po pierwszych niepowodzeniach (wg statystyk pierwsza ablacja przy migotaniu udaje się tylko w 70%). I wszystkim migaczom życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Ablujcie się aż do uzyskania wyraźnej poprawy!
  4. Sonia, glowa do gory. Ablacje sa coraz bardziej skuteczne. Ja, poki co, mam z arytmia (migotanie przedsionkow) spokoj (ablacja, jedyna, zrobiona byla w styczniu 2013). Ale licze sie z tym, ze po jakims czasie trzeba bedzie ja powtorzyc, bo niekiedy odnawiaja sie wypalone drogi przewodzenia lub robia nowe, dodatkowe. I pojde wtedy jak w dym. W rodzinie mam kilku kardiologow, choc nie zwiazanych bezposrednio z elektrokardiochirurgia. Wszyscy powtarzaja, ze w ablacji dokonal sie duzy postep. Teraz sie ja zaleca nawet przy stosunkowo niewielkich problemach z zaburzeniem rytmu serca. Rowniez dla starszych pacjentow (to akurat nie Twoj problem). Juz kiedys podawalem przyklad kolegi, ktory dopiero po 5-ej ablacji poczul wyrazna poprawe. Czuje sie roznie, ale koszmar migotania sie skonczyl dla niego kilka lat temu. Ja rowniez miewam sercowe problemy, ale nie sa juz tamte migotaniowe meki. Idz smialo, moze byc tylko lepiej. Nie umiem ocenic gdzie lepiej robia, na Banacha czy w Aninie (moja ablacja byla w Krakowie). Mysle, ze oba osrodki sa po prostu dobre.
  5. AndrzejO

    Po ablacji

    Monika, nie ma sie czego bac. Dostaniesz tzw. oglupiacz przed zabiegiem i srodek przeciwbolowy lokalnie, by miejsce wklucia nie bolalo. Podczas zabiegu przewaznie nie boli nic. Mnie troche bolala glowa. Wychodzisz po 2-3 dniach po zabiegu. Glowa do gory. :)
  6. Saba, masz na mysli zbyt wolny rytm serca? Moje doswiadczenia sa niewielkie. Owszem, zdarzaja mi sie okresy, gdy serce bije wolno, zwlaszcza w nocy, ale nigdy nie stanowilo to wiekszych powodow do zmartwien.
  7. Saba, I Klinika Kardiologiczna w Krakowie przy ul. Kopernika. Zabieg wykonal dr Marek Jastrzebski. Co mi przypomina, ze musze sie do niego udac by mogl mnie zaliczyc do *udanych*. :)
  8. Saba, forum sledze mniej wiecej od stycznia 2013, czyli od mojej pierwszej i jak dotad jedynej ablacji. Oczywiscie interesowalem sie tematem i wczesniej. Jak juz pisalem w mojej pracy dwoch kolegow przechodzilo wielokrotne ablacje, w przeciagu kilku lat. BTW u tego samego lekarza. Troche wiec wiem, ale oczywiscie jestem tylko pacjentem. Na pytanie czy zmienily sie techniki ablacyjne na przestrzeni lat powinni sie wypowiedziec specjalisci. Z mojego punktu widzenia zmienily sie istotnie. Jeden z dwoch kolegow, ktory przechodzil 3 a moze nawet i 4 ablacje, bodajze przy 2-ej uslyszal, ze jest przygotowywany do kolejnej, opartej na zupelnie nowej metodzie. Chyba chodzilo o tzw. krioablacje ujsc zyl plucnych, ktora w Krakowie zaczeto stosowac gdzies w okolicach 2010 r. Wczesniej bylo tylko wypalanie RF. U mnie zastosowano obie te metodey. Na pewno tez zmieniaja sie narzedzia, elektrody sa coraz bardziej precyzyjne, pewnie tez poprawiaja sie techniki diagnostyczne, wizualizacyjne. Ale drugi aspekt jest jeszcze wazniejszy. Lekarze ablujacy sa coraz bardziej doswiadczeni i po prostu lepsi. Ablacja jest stosunkowo mloda metoda, ludzie sie jej dopiero ucza. Podobnie zreszta jest w dziedzinie angiografii i angioplatyki. Kiedys np usuniecie katarakty (zacmy) bylo powaznym zabiegiem, czesto mocno uposledzajacym pacjenta do konca zycia. Dzis to prawie *drobiazg*. Dzieki coraz lepszej technice i coraz lepszym operujacym fachowcom. Z jednej strony nie ma co sie spieszyc do ablacji, warto troche poczekac, bo masz szanse byc operowana lepiej, z drugiej, zycie z migotaniem jest niebezpieczne i powinno sie migotania pozbyc jak najszybciej. A ablacja jest, poki co, najlepsza do tego metoda. O ile naprawde dopadlo Cie migotanie. :)
  9. Saba, nie wiem czy psychika moze powodowac takie zmiany w EKG. Przez lata wmawiano mi nerwice serca a to byly poczatki migotania. Z drugiej strony wiadomo, ze ma ona ogromny wplyw na nasz organizm. Coby nie bylo walcz i wyjasniaj.
  10. Saba, moze Twoje zwariowane EKG maja podloze psychiczne? U mnie podobnie jest z pomiarem cisnienia. Gdy mierzy lekarz zawsze jest za wysokie, zwlaszcza to gorne, gdy mierze ja - jest OK. Tak czy tak dlugi holter powinien sprawe wyjasnic. Piszesz 2-3 tygodniowy? Nie jest to pomylka? Nie chodzi o 2-3 dni? Nie daj sie i wyjasniaj sprawe do konca. Ja zaluje, ze pozwolilem artymii meczyc mnie tak dlugo.
  11. Saba, znalazlem tez taki artykul, zgodny z tym co napisalas: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/profilaktyka/najskuteczniejsza-metoda-leczenia-arytmii-serca-jest-ablacja/4wrtq
  12. Eluzyna, te uciski nie musza miec charakteru wiencowego. Mnie sie tez zdarzaja. Mojego kardiologa nie musialem przekonywac do koronarografii. Juz 5 lat temu wstawiono mi pierwszy stent. Jesli taki pacjet ze stentem odczuwa po kilku latach niepokoje wiencowe (u mnie nie byly typowe) to w zasadzie natychmiast jest kierowany na kolejna koronarografie. Dokladnie rzecz biorac robi mu sie rzetelny test wysilkowy i w razie jakichkolwiek watpliwosci co do wyniku ordynuje koronarografie. Moj test wyszedl dobrze fizycznie, nic nie bolalo ani sciskalo, ale cos tam wyszlo nie tak w zapisie EKG w trakcie wysilku. Na Twoim miejscu zrobilbym sobie porzadny test wysilkowy. Zbigniew, cierpliwosci. Mnie ustapily arytmie dopiero po dobrych 2 miesiacach od ablacji. A moze nawet pozniej.
  13. Saba. Serce dokucza w rozny sposob. Kiepsko sypiam, np. w srodku nocy sie budze, serce bije dosc szybko (powiedzy ok. 90-100), po chwili samo sie uzpokaja i wraca do znormalnego rytmu 65-70. Czasami czuje jakies niepokoje wiencowe, typu delikatne sciskanie w okolicach mostka. I takie sa te moje sercowe dokuczania. Na szczescie zadnych problemow przy wysilku. Poniewaz niedawno przeszedlem koronarografie, wiem, ze nie ma obiektywnych powodow do niepokojow. Moze to jakies nerwice? Ale migotan, poki co, nie ma. Nawet po dosc szalonych jak dla mnie wypadach rowerowych typu 60-70 km. Interesujace sa te statystyki ablacyjne. W rodzinie mam kilku kardiologow. Twierdza, ze obecne tendencje sa zdecydowanie proablacyjne. A Ty? Jak sie czujesz?
  14. I jak sie czujecie ablacjonisci? Bylo, nie bylo w koncowce lata. Ja nie najgorzej. Nie migam, choc serce troche dokucza. Czytelnik jakos sie nie pokazal. Moze choc zaglada.
  15. Eluzyna, jestem jednych z nich, ktorzy dosc uwaznie przesledzili caly watek. I kilka innych pobocznych. Bardzo pomocne i podnoszace na duchu. Mysle, ze kazdy, ktoremu naprawde dokuczy arytmia to zrobi. I dosc szybko wychwycilem niuanse typu madre i pomocne wypowiedzi czytelnika, perypetie niektorych, ich poprawy i pogorszenia, *upierdliwosc* zdrowej vel mary. Powiedzmy sobie, ze migotanie przedsionkow jest przypadloscia, ktora zostaje na cale zycie. Nawet po najbardziej udanej ablacji moze pojawic sie nawrot arytmii, nie mozna sobie pozwolic na wszystko to, co moglismy robic przed pojawieniem sie arytmii. Ale stwierdzam to po raz kolejny. Zdecydowanie warto poddac sie ablacji, bo istnieje duza szansa na poprawe naszego stanu. Przed ablacja dopadaly mnie arytmie co 2-3 dni i trwaly tez 2-3 dni. Po ablacji zdarzaja sie raz na 3-4 miesiace i trawaja 8-10 godzin. Do tego dostaje je na wlasne zyczenie (za duzy wysilek lub za duzo alkoholu). Pozdrawiam juz z pracy po wyjsciu ze szpitala. Zeby bylo smieszniej opisze co mi sie wlasnie przydarzylo. Jadac do pracy, oczywiscie na rowerze, nielegalnie, chodnikiem, chcac grzecznie wyminac przechodzaca dziewczyne, wpadlem na slupek. Ale jak wpadlem. Zawisnalem na nim (byl niewysoki,ok. 1 m) podbrzuszem, by nie powiedziec, nizszymi partiami. Musialo to wygladac dosc komicznie: nogi i tulow zwisaja a w srodku ... slupek. Dziewczyna, ktora chcialem wyminac podeszla i pomogla mi sie wyzbierac z klopotow. Obrazenia znikowe, ale wstyd jak beret. :)
  16. Mary, *blogie zycie* to tzw. licentia poetica, pewien skrot myslowy przesadnie majacy podkreslic to co chce wyrazic. Nie traktuj wyrazenia doslownie. Pisz w tym watku jesli czujesz taka potrzebe, choc jak sama widzisz nie jestes tu mile widziana. W temacie watku jest *ablacja*, ktora Ty nie przechodzilas i nie zamierzasz przechodzic. Moze powinnas aktywnie dzialac w innych watkach tego forum, nie zwiazanych z ablacja, np. *utrwalone migotanie przedsionkow*. :) Troche sobie z Ciebie dworuje, ale niegroznie i naprawde dobrze Ci zycze.
  17. Oj Mary, Mary, brniesz i zaprzeczasz oczywistosciom. Ale w Twoim przypadku to zrozumiale. Alkoholik tez nie przyzna sie do tego, ze jest alkoholikiem. Ba, nawet tego do siebie nie dopusci. Mysle, ze najlepsza forma reakcji na Ciebie jest lagodna ignorancja. Szkoda, ze niektorzy sie obrazaja i uciekaja z tego forum. Zle robia. Twoje wpisy sa o tyle grozne, ze wprowadzaja w blad nieswiadomych niczego (dokladnie nieswiadomych Twoich psychicznych zaburzen) i biora je na powaznie. Mysle, ze jednak zawsze znajda sie Ci cierpliwi i wyrozumiali, ktorzy tym *poczatkujacy* uswiadomia, ze Ciebie nalezy traktwac w specjalny sposob i nie bardzo przejmowac sie tym, co piszesz o blogim zyciu z utrwalonym migotaniem. Nie podjecie proby pozbycia sie migotan przez ablacje jest bledem. Migotanie, nawet to utrwalone, jest grozne dla naszego zycia. To sa fakty. Podawalem kiedys wyniki badan. Oczywiscie wyjatki sie zdarzaja i oczywiscie o sposobie postepowania musi zadecydowac doswiadczony lekarz, najlepiej kilku lekarzy A propos ablacji po 60-ce. Przeszedlem ja majac 63 lata. Lekarz nie mial zadnych wahan czy watpliwosci. Jakosc mojego zycia po ablacji poprawila sie radykalnie.
  18. Mary, przebadalem stan tetnic szyjnych. Sa w dobrym stanie. Ale nie wykluczam, ze miazdzyca atakuje mi tez mozg. Albo zaczyna sie pewna choroba na A.. :) Wszystko mozliwe. Zwroc jednak uwage, ze negatywne opinie o Tobie przewijaja sie na tym forum co rusz. Moze inni, podobnie do mnie myslacy, tez maja poczatki miazdzycy mozgu, a moze... Choroby psychiczne sie leczy, jak kazde inne.
  19. Eluzyna, to stara sprawa. 5 lat temu poddalem sie pierwszej koronarografii, bo czulem sciskanie w okolicach mostka. NIezle znosilem wysilek fizyczny, badanie wysilkowe serca bylo dobre, echo tez, ale kardiolog skierowal mnie na bardziej subtelne badania. NIe pamietam nazwy, ale bylo to badanie wysilkowe polaczone z podaniem kontrastu. To pokazalo, ze cos jest nie tak i skierowano mnie na koro. W trakcie niej wyszlo, ze jedna z glownych tetnic wiencowych (tych zasilajacych serce) jest przytkana w stopniu krytycznym (bodajze powyzej 90%). Przetkano, zalozono stent (tzw. angioplastyka) i wszystko bylo OK. Mialem nawet nadzieje, ze wlasnie ta niedroznosc jest przyczyna migotania. Po koro arytmia nie pojawiala sie przez jakies 2-3 tygodnie. Ale niestety wrocila, co potwierdzilo sugestie kardiologow, ze choroba wiencowa i arytmia to dwie rozne sprawy w moim przypadku. Poniewaz migotanie bardzo dokuczalo poddalem sie skutecznej ablacji w styczniu 2013. Migotania w praktyce ustapily, ale niestety nagary w tetnicach sie odkladaly. I to pomimo sportowego trybu zycia, niezlego odzywiania sie, tylko niewielkiej nadwagi (90 kg przy 186 cm). Nie pale, pije umiarkowanie. A jednak. Kilka tygodni temu dolegliwosci wiencowe wrocily. Dziwne, bo nie nasilaly sie przy wysilku, wrecz ustepowaly. Kardiolog zdecydowal, ze trzeba powtorzyc koronarografie, o ile pojawia sie jakiekolwiek watpliwosci przy innych badaniach. Szpital, zrobiono mi mocne badanie wysilkowe (bieznia), ktore wg. mnie dobrze przeszedlem. Ale cos tam bylo nie tak. Koronarografia, diagnoza, ze kolejna tetnica przytkana, balonikowanie, stent. Poszlo szybko i gladko. Tym razem wejscie bylo przez tetnice w rece. Mniej klopotliwe pozniej, choc u mnie troche krwawilo przez 2 dni. Tak wyglada moja *sercowa* historia*. Pamietaj, ze niedawno skonczylem 64 lata. Mimo wszystko nie rozumiem dlaczego cos mi sie odklada w tetnicach przy moim zdrowym i aktywnym trybie zycia. Widac, taki felerny przypadek. ;) W szpitalu, z ktorego wlasnie pisze, spotkalem 32-latka. Sportowiec, zapalony rowerzysta, szczuply. Powazny zawal z powodu przytkanej tetnicy. Pozdrawiam.
  20. Mary10, nie obrazam Cie. Nigdy w zyciu nikogo swiadomie nie obrazilem. Stwierdzam tylko, po przeczytaniu wielu Twoich wpisow, ze jestes chora psychicznie. Nie ma w tym nic obrazliwego! Nie wiem jaki to rodzaj choroby, jaki stopien, moze tylko pewien rodzaj dewiacji (kazdy jakas ma), ale Twoje reakcje nie mieszcza sie w kategoria *zdrowa psychicznie*. Jak napisalem, trzeba Cie traktowac z wyrozumialoscia i na pewno sie nie obrazac czy urazac, jak zrobil to Czytelnik i kilku innych. Nie neguje Twojego wyboru nie poddawania sie ablacji. Osobiscie mi sie to nie podoba, ale Twoj wybor. Oby swiadomy. Nie widzialem tez nigdzie, by Czytelnik straszyl skutkami nie poddawania sie ablacji. Uswiadamial tylko, ze dlugotrwale migotanie przedsionkow moze byc grozne. I nie jest to zadna rewelacja, bo literatura i statystyka to potwierdzaja. Jesli tylko mozna poddac sie ablacji, zdecydowanie warto. Trzeba dac sobie szanse, ryzyko komplikacji na skutek ablacji, choc istnieje, jest niewielkie, a szansa na wylaczenie, chocby czesciowe, bardzo duze. Rowniez i ja zycze Ci duzo zdrowia.
  21. Witam wszystkich po dluzszej przerwie. Ze szpitala, ale nie ma to nic wspolnego z migotaniem czy ablacja, choc z sercem jak najbardziej. Koronarografia, jeszcze jeden stent. Wydaje sie OK. Co do migotania. Ablacje, jak dotad jedyna, mialem w styczniu 2013. Od tej pory, nie liczac pierwszych tygodni po ablacji, jest bardzo dobrze. Zaliczylem co prawda przez ten czas 3 migotki. Po 8-10 godzin, jak dla mnie krotko, bo przed ablacja potrafily trwa i 3 doby. Troche na wlasne zyczenie, bo przesadzilem z wysilkiem. Pracuje, uprawiam sporty, jezdze na rowerze, zyje. Mam nowe zycie, zupelnie nieporownywalne do tego sprzed ablacji. Jesli kiedykolwiek migotki sie nasila, powiedzmy raz na 2-3 tygodnie, natychmiast zglaszam sie do drugiej ablacji. I wszystkich wahajacych sie do tego samego zachecam. Korzystajcie ze zdobyczy medycyny, a mozliwosc ablacji serca jest jedna z nich. Czytelniku, chyba nie piszesz powaznie o wycofaniu sie z forum. Toz jestes jego podpora. Wielu ludziom pomogles, w tym mnie. Nie reaguj jak dzierlatka :) Twoje madre, wywazone opinie naprawde sa potrzebne. Prosze Cie, nie zostawiaj ludzi w potrzebie. :) Sam napisales, ze zdrowa vel mary (a pewnie znalazloby sie jeszcze kilka innych nickow) to osoba psychicznie chora. I dla kazdego rozsadnego czytelnika jej wypowiedzi jest to oczywiste. Nie wolno przykladac tej samej miary do takich osob, oceniac ich podobnie jak zdrowych, nomen omen. Zasluguja raczej na litosc niz obraze. Wracaj! :)
  22. Dodam jeszcze, że nie zażywam żadnych leków na arytmię. Trochę na naciśnienie, pół tabletki bisocardu na obniżenie tętna (chyba już niepotrzebnie), magnez jak nie zapomnę i coś na cholesterorol. Jak na 64 lata nie jest źle. :) A u Ciebie?
  23. Dzieki Saba za pamięć. Faktycznie, nie jest źle, choć nieidealnie. Arytmie, słąbsze i krótsze niż przed zabiegiem niestety pojawiły się 3-4 razy (przez rok). Co 2-3 miesiące. Na jakieś pół dnia. Trochę na własne życzenie (nadmiar wina, nie wzięcie tabletki magnezu). W sumie jest zdecydowanie lepiej, ale się waham co dalej. Lekarz zaproponował powtórkę, zresztą przy migotaniu na ogół jedno podejście nie wystarcza. Ponowne ablacja będzie ponoć łatwiejsza i szybsza, ale cały *cyrk*, czyli kłucie, później leżenie nieruchomo i uważanie na ranę będzie podobne. Z drugiej strony te *nowe* arytmie są na tyle rzadkie i mało dolegliwe, że bardzo nie przeszkadzają. Tak czy tak obecny stan ma się nijak do poprzedzającego ablację. Niebo a ziemia. Funkcjonuję normalnie, pływam po 1.2 km, jeżdżę na nartach (gdyby jeszcze stan kręgosłupa się poprawił), na rowerze: codziennie do pracy i rekreacyjnie. Inne, dużo lepsze życie.
  24. Rexio11, trudno powiedziec jak dlugo bedziesz dochodzil do siebie. Sprawa indywidualna, decyduje lekarz. Na pewno kilka dni trzeba sie bardzo oszczedzac, by wygoila sie rana po wkluciu. Potem juz mozesz w miare normalnie funkcjonowac, ale bez szalenstw. Mialem ablacje w polowie stycznia. Pod koniec marca spedzilem aktywny tydzien na nartach w Alpach.
  25. Zbyszku, mnie meczyly migotania po ablacji przez jakies dwa tygodnie. Pierwsza zaczela sie kilka godzin po zabiegu, potem w odstepach 2-3-dniowych, przez co najmniej kilka godzin. Potem w zasadzie ustapily. W zasadzie, bo zdarzyly sie przez ten czas (ponad rok od ablacji) dwa epizody migotania po kilka godzin.
×