Skocz do zawartości
kardiolo.pl

annam1982

Members
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez annam1982

  1. annam1982

    Nerwica lekowa

    Miałam robione mnóstwo badań, wszystkie są w normie.
  2. annam1982

    Nerwica lekowa

    Hej Monia, czego ja nie brałam. Zaczęłam od leku bioxetin, ale po nim trochę przytyłam, brałam też aurex, cital i jeszcze jakieś 2 leki, których nazw nie pamiętam. Generalnie z każdym kolejnym *rzutem* nerwicy leki słabiej działają. Wyciszają ten najgorszy lęk, z którym nie da się żyć, ale tak naprawdę gdzieś w środku cały czas się tli i po dłuższym stresie wszystko zaczyna się od nowa. Ja nie mam problemów z ciśnieniem, ale chyba tylko dlatego, że na co dzień mam bardzo niskie, często nieprzekraczające nawet 100, w momencie ataku też mi skacze, ale góra do 140. Za to serce szaleje na maxa. Robili Ci ekg podczas ataku? Masz stwierdzoną tachykardię zatokową czy jakiś rytm pozazatokowy? Mówię Ci, ja już nie daję rady. Żyję jak staruszka. W ogóle nie piję alkoholu, bo nawet po najmniejszej ilości serce wariuje, boję się wysiłku, żeby serce nie przyspieszyło, masakra. Uważaj z tymi lekami na nadciśnienie, bo jeśli masz tylko skoki, a normalnie jest w normie, to po leku możesz mieć nagły spadek
  3. annam1982

    Nerwica lekowa

    Biorę leki, przez jakiś czas jest w miarę ok, a potem wszystko wraca, chodziłam też do psychologa, ale nie widziałam żadnych rezultatów, więc zrezygnowałam. Ja też strasznie panikuję podczas ataku, na szczęście zazwyczaj szybko przechodzi, raz wylądowałam w szpitalu z tętnem 160/min, przez ok. 30 min nie chciało przejść, więc pojechałam na SOR, zrobili mi ekg, okazało się, ze to zwykła tachykardia zatokowa, po ok. 1,5 godz. minęło, ciągle sobie powtarzam, że przy następnym ataku nie będę panikować tylko usiądę i poczekam, aż przejdzie, ale to nie działa niestety
  4. annam1982

    Nerwica lekowa

    Ja nigdy nie miałam fobii społecznej, łatwo nawiązuję kontakty i nie mam problemów z poznawaniem nowych ludzi,. Mam za to silną nerwicę lękową związaną z obawą o zdrowie i zycie swoje oraz najblizszych. Moja nerwica w szczególności upodobała sobie serce. Męczę się z napadowymi kołataniami serca, najwyższy pomiar to 167/min, jakimś *dziwnym *biciem, ciągle czuję tętno nawet, jak nie jest przyspieszone, co wzbudza we mnie jeszcze większy strach
  5. annam1982

    Nerwica lekowa

    Hej, ja męczę się z nerwicą od 13 lat. Co chciałbyś wiedzieć?
  6. Salwy moga przejsc w czestoskurcz. Czy sa grozne? Na to pytanie odpowie Ci lekarz.zalezy czy masz zdrowe organicznie serce czy nie ma zadnych wad. Najwazniejsze ze nie masz zaburzen komorowych.
  7. Salwa to 2-4 skurcze dodatkowe następujące po sobie, od 5 skurczów dodatkowych jeden po drugim lekarze określając jako częstoskurcz
  8. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Domyślam się. Ja nigdy przytomności nie straciłam, Natomiast zawsze, jak mam atak to się boję, że mi się serce zatrzyma.
  9. annam1982

    Kłopot z abalcją

    U mnie problemy z sercem też zaczęły się w wieku ok. 20 lat. Ale nie miałam napadów kołatania, tylko ciągle przyspieszone tętno. W holterach nie było żadnych rytmów pozazatowych, ani jednego skurczu, zawsze opisywali je jako skłonność do tachykardii, szczególnie w godzinach czuwania. I tak latami się rozwijało aż przyszły kołatania
  10. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Moje też w większości tak do 5 min, ale panika straszna. Nie wyobrażam sobie, żeby miała to przeżywać codziennie. U mnie na szczęście powoli się wszystko wycisza, czasem jeszcze kołacze, ale już rzadziej i krócej. Pewnie już tak będzie zawsze.
  11. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Naprawdę strasznie Ci współczuję, wiem, co czujesz. Przepisali Ci jakieś leki (np. propranolol), żeby spróbować przerwać atak, czy czekasz, aż samo minie> Długo u Ciebie taki atak trwa?
  12. annam1982

    Kłopot z abalcją

    To straszne, że po tylu badaniach i zabiegach lekarze nadal nie wiedzą, co Ci jest. W jakim mieście się leczysz? Jak u Ciebie wyglądają te ataki>? Tętno przyspiesza stoipniowo, czy nagle serce zaczyna walić? Czujesz to kołatanie?
  13. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Czyli jest nadzieja, że w końcu Ci to naprawią. Rozrusznik to nie koniec świata. Dziadek mojej koleżanki dożył z rozrusznikiem prawie 101 lat, miał kilka razy wymieniany. Ja wolałabym na pewno rozrusznik niż napady kołatania kilka razy dziennie.
  14. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Nie wiem, jaką masz dokładnie arytmię, ale czytałam kiedyś artykuł z 2013 roku, którego jednym ze współautorów jest mój kardiolog, był to artykuł o nieadekwatnej tachykardii zatokowej, Opisywali przypadek kobiety, która miała stały wysoki puls do 180/min, oporny na leczenie, Było tam, napisane, ze nie dowiedziono wpływu nieadekwatnej tachykardii na pogorszenie funkcji serca. Tak jak pisałam najwyzszy puls jaki zmierzyłam miałam 167/mim, potem juz wolałam nie wiedziec, wiec przestałam mierzyc. Skoro miałas 2 badania elektrofizjologiczne, to chyba lekarze znaleźli przyczynę tych kołatań. Masz dodatkową drogę przewodzenia czy coś z węzłem zatokowym?
  15. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Ja jestem z Łodzi, to, że mam nerwicę, to ja sama wiem, nie muszą mi nawet wkręcać, heheh. A tak na poważnie, u Ciebie problem wygląda nieco inaczej, jeśli tracisz przytomność przy kołataniu, to jest już poważniejsza sprawa. Ja mam po prostu napad mega szybkiego bicia bez bólu w klatce, bez utraty przytomności, tętno jest równiutkie, tylko szybkie. Ataki w zasadzie pojawiają się po dłuższym albo bardzo silnym stresie, potem jakiś czas mam spokój i znowu. Pierwszy atak miałam w 2011 roku po roku bardzo stresującego życia. I aż do tego roku ataki były naprawdę sporadyczne. Czytałam kiedyś o tym urządzeniu,niestety nie wszczepiają go na życzenie pacjenta, więc też raczej nie mam szans. Myślę, że jedyne, co by mnie uspokoiło i pozwoliło w końcu normalnie życ, to badanie elektrofizjologiczne, ciągle żyję w przeświadczeniu, że mam jakąś dodatkową drogę w sercu i stąd moje dolegliwości, Ale po 1 badanie jest obciążone ryzykiem powikłań, a po 2 nie mam aż tak nasilonych dolegliwości, żeby ktoś chciał mi je wykonać, Konsultowałam się u kilku kardiologów, między innymi specjalisty elektrofizjologii i każdy twierdzi to samo - nie ma zagrożenia, muszę sobie z tym poradzić i wyciszyć się, a podobno wszystko mi przejdzie. Tylko niestety nikt nie potrafi powiedzieć mi, jak to zrobic.
  16. Witam, wiem, że jest to forum kardiologiczne, ale z racji tego, że sama tu się udzielam i szukam pomocy i wsparcia dla siebie, postanowiłam poprosić o poradę w sprawie mojego dziadka, być może jest tu ktoś z podobnym problemem albo ktoś w rodzinie choruje na raka prostaty, liczę na jakieś podpowiedzi, porady, namiar na dobrego specjalistę, próbuję już wszędzie! U mojego dziadka (obecnie 85 lat) w październiku 2012 roku zdiagnozowano raka prostaty G3 Gleason 9. PSA wynosiło wtedy 41, w szpitalu po badaniach 50. Ponieważ rak naciekał już pęcherzyki nasienne, a także z racji wieku, odstąpiono od operacji i radioterapii, zastosowano leczenie hormonalne (tabletki + zastrzyki), potem same tabletki. Leczenie poskutkowało, PSA spadło do poziomu poniżej 2. Lekarz od początku ostrzegał, że skuteczność leków trwa średnio 24 m-ce. Dziadkowi udało się ponad 2 lata, w tym czasie miał kontrolne usg i scyntygrafię, gdzie nie stwierdzono żadnych przerzutów. Od czerwca tego roku PSA znowu zaczęło rosnąć (22), lekarz powrócił do zastrzyków, pomogły na 3 m-ce, PSA spadło do 17, niestety we wrześniu podwoiło swoją wartość i obecnie wynosi 34,52. Urolog zadecydował o włączeniu sterydów, jeśli one nie przyniosą efektu, to pozostaje jeszcze chemia. W badaniu per rectum nie stwierdza guza, więc prawdopodobnie są jakieś pojedyncze komórki nowotworowe. Według słów lekarza wzrost PSA wyprzedza średnio ok. 6-mcy rozsianie nowotworu-jednym słowem PSA będzie sobie rosło systematycznie, za około pół roku pojawią się przerzuty. I moje pytanie: czy jest tu ktoś z podobnym przebiegiem choroby? Czy da się jeszcze coś zrobić? Nie chcemy czekać na pojawienie się przerzutów i na powolne umieranie dziadka. Czy skoro nie ma już guza, tylko pojedyncze komórki, to czy nie warto byłoby spróbować radioterapii? Czy ktoś ma podobne doświadczenia?
  17. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Nie znam się na tym , ale z tego co wiem, to niedomykalność zastawki nie daje aż takich objawów, chyba,że naprawdę jakaś mega duża. Mimo wszystko ja już bym chyba wolała ablację, ale mi nikt jej raczej nie zrobi. Domyślam się jakie to męczące, mnie ogarnia panika, jak mi ledwo przyspieszy ponad 100, a jak mam atak to jestem gotowa jechac na SOR, ale na szczęście póki co w miarę szybko mi przechodzi, dłuższe ataki miałam 4 lata temu, wtedy własnie zdązyłam na SOR i wyszła tachykardia zatokowa. Ja przy tętnie powyżej 120 to już prawie umieram, całe ciało mi się trzęsie, klatka piersiowa lata tak, jakby serce zaraz miało wyskoczyć, pocę się, duszę masakra. Zaciekawiłas mnie tym urządzeniem, co to właściwie jest? Masz to wszczepione na stałe, czy tylko do diagnostyki>?
  18. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Strasznie Ci współczuję, jak w ogóle sobie z tym radzisz? Ja jestem taką straszną panikarą, że każdy atak, które naprawdę są krótkie, min-kilkanaście minut, najczęściej poniżej 5, wywołuje tak ogromny lęk, że psuje humor na kilka dni. Dla mnie jest to niewyobrażalne, żeby mieć tak wysokie tętno. Pewnie robiłaś usg i holter, co Ci wyszło w badaniach, masz jakąs wadę serca, dodatkową drogę przewodzenia czy jakąś inną anomalię? Co mówią lekarze, to jest rytm zatokowy cały czas, czy już jakiś częstoskurcz?
  19. annam1982

    Kłopot z abalcją

    Do zanetka090: Hej, ja też mam problem z tętnem, mam napadową tachykardię, najwyższy puls jaki udało mi się zmierzyć to 167.min. U mnie jest to spowodowane głownie nerwicą, nikt nie proponował mi ablacji, mam si po prostu wyciszyć i nauczyć z tym żyć. A jak to wygląda u Ciebie? Masz stale szybki puls, czy napady tachykardii>? Do ilu Ci dochodzi tętno? Znasz przyczynę swoich dolegliwości?
  20. Kurcze, zazdroszczę Ci strasznie, ja już straciłam nadzieję, że będzie lepiej. Teraz tylko pozostaje mi nauczyć się z tym zyć, tylko póki co nie wiem jak
  21. Nie wiem, moze ok 30 sek. Nie liczylam. Wpadlam w taka panike, ze nawet dobrze nie pamietam. Potem kolejne kilka minut serce mi walilo, ale juz bez podduszania. Zdarza mi sie to srednio raz do roku, ostatni atak mialam w grudniu 2014. Trwal ok 1-2 min. Wczesniejsze byly troche dluzsze. Mam nadzieje tylko, ze to nie byl komorowy. Moj mail anna.m.1982@wp.pl
  22. A w ogóle to jak Ci się udało opanować lęk? U mnie też w sumie nie najgorzej, dawno już nie miałam kołatania w nocy, za to w czwartek miałam bardzo krótki napad tego częstoskurczu, który zdarza mi się raz ok. raz na rok - kołatanie serca + podduszanie w gardle jak przy skurczu dodatkowym, z tym, że ciągłe, więc przypuszczam, że to był częstoskurcz. I znowu wyprowadził mnie skutecznie z równowagi.
  23. Do SAKREBLE2: Jasne, podeślij, dam mamie, żeby zerknęła. Ciągle też czekam na ekg podczas ataku i nie mogę się doczekać:)
  24. Ja mam lęki i ataki paniki z przerwami od 13 lat. Testowałam już wiele leków, na krótko pomagały a potem wszystko wracało,.Chyba po prostu trzeba się nauczyć z tym żyć:)) Tylko jak to zrobić???
×