annam1982
Members-
Postów
0 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
nigdy
Treść opublikowana przez annam1982
-
Hej, dla Twojego dobra lekarz nie powinien zataić Twojego schorzenia. Jesli ablacja się udała i nie masz już napadów migotania, to musisz odwiedzić swojego kardiologa, który, jeśli uważa, że możesz jechać do sanatorium, wystawia Ci zaświadczenie z kodem schorzenia i musi napisać*brak przeciwwskazań do leczenia sanatoryjnego* Wtedy NFZ nie powinien odrzucić Twojego wniosku Pozdrawiam
-
I zbliża się noc,a wraz z nią mój niepokój. Gdybym mogła, to w ogóle bym się nie kładła.
-
KATA co u Ciebie? Jak minęła noc? Wzięłaś ten lek przepisany przez psychiatrę? Wyspałaś się?
-
No widzisz, taka kobieca solidarność:))
-
Ale wybaczam, mam dobry dzień dzisiaj
-
Ooooo, to już było niemiłe!
-
Jak to nie będziesz już pisał? A tak lubiłam czytać Twoje posty. Widać, że jesteś inteligentny i też masz dużą wiedzę (jak na faceta oczywiście, bo kobiety są mądrzejsze, taka malutka dygresja)
-
Hahaha, czy nie bierzesz w ogóle pod uwagę odp. B? Hahaha i słusznie. Po 1 najpierw bym się wsciekła. Potem pewnie poryczała z bezsilności. Potem poszła do mojego kardiologa od zaburzeń rytmu. Po konsultacji z nim zdecydowałabym się tylko na bad. elektrofizjologiczne. Jeśli okazałoby się, że nie mam zadnego dodatkowego ogniska ani dodatkowej drogi przewodzenia, a jedynie jakąs nie wiem jak to nazwać nadreaktywność czy nadwrażliwość serca, to moze wtedy bym się uspokoiła. A jesli okazałoby się, że to jednak wpw czy inne gówno, to na 99,9% zdecydowałabym się na ablację. Podobno skuteczność przy wpw wynosi srednio 95%, przy innych zaburzeniach też ponad 90%., najmniej skuteczna jest przy migotaniu przedsionków, ale tego nie mam na bank
-
Do SAKREBLE2: Powiedz mi, ale tak szczerze, Ty się naprawdę nie boisz? Przecież, nawet jeśli masz to na tle nerwowym, to muszą być mimo wszystko jakieś nieprawidłowości w sercu, skoro nie pracuje w normalnym rytmie I jeszcze masz takie długie te napady.
-
Zastanawia mnie jedno, wszyscy kardiolodzy twierdzą, że częstoskurczu nie da się przewidzieć, nie można go wywołać, że występuje nagle i niespodziewanie, a juz wiele osób pisało, że czuje, że się zbliża, że wywołuje go konkretne zachowanie, jakiś nagły ruch, pochylenie, wyskok itp. To jak to właściwie jest???
-
Albo bym się uspokoiła albo (gdyby się okazało, że to czestoskurcz) jeszcze bardziej nakręciła. Już sama nie wiem, co gorsze.
-
Do AGATA: Ciekawe, czy u mnie wszystkie ataki to tachykardie. Niby miały taki sam przebieg
-
SAKREBLE2 : Nie wiem, jak Ty to robisz, że dajesz radę bez leków. Najwyraźniej jesteś przekonujący sam dla siebie jakkolwiek to nie zabrzmi, ja niestety nie potrafię siebie przekonac, że nie ma się czego bać. W zasadzie to nikt nie jest w stanie mnie przekonać.
-
Czyli te 2 pierwsze napady to były jako tachykardie zatokowe, tak? A to 240 to samo Ci wskoczyło, czy Ci wyzwolili podczas ablacji? Udało Ci się zapisać te ataki nocne? Co wyszło? Zdarzały Ci się też napady w dzień, czy tylko wybudzenia w nocy?
-
Oprócz łykania leków, czeka mnie jeszcze dlugotrwała psychoterapia. Wczoraj miałam tylko konsultację, pierwszą sesję mam 30 czerwca
-
Hej Agata, u mnie to za daleko zaszło, bez leków to ja nawet nie mogę pomarzyć o jakiejkolwiek poprawie. Zresztą potwierdziła to psycholog, u której wczoraj byłam. Wyjaśnij mi jeszcze jedną rzecz, pisałaś wcześniej, że budziły Cię takie ataki co noc, miałas napady tachykardii zatokowej czy częstoskurczu?
-
Wolę nie próbować. Ale za kawą tęsknię strasznie. Mam bardzo niskie ciśnienie, a w pracy muszę być na maxa skupiona.
-
Pracuję w przychodni, a nie w NFZ. I nie lubię szpitali, tego specyficznego zapachu i widoku chorych ludzi.
-
A najbardziej mnie wku....., że dawniej człowiek chlał na maxa co sobotę, czasem w tygodniu wyskoczył na piwko lub 2 i nic się nie działo,. a teraz dupa, ciągle strach i lęk, nawet kropli alkoholu. Masakra
-
Nie mam rodziny w NFZ, holtera mogłabym sobie załatwić prywatnie, ale co to zmieni?
-
Tak jak pisałam 1 z ataków trwal prawie 1,5 godz. Po 30 min pojechałam na SOR, zrobili mi ekg, zanim jeszcze przyszedł lekarz moja mama zerknęła na wydruk i powiedziała, ze to na bank rytm zatokowy, tylko mega szybki, miałam wtedy coś ok. 160/min. Wtedy po raz pierwszy udalo się to uchwycić, bo wcześniej ze względu na nagły początek wskazywało na częstoskurcz. Ale to pieprzone serce nawet jak głowa wiedziała, ze to nie częstoskurcz (a tego się najbardziej bałam) nie chciało się uspokoić. Dali mi propranolol, którego nie łyknęłam i siedziałam tam, dopóki mi tętno nie spadło. Mnie przeraża sama myśl, ze miałabym znowu tam trafić
-
Mam tak samo, do tej pory wydawało mi się, że jestem sama z tym problemem, a okazuje się, że jest mnóstwo takich osób. Tak naprawdę nikt, kto tego sam nie przeżył, nie zrozumie Cię, choćby nie wiem jak się starał. Każdy (łącznie z moja mamą ) mnie pyta, czego ja się boję, skoro tak naprawdę serce kołacze, ale nic się nie dzieje. A ja właśnie tego się boję, że następnym razem będzie jeszcze wyższy puls, albo będzie dłużej trwało, albo nie będzie chciało samo przejść i będę musiała jechać na SOR (dodam, że mieszkam 2 min autem od szpitala), a jak już tam pojadę, to czy dadzą radę uspokoić serducho itp. I to właśnie powoduje, że jeszcze bardziej się nakręcam. Na dzień dzisiejszy z tętnem do 120/min jakoś sobie radzę, przy wyższym wpadam w panikę. I przez to wszystko mam za każdym razem coraz wyższe. Czy to się kiedyś w ogóle skończy, czy takie już będę miała życie w ciągłym lęku???
-
KATA ma rację, moje miejsce pracy też mi nie pomaga. Niby nie mam bezpośredniego kontaktu z pacjentami, ale wokół tylko gadają o rakach, zawałach, udarach. Zwariować idzie
-
Codziennie odwlekam moment pójścia spać, wytrzymuję, ile mogę i tyle, żeby dać radę wstać do pracy. Liczę na to, że im krócej będę spać, tym mniejsza szansa, że się wybudzę z kołataniem, Całe szczęscie, że chociaż nie mam juz tych ataków w ciągu dnia, bo bałam się gdziekolwiek sama wyjść czy jechać
-
Moim jedynym problemem jest ciągły, nieustający i przewlekły stres, ja na szczęście nigdy nie dążyłam do perfekcjonizmu, po prostu przejmuję się wszystkim wokół, a szczególnie zdrowiem bliskich.