Skocz do zawartości
kardiolo.pl

annam1982

Members
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez annam1982

  1. Albo po prostu nie tolerujesz tego leku. Ja przez ostatnie 13 lat wypróbowałam tyle leków, co niejeden przez całe zycie nie spróbuje
  2. Na początku powinnaś go brać z lekami szybkodziałającymi (np Afobam), własnie po to, żeby wyeliminować skutki uboczne lpsychotropów, które w pierwszym etapie nasilają objawy nerwicy
  3. Wiesz co, moja mam też jest lekarzem POZ i od niej wiem, że 5 się bierze tylko przez 7 dni (co zresztą jest napisane na ulotce). Minimalna dawka to 10, a często trzeba zwiększyc.
  4. 5 to zdecydowanie za mała dawka. Bierze się ją tylko przez pierwszy tydzien, zeby zminimalizować ryzyko działań ubocznych, potem zwiększa do co najmniej 10.Ja do tego biorę jeszcze afobam 4 x 0,25mg, ale muszę powoli się z niego wycofywać
  5. Ja biorę ELICEA 10. Podobno max można zwiększyć dawkę do 20. Ale boję się trochę bez konsultacji z psychiatrą, bo muszę mieć sprawny umysł w pracy. I nie chcę, żeby mnie za bardzo przymuliło/.
  6. Podobno te antydepresanty lepiej i skuteczniej leczą depresję, na efekt działania w przypadku lęków trzeba cierpliwie poczekać. A może po prostu dawka jest za mała. Ja biorę najmniejszą, jutro się okaże, czy nie za małą.
  7. Ja biorę od niecałych 2 miesięcy, jest o wiele lepiej, ale jeszcze nie tak, jak powinno być.W nocy nadal się budzę, najczęściej mam kołatanie, ale ataki są krótsze, a czasem (np. wczoraj), nie mam ich w ogóle. Ale już się nakręcam idąc spac, nie kładę się, dopóki jestem w stanie wytrzymać, potem sen zwycięża. jutro mam wizytę u psychiatry, zobaczymy, co powie
  8. U mnie wszelkie betablokery odpadają. Zawsze miałam niskie ciśnienie,a teraz z powodu tych kołatań odstawiłam jeszcze kawę, więc najczęściej ,mam 90/60 czasem trochę ponad 100. Nie wyobrażam sobie łyknięcia betablokera.
  9. Do KATA: To, że masz teraz wyższe tętno o niczym nie świadczy. U mnie też wiele lat temu tętno skakało *tylko* do 110-120 góra. Zawsze byłam nerwowa, ale ostatnie lata zycia w nieustannym stresie i napieciu zrobiły swoje. Moja mama juz wiele lat temu, jak zaczely sie pierwsze objawy, namawiala mnie na wizyte u psychiatry, ale ja to bagatelizowałam i myslalam, że samo przejdzie. A z każdym rokiem bylo coraz gorzej. No i doprowadziłam się do takiego stanu, że juz chyba moze być tylko lepiej, bo gorzej na pewno nie.
  10. Ja cały czas czekam na postęp medycyny i na taki dzień, że dodatkowe ogniska albo drogi przewodzenia będzie mozna wykryć w echo, a nie robić badanie elektrofizjologiczne, które bądź co bądź jakieś ryzyko za sobą niesie
  11. Do KATA: Węzeł zatokowy przyspiesza chyba do 190/min, więc spokojnie to mogła być tachykardia.
  12. SAKREBLE2: Proponowali Ci kiedys ablację? Czy kazali nauczyć się z tym zyć?
  13. Agata85: Strasznie Ci zazdroszczę takiego luzu. Ja niestety panikuję przy najdrobniejszym dodatkowym skurczu czy przyspieszonym pulsie. a w trakcie napadu to juz prawie umieram
  14. Do KATA:Masz potwierdzony czestoskurcz na ekg albo holterze? Jaki miewasz puls/
  15. Cięzko się tak żyje, ale co zrobić. To jest silniejsze. Niby rozumiem, że to doprowadza mnie do obłędu, ale nie moge się powstrzymać! Tłumaczę sobie, a robię inaczej
  16. Tak, jasne, przez całe zycie marzyłam, żeby mieć nerwicę. Jestem teraz na uspokajaczach, zaczynają trochę działać, jutro mam wizytę u psychiatry, żeby zadecydował, czy dawka leków jest ok, czy mam ją zwiększyć. I na tym konczę z lekarzami. Oby mi szybko wszystko minęło. Ale juz wiem, ze mam taki organizm, że jak przyjdzie mega stres, to wszystko powróci.
  17. Ja wiem, że nie powinnam, ale uwierz mi, to jest silniejsze ode mnie. U mnie jest jeszcze dodatkowy problem, że oprócz tych napadów tachykardii, miałam jeszcze kilka epizodów (raz na rok, czasem 2 razy do roku) kołatań serca, jak się spieszyłam i denerwowałam przy gwałtownym skłonie z uciśnięciem brzucha i klatki.mega szybki puls i uczucie dławienia, *podduszania* w gardle.I to juz by przemawiało za typowym czestoskurczem. I tym jest głownie spowodowany mój strach, ze byc moze mam jakis dodatkowy szlak przewodzenia i zawsze się boję, że zwykła tachykardia mnie wykonczy z tego powodu
  18. Myślałam kiedyś o tym pulsometrze, ale zrezygnowałam, żeby się bardziej nie nakręcać. Teraz juz nawet podczas napadu nie biegnę po ciśnieniomierz, wolę nie wiedzieć, jaki mam puls, dopiero jak czuję, że serce się uspokaja, to czasem zmierzę, a czasem tylko na nadgarstku (jesli jest do 110 to potrafię policzyć, przy wyższym panikuję i nie mogę się skupić). Za to mam manię mierzenia pulsu w ciągu dnia, w zasadzie chyba nie ma godz, kiedy nie mierzę, jak jadę poza miasto, to zawsze biorę cisnieniomierz. Jka jest za wysokie to się boję, jak za bardzo spadnie, też się boję. Obłęd
  19. Tak, pracuję w przychodni, a oprócz tego moja mam jest lekarzem, więc mam dostęp do fachowej literatury itp. I niestety za dużo się tym wszystkim interesowałam. teraz juz wiem, że im mniej wiesz, tym lepiej. A ja czytałam o wszystkich mozliwych arytmiach, o rokowaniach, zagrożeniach, leczeniu. I teraz wiedzę mam ogromną i równie wielką panikę.
  20. Pewnie pogłębi. Muszę jakoś (póki co nie wiem jeszcze jak ) nauczyć się z tym zyć. Niestety!
  21. Zazdroszczę ludziom, co się tak nie przejmują. Ja już wpadłam w taką nerwicę, że najmniejsze przyspieszenie serca wywołuje we mnie panikę. Kardiolog mówi, żebym zaczęła się ruszać, bo to dobrze wpływa na serce-jakieś marszobiegi, fitness, a ja póki co, boję się wejśc po schodach na II piętro
  22. Do SAKREBLE2: No właśnie z tym WPW na ekg to nie jest taka prosta sprawa. U niektórych osób jest tzw. wpw ukryte, które nie wychodzi na zwykłym ekg, a jest widoczne dopiero podczas napadu częstoskurczu albo podczas bad. elektrofizjologicznego. Nawet mieliśmy takie pacjenta, trafił do nas z tętnem ok. 200/min, okazało się, że ma wpw, jest teraz po ablacji, miał kilka dróg dodatkowych. A co najlepsze z tych napadem przyjechał samochodem i mówił, że trochę się źle czuje i jest mu słabo. Nie wyobrażam sobie, jak można z takim tętnem *trochę źle się czuć*. Ja przy swoich prawie umieram
  23. Tez zastanawiam się, dlaczego teraz w dzień juz nie mam ataków, zostały tylko te nocne. 4 lata temu, jak się to wszystko zaczęło, to głownie napady zdarzały się w dzień. I wcale nie w stresie. Siedziałam sobie spokojnie, nagle robiło mi się gorąco, czułam skok ciśnienia i walenie serca. I wychodziło tętno 120-160. Najdłuższy atak trał prawie 1,5 godz (tylko raz zdarzył się taki długi, byłam wtedy chora, więc już bez napadu miałam lekką tachykardię). Po 30 min. nie wytrzymałam, pojechałam na SOR, zrobili mi ekg i wyszła tachykardia zatokowa. Dali mi propranolol, którego nie wzięłam (bałam się spadku cisnienia, bo i tak mam bardzo niskie). Siedziałam tam, dopoki tętno nie spadło. Potem jeszcze kilka razy robiłam ekg w trakcie napadu (pracuję w przychodni, więc miałam na miejscu) i zawsze wychodziła tachykardia. Aż trafiłam na dgn do szpitala, załozyli mi holter, wtedy zdarzył się ten napad w nocy z tetnem 163/min. Też tachykardia. W tym roku, jak wróciły te napady, zrobiłam 2 razy ekg, wyszła tachykardia zatokowa, więc liczę na to, że ataki nocne są również zwykłą tachykardią. Ale czytając Wasze wpisy, zaczynam mieć wątpliwości. Chociał mój kardiolog, specjalizujący się w zaburzeniach rytmu powiedział, że nawet jakbym miała tętno 200/min to nie ma zagrożenia życia, bo serce mam zdrowe, tylko strasznie nadpobudliwe. I dopiero jak się wyciszę, to ewentualnie można pomyśleć o bad. elektrofizjologicznym i sprawdzenia, czy nie ma tam dodatkowej drogi przewodzenia. I nawet jaklbym miała WPW to ablacja jest skuteczna w 95% i on mi ją zrobi. Ale póki co mam o tym nie mysleć
×