Gość digimon Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2012 Dokładnie tak jak piszesz poziomka. Ja straciłam pracę przez kilka dni odlotu.. Dyrektorka i inni pracownicy patrzyli na mnie jak na wariatkę. Lekarze tak jak mówisz leki albo stół nic pomiędzy. Złe samopoczucie, zawroty głowy, trzeba nauczyć się z tym żyć, ok, tylko jak nauczyć się żyć z tym kiedy każdego dnia patrzysz na dzieci i nie masz siły bawić się z nimi czy wyjść na plac zabaw. Nie masz ochoty na nic, bo w głowie ciągle jest obecna gonitwa myśli, złapie nie złapie, zemdleje czy nie, wali a może staje.. I tak w kółko.. Pozdrawiam. Zuza czemu piszesz że u Ciebie nic się już nie da zrobić? Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość martak Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2012 A ja napiszę tak : Lekarze mają trochę racji, trzeba nauczyć się z tym żyć. Mnie w chwili obecnej częstoskurcz łapie po przejściu kilku metrów, no ale to chyba nie oznacza, że mam się zamknąć w domu? Jestem już po dwóch ablacjach, wszczepieniu rozrusznika i teraz będę miała następną ablację. Oprócz chorego serca mam kilka innych poważnych schorzeń, ale nie myślę o tym cały czas. Czasami rzeczywiście brakuje siły żeby wstać z łóżka, ale wstaję bo wiem, że muszę. Ja akurat trafiłam teraz na takich kardiologów, którzy nie mówią mi *proszę nauczyć się z tym żyć* tylko mówią *Pani Marto zrobimy wszystko, aby pani życie mogło normalnie wyglądać* To było aż nieprawdopodobne jak leżąc na oddziale przychodzili do mnie lekarze z którymi kiedyś przez moment miałam styczność i pytali czy wszystko ok, czy rana pooperacyjna nie boli a jeżeli tak to czy czasem nie chcę czegoś p.bólowego, jak pani doktor przy wypisie pomogła założyć mi płaszcz bo jedną rękę miałam przecież niesprawną. Widziałam z jakim poświęceniem podchodzą do pacjentów i o każdego się troszczą. Boję się kolejnej ablacji - wiadomo znów ingerencja w ciało a będę dopiero miesiąc po operacji - ale im ufam. I wierzę, że zrobią wszystko, aby mi pomóc. Cytuj Odnośnik do komentarza
zuzanna78 Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2012 Wszystkie metody odnośnie likwidacji dodatkowych zostały u mnie wyczerpane. Jak już wcześniej pisałam moje komorowce zanikają tylko na kilka minut i wracają. Czasami po ablacjach potrafią wrócić, ale po latach, a u mnie natychmiast. Lekarze przecierali oczy ze zdziwienia i rozkładali ręce, bo takiego przypadku jeszcze nie mieli. Do tego mam kardiomiopatię rozstrzeniową dość rozległą i to też bardzo utrudnia moje leczenie, bo dużą powierzchnię serca mam zwiotczałą i nie pracującą. Mogą mi jedynie wszczepić rozrusznik, ale zbytnio on mi nie pomoże więc zrezygnowano. Jestem na lekach na niewydolność, a na dodatkowe to mam brać potas, magnez i nie stresować mam się nimi. Czasami jest to trudne bo mam je cały czas w ciągłości co drugie uderzenie, w dzień i w nocy. Czasami jestem obolała i słaba, ale nie ma się co dziwić, bo moje serce jest przemęczone tą ciągłą dodatkową obciążająca je pracą. Może za rok coś wymyślą i zdecydują co ze mną dalej :). Na razie staram się śmigać w miarę normalnie i nie przejmować się tym wszystkim. W domu moi najbliżsi mają zakaz pytania się mnie jak się czuję ? :)))) A jeśli się zapomną to ja zawsze odpowiadam, że DOBRZE :))) Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2012 Skąd ja to znam.. Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zawsze mówię, że czuję się dobrze i jestem jedynym przypadkiem i nie wiedzą co zrobić. U mnie problem polega na tym, że zatoka sama w sobie nie tak pracuje. Więc pewnie i tak będzie rozrusznik tylko ja nie wiem co lepsze, próbować ablacji czy od razu rozrusznik, po ablacji mogę być już tylko rozruszniko-zależna, a bez ablacji rozrusznik by mnie zabezpieczał. Generalnie u mnie zaczęło się od częstoskurczy, a teraz raz bije za szybko innego dnia za wolno a kiedy indziej dosłownie staje w gardle. eh okropne uczucie.. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam w nikim wsparcia psychicznego i to jeszcze bardziej mnie osłabia.. Cytuj Odnośnik do komentarza
zuzanna78 Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2012 Wiecie większość lekarzy podchodzi do pacjentów przedmiotowo, sucho, czasami zimno i surowo - to taki mechanizm. Z jednej strony im się nie dziwię, bo jakby emocjonalnie podchodzili do każdego pacjenta i jego choroby to by zwariowali :). Z drugiej strony byłoby milej jakby byli czasami bardziej ludzcy i dostępni emocjonalnie :). Ja, tak samo jak Marta, miałam to szczęście, że trafiłam na lekarzy z sercem i uczuciami, którzy zrobili naprawdę wszystko by mi pomóc. Było to naprawdę widać bo nikt nie ukrywał emocji, nerwów i determinacji podczas moich zabiegów. Jestem bardzo skomplikowanym przypadkiem bo moje ognisko zapalne znajduje się wewnątrz tętnicy głównej nad zastawką aortalną. Moje zabiegi były o bardzo dużym ryzyku powikłań i wystarczyłby naprawdę mały błąd lekarza i mogłabym stracić życie. Bałam się bardzo, ale zaufałam im. Mimo, że się nie udało to nie żałuję, bo wiem, że zrobiłam wszystko co mogłam. Teraz cieszę się tym co mam :). Cytuj Odnośnik do komentarza
zuzanna78 Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2012 Digimon jeśli Ci to tylko pomoże to śmiało opieraj się o mnie :). Ja mam duże oparcie w mężu, choć czasami to on sam bardziej sie martwi i narobi większej paniki niż ja :). Pisz ile tylko chcesz :). Ja na twoim miejscu spróbowałabym jeszcze raz ablacji, a na końcu wzięła ostateczne rozwiązanie - rozrusznik. Wiem, że człowiek się boi i myśli czasami o najgorszym, ale głowa do góry !!!! Dobre nastawienie to połowa sukcesu i pamiętaj nigdy nie jesteś sama - zawsze jest ten ktoś drugi od choroby, ale czasami trudno go znaleźć :))). Pozdrawiam serdecznie :))) Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość martak Opublikowano 25 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 25 Stycznia 2012 Ja tez jestem do dyspozycji :-))) I pamiętajcie rozrusznik to nie koniec świata! Ja gdy się o nim na początku dowiedziałam to ryczałam a później już tylko czekałam z wielką niecierpliwością na niego. Pewnie, że się bałam i jestem świadoma, że to jest jakieś ograniczenie ale jak to nazwała moja znajoma. To jest taka mała *bateryjka życia* i tego się trzymam :-) Mimo tego, że ta bateryjka spowodowała skrzepy i muszę teraz pilnować INRu to i tak ją lubię ;) Cytuj Odnośnik do komentarza
zuzanna78 Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Bardzo cieszę się, że wymyślili takie *bateryjki życia* ( bardzo ładne określenie :))) ) i te wszystkie inne *pieszczoty* ;) typu przypalanie i zamrażanie :))). Dzięki nim mamy kolejne szanse i próby naprawy. Miło zobaczyć tu tylu optymistów, którzy potrafią się nie rzadko uśmiechać przez łzy :). Mam ochotę Was w wszystkich uścisnąć :))). Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zuza podziwiam Cię!Naprawdę Twój optymizm jest niesamowity. Dziękuję Wam za wsparcie. Ja wstałam dziś rano z nie najlepszym samopoczuciem, tak bardzo chciałam z kimś porozmawiać, ale po chwili uświadomiłam sobie, że nie mam numeru do takiej osoby, bo wszyscy moi bliscy są zbyt zajęci, żeby słuchać o moich dolegliwościach. Z drugiej strony ja nie chcę nikogo tym obarczać. Powiem Wam, że boję się panicznie szpitala, również mam bardzo duże ryzyko, ale na dzień dzisiejszy jestem tak wykończona, że czekam z niecierpliwością.. Gdzieś głęboko tli się we mnie płomyk nadziei na lepsze jutro, jednak średnio to widzę ;-))). Każdy taki post to łzy, ale są to łzy szczęścia, że nie jestem sama.. Dziękuję i pozdrawiam ;-))) To niesamowite , że tyle musimy *dźwigać* każdego dnia i macie jeszcze siłę *dorzucić* mnie ;-)), na mnie też możecie liczyć. Cytuj Odnośnik do komentarza
artur46 Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Tak na podbudowanie samopoczucia obejrzyjcie do kónca http://www.youtube.com/watch?v=T1txnJncLRo&feature=related hej Cytuj Odnośnik do komentarza
zuzanna78 Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Obejrzałam do samego końca :). Trzymam kciuki Digimon :) - będzie dobrze :))) Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość martak Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Digimon jak to kiedyś ktoś mi powiedział *Jeżeli wszystko zaczyna sie walić zaufaj iskierce nadziei* więc jeżeli ta iskierka jeszcze u Ciebie jest to jej ufaj jak najmocniej :-) Jeżeli chcesz pogadać pisz na gg *** lub mail : *** ja przeszłość kardiologiczną mam dość grubą ;) z resztą interesuję się kardiologią, czasami jeżdżę na różne konferencje dla lekarzy - mam jedną znajomą fundację i w ten sposób mi się udało ;) - więc czasami może będę mogła jakoś pomóc. Zuza coś mi się wydaje, że mamy podobne charaktery ;) Cytuj Odnośnik do komentarza
zuzanna78 Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Cieszę się :) Kobiety są silne tylko czasami mogą być zagubione :). Marta czy mogę skorzystać z Twojego gg ? Pozdrawiam :) Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Marta dziękuję Ci bardzo. Chętnie skorzystam z mail*a. To całe gg jakoś mi nie wychodzi.Po prostu nie mam czasu ;-), jak nie dzieci to praca,dom itp. ;-). W pracy nie mam dostępu do komputera, więc pozostają późne wieczory. Chciałabym dowiedzieć się czegoś o życiu z rozrusznikiem.Zdania są podzielone. Zapewne dlatego,że każdy organizm jest inny. Jeszcze raz wielkie dzięki.Pozdrawiam. Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość martak Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zuza możesz :) pisz nawet jak jestem na niedostępnym - często jestem na niewidoku np. teraz ;) Cytuj Odnośnik do komentarza
zuzanna78 Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Pół roku temu poznałam w szpitalu sympatyczną dziewczynę. Ma 17 lat, nie była w stanie sama funkcjonować, większość życia spędzała w szpitalach. Zdecydowano wszczepić jej rozrusznik. Teraz jest szczęśliwa, bo funkcjonuje jak zdrowy człowiek, a nasza szpitalna znajomość przetrwała. Ostatnio jak leżałam w szpitalu podłamana kolejną i ostatnią nieudaną próbą naprawy to przyjechała do mnie - to było bardzo miłe. Jej się udało i takich ludzi jest naprawdę wiele. Nie ważne co robią, co wszczepiają, co montują :) - ważne, że to pomaga :))). Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Artur, dziękuję Ci za to. To niesamowite zobaczyć osoby,które żyją tak jak ja. U mnie jest inna arytmia,ale kto wie... To było super uczucie i cieszę się że mogłam to poczuć. Wielkie dzięki. Jesteśmy rozsypani po całej Polsce i nie tylko i fajnie,Ze możemy się tu w taki czy inny sposób jednoczyć, dodawać nawzajem sił i wsparcia... Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Masz rację Zuza, ważne że jest nadzieja. A strach był i będzie, teraz wręcz nie odstępuje na krok ;-). Mogłabym mieć na imię *boję* a na nazwisko *się* ;-). Mam nadzieję,że mimo wszystko znajdą sposób na Ciebie. Kiedyś słyszałam czekając na wizytę jak facet mówił,że jest już po siedmiu ablacjach i nic. A myślałaś o Aninie? Ja wiem, że jak ma się udać to się uda wszędzie,ale może jakaś konsultacja.. Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość martak Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Jest jeszcze część pierwsza :-) Ci lekarze na filmikach to moje Anioły, dr.Stec no brak słów, tylko nie ma dr. Mazija a szkoda.. :-)))) Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 A skąd są Ci lekarze? Ja leczę się w Aninie, lekarze są dość chłodni. Tak trochę z poczuciem, że są najlepsi w Polsce.. I wszystko wiedzą najlepiej.. Może się mylę, ale trochę sprawiaja takie wrażenie.. ;-))) Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 26 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 26 Stycznia 2012 Dobrej nocki arytmiaki ;-). Do juterka.. oby... Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość martak Opublikowano 27 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 27 Stycznia 2012 Ci lekarze są z Wrocławia. Pracują w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym - kiedyś tzw. 40lecia - przy ul. Kamieńskiego. http://elmedica.pl/ tu jest ich strona. Dr. Sebastian Stec przyjmuje również w Warszawie i Rzeszowie. Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość digimon Opublikowano 27 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 27 Stycznia 2012 Dzięki za info. Coś tu dziś pusto.. Jak samopoczucie? U mnie fatalnie. Od rana tętno szalone. Właśnie proszek przestaje działać i czuję,że znów się zaczyna. Jest tam kto ;-))) Cytuj Odnośnik do komentarza
Gość martak Opublikowano 27 Stycznia 2012 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 27 Stycznia 2012 Ja jestem, ja jestem :-) U mnie leki już w ogóle nie działają, częstoskurcze mam po najmniejszym wysiłku - typu spacer czy wejście po schodach - ale ablacja już tuż tuż :) Cytuj Odnośnik do komentarza
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.