avatar
Marcin IP: 83.5.183.**

Witam wszystkich,
Mam 29 lat,w roku 2004, po kilku miesiącach pobytu za granicą w celach zarobkowych zacząłem się w przeciągu kilku dosłownie dni gorzej czuć. Pierwsze objawy pojawiły się w postaci delikatnych zawrotów głowy, które na początku ignorowałem. Kiedy jednak jednego z wieczorów owe zawroty stały się już bardzo dokuczliwe, w dodatku zaczęło mi się robić słabo i wydawało mi się że odlatuję (umieram) tracąc poczucie rzeczywistości wystraszyłem się nie na żarty i musiałem skorzystać z pomocy znajomego. Wydawało mi się, że być może to osłabienie, niedospanie, niedożywienie - wielu Polaków za granicą żyje tak, by jak najwięcej zaoszczędzić. Objawy ustąpiły, ale po niedługim czasie na powrót się pojawiły, co skoniło mnie do odwiedzenie miejscowego szpitala. Pierwsze badania (krew i EKG) nie wykazały niczego, ale moja sytuacja zdrowotna stała się na tyle niepokojąca, iż postanowiem wrócić do kraju. Już w Polsce, w przeciągu 2 niespełna miesięcy wykonałem: EKG, badanie poziomu hormonów tarczycy we krwi, badanie podstawowe krwi i moczu, badania laryngologiczne - w tym ENG, badanie przepływu krwii w naczyniach dopływowych do głowy - Doppler, rezonans magnetyczny po wizycie u neurologa, echo serca, powtórne EKG.... i nic!!!!! Jestem super zdrowy, a objawy somatyczne w postaci już wcześniej wspomnianych zawrotow glowy, bóli w klatce piersiowej, ucisku w głowie i szyji nadal sie utyrzymują. Kilka razy usłyszałem podczas swojego voyagu po lekarzach, ze być może to nerwica, a dokładniej nerwica lękowa. Zacząłem korzystać z porad psychologicznych, z których z resztą korzystam do dziś (diagnoza o nerwicy potwierdziła się), uruchomiono również leczenie farmakologiczne - Citalem (przez 1 rok). Niby się trochę wszystko uspokoiło, ale wciąż nękają mnie (jeden dzień bez objawów to dzień zbawiony!!) moje przypadłości. Objawy pojawiają się niezależnie od pory dnia, roku, pogody, trawją od kliku minut do nawet 2-3 godzin. Nie mogę także ich skolerować ze stanami podenerowania czy jakimiś sytuacjami stresowymi, ktorych tak na marginesie mam w życiu od powrotu z zagranicy sporo, choć moje życie całkiem dobrze się od ponad roku ułożyło. Podobno (zdaniem psychologa) sytuacja stresowa może odbić się na zdrowiu somatycznym po jakimś czasie,a nie zaraz po jej wystąpienu, ja jednak sądząc po częstotliwości moich objawów skłonny jestem twierdzić, że stresuję się cały czas.Nie wiem jak mam z tym żyć i nie wiem sam, czy to rzeczywiście nerwica, czy może jednak czegoś nie sprawdzono???? A jeśli to coś innego, a ja leczę się na nerwicę?? Cały czas żyje w strachu, że coś mi jest, że zaraz umrę, że nikogo nie będzie blisko i że nikt mi nie pomoże, a w dodatku te cholerne objawy, które nie pozwalają mi zapomnieć o stanie zdrowia... Jeśli ktoś z Was ma podobne objawy i postawiono mu podobną diagnozę to byłbym wdzięczny za każdą odpowiedź, radę, a może chociażby potwierdzenie - że w nerwicy tak już jest i nie ma co się doszukiwać i wymyślac sobie chorób. Byłbym również wdzięczny - ponieważ nigdzie nie doszukałem się takich wypowiedzi - jak czesto objawy się u Państwa pojawiają i jak długo się utrzymują Dziękuję za każdą odpowiedź i pozdrawiam. Marcin

Odpowiedzi znajdują się poniżej

avatar
Andrew IP: 87.207.98.**

Witam Cię!
Nie będę pisał dużo bo po co mam pisać to samo co Ty,też byłem za granicą i też musiałem wrócić do kraju bo dotknął mnie ten sam problem z tym że ja mam do tego jeszcze duże duszności ale ogólnie mam wszystko to co Ty więc nie martw się bo jakoś żyję więc i Ty też będziesz żył.Mam 33 lata i męcze się z tym od 2 lat i napewno to jest nerwica bo też zrobiłem wszystkie badania i nic!Też mam takie nagłe odloty nie wiadomo skąd i też mi się wydaje że zaraz umrę i też lecze się psychiatrycznie tzn.biorę leki typu coaxil i cloranxen a ten drugi bardzo pomaga ale tez uzależnia dlatego poszedłem do homeopaty i powiem Ci że jest troszkę lepiej tak że jeśli chcesz to polecam Ci taką wizytę.Jeśli jesteś z Krakowa to mogę podać Ci namiary.Trzymaj się i walcz z tą cholerną nerwicą choć wiem że to nie łatwe bo sam też czasami wysiadam ale walczmy !!!!

avatar
Vertico IP: 87.206.141.**

Marcin

Mam symptomy nerwicowe bardzo podobne i zarazem inne niz ty. zyby wymienic zaledwie kilka: silne duszności, czestoskurcz, ból i pieczenie za mostkiem, okropne kołatania serca, silne bóle głowy, zawroty, przeczulica skory, nerwobóle niewiadomego pochodzenia, problemy gatryczne: ostre bole, zgaga itd itp.

Mozna z tym zyć, mozna to zaleczyć i mozna wyleczyć. Najłatwiej jest to zaleczyć dzieki rozwiązaniu problemów emocjonalnych ukrytych gdzies w twojej świadomości czy podswiadomości (nie musisz juz o nich nawet pamietać). im lepiej sobie z tym poradzisz, tym lepsze rezultaty. Za pierwszym razem męczylem sie rok zanim zaleczylem to na 4 lata. Potem to wóciło, meczyłem się tez ok 8 miesiący i mam nadzieje że juz znów mam to za sobą - od trzech miesiecy chodze na psychoterapię.
Po tych 6 latch mojej walki mogę stwierdzic, że:

1) Nerwica nie zalezy od poziomu stresu (jezeli już to tylko w długim okresie). Nerwica przydzodzi kiedy chce i znika kiedy chce!

2) Nie mozna brac leków antydepresyjnych, kiedy się nie ma depresji. Łagodzą one objawy nerwicy lecz nie pozwalaja dotrzeć do przyczyn i rozciagaja leczenie w czasie. Nie mówię juz o skutkach ubocznych!

3) Jedynym lekarstwem jest psychoterapia - obojetnie czy dokonana pod okiem specjalisty, czy też kogos bliskiego

4) Gdy zaczniesz dochodzić do przyczyn, poczujesz to fizycznie! Nie żartuję, przezylem to! Kiedy podczas jednej z sesji wreszcie nazwalem swój problem i wypowiedziałem go głosno w wielkim zdenerwowaniu - poczułem wielka ulgę i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdzki - wiekszośc symptomów ustąpiła w ciągu kilku sekind! To niewiarygodne i nie uwierzyłbym gdybym tego nie doswiadczył!

5) Nerwica jest uleczalna, ale tylko ty tego możesz dokonać! Nie ma niestety magicznej pigułki, ktora połkniesz i im prędzej to zrozumiesz, tym szybciej ci się poprawi.

P.S. Ja tez oczywiscie jestem fizycznie zdrowy jak ryba ;)

avatar
Marcin IP: 195.116.118.**

Dzięki za wszystkie odpowiedzi ... i podpowiedzi. To fakt, że nie ma pigułki - leku cud na nerwicę. Tak jak pisałem na samym początku leczenie Citalem skończyłem po mniej więcej roku, bo efekt nie był tak spektakularny, jakiego by oczekiwał sam lekarz no i ja oczywiście. Szczerze mówiąc, to leczenie pomogło w jakimś stopniu, ale chyba w niewielkim. Wszystko się uspokoiło nieco, ale nie wiem czy mam to przypisywać zbawiennemu wpływowi lekarstw. Myślę, że po prostu przez te kilka miesięcy nauczyłem się trochę lepiej radzić z nerwicą i być może to spowodowało lekka poprawę stanu zdrowia (fizyczną). Walczę i staram się nie wprowadzać w stany, które być może potęgują objawy. Może i rzeczywiście jest tak, że nerwica pojawia się kiedy chce i niezależnie od poziomu stresu, nie mniej jednak przyczynia się on z pewnością do jej karmienia. Bardzo chciałbym kiedyś dojść do tego, co jest podstawą mojego wewnętrznego konfliktu, co może leźeć w mojej podświadomości. Wierzę że świadome konflikty potafię rozpoznać, nazwać i z nimi walczyć, Gorzej, jeśli czegoś sobie nie uświadamiam, nie wiem co jest powodem - to trochę tak jakby walczyć z niewidzialnym wrogiem. Jest, ale go nie ma.
Od pewnego czasu - bardzo krótkiego - zacząłem przyjmowac Magnez (o którym niby wiedziałem, ale jakoś nigdy nie stosowałem)- nie wiem, moze to sugestia, ale jest LEPIEJ i to znacznie. Oczywiście nie jest tak, że wszystko minęło i już jest super, ale przynam, że objawy są dużo rzadsze, słabsze i mniej dokuczliwe. Liczę bardzo na to, że jeśli nawet nie jest to złoty środek, to będzie w stanie chociażby w jakimś stopniu mi wyjśc z tego piekła.
Pozdrawiam serdecznie

avatar
Ewa IP: 83.26.99.**

Witam, nie będę się długo rozpisywać ale chcę Tobie powiedzieć, że mam takie samem objawy u mnie w szczególności jest to ból w klatce piersiowej, dyskomfort w głowie, dretwienie rąk i kończyn dolnych, do tego ciągle przyspieszone tętno i kołatnie serca. Podobnie jak Ty zrobiłam wszystkie podstawowe badania, morfologię robiłam co 2 miesiące, byłam u laryngologa, neurologa, kardiologa, 2 razy miałam robione EKG, raz USG serca, czasami szczególnie moje objawy nasilają sie w nocy myślę,że umieram, mam wiec lęki przed położeniem się do łóżka, trafiłam w końcu do irydologa który potwierdził diagnozę stawianą przez w/w lekarzy, silna nerwica serca i nerwica wegetatywna. Też stale myślę, że lekarze coś przeoczyli bo nie mogę uwieżyć, że nerwy tak potrafia zniszczyć człowieka. Od trzech miesięcy na lęki dostaję Xsanax i 2 leki na uspokojenia serca i wyciszenie bółu w klatce piersiowej. Jest lepiej ale czasami objawy wracają. Mogę jeszcze doradzić zrobienie RTG całego kręgosłupa, bo jak się u mnie okazało to również może być przyczyną, mam sporo zmian w szyjnym, lędzwiowym i piersiowym. Wszystko razem daje fatalny skutek, ale głowa do góry trzeba wierzy,że będzie lepiej, wiele pomogli mi ludzie odwiedzający tę stronę, powoli uczę się nad tym panować, ale droga jest długa, życzę powodzenia.

avatar
Ewa IP: 83.26.99.**

No właśnie zapomniałam magnez to podstawa a druga sprawa to walka z naszymi słabościami, ja też dopiero się tego uczę, jeszcze raz powidzenia.

avatar
Andrew IP: 87.207.98.**

Witaj Ewo....a jakie bierzesz leki na złagodzenie bólu w klatce piersiowej bo mnie to już wykańcza...proszę odpisz

avatar
Ewa IP: 83.26.133.**

Jeszcze raz przedstawię Tobie całe zestawienietego co biorę: Concor COR 2,5 - 0,5 tabletki rano, Trimetaratio 3 x 1 tabletka, xanax SR 0,5 mg - 1 tbaletka rano (to na zespoły lęku i napięcia) i ten Helcid na żołądek. Mój lekarz twierdzi, że po jakimś czasie zaczniemy z tych leków schodzić, i nie będę ich brała do końca życia, ale nie dawno w ten majowy weckend próbowałam je odstawić i wszystko wróciło, byłam póżniej u niego i mu o tym powiedziałam, okazało się,że trzeba to robić pod nadzorem lekarza i tak jak on to ustali a może po prostu to jeszcze za wcześnie. Spojrzałam teraz w ulotki tych leków i w zasadzie ten lek o nazwie Trimetaratio - jego głowny wskazaniem jest cytuję zapobieganie napadom dławicy piersiowej.

avatar
elzbietas IP: 217.75.62.**

ja czuję się tak w zasadzie codziennie jak ty
jest to sytuacja bardzo stresująca ponieważ nie można racjonalnie funkcjonować

avatar
Elżbieta IP: 83.31.229.**

Witam!
zastanawiam się od pewnego czasu czy w moim przypadku nerwica nakręca objawy typu-arytmia serca, zawroty głowy, czy to te objawy nakrecaja moją nerwicę.Od kiedy pamietam miałam problemy zdrowotne, wiele miesiecy z powodów ortopedycznych przeleżałam w szpitalach. Jako dziecko też przeszłam dośc trudną drogę,ale zawsze byłam tzw,dzielną dziewczynką,.Od kiedy jestem wreszcie zdrowsza, spokojnie zyję w udanym związku zaczęły się problemy nerwicowe. Z natury jestem spokojna, może nawet za.Przejmuję sie pewnie nad wyraz wieloma sprawami, ale taka już jestem.Natomiast teraz, gdy tylko cokolwiek mnie zaboli, zakłuje, itp. wpadam w lęk. Boję się, sama nie wiem czego, chyba nagłej śmierci, albo zemdlenia.Teraz już nauczyłam sie panować nad swoją psychiką i nie podkrecam lęku, ale jeszcze ze 2 lata temu oblewałam się potem, dygot, sikanie co 15 minut itp. Teraz mam arytmię serca-tj, Dodatkowe skurcze, których nigdy przedtem nie miałam. Lekarz po wszystkich możliwych badaniach stwierdził cechy wypadającego płatka mitralnego, stwierdził, że to może być przyczyna, choć nie jest pewien. Oprócz badań tarczycy zostaje już tylko nerwica. Ale czy to nerwica?Dodam, że dawniej bałam się z powodu zawrotów głowy. Nie wychodziłam z domu bo bałam się upaść przy obcych. Wszedzie chodziłam z mężem, a w sklepach myślałam tylko by jak najszybciej wyjść. Uleczyłam się sama po 2 latach/bo wszystkie badania miałam w normie, oprócz tej zastawki/. lekiem była moja pasja. Malowałam, pisałam i przeszło. Nie sądziłam, że nagle jeszcze raz powróci ten stan niepokoju. Z sercem jest o tyle gorzej, że moi najbliżsi właśnie na serce umierali.Obecnie biorę Biosotal na arytmie, czy powinnam jeszcze brać coś na tę nerwicę? Może to jednak ona jest przyczyną tej arytmii. Jak się o tym przekonać? dzięki za wszelkie podpowiedzi. Pozdrawiam.

avatar
Marcin IP: 195.116.118.**

Witaj Elżbieto,
To całkiem normalne w nerwicy, że wpada się w jakieś cholerne błedne koło i nakręca się swoje objawy. Dopóki wszystko somatycznie jest ok, to da się nawet przeżyć, gorzej jak pojawiać się zaczynają jakieś niepokojące objawy. Ja często też miałem tak (nadal mam, ale w mniejszym stopniu niż kiedyś), że jak tylko zaczęło się coś ze mną dziać, to automatycznie pojawiały się myśli, że zaraz upadnę, że umrę, że ludzie mi nie pomogą, bo ne będą wiedzieli jak, czy nie będą chcieć, nie wspomijając już o tym, że samo takie nieprzyjemne doświadczenie wśród obcych ludzi było dla mnie dodatkowym powodem lęku. Bałem się wychodzić z domu, wyjeźdżać gdzieś itd. Niestety nadal jest tak, że nie potrafię się nie nakręcać, próbuje sobie wmawiać, że to nerwica, a nie zawał serca, czy guz mózgu, ale jest ciężko. Im gorzej się czuje, im bardziej odczuwam swoje przykre dolegliwości, tym bardziej się nimi martwię... im bardziej się martwię tym gorzej się czuję i tak to się napędza...a mówili, że nia ma perpetum mobile :). I tak już jest niewspóŁmiernie lepiej niż dajmy na to rok temu, ale niestety NADAL. W kwestii farmacji niestety nie wiem za dużo. Osobiście, jak pisałem wyżej leczyłem się Citalem, ale w moim przypadku leczenie to srednio pomogło. Chyba bardziej wierzę w to, że lekarstwo nie leży w tabletkach, tylko w nabraniu umiejętności radzenia sobie z takimi stanami napięcia, jakie miewam. Ostatnio dostałem od lekarza kolejne tabletki - tym razem Sulpiryd (a 50 mg)Za krótko jednak je biorę, żeby coś można było więcej na temat ich skuteczności powiedzieć. Skoro jednak mimo wszystko żyjemy, nie jest gorzej, a objawy mimo swoich czasowych nasileń nie pogarszają jakoś naszego obecnego stanu, to staram się wierzyć, że to rzeczywiście nerwica, a nie jakies somatyczne schorzenia (oczywiście cierpliwośc też już sie mi czasem kończy), które na przestrzeni czasu na ogół rozwija się i coraz mocniej dają o sobie znać. A poza tym, staram się wychodzić z założenia , że co ma być to będzie i nie da się tego oszukać. Jeśli mam żyć, to bedę żyć.
Nie pozostaje chyba nic innego, jak wierzyć, że to nerwica i nauczyć się z nią walczyć... oby jak najszybciej, czego Tobie i wszystkim innym nerwicowcom życzę.

avatar
Marcin IP: 195.116.118.**

Mam jeszcze do wszystkich takie zapytanie:
Jak długo trwają wasze napady nerwicy? Tzn. jak zacznie się jakiś jej objaw w jakiejś chwili, to czy trzyma Was kilka minut, godzin, cały dzień, itd.?
Interesuje mnie ta kwestia, bo nie wiem , czy np. dopadające mnie sztywnienie karku, uczucie ciężaru w głowie i ogólne lekkie otępienie trwające z reguły dłuższy czas (nawet kilka godzin) jest czymś odmiennym w stosunku do tego co dzieje się z innymi ludźmi odczuwającymi jakieś somatyczne objawy, czy też jest to zupełnie normalne w nerwicy. Pozdrawiam serdecznie.

avatar
Elżbieta IP: 83.31.229.**

Marcinie!
dzięki za odpowiedź na moje obawy i wątpliwości.zawsze to miło, że nie jest się samemu z podobnymi problemami. Myślę, że moje najbliższe otoczenie może tego nie rozumieć, bo nigdy w podobnej sytacji/na szczęście/ nie było.Szukam zatem wsparcia i porad, by się lepiej poczuć.lekarze oczywiście nie stawiają nad moim stanem ,,krzyżyka a wręcz przeciwnie, ale z natury chyba jestem podejrzliwa i szukam ukrytego dna.staram się jak zapewne większość ludzi myślących walczyć ze swymi fobiami, ale zabiera mi to za dużo czasu i tzw. radości zycia. czasem myślę, że już wolałabym coś łykać, by tylko przestać myśleć o tych objawach.Teraz wmówiłam chyba sobie, że lek który biorę na te dodatkowe skurcze ,,psuje mi inne organy no i tak to jest. Wciąż badam sobie puls, cisnienie, bo rzeczywiście mocno spadło.Nie mam wcale energii.Czekam jeszcze z tydzień i bedę konsultowała to ze swoim kardiologiem. Tak strasznie żałuję, że znowu coś mi doskwiera. Przez ostatnie 2 lata byłam całkiem zdrowa i pełna życia.Wiem oczywiście, że są gorsze choroby i aż mi głupio że w sumie tyle ,,krzyku o nic.Muszę sobie z tym poradzić i na pewno się nie poddam. jestem zwolenniczką dokładnego diagnozowania, więc chyba dojdę do celu. Może oczywiście być nim własnie nerwica. Pozdrawiam.

avatar
zofia IP: 83.17.226.**

Zapoznaj sie z ksiazką Recepta na zdrowie
Lekarz rzeczowo opisuje wpływ konfliktów na zdrowie ciała, w tym bólów kregosłupa. Dotarcie do konfliktu to gwarancja ozdrowienia też tak uważam. Pomaga w tym również metoda Silwy, afirmacje wbrew złemu samopoczuciu, a nawet mówienie do swoich części ciała:)) Co wydaje sie głupie ale na mnie to działa! Pozdrowienia.

avatar
Vertico IP: 87.206.141.**

Marcin: Interesuje mnie ta kwestia, bo nie wiem , czy np. dopadające mnie sztywnienie karku, uczucie ciężaru w głowie i ogólne lekkie otępienie trwające z reguły dłuższy czas (nawet kilka godzin) jest czymś odmiennym w stosunku do tego co dzieje się z innymi ludźmi odczuwającymi jakieś somatyczne objawy, czy też jest to zupełnie normalne w nerwicy.


A ja myślałem, że sobie to sam wymysliłem, że jest to tak niewiarygodne, że niemozliwe. Sztywnienie karku i ciężar glowy tak, że ma się wrażenie że zaraz opadnie, otępienie i poczucie nierealnosci otoczenia. :))) Ale ze mnie egocentryk, co?

To jeszcze jedno mnie ciekawi - pulsowanie w klatce piersiowej (nie serca - zupelnie niezależne) na wysokości górnej granicy mostka. O co chodzi? Czy jest tam coś co może pulsować? Zwykle trwa to 3-4 sekundy - odczuwam to jak szybkie skurcze i rozkurcze czegoś - no własnie czego?!
Kiedys miałem paranoje, że to serce, ale nie - tetno idzie swoim trybem - sprawdzałem. Ale i tak sie mozna wystraszyć! Głupio mi iść do lekarza i jakoś objawowo temu zapobiegać, bo co mam mu powiedzieć?