avatar
mermaid

Witam,

jestem 44 letnią kobietą ze zdiagnozowanym zespołem Barlowa w wieku 23 lat. Wada według badań kosmetyczna bez leczenia farmakologicznego.
Dolegliwości w postaci przeskakiwania serca pojawiały się sporadycznie przez te lata i trwały od kilku sekund do kilku minut.
Osiem lat temu miałam poważniejszy epizod ( trwał jeden dzień) i przeszedł bezpowrotnie.
W międzyczasie miałam silną nerwicę lekową i brałam antydepresanty z grupy ssri (Zoloft i Nexpram).
Obecnie jestem pięć miesięcy id odstawieniu leku. Przeszłam dosyć mocny zespół odstawienny, w trakcie które bardzo nasiliła się nerwica wegetatywna i agorafobia. Mój kiepski stan odbił się na mojej aktywności fizycznej. Większość dnia spędzałam na kanapie lub w fotelu.
W pewnym momencie powiedziałam dość ! Postanowiłam wziąć się za siebie. Z początkiem stycznia zaczął do mnie przychodzić rehabilitant - dwa razy w tygodniu. Już na pierwszym spotkaniu powiedział, ze mam bardzo pospinane ciało i dużo pracy z nami. Trzy pierwsze spotkania były przeznaczone na pracę z powięziami. Bardzo bolesne doznania, ale po dwóch dniach od zabiegu odczuwana była poprawa w ciele. Ponadto samopoczucie te ż zaczęło się polepszać.
Czwarte spotkanie było bardzo intensywne. Rozpoczęło się od ćwiczeń rąk i nóg, które odwodziłam i przywodziłam pod naporem dłoni rehabilitanta. Potem kolejne ćwiczenia. Na koniec rehabilitant pracował na powięziach (górny odcinek pleców). Dodam, że tego dnia rozpoczęłam rehabilitację niewyspana ( zasnęłam przed godz. 3 rano) o godz. 10 rano. Po rehabilitacji pan powiedział, że będę mieć zakwasy następnego dnia.
Ponieważ byłam zmęczona położyłam się do łóżka wcześniej, około 19.00-ej. Po godz. 20-ej zaczął wzmagać się wiatr - wiał wtedy halny (czwartek, 18 stycznia). Po godz. 22.00-ej z nienacka poczułam mocne szarpnięcie serca w klatce piersiowej - uczucie jakby się przekręciło. Potem serce zaczęło mi przeskakiwać a tętno było przerywane. Pomyślałam, że to halny tak podziałał na moje serce i że po paru chlupnięcia przejdzie. Wzięłam w międzyczasie magnez rozpuszczalny.
Mijały godziny a serce nadal przeskakiwało. Zasnęłam około godz. 2.00-ej rano. Następnego dnia serce słabiej szarpało, ale nadal tętno było przerywane. Moje samopoczucie się pogorszyło. Wieczorem, gdy bulgotanie nie mijało skontaktowałam się z kuzynem kardiologiem z innego miasta i zapytałam co mam robić w zaistniałej sytuacji. Powiedział, że powinnam mieć ekg, by przekonać się jakiego typu są to dodatkowe skurcze (nadkomorowe czy komorowe). Postanowiłam następnego dnia zrobić ekg. Po przebudzeniu w sobotę serduszko nadal przeskakiwało, ciśnienie i tętno były obniżone. W południe przyjechało pogotowie. Przed badaniem, na tle emocjonalnym podniosło mi się ciśnienie - 110/70 i tętno, które o dziwo się wyrównało. Zrobiono dwa zapisy ekg - pierwszy bez dodatkowych skurczy, drugi z pojedynczymi skurczami komorowymi. Lekarz powiedział, że nie jest tak źle, że wada zastawki czasami daje takie objawy. Podał propranolol 40 mg i żadnych innych zaleceń.
Po wyjściu pogotowia serducho ponownie zaczęło przeskakiwać. Po ponownym kontakcie z kuzynem usłyszałam, że powinnam wykonać holtera po niedzieli, by wychwycić zaburzenia rytmu serca. Najbliższy termin był we wtorek. Niedziela upłynęła na całodobowym potykaniu się serca. W poniedziałek to samo. Coraz bardziej czułam wewnętrzne napięcie. Trzy dni nieustannego bulgotania serca. We wtorek rano obudziłam się bez potykania się serca. Mijały godziny i nic. Skontaktowałam się z pracownią ekg. Powiedzieli, że nie ma co robić holtera, gdy serce spokojne. Dzisiaj jest czwartek i serce nadal równo bije.
W międzyczasie moja kardiolog powiedziała, że nie mam co się przejmować tym 4,5 dniowym epizodem, bo serce mam w porządku. Mówiła, że to nerwica zlokalizowała się w sercu. Ja pomimo jej zapewnień jestem niespokojna. Miałam okresy bardzo dużego napięcia nerwowego, różne objawy somatyczne, w tym krótkie epizody tachykardii, ale nie kilkudniowe epizody arytmii. Po raz pierwszy czegoś takiego doświadczyłam.
Czy ktoś z Państwa na forum doświadczył
podobnych dolegliwości? Co mogło być źródłem tak długiego potykania się serca?

Pozdrawiam serdecznie
Monika

Odpowiedzi znajdują się poniżej

avatar
kormoran IP: 127.0.0.**

Tak ja miałem to samo w Kwietniu zeszłego roku. Kilka dni strasznej jazdy serca. Od tego czasu niestety arytmia towarzyszy mi każdego dnia. Bywa różnie... są dni bardzo spokojne ale i takie które odbierają chęci. U mnie również wzięło się to najpewniej z nerwów i kiedy się zestresuję to arytmia mocno się nasila. U mnie dodatkowo po wysiłku się budzi głównie po takim siłowym. Mam komorowe a ilość? bardzo różna. Tamte kwietniowe jazdy niby mam złapane na holterze ale poza tym ,że budzi ten wynik we mnie wielki strach to nic z tego nie wynika bo to był holter robiony prywatnie i nikt go nie chce potraktować poważnie ;-/ Polska i jej absurdy. Również leczę się psychiatrycznie bo inaczej chyba od tych skurczy już bym się powiesił aby mieć w końcu od tego spokój :( Pani oczywiście życzę aby to był tylko pojedynczy epizod ta arytmia.

avatar
mermaid

Witaj Kormoranie,

dziękuję serdecznie, że przeczytałeś mój przydługi wywód i na niego odpowiedziałeś 🙂.
Nie napisałeś co lekarze sadzą o Twojej arytmii i jaki podali powód jej wystąpienia.
Dzisiaj jest sobota i jak do tej pory serce spokojne. Jednak niepokój przed powtórką został zasilany w moim umyśle, niestety.
Czy masz może zespół Barlowa tak jak ja? Jest to wypadanie płatka zastawki mitralnej, które podobno lubi manifestiwać się arytmią.
Mam nadzieję, że Twoje serce uspokoi się i arytmia odejdzie w niepamięć.

Życzę spokoju i pozdrawiam
Monika

avatar
kormoran IP: 127.0.0.**

Rodzinny uważa ,że moja arytmia jest silna i groźna ale on nic nie może mi pomóc tylko przepisywać blokery które i tak nie działają. To on mi zrobił holtera którego wynik jest bardzo zły. Niestety kardiolog ma to w nosie i bagatelizuje. Kolejne holtery miałem u kardiologa i były dużo lepsze chociaż pary też występowały więc niezbyt fajnie. Dlatego ,że te jego holtery były w miarę ok to bagatelizuje tylko ,że w tym czasie miałem spokojne dni więc się nie dziwię dobrym wynikom. Gdy mam atak trwający nawet 2 dni silnych skurczy to nie mam szansy na załapanie się na holter nawet prywatnie. U mnie w mieście jest tylko jeden kardiolog i najszybciej można się zapisać na holter tydzień przed więc te kilka razy tak wypadało ,że po tygodniu to już serce się uspokajało i kasa w błoto... u rodzinnego mógłbym zrobić w każdej chwili ale jaki w tym sens? tez kasa w błoto i tylko dodatkowe nerwy jeśli znowu byłby zły wynik bo kardiolog i tak by to olał :( zespołu Barlowa chyba nie mam ale kto wie co ja mam. Echo miałem tylko raz robione i niby było ok. Teraz czekam na tomografie serca i pewnie coś więcej się po tym dowiem ale wiadomo miesiace czekania na to badanie...

Twoja odpowiedź