avatar
Bet

KRUK,
ja miałam kłopoty ze snem. budziłam się co dwie trzy godziny, ale przyczyna była konieczność spania na plecach. Było mi gorąco w plecy, głowę, bolało mnie wszystko od jednej pozycji. Wszyscy spali, a ja siedziałam w ciemnym pokoju. Jednocześnie byłam słaba i spałam w ciągu dnia. Jednak jak zasnęłam, to sen był głęboki.
Spokojnie, wszystko będzie wracało do normy. Może nie włączaj kompa, nie zapalaj światła, nie czytaj niczego gdy się budzisz, a próbuj leżeć i zasnąć. Może organizm się dostosuje ????? Ja tak robiłam aż wygrałam :) Tego Ci życzę.
Marek, oczywiście wszystkich informacji Ci udzielę, nawet wolę prywatnie. ale przyznam, że z różnych względów nie chciałabym podawać tu swoich prywatnych namiarów. Podaj mi do siebie maila, gg, tlen, skype, facebooka, nk.... (wybór należy do Ciebie :) ) Odezwę się.
Pozdrawiam wszystkich

Odpowiedzi znajdują się poniżej

avatar
KRUK75 IP: 83.22.44.**

Bet u mnie to nie było ratowanie życia i ponowne otwieranie. Po prostu po plastyce pojawiły się wycieki które trudno było zdiagnozować i uszczelnić. Ja chyba nawet sali operacyjnej przez ten czas nie opuszczałem, bo jakieś zabiegi podobno przeze mnie zastały przesunięte.
Szczęśliwa ja wybrałem Repty koło Tarnowskich Gór.
Marek mój tętniak nie był zdiagnozowany przed zabiegiem, tylko w trakcie okazało się ze go mam, a na wypisie nie widzę nigdzie jego wymiarów.

avatar
Bet

Kruk,
tym bardziej gratuluję szczęścia, że możemy teraz do siebie pisać. Dzielnie trwaj w rehabilitacji i przestrzegaj zaleceń i będzie dobrze. Siły w miarę szybko powracają, ale pamiętaj, że miękkie tkanki, płuca, mostek potrzebują znacznie więcej czasu. Nie bez kozery możemy po takich zabiegach otrzymać pół roku zwolnienia albo więcej. Powodzenia !!!!!!!!!!!!!!

avatar
Noni IP: 212.244.70.**

Witam
Kruku, dołączam się z gratulacjami. Cieszę się, że już jesteś w domku. Co do snu to jak leżałam na R-ce to tam długo paliły się w nocy światła, huczały i piszczały aparatury, więc nie spało mi się dobrze. Potem już na zwykłej salce było lepiej. Kobitki spały nawet w dzień i ja też, bo miałam wręcz jakieś osłabienie może związane z niskim ciśnieniem. W domu bywa różnie czasem śpię super a czasem mam jakieś nerwicowe wybudzenia. Czasem się martwię czy jestem całkiem zdrowa i nie chodzi tylko o serce. Ale ja w przeciwieństwie do Bet ;) po wybudzeniu biorę się za czytanie. Pozwala mi ono zapomnieć o bezsenności, nie nakręcam się, tylko odpływam w inny świat. I po jakimś czasie odpływam również w sen. Ale też piję melisę. Zaparzam wieczorem i zaczynam pić a dopijam w nocy po wybudzeniu. Problem ze snem może być spowodowany tym że nie możemy spać w takiej pozycji jak lubimy. Po pierwsze nakaz spania na plecach. Po drugie człowiek jest obolały. Ja dlatego próbuję już od dłuższego czasu przynajmniej zasypiać na boku, czasem niepełnym, a potem już dosypiam na plecach. Myślę, że wypracujesz jakąś metodę dla siebie. Bet, pisałaś coś o tym, że po operacji nikogo nie dziwi, że długo dochodzimy do siebie i mamy dłuższe zwolnienie. Ja jakoś mam wciąż dylemat i poczucie winy że tyle jestem na zwolnieniu. W zusie lekarka wspominała mi o urlopie na poratowanie zdrowia. I tu też mam skrupuły. Może dlatego, że pracuję już ponad 20 lat i nigdy tak długo nie byłam na zwolnieniu? A co tak w ogóle, to jaką formułkę macie na takim skierowaniu do sanatorium? Czy operacja już uprawnia do leczenia w sanatorium czy trzeba wykazać jakieś problemy ze zdrowiem?

avatar
Bet

Noni :)
tka operacja upoważnia do sanatorium. Lekarze wypisują skierowanie od razu po operacji. Wychodząc ze szpitala bardzo często pacjent posiada je razem z wypisem. W moim przypadku też tak było.
Noni, jak byłam na zwolnieniu po zabiegu, wówczas mogłam sobie pozwolić na czytanie, siedzenie w necie czy inne rzeczy, ale dzisiaj, kiedy muszę wcześnie wstawać, mam odpowiedzialną pracę - nie mogę sobie na to pozwolić: nie dość, że miałabym być niewyspanie, to jeszcze zmęczona przesiadywaniem przy tych czy innych czynnościach. Po zabiegu również tak robiłam jak Wy, ale starłam się mimo wszystko powrócić do normalnego trybu życia aby nie przesypiać w dzień. Na dłuższą metę uznawałam takie dzienne leżakowanie za marnowanie życia. Noc jest od spania. Zatem po tych wszystkich lampach, brzęczeniach szpitalnych chciałam wrócić do normy.
Nie wspominałam o zwolnieniu lekarskim jako o naciąganiu lekarzy na jego wypisywanie i niechodzeniu do pracy. Skrupuły również posiadałam.Miałam na myśli, ze należy nam się prawie *ustawowo* tak długi czas rehabilitacji. ZUS wzywa na kontrolę powyżej 3 tygodni ale sami się boją nas pokrojonych. Szybko wypuszczają prawie kajając się, że zostajemy przez nich wzywani. Przepisy ....... :(
Ja nie myślałam aby iść na urlop na poratowanie zdrowia, wręcz obawiałabym się o pracę i uznałam, że im dłużej będę się cackała o siebie, tym bardziej uznam siebie za inwalidkę.
Wróciłam do pracy, mam już dosyć, czekam na urlop :) Potem będzie tylko lepiej :)
Pozdrwiam :)

avatar
Bet

Marek:) Do dwóch razy sztuka. Trzeci raz to już arcydzieło :)
Wysłałam do Ciebie maila (nawet dwa)
Bet

avatar
Noni IP: 212.244.70.**

Witam :)

Bet, dziękuje za Twoją wypowiedź. Mamy podobne nastawienie jeśli chodzi o stan swoje zdrowia=samopoczucia. To co ostatnio przeszłam pokazało mi, że ogromnym ciężarem było dla mnie podczas choroby uzależnienie od innych, od ich pomocy. Zawsze samodzielna i niezależna, teraz zdana na innych. Dlatego po wyjściu ze szpitala chciałam powrócić do normalności. Zapomnieć o zyciu szpitalnym, jakoś o chorobie. Byłam jednak w złym stanie i rodzina otoczyła mnie taką opieką, że poczułam dyskomfort. Miałam ogromny z tego powodu stres. Zauważyłam, będąc tą otrzymującą pomoc, że sztuką jest tę pomoc dawać. Niestety, osoby bliskie, pod wpływem emocji nie potrafią się wczuć w stan chorego. Taka pomoc była dla mnie ciężarem. :( Przykładowo, wyręczanie mnie we wszystkim, nie słuchanie, że czegoś sobie nie życzę i ciągłe podkreślanie że ze mną jest źle /jedz to, jedz tamto, ruszaj się, połóż się tak a tak, ale przeszłaś, ale wyzdrowiejesz/. Nie czułam spokoju, tylko właśnie niepokój. Pisząc to mam poczucie winy, że jestem niewdzięczna, ale tak to czułam. Dyskomfort musiałam znosić, bo fundował mi go mój rodzic. Natomiast małżonek dopasował się wspaniale do moich potrzeb. Wspiera do tej pory. Pociesza ale i pogania. Wysłuchuje kiedy potrzeba ale i ukróca smęcenie. Dzięki mu za to! :) Opisuję tu moje rozterki, żeby wyjaśnić mój stan ducha. Normalnie wróciłabym do pracy, ale nie czuję się zdrowa. Właśnie boję się, że brakłoby mi sił by sprawnie wykonywać obowiązki. I tu dylemat. Może urlop zdrowotny byłby luksusem a może koniecznością by dojść do zdrowia i równowagi? Mam trudność z decyzją bo nigdy nie chorowałam tak długo, a często w czasie choroby wlekłam się do pracy by nie zawieść. Nie jestem pracoholikiem, wręcz czasem ciężko mi w pracy wytrzymać, ale przewrotnie boje się czy potrafiłabym bez pracy wytrzymać na tym długim urlopie zdrowotnym? Eh!

avatar
Bet

:)
niestety wybory sprawiają człowiekowi wiele dylematów. Nie są łatwe. Każda decyzja niesie za sobą konsekwencje. Pytanie: czy dobre dla nas????
Powodzenia w decyzjach, musi być tylko lepiej. !Z podkreśleniem na *musi :)
Bet

avatar
OIGEN IP: 178.36.30.**

LUCYNAK , jesteś bardzo nie poważna.Grozi Ci pęknięcie i cicha śmierć.
Idż na operację .PRZEŻYJESZ.

Pozdrowienia

avatar
KRUK75 IP: 83.22.82.**

Spanie już się unormowało, przysypiam 6godz w nocy i robię sobie dwie drzemki w ciągu dnia. W nocy tylko strasznie się pocę, i wolę o 4 rano wyjść z łóżka i oglądać telewizje niż leżeć w takim wilgotnym.

avatar
cioteczka

Powiedzcie mi moi drodzy , co z wizytą u dentysty.Ja mam 1 martwy ząb z krzywym niedoczyszczonym kanałem mam go wyrwać.Rozumiem.Moja kardiolog mi tak powiedziała.Ale nie wiem co by powiedział kardiochirurg bo różne opinie tutaj czytałam.A czy wy mieliście taki przypadek ,czy musieliście wyrwać martwe zęby? Wiem zdrowie ważniejsze niż 1 ząb ,ale ciekawa jestem waszych przypadków.

avatar
Bet

KRUK :)
wiem o czym mówisz :)
To słabość organizmu i konieczność spania na plecach. Jeszcze trochę i będzie lepiej :) Powodzenia.
CIOTECZKA
kardiochirurg Ci powiem (moi tak mówili) - nie może być stanu zapalnego. Stomatolog powie (moi tak mówili) - co na to kardiochirurg?
Jeden z mądrych powiedział mi, że pomimo, że w moim zakrzywionym kanale zęba, który był martwy nie ma stanu zapalnego, więc zdrowemu człowiekowi to nie grozi, natomiast idąc zgodnie z nauką akademicką, podręcznikową - niedoleczony kanał, a więc nie wypełniony do końca może w każdej chwili *uaktysnić* powstawanie w tej wolnej przestrzeni baterii, które są bardzo szkodliwe dla serca.
Ten sam mądry stomatolog spróbował mi jeszcze raz wejść w kanały, oczyścił je na nowo, choć trwało to chyba przez dziesięć wizyt, bo dawno miałam zęba zatruwanego i wszystko już mocno twarde było. Lekarz miał problemy, ale dał radę i chwała Jemu za to, bo tym sposobem mam pewność, że nie zaszkodzi nic mojemu sercu z powodu tego głupiego kanału a jednocześnie mam zęba. Teraz jak bym miała go stracić - nie mogłabym zrobić nic fajnego w jego zastępstwie, bo rozrzedzona krew i różne z tym problemy. Więc jeżeli możesz coś z tym zrobić przed operacją - to działaj. Albo lecz albo usuń i jeszcze przed rozrzedzeniami wstaw sobie implant ( o ile ten też będzie bezpieczny później) Powodzenia w działaniach.
Bet

avatar
cioteczka

Dziękuję Tobie bardzo Bet . Też tak myślałam.Moja kardiolożka mi mówi porządek zrobić .Wiesz ja ten ząb cały czas czuję nie boli ale wiem że jest.Ciekawe co na to mój dentysta .Znając ją będzie chciała leczyć. A potem bez skrupułów wyrwie i powie że uratowany był na 3 miesiące .A to dużo.Fachowiec dobry ale jak cos palnie to.... Ten ząb mi robiła inna bo moja dentystka była na chorobowym .Żałuję że poszłam gdzie indziej .pzdr.

avatar
arturr0

Witam

Po 4 latach od ostatniego dodanego przeze mnie tutaj postu i 4 lat od zabiegu chcialem cos dodac od siebie ...
Przypomne tylko w skrocie ze wtedy jako 28 latek zostalem w trybie pilnym zakwalifikowany do operacji wymiany zastawki aortalnej.
Frakcja 19 % pojawiały sie konsultacje wsrod lekarzy czy serce nie bedzie do przeszczepu w sumie poniekąd sam sobie jestem winny bo wiedzialem od pewnego czasu ze cos jest nie tak ,nie potrafilem juz wejsc na 2 pietro wszysko przed wszyskimi ukrywałem myslac ze cos sie poprawi , Do tego praca po 10h dziennie i jeszcze siłownia jak był czas.

Niestety pewnego dnia nastapił przełom i zdecydowałem sie isc do kardiologa powiedziec ze cos jest nie tak po tym jak juz coraz czesciej kreciło mi sie w głowie a noca musialem spac na siedziaco tak sie dusiłem... (Kazdy pewnie juz wie dlaczego... ) z prywatnego gabinetu w sobotni dzien zostalem wysłany na ostry dyzur do szpitala a z tamtad do SCCHS gdzie stwierdzono stan zagrazajacy zyciu po tygodniu juz mialem operacje :)

Dzis 4 lata po zabiegu wszczepienia sztucznej zastawki aortalnej typu ONX 23 :) jestem od pukać jak nowo narodzony nie ma rzeczy której bym nie robił. Siłownia sport bieganie frakcja wrociła do 45 % Do pracy 5 km chodze na nogach albo rowerem dla lepszego samopoczucia :)
Dlatego rowniez jak wielu tu forumowiczów chciałem Wszystkich obawiajacych sie o swoja przyszłosc po zabiegu uspokoic aby nie dramatyzowali bo naprawde nie ma sie czego obawiac.

Pozdrawiam wszystkich

avatar
cioteczka

Hej , nasuwa mi się kolejne pytanie.Mianowicie ,po jakim czasie od operacji wróciliście do pracy. Czy może na rencie jesteście.I jeżeli to nie tajemnica macie pracę ciężką czy raczej lekką.No ja niestety ciężką i dlatego od miesiąca jestem na zwolnieniu i czekam sobie na zabieg.Pracuję w jednym z najczęściej reklamowanych marketów*dyskontów* :)