avatar
zrozpaczona IP: 178.42.16.**

Dziękuję wszystkim za słowa otuchy. mój mąż na echo serca ma 70-75 mm Hg. nie ma żadnych objawów dodatkowych. serce w normie niepowiekszone. nie ma żadnych objawów tej choroby. miał teraz dodatkowo robionego holtera wyniki w normie. kardiolog powiedział że narazie nie kwalifikuje się do operacji. 27 marca mamy wizyte u doktora Roberta Sobczyńskiego z klinki kardiochirurgii w Krakowie.czytałam opinie na temat tego lekarza jak i samej klinki. strasznie się boję tej wizyty. kardiolog powiedział ze operacja to kwestia 2 może 3 lat :( jestem przerażona :( i starsznie się boję.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

avatar
Ewa33zToF IP: 83.145.149.**

Natalio90: *Męczę sie jak każdy z wada serca... nawet na 4 piętro wejdę bez zatrzymania... z zadyszką ale nie muszę się zatrzymywać*

No, kochana, to Ty jakiś cyborg jesteś! Każdy zdrowy się zmęczy po wejściu na 4 piętro bez przystanku. Ja wchodzę na półtora piętra bez odpoczynku, maksymalnie na drugie. Zadyszkę mam przy tym jak staruszka. Kardiolog każe mi się oszczędzać, nie wspinać się bez odpoczynku...Według lekarki z Anina jestem w i tak dobrej kondycji...

Miałam 3 operacje serca, przy czym pierwsza i trzecia operacja były z dostępu śródpiersiowego, czyli z rozcięciem mostka.
Pierwsze godziny po obudzeniu się po tych operacjach były okropne, nie ukrywam. Wyjmowanie rury intubacyjnej i cewnika nie jest przyjemne, ale znośne. Bolesne jest za to wyjmowanie drenów z brzucha, ale to trwa bardzo krótko.
Nie pamiętam, żebym te pierwsze godziny po wybudzeniu się po trzeciej operacji ( tak jak druga była w Instytucie Kardiologii w Warszawie-Aninie) zniosła bezboleśnie, ale chyba tak tragicznie nie było, bo nie prosiłam o leki przeciwbólowe. Najgorsza była utrata smaku i to, że na sali pooperacyjnej nie wolno mi było pić..A strasznie mi się chciało.

Mostek boli, zwłaszcza przy kaszlu, ale to trwa kilka tygodni.
Jeśli nie ma powikłań, to szybko Cię uwalniają ze wszystkich rurek i kilka dni po operacji wypuszczają do domu, oczywiście z dalszymi zaleceniami.

avatar
Naataliaa90

Hehe nie no cyborg nie cyborg :P tak tylko powiedziałam... bo u lekarza zawsze mi sie pyta czy daje rade wejsc na 2 pietro... to ja mowie ze i na 4 wejde bez zatrzymywania... wiec nie wiem czy to ma jakis zwiazek z tym czy daje rade wejsc czy nie...ale skoro tak to chyba jeszcze nie jest tak zle ( pocieszam sie) bo głównie to chodzi mi o tą ciążę czy mogła bym zajść przed operacją i czy bym ją donosiła... ale w poniedziałek idę do kolejnego kardiologa wiec wypytam się już konkretnie o tą ciąże...

Ewa33TOF : 3 operacje ? to Ty prawdziwa weteranka jestes :D podziwiam :) ale jak to się mówi *jak trzeba to trzeba - nie ma że boli.. * :P

avatar
Ewa33zToF IP: 83.145.149.**

Natalio, 3 operacje przy wadzie złożonej to nic nadzwyczajnego, ale jeśli konieczne są kolejne, to gorzej, bo każda następna to większe ryzyko niż poprzednia. Mnie też czeka kiedyś ta czwarta, i osobiście chciałabym ja mieć jak najszybciej, właśnie dlatego, że się tak szybko męczę (ale niestety, korekcję wady miałam w późnym wieku, i pewnych rzeczy nie można już odwrócić),lecz lekarze będą ją przeciągać, jak tylko się da.
Zastawka biologiczna działa kilkanaście lat, może dłużej, więc nie warto się bać kolejnej operacji, bo do tego czasu pewnie standardem będą wymiany przezskórne, bez otwierania klatki, albo małoinwazyjne.

avatar
Adi75 IP: 172.20.254.**

W maju mam mieć robioną plastykę zastawki aortalnej bądź wymianę. Dokładny termin zostanie mi podany na początku maja. Teraz dostałem tylko wytyczne że mam się zaszczepić przeciw WZW i zrobić wymaz z gardła i nosa na obecność gronkowca. Na wcześniejszych stronach wyczytałem że ludzie musieli mieć też zaświadczenia od stomatologa a mnie nikt nie kazał tego robić. Więc jak to z tym jest?

avatar
Ewa33zToF IP: 83.145.149.**

Każdy szpital ma swoje zalecenia co do badan przed operacją. Na pewno trzeba mieć wyleczone wszystkie zęby, by nie było stanu zapalnego w okresie pooperacyjnym. Nawet, jeśli szpital nie wymaga takiego zaświadczenia, warto pójść do stomatologa, by sprawdził, czy któryś ząb wymaga leczenia.

avatar
zrozpaczona IP: 83.24.196.**

Jesteśy po konsultacji w krakowie. mój mąż został zakwalifikowany do operacji wymiany zastawki. operacja w maju :( strasznie się o niego boję :(

avatar
Bet

ZROZPACZONA,
dobrze Ciebie rozumiem. Jeśli mogę coś Ci poradzić - nie denerwuj się tak bardzo. Oczywiście stres towarzyszy, to jest zrozumiałe. Wierz mi, strasznie, się bałam operacji. Nie wierzyłam w powodzenie, przeczuwałam różne powikłania i problemy. Dzisiaj miałabym zupełnie inne podejście jeśli stanęłabym ponownie przed tego rodzaju dylematem.
Jest to poważna operacja, obciążająca. Jednak każda najmniejsza ingerencja w organizm ludzki niesie za sobą ryzyko. Podejdź z mężem do tego stanu w miarę najspokojniej jak potraficie. Nerwy nie pomogą w niczym, a mogą rozchwiać organizm, co nie jest korzystne w późniejszej rehabilitacji.
Głowa do góry :) Dużo dobrej nadziei i uśmiechu życzę. Bet

avatar
Skb IP: 89.64.208.**

Hejo wszystkim :)

Mam mały dylemat, mianowicie niedługo czeka mnie komisja lekarska odnośnie przedłużenia zaświadczenia o stopniu niepełnosprawności. Jako że kompletnie nie orientuję się kryteriami, jakimi kierują się lekarze na tego typu komisjach, chciałem spytać Was, może macie większą wiedzę na ten temat.

Przechodząc do sedna... Jak pamiętacie lub może nie, od ponad roku jestem szczęśliwym posiadaczem zastawki biologicznej. Gdy podarowano mi ten prezent, wróciłem do swojego największego hobby, a więc uprawiania sportów, a głównie pływania. I tu właśnie rodzi się problem - boję się, że gdy lekarz zobaczy mnie podczas badania, natychmiast wyda decyzję odmowną odnośnie jakiegokolwiek stopnia... a może się mylę? Zależy mi na otrzymaniu tego, co miałem do tej pory, a więc stopnia umiarkowanego, jaki dostałem jeszcze na dwa lata przed operacją. Mimo wszystko, daje to bowiem spore przywileje. Do głowy przychodziły mi nawet głupie myśli typu *żeby się zapuścić i zaniedbać, bo do czasu komisji jeszcze dwa miesiące*.

Proszę Was o jakieś opinie? Czy istnieją w ogóle jakieś kryteria, którymi kierują się na tego typu komisjach, czy jest to po prostu rzecz subiektywna?

avatar
Ewa33zToF IP: 83.145.149.**

Nie zapuszczaj się, SKB... :-) Komisję trudno wyczuć. Mnie na ostatniej lekarz powiadomił, że nie mam co liczyć na stopień umiarkowany, bo od ostatniej operacji minęło wiele lat, nie ma pogorszenia itp. A ostatecznie dostałam stopień umiarkowany, na stałe, a do tego uprawnienia do wyrobienia karty parkingowej, o czym nawet nie marzyłam.

Na pewno lekarz Cię spyta, jak się czujesz po operacji, czy się męczysz, czy możesz pracować. Od siebie możesz dodać, czy kiedyś będziesz potrzebował kolejnej operacji (trzeba wyraźnie powiedzieć, że biologiczna zastawka wymaga wymiany po iluś latach, więc Twoje leczenie nie jest więc ukończone, że wymagasz nadal systematycznej kontroli), jak Twój stan ocenia Twój kardiolog, czy wymagasz leków na stałe. Nie musisz się chwalić od razu uprawianiem sportu;-)

avatar
Skb IP: 89.64.208.**

No tak, tylko jeśli dobrze pamiętam, to oni na tej komisji badają stetoskopem, a jak ściągnę koszulkę to jednak to widać...

Pomijając już to, że siedzą tam zazwyczaj *konowały*, nikogo nie obrażając.

avatar
Ewa33zToF IP: 83.145.149.**

Co widać? Bliznę? I czego to dowód? Że miałeś operację, więc teraz jesteś super zdrowy, a więc nie potrzebujesz orzeczenia o niepełnosprawności ;-) Taki jest tok myślenia lekarzy na komisjach. Trzeba im więc uświadomić, że tak nie jest, że na tej operacji raczej się nie skończy, że musisz nadal na siebie uważać itp.

avatar
Skb IP: 89.64.208.**

Widać, że ćwiczę. Dlatego myślałem, aby przez te dwa miesiące zadbać o to, by nie było tego tak widać :)

avatar
zrozpaczona IP: 79.185.129.**

SKB

czy możesz mi napisać jak czujesz się z zastawką biologiczną? jak długo dochodziłeś do siebie po operacji? i gdzie mialeś operację? mój mąż w maju ma operację w krakowie. chce też mieć zastawkę biologiczną a nie mechaniczną ze względu na charakter swojej pracy. przy mechanicznej trzeba badać krew i brać leki regularnie a z bioligiczną żyję się normalnie. Napisz proszę jak się czujesz z tą zastawką, czy prowadzisz normalne życie?

pozdrawiam

avatar
Skb IP: 89.64.208.**

@Zrozpaczona

Jak najbardziej rozumiem, co czujecie, bo miałem dokładnie to samo... 20 lat na karku i operacja serca, to brzmiało jak wyrok. Było zresztą wyrokiem, bo przez pewien czas, nikt nie dawał mi nawet szans na pozytywne zakończenie operacji, tak było kiepsko. A gdy już znałem termin operacji, nawet nie wyobrażałem sobie, że po niej istnieje jeszcze jakieś życie...

Operacje miałem również w Krk, a operował mnie prof. Sadowski. W ogóle uważałem to za nieosiągalne, ale wystarczyła prywatna wizyta u Pana Profesora oraz bezpośrednie zapytanie czy zgodziłby się ją przeprowadzić (nie, nic dodatkowo nie płaciłem, prócz opłaty za wizytę). I jestem chyba wiecznym dłużnikiem tego człowieka, bo gdyby nie on, mogłoby mnie tu już nie być (miałem jak się później okazało jeszcze dodatkowo zapalenie wsierdzia, więc wszystko musiało być dokładnie wyczyszczone + miesięczna kuracja antybiotykowa).

Do operacji podchodziłem może nieco inaczej niż Wy, bo po tym co usłyszałem wcześniej, była ona dla mnie szansą a nie wyrokiem. Do ostatnich chwil żartowałem więc z paniami pielęgniarkami. Następne, co pamiętam, to już moment przebudzenia. Dokładnie wiedziałem jak się zachowywać, bo przed operacją wnikliwie nas na ten temat pouczono. Dodatkowo, zarówno rodzina jak i sam pacjent, mogą liczyć w Krk na opiekę psychologa.

Nie powiem, że był to moment przyjemny, bo nie był i na to musi się mąż przygotować. Przez pierwsze dni bolało mnie wszystko, przy każdym najmniejszym nawet ruchu - kwestia drutowanego mostka oraz :odłączonych* na czas operacji płuc - dlatego ciągle nam powtarzano jak ważne jest po operacji dmuchanie w butelkę, aby płuca powróciły do dawnej formy. Ale jeśli już wytrzyma się pierwsze dni, później jest tylko z górki. Momentem przełomowym jest wyciągnięcie drenów, kiedy można stanąć na własne nogi i odbyć pierwszy spacer po korytarzu - u mnie było to na drugi dzień po operacji. Jedynym mankamentem, który będzie później przeszkadzał to ten nieszczęsny mostek i co utkwiło mi głównie w pamięci i bardzo mi przeszkadzało - prawie miesięczne spanie na plecach. Ale opieka w krakowskim szpitalu stoi na naprawdę bardzo wysokim poziomie. Pielęgniarki i rehabilitanci są praktycznie na każde zawołanie i z pomocą służą choremu. Troszkę czułem się tam nawet przy nich, jak małe dziecko, tak koło nas latali... :)

Po ośmiu dniach wyszedłem ze szpitala, a po tygodniowym pobycie w domu i odwiedzinach wszystkich prawie członków rodziny, udałem się na trzytygodniowy pobyt do sanatorium. Warto tutaj nadmienić, że przed operacją prowadziłem bardzo aktywny tryb życia, więc już w sanatorium próbowałem powoli do tego wrócić, mimo zakazów lekarzy... :)) Ale jednak wizyta w sanatorium bardzo pomogła, bo pracujący tam specjaliści doskonale wiedzieli, jak najszybciej przywrócić chorego do dawnej sprawności.

Po wyjściu z sanatorium i trzech miesiącach po operacji nadeszła pierwsza wizyta kontrolna u kardiochirurga. I wtedy tez usłyszałem słowa, na których najbardziej mi zależało - może Pan znowu uprawiać sport, praktycznie bez żadnych ograniczeń. Wtedy też zaczął się mój żmudny, ale jakże przyjemny powrót do dawnej formy. Dziś, ponad rok po operacji, prócz blizny nic nie przypomina mi, że w ogóle miała ona miejsce. Jestem w pełni sprawnym fizycznie facetem, dużo sprawniejszym nawet od większości nawet całkiem zdrowych, bo naprawdę lubię o siebie dbać. Gdy komuś mówię, co przeszedłem, w ogóle nie chcą uwierzyć, póki nie pokażę blizny. A szpital - też jest to obiektem fali śmiechu, gdy o tym mówię - ale wspominam go bardzo bardzo miło... Także głowa do góry, bo teraz wydaje się to ciężkie i nie do przejścia, ale od momentu operacji będzie już tylko z górki! :)