avatar
Nieobecny IP: 46.76.174.**

Nie ma za co Billymarks.
My sercowcy - cykający i niecykający musimy się trzymać razem:)
Może kiedyś zorganizujemy jakieś spotkanie integracyjne?

Odpowiedzi znajdują się poniżej

avatar
billymarks

Sie zobaczy:) Najpierw muszę dojść do pełni zdrowia ;)

avatar
krystynka

Billymarks cieszę się bardzo że wszystko już za Tobą. Teraz tylko czas nabrać sił i brać się za bary z życiem. W niedzielę mam 7 miesięcy po jednej operacji a 18 będzie po następnej. Nabieram sił i wróciłam do pracy. Teraz tylko do przodu. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

avatar
wstanislaw

Witajcie sercowcy!
Pragnę dołączyć do Was. Jestem po 2-ch operacjach serca. W marcu 2006r miałem by-pasy,a w lipcu 2010r wymianę zastawki aortalnej. Mam poza sobą operację torbieli nerki, oraz usuwanie polipów jelita grubego. Mam ukończone 76 lat.Pisząc te informacje pragnę wszystkich tym sposobem pocieszyć i podtrzymać na duchu, by nie zamartwiać się,lecz cieszyć się kolejnym przeżytym dniem mimo różnych dolegliwościom. Jestem gotowy na wymianę wszelkich informacji na tematy zdrowotne, oraz odpowiadać na każde pytanie.
Wszystkich serdecznie pozdrawiam.
Stanisław

avatar
Bet

Billymarks,
dziękuję za umieszczenie mnie w swojej cennej lekturze dla pacjentów oczekujących, ale jest to faktycznie niepotrzebne. Nie po to tu jestem. Jednak jest to miłe! Dziękuję :)
Dla mnie najcenniejsze jest to, że jesteśmy tu wszyscy cierpiący i oczekujący, a następnie cieszący się razem.
Byłam przed operacją w bardzo ciężkim stanie psychicznym i fizycznym. Ty byłeś jednym z ostatnich, którzy naładowali mnie energią. Pamiętałam o tym podczas pobytu w szpitalu, aż do dzisiaj. Jeszce raz dziękuję i życzę CI z całych sił szybkiego powrotu do świetności.
Podkręcałeś mnie do życia jak pedałowałam na rowerku stacjonarnym. Ty również teraz kręć i pędź w to życie ile tylko pary masz w mięśniach :)
Wiesz............. jak czytałam o tym, jak przygotowywany byłeś do operacji, to aż ..........brrrrrrrrrrrrrrr.............. ciarki miałam. Ja połowy tych wszystkich badań nie miałam wykonywanych............. na szczęście !!!!!!!!!!
Każdy szpital ma swoje procedury. Grunt, że żyjemy i wszystko działa w nas prawidłowo :)

Faktycznie wielki zlot cykaczy wywołałby chyba wśród nas radość, a i telewizja miałaby nową tematykę :)
Jakie miasto wybieramy :) ??? :)

Pozdrawiam wszystkich. Bet

avatar
billymarks

Witam WSTANILAW! Miło powitać takiego weterana! Dziękuję BET! Wpisałem Ciebie na listę, bo pomogłaś mi również. Po operacji opisałaś wiele ciekawych kwestii dlatego Ciebie wymieniłem. Nie ma zlituj się trzeba dojść do zdrowia, ostatnio znalazłem ciekawy artykuł napisany przez Dr. nauk. med Bogdana Kowalika odnośnie rehabilitacji po operacjach serca, która jak wiadomo jest bardzo ważna. Kto jest na tym etapie niech zajrzy jak chce:)

avatar
Ewa30zToF IP: 83.145.149.**

Billy, doczytałam fragment o lewatywie przed operacją.. Dzięki Bogu, przed żadną z trzech takich rzeczy nikt mi nie robił.. W podwarszawskim Aninie nie ma takich zwyczajów. Pachwin chyba przed operacją też nie goliłam, tylko przed cewnikowaniami. Każdy pacjent ma trochę inne doświadczenia, wiadomo. Mnie operację przekładali, zarówno w USA, jak i w Warszawie, więc w szpitalu leżałam w sumie kilka dni przed zabiegiem.
Ksiądz w Aninie codziennie odwiedzał wszystkich na sali...4 lata temu, gdy leżałam tam na badaniach, razem z innymi młodymi kobietami po minimum jednej operacji ( w końcu to był oddział wad wrodzonych serca). Jedna z nich czekała dopiero na operację. Powiedziałam księdzu, że ona jeszcze nie jest w naszym klubie wybrańców :-) Ksiądz bardzo się dziwił, że my po takich przejściach jesteśmy...I do tego humor nam bardzo dopisywał. moja lekarka prowadzącą stwierdziła, że nie musi sprawdzać numeru sali, tylko od razu wchodzi tam, skąd słyszy śmiechy :-)

avatar
Bet

BILLIMARKS. artykuł, o którym wspominasz jest jednym z niewielu w Internecie dotyczącym rehabilitacji. Jest to doktor ze Szczecina i według między innymi Jego kierunku sama dochodziłam do zdrowia . Do dzisiaj jeszcze przestrzegam wiele zaleceń.
Gdzie jedziesz na turnus rehabilitacyjny? Otrzymałeś skierowanie?
Życzę Tobie i wszystkim * naszym * wielu wspaniałości.
Bet

avatar
billymarks

Ewa jeden gość pyta się mnie po co ta lewatywa, a ja mu na to żeby nie narobił podczas operacji jak będzie sobie leżał rozluźniony:) Lewatywa była ok. Trwa to może 3 sekundy, a po chwili zaczyna Ci się chcieć załatwić jak nigdy indziej w życiu. Po takiej kuracji czujesz, że jesteś leciutki jak piórko:) Co do golenia to mi golili wszystko oprócz nóg poniżej kolan. Mogłem sam ogolić się w domu, ale to nie jest zalecane, gdyż potrzebna jest specjalna maszynka, aby nie było powikłań z ranami pooperacyjnymi. BET ja jestem już po sanatorium. Byłem w Rabce i bardzo miło wspominam. Ciężki klimat jak dla mnie, bo aż 600 m. npm. dobrze mi zrobił. Rabkę mogę śmiało polecić. Duży park wokoło, wiewiórki skaczące po ludziach, dobre jedzenie, dwie windy w budynku, bardzo miły młody personel pielęgniarski, miłe panie w kuchni, dobrzy lekarze, darmowa tężnia solankowa 50 m od sanatorium, piękne widoki. Mi się podobało:)

avatar
Bet

BILLIMARKS, doczytałam właśnie informacje. Faktycznie opisywałeś rehabilitację. Ja byłam dopiero po miesiącu czasu. Skierowano mnie w okolice miejsca zamieszkania. Ty pojechałeś daleko............... Tu również wystąpiły różnice w naszej rehabilitacji, szczególnie rowerek i pomiary ciśnienia/tętna. Myślę, że wszystko było w granicach normy, bo zaproszenie do kardiologa mam wyznaczone na za dwa lata, więc tykam prawidłowo. U Ciebie przebiega wszystko bez zakłóceń - więc normy Polsko/Europejskie nam zachowano :)
Ciesz się z całych sił i zdrówka ...................
Bet

avatar
nieobecny IP: 77.91.37.**

Witam:)
Spotkanie można zorganizować gdzieś w centrum Polski tak aby każdy miał w miarę blisko.

Odnośnie przebiegu operacji - opiszę jak to u mnie wyglądało.
Operację miałem umówioną na drugi dzień pobytu w klinice zdaję się że na godzinę 8:00.
Wieczorem poprzedzającym operację ogoliłem wskazane przez pielęgniarkę partie ciała (przedramiona, klatkę piersiową i okolice pachwin).
Nie miałem lewatywy. Dostałem zamiast niej jakąś tabletkę. Pani pielęgniarka powiedziała, że to wystarczy. Zażartowała, że jak chcę to oczywiście mogą mi zrobić lewatywę:)
W dniu operacji przyszła do mnie pielęgniarka z fartuszkiem i poleciła się w niego przebrać. Po ubraniu fartuszka (jestem dość wysoki więc wyglądałem zabawnie) i zabraniu reklamówki z ręcznikiem, kapciami, telefonem i butelkami z wodą poszedłem (na własnych nogach) z pielęgniarką do windy i zjechaliśmy na poziom sal operacyjnych.
Tam czekało już na mnie łóżko i sanitariuszki. Polecono mi się rozebrać i położyć na owym łóżku.
Cały czas byłem bez żadnych środków znieczulających i innych medykamentów.
Pamiętam wszystko doskonale. Jechałem na łóżku przez 2 sale aż w końcu trafiłem do sali operacyjnej. Tam poznałem młodą panią, która rozkładała sprzęt do operacji (sztućce:)).
Inna pani podeszła do mnie i zainstalowała mi wenflon oraz aparat do pomiaru ciśnienia. Poinformowała też że zaraz przyjdzie anestezjolog i poda mi narkozę. Prosiła żeby nie panikować w chwili kiedy nałożą mi maskę gdyż nie ma w niej żadnych gazów usypiających tylko tlen. Narkoza zaś zostanie podana z użyciem wenflonu.
Po kilku minutach wszedł dosyć młody anestezjolog i zaczęła się akcja. Maska faktycznie nie była niczym strasznym, poczułem jedynie ciepło rozchodzące się od ręki z wenflonem, zaczęło mi się lekko kręcić w głowie i to wszystko - zasnąłem.
Na drugi dzień obudziłem się na sali pooperacyjnej. Tam zostałem poczęstowany dziwnym kleikiem (fuj:)) a po niedługim czasie przyszedł pan, który stwierdził że będzie mnie stawiał na nogi. Przed tym wszedł doktor który wyciągnął mi dreny (dwie rurki) z brzucha, pielęgniarka wyciągnęła mi sondę do ciśnienia oraz cewnik. Wszystko odbyło się bardzo szybko i sprawnie. Potem przy pomocy pana Andrzeja (sanitariusz z Anina - złoty człowiek) wstałem na własne nogi. Po tym zostałem posadzony na wózku i zawieziony na oddział gdzie przebywałem około 8 dni (z uwagi na utrzymujący się stan podgorączkowy). Pamiętam, że ciężkie było pierwszych kilka nocy gdyż trzeba było spać na plecach i to mnie bardzo męczyło.
Z dnia na dzień jednak robiłem się silniejszy. Po kilku dniach został mi odcięty drucik wystający z brzucha (elektrody w razie sytuacji awaryjnej). Po wypisie wróciłem do domu. Po tygodniu odpoczynku zacząłem się ruszać. Ponieważ mieszkam w wieżowcu raz dziennie schodziłem i wchodziłem sobie na 10 piętro (powoli oczywiście tak abym nie był za bardzo zmęczony). Do tego spacery na świeżym powietrzu.
Po 3 miesiącach wsiadłem na rower i zacząłem się już więcej ruszać.
Operowany byłem w Instytucie Kardiologii w Aninie.
Korzystając z okazji po raz kolejny serdecznie dziękuję Wszystkim, których tam spotkałem. To wspaniali ludzie i prawdziwi specjaliści.
Tak to u mnie wyglądało.
Pozdrawiam Wszystkich! Dużo zdrowia!

avatar
Bet

Super!!!!!!!!!!!!! to jest nas już dwie osoby NIEOBECNY!!!! :=)
Kto dołącza do akcji *I n t e g r a c j a *? Czy jest to możliwe? Jak uważacie?
Może trzeba założyć osobny temat?????
Całuję wszystkie serduszka. Bet

avatar
krystynka

Na rehabilitację pojechałam 3 tygodnie po operacji. Byłam w Reptach. Tam naprawdę postawiono mnie na nogi. Byłam 4 tygodnie bo p. ordynator przedłużyła mój pobyt z powodu wody w opłucnej. Stwierdziła że przepadł mi 1 tydzień więc trzeba to nadrobić. Byłam od 8 maja do 6 czerwca . Pozdrawiam wszystkich.

avatar
Bet

KRYSTYNKA, Ty tak niedawno byłaś operowana porównując do mnie :)
Kiedy szykowałam się do zabiegu myślałam sobie: co ze mną będzie za rok? Czy Boże Narodzenie jest moim ostatnim??? A tu psikus od życia:) Myślę o prezentach i w jaki sposób je spędzić!:):):)
Gdy czytałam zapiski innych osób *po* myślałam sobie: ten to dopiero szczęśliwiec, ma fajnie. Ja z pewnością będę maiła jakiegoś pecha i operacja na przykład uda się, ale pacjent nie przeżyje albo będzie kaleki. Myślałam sobie: jak Ci ludzie mają fajnie, znają swoją przyszłość (w pewnym sensie).
Teraz ja jestem razem z nimi, tymi szczęśliwcami:) Ty dołączasz do nas:) - mam taką nadzieję , że po około 5 miesiącach jesteś już samodzielna, czujesz się z każdym dniem pełnowartościowa, choć z czymś nieswoim w serduszku:)
Bądźmy teraz siłą dla oczekujących.
Wam kochani też się uda i za jakiś czas będziecie stukać w klawiaturkę z uśmiechem do monitora:)***
Bet

avatar
Ewa30zToF IP: 83.145.149.**

NIeobecny, pan Andrzej z Anina to super rehabilitant, nie sanitariusz! ;-) Ja bardzo ciepło wspomina tez pana Janka, salowego, który biegał po wszystkich oddziałach, robiąc chyba sto rzeczy naraz. Gdy mnie na łóżku wieźli na salę na drugą (w Aninie) operację, to pan Janek usłyszał, że jest mi zimno, i przyniósł zaraz drugie prześcieradło, takie zielone. Mnie za bardzo nie chcieli kłuć przed zaśnięciem, wbili tylko jeden wenflon, bo mam słabe żyły i zawsze jest problem z pobraniem krwi, czy wenflonami. Pamiętam, że film mi się urwał sekundę po spotkaniu czarnej maski :-) Na POOP-ie czułam się fatalnie, żałowałam, że się obudziłam. Ale to pewnie dlatego, że 3 miesiące wcześniej ci sami lekarze przecięli mnie w pół (operacja z dostępu z prawej przestrzeni międzyżebrowej). Bardzo chciało mi się pić, ale nie wolno mi było. Podstępnie wypiłam niemal całą wodę z tej butelki z rurką, w która trzeba było dmuchać, by rozprężyć płuca...I dostałam ochrzan :-(
Teraz można sobie to wszystko na luzie wspominać, prawda? Ale przed operacją u większości z nas były strach i panika.
Jestem za spotkaniem, tylko niestety, pogoda w najbliższych tygodniach będzie coraz gorsza. Nie warto narażać się na przeziębienia. ja niestety wszędzie mam daleko, poza może Trójmiastem czy Szczecinem.