avatar
helenka111

Witam,
Od ok.40lat miewam napadowe częstoskurcze nadkomorowe.Kardiolodzy namawiają mnie na poddanie się ablacji.Mam duże opory przed tym zabiegiem.Moje częstoskurcze pojawiają się w nieprzewidywalnych momentach,trwają do 3 godz. ,lecz po ustąpieniu ich czuję się zdrowa.Boję się,że ablacja może więcej popsuć niż naprawić.Czy waszym zdaniem większym ryzykiem jest życie z częstoskurczem ,czy poddanie się ablacji ??
Bardzo proszę o odpowiedź.
Pozdrawiam :Helena :)

avatar
harold IP: 79.163.188.**

jak często masz te często skurcze?

avatar
helenka111

Różnie to bywa.Czasem dzień po dniu ,a czasem raz w miesiącu.Gdy jestem w domu potrafię dość szybko go przerwać,gorzej jest kiedy dorwie mnie np.w mieście lub na imprezie.Gdy częstoskurczy nie mam czuję się zdrowa i szczęśliwa.Chętnie jednak pozbyłabym się tej przypadłości,ale czy ablacja rozwiąże problem z którym nauczyłam się żyć ??

avatar
Schiza77

Pani Helenko, a jak sobie z tymi napadami pani radzi? Pytam, bo mam to samo, od jakiegos czasu, i wykluczyło mnie to z życia kompletnie :( Boje sie wyjsc z domu, nie chodze na zajęcia, do pracy, z moim chlopakiem nie mam ochoty sie widywac, bo juz glupio mi przy nim, sie trząść i trzymać za serce, choc wiem ze on mnie rozumie i chce mi pomoc. Pisze Pani ze juz 40 lat, naprawdę Panią podziwiam, ja mam je o jakis 4 tygodni i ledwo zyje, psychika mi wysiada :( Też robi się Pani wtedy słabo, czarno przed oczami? Też się pani trzesie ze strachu? Bardzo proszę odpowiedż, bo z dnia na dzien coraz bardziej się boję ...

avatar
helenka111

Przez tyle lat zdążyłam się już do nich przyzwyczaić,chociaż nie mogłam cieszyć się pełnią życia.Urodziłam trzy zdrowe dziewczynki (jedno cesarskie cięcie z powodu lęku lekarzy o możliwość wystąpienia częstoskurczu).Tłumaczę sobie ,że częstoskurcze nadkomorowe nie są tak niebezpieczne skoro żyję z nimi aż tyle lat i mój stan zdrowia nie pogarsza się.Lekarz w Warszawie( na ul.Płowieckiej) zapewnia jednak ,że jakość mojego życia po ablacji polepszy się.Mam jednak duże obawy.

avatar
Schiza77

Szczerze mówiąc niewiele wiem o tej ablacji, nie mam pojecia co to jest za zabieg, wiec no tutaj się nic nie wypowiem. Ale naprawdę podziwiam Panią za Pani wytrwałość i to ze tak świetnie sobie Pani radzi z tym,,, Chciałabym miec choć trochę takiej siły, a tu nic zrobić nie mogę, bo ciągle czuje kłócie serca, po czym zaraz sie denerwuje, puls mi podskakuje i się zaczyna.. :( Może ma Pani jakies sposoby, rady na to aby się jakoś trzymać? Wiem, ze to nie o tym temat, i ze powinnam sie udac do lekarza, ale lekarz wylozy mi teorię a Pani ma juz praktykę, w tym jak wytrwać i nie dac się zwariować. Ma Pani jakies posoby?

avatar
helenka111 IP: 77.242.225.**

Moje sposoby to :
-leżenie płasko na podłodze
-masowanie tętnicy szyjnej
-zażywanie leków rozmaitych z których żaden nie gwarantuje przerwania ataku.
W związku z tym nadal rozważam poddanie się ablacji ,bo słyszałam ,że jest najbardziej skuteczna...:)

A ile razy miała pani częstoskurcze w czasie tych czterech tygodni ??

avatar
Schiza77

Będę musiała to wypróbować, może i mnie pomoże, chociaż będąc na uczelni czy w pracy będzie mi ciężko gdzies się kłaść.. Tak czy inaczej dziękuję za radę :) .. Szczerze mowiac nie liczyłam, ile razy. Od jakiegos czasu mam nerwicę czyli bole, złe samopoczucie nie są mi obce. Jednak przez kilka miesiecy miałam spokuj, zero jakis zaburzeń. I nagle wrociło. OT tak, samo. Puls 160 - gdy przyjechało pogotowie, nie wiem ile było w centrum ataku. Nigdy wcześniej tak nie miałam, choc dolegliwości nerwicowe miałam juz przeróżne. Chyba nigdy się tak nie bałam, a co najgorsze, boje się wyjść do ludzi, tam gdzie jest ich dużo (będąc w glupim sklepie już cała się trzęsę..) i zupelnie nie wiem czemu. Nie moge wiec do konca powiedziec, ile tych atakow było, bo takich całkowitych było ze 4, ze faktycznie az dygotałam, płakałam, zegnałam sie z życiem. Natomiast takich ataków, gdzie czuje przyspieszony rytm, jest mi słabo, mdło ale jakos staram sie wewnetrznie uspokoic, jest wiele i naprawdę trwają różny czas. Zazwyczaj napad konczy się gdy tylko wiem, mam świadomość ze niedlugo znajdę się w domu, ze zazyję leki, albo że znajdę się pod opieką lekarzy. Takto, trzyma mnie praktycznie przez cały czas. Do tego te silne bole serca. Wygina mnie az, nigdy tak bardzo nie bolało :(

avatar
Iwwa IP: 62.141.201.**

Witajcie :) Mam 17 lat i jestem rok po ablacji. Czuję się świtnie, miałam robioną ją we Wrocłwaiu. Co do zabiegu, to nic mnie nie bolało. A nawet w niektórych momentach zabiegu było mi tak wygodnie i ciepło i dzięki miłym lekarzom - po prostu zabawnie. Nie wyobrażacie sobie, jak dużo osób w moim wieku ma ten zabieg i ten problem, dlatego nie wahajcie sie przy podjeciu takiej decyzji - ablacja nie zagraża waszemu życiu, a tylko je poprawi, naprawdę. Pamiętam, że przed wejściem na salę operacyjną aż płakałam ze strachu a po wyjściu z sali - ze szczęscia.


niesamowite jak *w moim przypadku* jedna godzina może zmienić całe życie. :))

avatar
wbastek1

Do helenka111
Bać się nie ma czego choć jakiś margines ryzyka istnieje jak w każdym zabiegu inwazyjnym, a takim jest ablacja. Ryzyka wykluczyć się nie da! Jest ono minimalne, ale jednak jest. Czas trwania zbiegu i jego bolesność lub nie zależy od miejsca gdzie znajduje się żródło dodatkowych pobudzeń jak też od organizmu, a każdy jest inny. Więc to co piszą forumowicze są to odczucia subiektyne. Ja jestem po dwóch ablacjach, pierwsza to bułka z masłem druga około 4 godzin i bardzo wyczerpująca. Tak nie tyle bolesna co wyczerpująca. Ja odnoszę się do ablacji trzepotania i napadowego migotania przedsionków. Dobrze by było aby napisał Ci ktoś kto miał ablowane często skurcze nadkomorowe. Życzę odwagi i powrotu do zdrowia. Pozdrawiam

avatar
Iwwa IP: 62.141.201.**

No ja właśnie miałam ablację na czeskoskurcz nadkomorowy. O więcej informacji prosic :)

avatar
helenka111 IP: 77.242.225.**

Pani Iwwo :) Proszę mi odpowiedzieć...

Jak zniosła pani ablacje ??
Ile trwała ?
Jak długo trzeba leżeć po zabiegu ?
Po jakim czasie po ablacji ,można prowadzić normalny tryb życia ?
Czy można uprawiać sport ?

Życzę dużo zrówka :)

avatar
Iwwa IP: 62.141.200.**

Ablację zniosłam bardzo dobrze :) nic nie czułam oprócz znieczulenia, ale to jak zwykły zastrzyk :) na początku ablacji wstrzykują przez wenflon coś na uspokojenie, kręci się prze moment w głowie, jest się wtedy troszkę śpiącym, co ułatwia rozluźnienie się na stole. potem dostaje się znieczulenie miejscowe, tak jak mówiłam - jak zastrzyk- potem już *montują* kabelki, i jak te kabelki * idą* przez tętnice, to jest takie śmieszne łaskoczące uczucie :) potem lekarz mówi *przypalamy* ale nic się nie czuje, a tego się obawiałam. Nic nie bolało. Potem znowu wstrzykują coś takiego, że wywołuje to częstoskurcz by sprawdzic, czy dobrze się zrobiła ablacja. jesli częstoskurcz powstaje, to *przypalają* dalej, aż do momentu, gdy częstoskurcz się nie pojawi.

Moja trwała godzinę, u innych do 2 godzin.
Musieliśmy leżeć 8 godzin, żeby tętnica się zasklepiła. najgorsze było to, że nie mogłam iść do toalety. ;)
Po ablacji byłam troszkę osłabiona, tzn szybko się męczyłam np. przy wchodzeniu po schodach na 2 piętro. Miałam zwolnienie z wf, ale to tylko przez moje lenistwo, bo już po niecałych dwóch miesiącach mogłam ćwiczyć normalnie.
Po ablacji przez niedługi okres czasu raczej nie da się uprawiac sportu przez własnie osłabienie, ale potem - jak najbardziej tak :)


Namawiam do ablacji, bo po niej jest nowe, lepsze życie. :) Nie musicie się już martwić, że nie możecie czegoś zrobic, bo się pojawi czestoskurcz. :)

Aa i zapomniałam dodać jak można zwalczyć częstoskurcz np. w miejscu publicznym, radę dostałam od kardiloga.

Trzeba napic się bardzo zimnego napoju. Im zimniejszy, tym lepiej.

Druga rada to nie wiem jak to określic : zaprzeć się jakby się siedziało na toalecie;D

Warto spróbowac :)

Pozdrawiam.

avatar
helenka111

Kochana Iwwo,dziękuję Ci za optymistyczną informację.Dzięki niej przekonałaś mnie,że muszę poddać się ablacji i uczynię to ze spokojem i nadzieją na lepsze życie . :)...Oby zabieg miał taki sam przebieg jak u Ciebie.Jeszcze raz dziękuje i pozdrawiam...:)


avatar
Iwwa IP: 62.141.206.**

Naprawdę nie ma sprawy. :) Wszystko będzie dobrze.! Proszę napisać jak będzie pani już po. :)
Cieszę się że mogłam pomóc. :))
Pozdrawiam.