avatar
golfinch IP: 91.236.32.**

Na 36-stej stronie książki Jerzego Zięby: *Ukryte terapie* można przeczytać - cytuję: *Po podaniu ok. 50 000 000 (50 milionów) wlewów z EDTA, nie stwierdzono ani jednego zgonu, który można było by w sposób jednoznaczny przypisać zastosowaniu EDTA*. Jeśli to jeszcze kogoś nie przekonuje, to znaczy, że nic go nie przekona, albo... jest człowiekiem złej woli. Pan Jerzy Zięba jest rodakiem, który powrócił z Australii. Od dwudziestu lat zajmuje się naturopatią i podchodzi do zdrowia w sposób całościowy - mając na względzie cały organizm, a nie tylko pojedynczy organ. Można posłuchać jego wykładów: http://tiny.pl/qbs9f, na które przychodzi nawet 1000 osób, w tym wielu lekarzy. Z kolei lek-med Jan Pokrywka, którego filmiki również można znaleźć na YouTube, a który także robi te wlewy - twierdzi, że EDTA usuwa w pierwszej kolejności metale ciężkie i to od najcięższych do najlżejszych, a na samym końcu *bierze się* za blaszką miażdżycową. I to tłumaczy, dlaczego tak dużo wlewów trzeba brać.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

avatar
goldfinch IP: 91.236.32.**

Lek-med Jan Pokrywka o chelatacji: http://tiny.pl/qbs9z

avatar
adela1234

Panie doktorze niedowiarku, mogę dać panu dowód na działanie chelatacji i to widoczny gołym okiem. Miałam na górnych powiekach złogi cholesterolowe takie żółte a teraz nie mam , no i jak by pan to wytłumaczył, cud czy co. A przecież robiłam tylko chelatacje a nie usuwałam chirurgicznie . Jeśli tak znikły te złogi to co musi sie dziać z żyłami.

avatar
Grzegorz USA IP: 208.163.251.**

Podaje gdzie panstwo mozecie zamowic czopki chelacyjne ktore sa porownywalne do wlewow dozylnych a kuracja jest o wiele tansza i mozna ja stosowac w komforcie wlasnego domu

http://warszawa.oglaszamy24.pl/ogloszenie/669583625/warszawa-Chelatacja-w-czopkach-900-mg-edta.html

avatar
JanNovak IP: 46.186.64.**

Czy ktoś stosował EDTA pod język? Teoretycznie powinno się pięknie i wydajnie wchłonąć.

avatar
nieTroll IP: .**

Witam

Tak się akurat składa, że kilka miesięcy temu sam szukałem na różnych forach internetowych informacji na temat chelatacji, jej skuteczności i chociażby ewentualnych skutków ubocznych. Nie szukałem dla siebie, ale dla swojego bez mała 80-letniego ojca, który ma miażdżycę. Miażdżyca zaatakowała głównie lewą nogę, prowadząc do tzw. krytycznego niedokrwienia kończyny od kolana w dół. Ojciec palił przez około 60 lat, więc samą miażdżycą nie ma co się za bardzo dziwić. W grudniu 2014 r. miał operację i wszczepiono mu na miejsce zatkanej tętnicy od pachwiny do kolana taką rurkę - *obwodnicę* (nie pamiętam jak się to fachowo nazywa). Po operacji stan nogi był raczej średni, bo wprawdzie ta opuchlizna jaka powstała w drugiej połowie zeszłego roku odeszła, ale i tak nie mógł przejść na tej nodze bez bólu więcej niż kilkadziesiąt metrów. No ale w domu i najbliższym otoczeniu jakoś funkcjonował samodzielnie. Wtedy wydawało się (i tak też mówił lekarz, który robił operację), że to powinno się poprawić po kilku miesiącach od operacji. Niestety pod koniec maja tego roku okazało się, że naczynia krwionośne znowu się pozatykały i powstało tzw. krytyczne niedokrwienie. Znowu noga spuchła od kolana w dół. Początkowo lekarz mówił o ponownej operacji i jakimś odetkaniu naczyń krwionośnych, ale po pobycie w szpitalu i zrobieniu badań stwierdził, że niestety nie ma już sensu niczego robić, bo naczynia krwionośne są bardzo pozatykane, a noga jest do amputacji od kolana w dół. Wiadomo co oznacza amputacja, a tym bardziej dla 80-letniej osoby, która z racji wieku potrzebuje już jakiejś pomocy w codziennej egzystencji, a nie tego że się ją uczyni kaleką w takim wieku.
Zacząłem więc szukać w internecie informacji na temat jakichś alternatywnych metod leczenia miażdżycy – może coś co jest jeszcze na etapie testów lub badań i nawet nie do końca zatwierdzone naukowo, no bo co w końcu jest już do stracenia. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji, to już nie wiele. Byle te metody nie prowadziły w sposób oczywisty i potwierdzony np. do zgonu lub jakiś poważnych powikłań. No i nie szukając długo trafiłem na informacje o chelatacji. Wcześniej nic o tym nie słyszałem. Po analizie wpisów na forach, tego co różni ludzie o tym temacie piszą, zorientowałem się, że na forach jest dużo tzw. „trolli”, które albo bardzo zachwalają tą metodę (mając pewnie z tego korzyści finansowe), albo bardzo ganią tą metodę (zapewne z tych samych powodów). Te trollowanie jest tak bardzo powszechne, że w pewnym momencie jest trudno odróżnić prawdziwe relacje tych, którzy o tym coś wiedzą z własnego doświadczenia lub czyjejś wiarygodnej i sprawdzonej relacji, od tego co (za przeproszeniem) „pieprzą” trolle internetowe. Czytałem o ludziach, którzy byli w sytuacji bardzo podobnej do tej w jakiej był mój ojciec, a którym udało się dzięki chelatacji uniknąć amputacji kończyny. Czytałem też o innych przypadkach gdzie miażdżyca pozatykała naczynia krwionośne ludziom w różnych częściach ciała i dzięki chelatacji udało się te naczynia udrożnić, unikając w ten sposób operacji, które ci ludzie po prostu odwoływali (często po długim oczekiwaniu w kolejce), bo po prostu nie były już potrzebne, co potwierdziły też wyniki badań. Sam też zamieszczałem na różnych bardzo uczęszczanych forach (i to nie koniecznie tych tematycznych, gdzie są te zorientowane wyłącznie na własne interesy trolle) pytania kierowane do osób, które przeszły chelatację, o jej skuteczność i ich opinie. Niestety praktycznie nie było żadnego odzewu.
W tej sytuacji ojciec też postanowił spróbować, no bo w końcu co mu zostało. Przyjmował te kroplówki, w sumie łącznie 10 razy. Będąc w gabinecie gdzie były podawane te kroplówki (później przyjmował też je w domu, bo dojazd był w jego stanie zdrowia trudny), słyszał tam również podobne relacje osób (innych pacjentów, którzy byli w tym gabinecie) do tych które opisałem wcześniej. Wydaje mi się być mało prawdopodobnym to, że były to podstawione osoby, które zostały tam umieszczone przez właścicieli gabinetu po to, aby „uświadamiały” odpowiednio nowo przybyłych pacjentów, tak aby ci przychodzili nadal na niezbyt tanie kroplówki. Poza tym ci potencjalni „uświadamiacze” sami również przyjmowali te nie zbyt tanie kroplówki i nie byli tam raczej dla rozrywki, tak jak chociażby np. na siłowni. Można więc przyjąć niemal z całkowitą pewnością, że te opisane wcześniej relacje i opowieści o skuteczności chelatacji i chociażby ocalonych w ten sposób nogach - były po prostu prawdziwe. Jeżeli ktoś się zastanawiał wcześniej (tak jak ja) nad prawdziwością relacji zamieszczonych w internecie, to w takiej sytuacji nie powinien już mieć takich wątpliwości.
No ale niestety na tym historia się nie kończy i nie przychodzi klasyczny happy end, tak jak w bajce albo amerykańskim filmie. Tak jak pisałem powyżej ojciec przyjął łącznie 10 kroplówek. Było to w lipcu tego roku, już po wyjściu ze szpitala. Noga była w tym czasie w stanie krytycznym. Wprawdzie w szpitalu poprawili trochę jej stan i usunęli obrzęk dzięki jakimś kroplówkom szpitalnym, ale po wyjściu do domu opuchlizna szybko wróciła. To były już ostatnie tygodnie. Zaczęły się pojawiać rany na tej nodze. Czyli po prostu klasyczne objawy w takim przypadku. To już jest ostatni etap krytycznego niedokrwienia kończyny. Dalej jest już tylko zgon w męczarniach albo amputacja. Niestety tych 10 kroplówek już nic nie pomogło, a na przyjmowanie kolejnych było po prostu za późno. Nie odbiera to wcale w mojej ocenie wiarygodności tych relacji o ocalonych dzięki chelatacji nogach, ale na takim etapie tej choroby jest już po prostu za późno na to aby przyjmować te 50 lub i więcej kroplówek (co sugerował lekarz), bo zajęłoby to co najmniej kilka miesięcy, a pacjent by nie dożył końca terapii i umarłby w straszliwych cierpieniach, czekając na to aż chelatacja zadziała. W całej tej sytuacji można więc mieć tylko pretensje do lekarza (Dariusz Siwik, gabinety Białystok - Warszawa), który to prowadził. Otrzymał on bowiem wcześniej na swoje własne życzenie do wglądu dokumentację medyczną, którą ojciec otrzymał przy wyjściu ze szpitala, w związku z czym (zakładając że ma jakąś wiedzę na temat chorób naczyń krwionośnych, bo jest podobno alergologiem, a nie chirurgiem naczyniowym) miał możliwość zapoznać się z tą dokumentacją i poznać jaki jest stan tej nogi i czy można jeszcze coś poradzić w takiej sytuacji. W rozmowie telefonicznej z nim zapytany o ewentualne skutki uboczne tej terapii, nachwalał się m. in., że podał już ludziom co najmniej kilkaset tysięcy tych kroplówek, co w mojej ocenie oznacza że spośród tych osób, które przyjęły taką ogromną ilość tych kroplówek byli też ludzie w sytuacji podobnej albo i identycznej jak ta w jakiej był mój ojciec. Krótko mówiąc nie ma takiej możliwości, aby mając takie doświadczenie w stosowaniu tej terapii nie potrafił on przewidzieć skuteczności tej terapii w takiej konkretnej sytuacji - jak ta mojego ojca. Powyższe oznacza więc w sposób dość oczywisty, że chodziło tylko o kasę. A to czy pacjentowi coś to pomoże, to była kwestia podrzędna. Tak wiem – ojca nikt nie zmuszał do tego aby brać udział w tej terapii (może tylko to, że nie miał już innego wyjścia chcąc przynajmniej spróbować zachować nogę w tym momencie swojego życia, kiedy jest mu szczególnie potrzebna), no ale wydaje mi się, że ja sam w takiej sytuacji, mając takie doświadczenie w tym co robię, po prostu powiedziałbym człowiekowi, że jest już za późno na ratowanie nogi i że lepiej będzie te pieniądze wydać w przyszłości chociażby na lepszą protezę lub wózek.
Reasumując z mojego doświadczenia wyniesionego z opisanej powyżej sytuacji wynika, że chelatacja w takiej sytuacji jak ta mojego ojca, kiedy doszło już do tzw. krytycznego niedokrwienia kończyny, noga spuchła i robią się rany z powodu niedokrwienia – po prostu jest już spóźniona i nie przyniesie żadnej poprawy. Być może warto jeszcze robić coś takiego w czasie kiedy zaczną się pojawiać tzw. bóle przystankowe przy chodzeniu na jakimś dystansie, ale w tym ostatnim stadium tej choroby jest już po prostu za późno.
Kończąc dodam jeszcze, że zdecydowałem się poświęcić sporo czasu na napisanie tego wpisu (który postaram się zamieścić również na innych formach tematycznych), po to aby podzielić się z innymi ludźmi, którzy (podobnie jak ja kilka miesięcy temu) szukają jakiejś rzetelnych informacji i nadziei dla siebie lub innych osób dotkniętych tym samym problemem. Zamieszczam same fakty, żadnego „wytrollowanego pieprzenia”. Jestem pewien, że ktoś z tego skorzysta. Natomiast nawiązując jeszcze do mojego ojca dodam, że w sierpniu przeszedł amputację i próbuje jakoś odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego

avatar
avicena

Wszyscy piszą, ale brak jest przepisu prostego jak wypiek ciasta.

Ile gramów EDTA potrzeba na jeden wlew? (górna i dolna granica)

W jakim płynie rozpuścić?

Z jaką szybkością podawać?

Z jaką częstotliwością?


Zapewne kwas wersenowy będzie gorszy od wersenianu sodowego.

Może znajdzie się ktoś kumaty i niczym chłop krowie na rowie napisze.

Może się nawet na maila do mnie odezwie: avicena@poczta.onet.pl

Twoja odpowiedź