~monika,
2010-01-24 21:03:45 (IP: 193.110***)
Dziewczyny (i panowie:) Kochane:) Nie chciałam za szybko ze swoją euforią tu wskakiwać, ale jestem... no cóż, jestem zachwycona. Podobnie jak Ty, Laurko, mam różne dziwności, czasem coś szybciej, czasem coś tam jakby przeciągnie, dziś było mocne szarpnięcie z ukłuciem - ale to wszystko ewidentnie gojenie i najzwyklejsze reakcje gdzieś we mnie. I po prostu za wcześnie jeszcze na ganianie po śniegu, acz zdarza mi się od kilku dni przyszaleć z psicą na spacerze:) Wiem, że częstoskurcz może się pojawić - to raczej będzie oznaczało kolejne jego źródło, a nie powrót tego, którego źródło Ci usuwano... Tak myślę. Na obserwację poablacyjną ja mam rok - gdy nic się nie wydarzy, to dopiero będzie oznaczało, że serce nie ma już więcej tych dróg, które odpowiadają za kołatania.
Ale, ale jak to było. Jakieś tam strachy na lachy musiały być;) Ale od początku.
Przesympatyczny, ciepły i niezwykle profesjonalny zespół z Allenortu przyjął mnie rano przy Płowieckiej w Warszawie. Przez cały dzionek czekałam na zabieg, by *być przygotowaną jak do operacji*. Zdezynfekowana, już na czczo i z czuwającą doktor Jakubowską (pani Ewa jest zastępczynią ordynatora oddziału kardiologicznego CK Allenort) u boku, odpowiadającą na każde pytanie, ruszyłam około 20.00 na zabieg. Trochę zagrały nerwy, więc poczułam się słabo i na salę wjechałam na wózku (zapominając o zabraniu skarpet, o których radzę pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy zimno;)). Niezwykle cierpliwy, przesympatyczny doktor (n.med.) Paweł Derejko (konsultując przypadek z profesorem Franciszkiem Walczakiem) osobiście zajął się moim rozdygotanym jestestwem (plus migreną, która nie omieszkała zawitać na imprezę). Doznania około zabiegowe są sprawą niezwykle indywidualną. Ja jestem niesamowitą histeryczką, gwałtownie reaguję na widok igieł, strzykawek, a już zapachy szpitalne zwalają mnie z nóg, ale wszyscy obecni przy zabiegu byli tak troskliwi i sympatyczni, że aż głupio mi było tak zrywać się i uciekać z wrzaskiem. Nie są to miłe rzeczy, przyjemne odczucia. Pan doktor był bardzo delikatny przy znieczuleniu i perfekcyjny w trakcie zabiegu. To, co się czuje przy wzbudzaniu i wypalaniu - cóż, to się po prostu czuje. Wystymulowane zostały u mnie 2 typy częstoskurczu, wolny-szybki i szybki-wolny. Ablacja drogi wolnej węzła przedsionkowo-komorowego i ponowne indukowanie arytmii zajęły niewiele czasu. W sumie, wszystkiego było niewiele ponad godzinę - miałam dużo szczęścia:) Szczerze powiedziawszy najmniej sympatyczne z trzydniowego pobytu w Allenorcie było tych kilkanaście godzin w bezruchu po zabiegu. Nocka na czuwaniu. Nie warto ryzykować zginania odrętwiałych nóg, podsuwania się, kręcenie kuprem czy próbowania obkręcania się, lepiej też nie zamawiać zbyt głębokiego snu o lataniu czy sportach ekstremalnych. Przemiłe panie pielęgniarki (pozdrawiam z całego serca) starały się pilnować i pomagać właśnie w tych najtrudniejszych godzinach. Ostrzegały, że pokusa ulżenia na chwilkę może kosztować coś takiego, co przytrafiło się Kindze 2010. I operację.
Ale ta operacja, sama przetoka NIE JEST WYNIKIEM ABLACJI. Kinga, trzymaj się dziewczyno, trzymaj się i nie myśl, że podjęłaś złą decyzję. Trzeba starać się pomóc sobie. Pożeranie leków i życie w oczekiwaniu na kolejny atak nie jest dobre...
Żeby nie martwić się takim paskudztwem, jak te przetoki, warto przecierpieć kilkanaście godzin. I nawet po zdjęciu tak zwanej piłki, czyli uciskającego te drobne nacięcia w pachwinie opatrunku, nie szaleć. NIE SCHYLAĆ SIĘ, zapomnieć o KUCANIU. Nie na zawsze, oczywiście;) Miesiąc relaksu i urlopu od ADHD - szczerze polecam.
Od tygodnia znowu jestem czynna zawodowo, zgodnie z zaleceniami przyjmuję leki i obserwuję pracę serca. Poza tym, co na wstępie, mam niesamowitego gratisa poablacyjnego! Moje ręce i stopy SĄ CIEPŁE! Dotychczas około 21 wyłączało mi się grzanie. Jesień, wiosna, a szczególnie zima to była makabra wciąż zmarzniętych palców, nawet latem wydzwaniałam zębami przeboje, gdy tylko znikało słońce i powiał chłodniejszy wietrzyk.
Nie mogę powiedzieć - udało się, ale na tę chwilę bilans jest stanowczo na plus.
Laurko, nie pamiętam, ile minęło od Twojej ablacji? Po jakim czasie wystąpił częstoskurcz? I czy byłaś już u kardiologa?
Yellow - trzymam kciuk
ściskam Was
~monika,
2010-01-24 21:08:02 (IP: 193.110***)
Laurko, już widzę - sierpień 2009... Czyli rok nie minął... Porozmawiaj z lekarzem. Ściskam ciepło!
~Laura,
2010-01-29 12:55:51 (IP: 83.23.1***)
Moniko tak bardzo się o Ciebie bałam, że poszłaś na tą ablacje może dlatego, jak dobrze o niej pisałam, nie odzywałaś się , miałam różne myśli w głowie i tak bardzo się bałam jejku nie wyobrażasz sobie jakie szczęście mi dałaś że się odezwałaś :) ja miałam zabieg wykonywany o godzinie 9 więc problemów po operacji z zaśnięciem raczej nie miałam, chociaż szczegółowo tych chwil już nie pamiętam, ale to pewnie wynik narkozy. A więc operacje miałam pod koniec sierpnia 2009 jak napisałaś, a pierwszy częstoskurcz na początku stycznia o ile dobrze pamiętam to 4, od razu po przerwie świątecznej i dziś miałam drugi...bardzo krótki, trwał może 30 sekund, może minute, ale był bardzo krotki, jednak był. U kardiologa jeszcze nie byłam, po ostatniej wizcie gdy wszystko było w normie stwierdził że nie ma potrzeby na szybką wizyte, że mam się u niego pojawić w przewie po świętach Bożego Narodzenia a przed Wielkanocą. Tak też myślę że już w lutym się u niego pojawie ze względu na te częstoskurcze. Jenak wiesz? Chociaż je miałam, co znaczy że operacja jak widać się nie udała to nie żałuje że na nią poszłam. Przecież pomimo wszystko trwają krótko a pozatym miałam tylko dwa,gdyby nie ablacja to hmmm...ciekawe ilebym ich miała, gdyż czasami miałam po 3 tygodniowo, czasami 1 tygodniowo...i takich trwających sporo czasu.
Moniko :) życzę Ci wszystkiego co najlepsze i powrotu do zdrowia, żebyś kochana już nie miała żadnych problemów z serduszkiem :)
Ciesze się że napisałaś :) Dziękuję :*
~Laura,
2010-01-29 13:04:48 (IP: 83.23.1***)
I zazdroszczę tego gratisu poablacyjnego :) moje ręcę i nogi są dosłownie zawsze zimne ;)
moniek,
2010-02-02 11:12:03
Witam drogie użytkowniczki i ofiary chorób serca;)
Mam pytanie, za tydzień mam ablację i właśnie wtedy spodziewam się miesiączki...czy to poważna przeszkoda?
~Laura,
2010-02-03 21:17:12 (IP: 83.9.25***)
Hm nie jestem pewna, gdy miałam mieć przeprowadzaną ablację pytano mnie, czy mam miesiączkę, gdy powiedziałam że nie, powiedzieli że to świetnie, myślę że z takiego powodu nie przesuną daty ablacji i dadzą radę jednak :)
moniek,
2010-02-04 13:24:27
Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego, skoro będę musiała lezeć tyle godzin bez ruchu... Na innym forum czytałam że należy przesunąć termin. Szkoda by jednak było znowu tyle czekać.. Dziękuję Ci Lauro za odpowiedz i życze zdrówka:)
~Laura,
2010-02-04 16:30:36 (IP: 83.9.18***)
Niestety nie mam pojęcia jak to jest, czy można mieć, czy nie. Ale chyba warto w takiej sytuacji skonsultować się z kardiologiem i spytać. W sumie na operacji poradzili by sobie, ale fakt, dalsza część dnia bez podnoszenie się, nie dość że samo to jest w sobie nie komfortowe to z miesiączką byłoby jeszcze gorzej, faktycznie. Nie masz za co dziękować :) ciesze się że napisałaś :) jeśli masz jakieś pytania lub coś w tym stylu to służę pomocą ;) i dziękuję
moniek,
2010-02-05 17:09:39
Właściwie mój problem już nie istnieje bo dostałam wcześniej i do tego czasu minie;)
A co do samej ablacji to bardziej niż zabieg przeraża mnie fakt leżenia tyle godzin bez ruchu po operacji..;/
~dana0909,
2010-02-05 22:23:39 (IP: 83.23.5***)
Ja mogę tylko dodać, że z uwagi na przewidywany czas ablacji (długi) byłam cewnikowana. Faktycznie oblacja trwała 4:55. Też bałam się tego bezczynnego leżenia po, ale idzie wytrzymać. Życzę spokoju ducha.
moniek,
2010-02-06 19:35:09
Dziękuję.
jak tylko dojdę do siebie po zabiegu, na pewno opiszę jak było.
~Laura,
2010-02-06 19:58:36 (IP: 83.11.9***)
Tak, idzie to wytrzymać :) też się tego bałam ale idzie sobie z tym poradzić, opisz koniecznie jak zabieg się udał, mam nadzieje że już żadnych problemów z serduchem nie będzie ;)
~yellow,
2010-02-08 19:10:03 (IP: 87.205.***)
Witam wszystkich:) widzę, że forum *ożyło*, tyle postów! aż miło. Termin ablacji mam na 15 marca, a więc szybko(od wizyty ze stycznia 2010) spodziewałam się kilkumiesięcznego oczekiwania, a tu proszę, jak szybko:) powiedziano mi, że jestem klasycznym przypadkiem do ablacji i wszystko powinno iść łatwo i szybko. Ostatni częstoskurcz miałam w ubiegłą środę:( oczywiście nie obyło się bez podania w szpitalu adenokoru, ale zaraz wróciłam do domu. Obawiam się tych napadów każdej nocy, to one właśnie są najgorsze, więc idę na tą ablację, jestem zdecydowana, co nie znaczy. że nie mam obaw i strachu. Moniek, napisz, jak już będziesz po. pozdrawiam wszystkich serdecznie:))
~monika,
2010-02-08 23:12:54 (IP: 193.110***)
Dziewczyny, mnie poproszono o określenie terminu, w którym nie będę miała miesiączki. Wyliczyłam złoty środek. Oczywiście dostałam... następnego dnia po zabiegu, już po odbębnionej leżance. Przemiła pani pielęgniarka, która ratowała mnie własnym zapasem powiedziała, że *na szczęście, bo zabieg zostałby odwołany*. Zatem... masz szczęście, że dostałaś wcześniej, Monieku:) I koniecznie wytrzymaj bez tańców po łóżku.... A gdzie wybierasz się na ablację? Laurko (całusy dla Ciebie), jak serduszko? Powtarzają się dmuchawce latawce? Yellow, strach jest naturalny i normalny - to nie wycięcie pazurka. Ale nie przejmuj się, bo jest tyle trzymających kciuki, że będzie dobrze! Wiesz, ja poszłam w sobotę z córą na łyżwy. I to ona spękała godzinie i po drugim lądowaniu na lodzie :) Prawie dwa miesiące i częstoskurczu nie ma :] tfy tfy - odpukać. Jestem z Wami myślami!
moniek,
2010-02-09 19:02:04
No to miałaś farta Moniko;) Wybieram sie do Gdańska na Zaspę. A słuchajcie wy też musieliście robić jakieś badania przed.? Mi zlecili całą morfologię krwii, echokardiografię i grupę krwii. Tego ostatniego nie udało mi się zrobić, myślicie że będą jakieś problemy żeby zrobili mi to tam na miejscu? Nie chciałabym wracać z niczym...;/