~Roksa17,
2009-07-26 19:25:06 (IP: 212.244***)
Długo zastanawiałam się gdzie i komu powierzyć serce mojego ojca. Operacja niby prosta, jak to mówili zabieg typu wycięcie wyrostka robaczkowego... Skierowanie mieliśmy do Krakowa. Siadłam przy komputerze i zaczęłam szukać kliniki najlepszej w Polsce, najlepszej dla mojego ojca. Wszyscy na forum jak jeden mąż opowiadali o samych plusach I Kliniki Kardiochirurgii na Ochojcu w Katowicach. Jaka wspaniała, najlepsza, opieka super, sama Ameryka. Uwierzyła, Zabrałam płytkę z koronografii i badania i pojechałam na konsultację kardiochirurgiczną do Katowic. Zakwalifikowano mojego ojca do zabiegu baypassow za miesiąc. Termin szybki, więc nieprawdą jest, ze trzeba chodzić prywatnie do lekarza aby szybko mieć zabieg. W wyznaczonym dniu pojawiliśmy się pod wskazanym pokojem. Na dzień dobry pielęgniarka nas opieprzyła, ze za wcześnie przyjechaliśmy bo przyjęcia są od 9, na kartce wręczonej podczas kwalifikacji do zabiegu podane jest do 9. Różnica zasadnicza szczególnie dla osób z daleka. Dobra, spokojnie przełknęliśmy ślinę... Przyjęto nas do oddziału. Zostawiając ojca czułam się spokojna, ze zostawiam go w dobrych rękach. Na następny dzień miał być zabieg. Po południu wiadomo już było kto będzie operował i mniej więcej o której. Ojciec przyjechał przygotowany do operacji zgodnie z wytycznymi przedstawionymi przez klinikę, więc depilowane całe ciało kremem, nie żyletką, wszystkie badania i wymazy. Wieczorem pielęgniarka, która pewnie miała przygotować lub sprawdzić przygotowanie do zabiegu przyszła z żyletką (na wytycznych było zabronione z wykrzyknikiem) i wygoliła jeszcze raz dokładnie ojca ucinając mu nawet brodawki i wypustki skórne. Polała się krew. Ale cóż tam. To się wygoi. W dzień zabiegu wszystkie swoje rzeczy pacjent ma schować do szafki na korytarzu i zamknąć na klucz. I tutaj zaczyna się problem. Tylko dwie szafki są zamykane a pielęgniarek nie interesuje co zrobi pacjent z rzeczami. Na OIOM można wziąć tylko reklamówkę z ręcznikiem, mydłem i papierem. Telefonów nie wolno. Zastanawia mnie fakt, ze taka sławna klinika nie ma pieniędzy na zamknięcia do szafek? czy to naprawdę taki wielki koszt? Dla człowieka przed operacją każdy błahy problem urasta do gigantycznych rozmiarów i powoduje stres. Ojciec pojechał na zabieg. Myślałam ze pojechał zgodnie z rozpisem o 13. Obliczyłam 5 godzin, czas na operację i zadzwoniłam kilka minut po 17. Sądziłam, ze mi powiedzą, że operacja rwa jeszcze a tutaj słyszę od Pani anestezjolog, że pacjent wybudzony stabilny, oddycha samodzielnie. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, ze już jest po. Następnego dnia w południe zadzwoniłam na OIOM. Od pielęgniarek, bardzo miłych zresztą, dowiedziałam się, że owszem taki pacjent przebywa na oddziale ale nic nie mogą powiedzieć i proszę do lekarza. I zaczęło się dzwonienie. Lekarz raz był zajęty, raz go nie było. W końcu zadzwoniłam do pielęgniarek i w nerwach zażądałam tylko informacji czy na ich oko jest ok skoro nie ma mi kto udzielić informacji. Tak naprawdę to nie wiedziałam w końcu co się dzieje, czy jest źle i nie chcą mi powiedzieć, czy go boli. Numer na który dzwoniłam dostaliśmy przy przyjęciu jako informacyjny. Skoro nikt pod tym numerem nie może udzielić informacji to po co dają ten numer. Wieczorem dodzwoniłam się do lekarza. Uzyskałam informację, uspokoiłam się, za co jestem mu szalenie wdzięczna. Na następny dzień pojechaliśmy do ojca. Wtedy dowiedziałam się, że... informacja jakiej mi udzieliła Pani anestezjolog nie mogła dotyczyć ojca ponieważ wzięty był na zabieg o 14 i parę minut po 17 zabieg jeszcze rwał a on spał pod respiratorem, na bloku jest pełne luz-bluz jak to powiedział tato. On ledwo żywy, po zabiegu, usiłujący zasnąć z tym co go boli, dookoła hałas i wrzeszczące pielęgniarki opowiadające sobie własne sprawy rodzinne. Przy łóżku nie ma dzwonka. Nie ma komu powiedzieć, ze cie boli, ze to co dostajesz p/bólowego nie działa. Pielęgniarka przechodzi, rzadko kiedy zagląda na chorego. Ojciec nawet ściągnął czujnik z palca żeby włączyć alarm i nikt nie przyszedł. Ogólnie jest niezadowolony z opieki pooperacyjnej, bolało go bardzo, ogólny hałas który rozdrażniał go jeszcze, brak zainteresowania ze strony personelu. Na następny dzień zwieziono go na OIOM. Ten oddział wspomina dobrze. Opieka fachowa, lekarz sam proponował p/bólowe, sprawdzał czy działają. Brak jest jednak kontaktu rodziny a chorym. Chcieliśmy z nim porozmawiać, ale komórki nie miał, słuchawki pielęgniarki też nie chciały dać pacjentowi. Jest to trochę jak dla mnie drastyczne dla rodziny, która nie zawsze może przyjechać i sprawdzić co się dzieje. Następnym odziałem są już sale ogólne. Tam jest typowa samoopieka. Pielęgniarka nawet nie pyta ile pacjent ma temperatury tylko staje przy karcie i przeciąga kreskę. Ojciec pod gorączkował trochę a na kracie ma wpisane 36,4. Zgłoszona była temperatura, ale zapis jest inny. Czy nie jest to fałszowanie dokumentacji? W sobotę i w niedzielę nie ma wizyty. Lekarz się w ogóle nie pokazał. Rehabilitant w niedzielę przyszedł powiedzieć, ze nie przyjdzie i pacjenci maja sami ćwiczyć. To jest oszustwo z tą opieką. Może lepiej by było żeby rodziny się same opiekowały i dostosować pokoje do tego. Po pobycie ojca na tej klinice zastanowiłam się nad tym jak muszą wyglądać inne kliniki skoro ta ma certyfikat czy dyplom najlepszej, sama wdziałam bo wisi na korytarzu. Czy kliniki to piękne sofy i telewizory na ścianach? Owszem, co do lekarskiej strony nie ma co zarzucić. Fachowcy, grzeczni, cierpliwi, informacja o pacjencie z ich strony jest. Co do strony pielęgniarskiej jest sporo zastrzeżeń. Nie podoba mi się brak zainteresowania z ich strony pacjentem. To po operacji jest bardzo ważne. Są różni ludzie, różny ból, rożne sposoby reakcji. I wydaje mi się, ze tej klinice jeszcze dużo brakuje do miana najlepszej. Bo być najlepszą to nie tylko zoperowanie serca przez kardiochirurga ale również i potem, czyli dalsza specjalistyczna opieka... Wydaje mi się, że klinika jest mocno przereklamowana i nam będzie się kojarzyła zawsze z kliniką bólu i braku opieki.
~ryś,
2009-07-28 21:19:31 (IP: 83.12.1***)
Tak ,to jest pełna prawda.Sam byłem operowany (bajpasy) w 2007 roku i podzielam tą opinię.Gdy nie było prof.Bochenka albo innych zastępców (dr.Krejcy )pielęgniarek nie było w ogóle widać.A gdy ,kiedyś w niedziele, przyszedł do pacjentów prof.Bochenek,wtedy pielęgniarki wyskakiwały ze swoich pomieszczeń i udawały ,że pracują i opiekują się pacjentami.W trzy dni po operacji dostałem arytmii(ponoć to się często zdarza po operacji serca),żona zgłosiła to pielęgniarce o godz.18.00 a lekarz dyż.przyszedł do mnie dopiero o 23.55.Zgadza się ,że są tam lekarze ,prof.idoktorzy znakomitymi specjalistami ale reszta odstaje od nich dość daleko.
~jaaaaaaaaaa,
2009-07-28 21:29:24 (IP: 82.160.***)
Czytając te wypowiedzi dostałam gęsiej skórki ;/.. Do niedawna zastanawialiśmy się z rodziną czy nie lepiej aby ojciec miała operację na Ochojcu niż w Zabrzu. Jednak dobrze wybraliśmy:).. Zabrze to klinika na wysokim poziomie. nie tylko lekarze mili,ale i pielęgniarki.
~malgorzata,
2009-07-28 22:13:36 (IP: 213.158***)
Owszem,opieka pielegniarek zostawia wiele do zyczenia,ale jak to mowia,,jak kota nie ma to myszy harcuja**,i tak tez jest w naszym prozaicznym zyciu,jak brak dobrego gospodarza to bieda.
ostatnio trafilam zupelnie nie spodziewanie na wydawaloby sie najzwyklejszy szpital w moim okregu,i bylam mile zaskoczona,bo opieka i dozor pielegniarski nad podziw.
okazalo sie w krotce,ze to ordynator jest rzetelny wobec swojej osoby,ale i bardzo wymagajacy w stosunku do kadry pomocniczej.
pielegniarki bardzo na niego narzekaly,no bo nie mialy tzw,,forow** i musialy zapieprzac(za przeproszeniem) przy pacjentach,i nie bardzo im sie to podobalo,a i starzysci nie pozostawali bez op...papier ,jezeli nie byli solidnie przygotowani do codziennych wizyt na oddziale.
uwazam,ze wszedzie znajdzie sie jakas ,,czarna owca**,ktora psuje reputacje.
ja nic zlego nie moge powiedziec na ochojec,bo wlasnie tam uratowano moja mame,byla pod opieka dc,jasinskiego,i nie dawalismy zadnych lapowek bron boze.
lekarze wspaniali,lecz pielegniarki sa tak rozpuszczone,iz uwazaja sie za siodmy cud swiata,ale dodam ze wystarczy zglosic jajakolwiek nieprawidlowosc do lekarza prowadzacego i sytuacja ulega zmianie diametralnie.
doszlam do jeszcze jednego wniosku ,popelniamy kolosalny blad w obawie ze kadra medyczna bedzie sie ,,odgrywala**,ale powiem z wlasnego doswiadczenia ,ze to nieprawda ,wlasnie im wiecej skarg i uwag w stosunku do niepoprawnej opieki,tym lepiej bedziemy traktowani przez tzw.nfz.bo to w koncu oni zyja z nas ,to my pacjenci ich utrzymujemy a co niektorzy i tak ogladaja sie na niewiadomo co,i nawet nie sa sklonni do zadania sobie tak prozaicznego pytania ,,skad ci nieszczesnicy maja brac na te ,,fanaberie**,lub czy oni w ogole maja na chleb,nie ,na takie pytania ,moga odpowiedziec ludzie majacy proste ludzkie odruchy.
pewnie zadalam troche filozofii,ale to przeciez oczywiste,ze kazdy normalny czlowiek wczesniej czy pozniej zada sobie takie pytanie,bo jak dalej bedziemy im ulegac jak przyslowiowym wrzoddo na du..e,to tym bardziej bedziemy krzywdzic siebie i na przyszlosc swoich bliskich,ktorych czeka kontakt z choroba.
przepraszam ze sie tak rozmachnelam ,mialo byc krotko,ale krew mnie zalewa jak slysze cos na temat niekompetentnej sluzby zdrowia,lub tez ogladajaca sie z pelnym wyrachowaniem na ,,cos**
pozdrawiam i zycze dobrej nocki
~malgorzata,
2009-07-28 22:21:39 (IP: 213.158***)
Zapomnialam z tego wszystkiego dodac ,ze ja i moje najblizsze otoczenie ,ktorzy mieli kontakt z pobytem w ochojcu ,nie mieli nic do zarzucenia,natomiast z braku miejsca w ochojcu,moj wujek wyladowal w zabrzu i tam..zmarl.
tak wiec ,tyle opini ,ile osob .
Roksa17,
2009-07-29 17:32:36
Niestety ryzyko śmierci jest wpisane w tego rodzaju zabiegi i czy to sę zdarzy w Katowicach czy w Zabrzu to na to wpływu nie mamy. Jednak opieka pielęgniarska jest zła. Na OIOMie przyszedł monter i nawiercał wiertarką otwory pod telewizory które zafundował Pan Bochenek pacjentom. Pewnie to podstawa w dzisiejszych czasach... Niestety ani na OIOMie ani na pooperacyjnej nie ma dzwonków. Pacjent jest zdany sam na siebie. Na ogólnych salach wcale nie jest lepiej. Nie działały na sali gdzie przebywał mój ojciec. Jak człowiek wychodzi do domu to wtedy nie ma juz nikomu nic do zarzucenia tylko cieszy się ze żyje, ale ja byłam tam i widziałam. Wiem co przeżyłam jak nikt nie umiał mi udzielić informacji. Pacjenci niestety sa zaniedbani pielęgniarsko. Lekarze wykonują swoja pracę, tzn. operują fachowo. tego nie można nikomu zarzucić. Natomiast potem jest koszmar. Ojciec mówił, ze opatrunki np. zmienia się zrywając plaster normalnie na chama. Dziwi mnie to, bo od tego jest benzyna aby rozpuścić klej i oderwać bezboleśnie plaster. Wenflon usuwa się dopiero kiedy pacjent się upomni. Nie sprawdza się kiedy był założony i cy jest potrzebny. A to jest dopiero ognisko zakażenia. Nie wiem, długo szukałam odpowiedniej kliniki dla ojca więc wybór był przemyślany, ale radzę dobrze się dowiedzieć przed umieszczeniem kogoś bliskiego w tej klinice, czy nie będzie cierpiał. Mój ojciec powiedział, ze to przeokropny ból, jakby spadł z 10 pietra. Błagał o p/bólowe i słyszał słowa *zaraz*. czekał, a ból był nie do zniesienia. Kiedy pielęgniarka wstrzykiwała lek do kroplówki zapytał kiedy zacznie działać, usłyszał słowa: jak ja mam okres to mi Ibuprom działa po pól godzinie. Tak niestety nie zachowuje się fachowy personel.
Roksa17,
2009-07-29 17:39:05
Jeszce jedno, tutaj nie chodzi o to żeby pielęgniarka była miła, naprawdę. Nikogo nie można zmusić do uśmiechu. Chodzi tylko o to co nazywamy empatią. Sa programy zwalczania bólu, nie ma boleć po zabiegu. Nie ma boleć makabrycznie, nie do wytrzymania... To nie te czasy. Przecież wiadomo jest ze ból powoduje inne powikłania. Przy bólu człowiek wtedy nie oddycha bo się boi. Dlaczego więc na pooperacyjnym oddziale Pani Anestezjolog nie rozumiała tego? Dlaczego pielęgniarka Marzena (chyba) opowiadała o starszym synu który ma problemy z przedmiotów ścisłych drąc sie o trzecej w nocy na cały oddział? Człowiek cierpiący jest rozdrażniony. Przecież to spokój i cisz jest lekarstwem prawda?
~someone,
2009-08-12 20:18:56 (IP: 83.22.3***)
Ochojec to przereklamowana umieralnia. Na OIOMie leżał mój wujek ( zawał ), mówił, że w nocy gdy jeden z pacjentów, który leżał obok niego umierał, to pielęgniarki spały sobie w najlepsze w dyżurce. Nie usłyszały sygnału. Cóż nie ma to jak nocna drzemka, w końcu taki odział, co tam ludzie walczący o życie, trzeba się wyspać.
Lekarze i pielęgniarki.... jestem studentką rehabilitacji, spędziłam dużo czasu na różnych oddziałach i w przeróżnych szpitalach, ale tak chamskiego i wrednego personelu jak w Ochojcu jeszcze nie spotkałam.
Poza tym... niedawno, tak bardzo skupili się na ratowaniu życia mojego taty, że nie udało im się go uratować.
Zdecydowane NIE dla tego marnego szpitala.
~someone,
2009-08-12 20:26:57 (IP: 83.22.3***)
Jeszcze jedno, przykre jest to, że w obecnych czasach o renomie szpitala nie świadczą dobrzy lekarze i pozostały personel medyczny, ale wystarczy *odpicowany* oddział, by nadać zwyczajnemu szpitalowi miano kliniki.
~Roksa17,
2009-09-09 14:22:54 (IP: 212.160***)
Zgadzam się w zupełności. Pacjent dla nich to przedmiot. Nie traktuje się go jak człowieka. Przez cały okres pobytu tylko jeden lekarz zapytał się jak się czuje mój ojciec, był lekarz z Nepalu. To przykre. Podczas wizyty kontrolnej w poradni, która powinna się nazywać minutówką nie było słowa o tym jak się czuje. Cały czas tylko ze jest zdrowy i ma się cieszyć życiem. A gdzie jest stan psychiczny pacjenta który tak ulega zachwianiu po tym zabiegu? Nie wiem jak jest gdzie indziej ale aż strach myśleć co właśnie jest gdzie indziej..... Szkoda tylko, ze w dobie rozwoju techniki tego typu klinika spadła aż tak bardzo na psy.
~ASIK,
2009-11-23 16:09:49 (IP: 89.25.2***)
Zgadzam się w 100% na lekarzy nie mogę złego słowa powiedzieć bo operacje zrobili dobrze mojej mamie ale opieka pielęgniarek to jest po prostu dno przyjechałam do mamy i chciałam dowiedzieć się jak się mogę dostać na OIOM bo na dzwonek 15 minut nikt nie reaguje a przecież panny siedzą i widzą mnie przez szybę jak stoję spytałam w dyżurce jak tam wejść i trafiłam na jakąś starą motykę która wylała na mnie wszystkie żale swojego nieudanego życia łącznie z tym że ma stresującą prace a ja jej dupę zawracam powiedziałam jej że ma na mnie nie krzyczeć a ona powiedziała że mamusie mogłam se operować w Krakowie albo w Warszawie i poleciała po lekarza mówiąc mu że to ja się awanturuje.Moja wina polegała tylko na tym że spytałam jak wejść na OIOM bo myślałam że ten domofon tam nie działa Oczywiście złośliwie nie wpuścili mnie do mamy twierdząc że odwiedziny są wieczorem.Przed przyjazdem dzwoniłam i pytałam mieli mnie wpuścić Mam duży żal bo oprócz informacji typu stan stabilny mamy po operacji nie widziałam cztery doby mam nadzieję dziś że jak pojadę wieczorem to może się z nią zobaczę.
~stracatella,
2009-11-23 23:01:54 (IP: 79.191.***)
To bardzo przykre co piszecie. Sama byłam w Ochojcu operowana, na szczęście nie tak bardzo powiażnie więc nie mam tyle żalu - cieszę się że jestem po i dziękuję że wszystko jest ok.
Zgadzam się jednak, że tak być nie powinno jak pisze autorka postu.
Sama z racji bycia kilkukrotnie pacjentką w Ochojcu wiele się nasłuchałam.
Ostatnio lekarz robił mi echo, kiedy wszedł inny, wyraźnie podenerwowany. Prosił tego co robił mi echo aby pilnie przyszedł na oddział do pacjenta którego przywieźli z jakimś powaznym zaburzeniem rytmu, na co tamten ku**a przecież się nie rozdwoje. Na co ten co wszedł, że pacjent jest niestabilny i w każdej chwili może stanąć.
Pan doktor od echa usmiechem jak banan odburknął *no to co, jak mu stanie to mnie zawołajcie...* no coments...
~asik,
2009-11-25 19:30:10 (IP: 89.25.2***)
Najgorsze w tym wszystkim jest to że to jedna albo dwie pielęgniarki są niemiłe a reszta jest w porządku a zła opinia o pielęgniarkach w Ochojcu pada na cały personel medyczny i choćby reszta na głowie stawała z uśmiechem na twarzy to złe wrażenie ciężko naprawić według mnie ordynator lub dyrektor szpitala powinien zająć się sprawą złych pielęgniarek i pracować z najlepszymi przecież wiedzą doskonale kto i jak a najgorsza to tam jest chyba sama przełożona dawno powinni ją wylać dziewięć lat temu były na nią skargi teraz są a dyrekcja chyba czeka aż wreszcie odejdzie na emeryturę szkoda tylko reszty tych młodych które naprawdę mają jeszcze zapał do pracy.
~nikok,
2009-11-25 21:16:16 (IP: 79.163.***)
Ze zdumieniem czytam powyższe teksty, zwłaszcza że prawie 14 lat temu w tej właśnie klinice wszczepiono mi sztuczną zastawkę aortalną. Już wówczas nie miało tam miejsca zjawisko nadopiekuńczości ze strony średniego personelu medycznego. Klinika przypominała fabrykę, gdzie taśmowo przeprowadzano operacje i w możliwie najkrótszym czasie przekazywano pacjentów na oddziały kardiologiczne. Dziś jednak, kiedy obserwuje się powszechnie niemały postęp w opiece szpitalnej, o takich zjawiskach czyta się z niedowierzaniem.
~asik,
2009-11-30 15:50:04 (IP: 89.25.2***)
Ale dziś miałam minę jak się okazało że ta pani co mnie tak potraktowała jak pisałam wcześniej to jest salowa.nic dodać nic ująć pozdrawiam