~Dharma,
2007-07-09 21:14:02 (IP: 83.20.1***)
Witam wszystkich:) Chcę się podzielić kolejnym sukcesem. Zgadzam się z mastrolindo, że to tylko nerwica, że nikt nam w walce z nią nie pomoże. Przekonałam się o tym w sobotę. Pojechałam z moim chłopakiem na rozdanie dyplomów. Już w drodze było nerwowo, spóźniliśmy się 20 min. Kiedy weszliśmy na salę wszyscy studenci w togach i biretach byli już pousadzani na swoich miejscach, reszte przestrzeni *zagospodarowali* rodzice. Było ponad 2 tys ludzi w hali sportowej nie przystosowanej do tego typu imprez. Duchota, scisk, tłumy, nawet małe dzieci śwqieciły się na buźkach, a przecież one jeszcze tak się nie pocą. Nie mogliśmy się dostać do środka. Mój chłopak zniechęcił się całkowicie, miał ochotę wsiąść w auto i wrócić do domu (a przejechaliśmy prawie 200 km). Widząc żal w jego oczach, postanowiłam nie poddawać się jak on - chciałam zrobić coś dla niego, to była najlepsza motywacja. Zorganizowaliśmy togę. Poszłam przodem w tłum. Serce mi waliło, ręce się trzęsły, ale z uśmiechem na twarzy mówiłam *Przepraszam, spóźniony student idzie*. Ludzie zaczęli się rozstępować. Udało się. Poszedł do swoich, usiadł, zdobył i biret. Zobaczyłam uśmiech na jego twarzy i choć stałam lekko roztrzęsiona w tłumie obcych ludzi czułam satysfakcję. Odebrał dyplom, ma pamiątkowe zdjęcia, uzyskał absolutorium. A ja wytrzymałam do samego końca w duchocie, nie poddając się głupim myślom. Wieczorem czekało mnie jeszcze jedno niemiłe rozczarowanie. Nie będę się rozpisywać, o co chodziło, bo nie o to tu chodzi. Najważniejsze, że potrafiłam sobie jakoś przetłumaczyć. I wiecie co...Zachowałam się jak facet. Postanowiłam sobie, że skoro facet potrafi rozładować stres idąc na piwo, to ja też tak zrobię. Poszłam do knajpy, spotkałam znajomych, nerwy odeszły, choć w łazience tłumaczyłam sobie, że częstoskurcz, który mnie dopadł na pewno zaraz minie. Walczyłam sama ze sobą - w mojej głowie toczył się nieustający monolog. Darłam się w myślach na moją nerwicę, krzyczałam żeby wy********ła, zostawiła mnie w spokoju. Ciężko było, ale nie popadłam w rozpacz, obroniłam się, a myśl, że to tylko ta cholerna przypadłość dodawał mi sił. I wam tych sił i optymizmu życze. Pozdrawiam:)
~Luska,
2007-07-09 22:08:41 (IP: 82.20.8***)
Hey Wszyscy..
To okropne ze tyle osob ma podobne dolegliwosci a jednoczesnie pocieszajace ze nie jestem sama.moje klopoty z nerwica zaczely sie kidy mialam 17 lat(mam 37).pewnego dnia tak poprostu zrobilo mi sie bardzo slabo i serce mi *stanelo*-takie to na mnie zrobilo wrazenie ze wpadlam w panike i myslalam ze to moj koniec.rodzice wezwali lekarza i dostalam zastrzyk uspokajajacy i zasnelam.przez jakis czas bylo ok...poznalam chlopaka na studiach ktory okazal sie agresywny i grozil mi i moim rodzicom.musialam uciekac,zmienic miasto.znow rozpoczely sie klopoty ze zdrowiem.kolatanie serca,zawroty glowy,utrata rownowagi,bole glowy,drgawki...wszystkie wynilki ktore zrobilam wyszly ok.pomyslalam ze trace zmysly i poszlam do psychiatry.on sie *puknal* w glowe i powiedzial ze najwyrazniej jestem w powaznym stresie i z glowa jest wszystko dobrze.chcial mi dac psychotropy na uspokojenie.pomyslalm ze jak z glowa ok to dlaczego ona produkuje takie symptomy???...czas mijal wszystko sie nieco polepszylo.postanowilam uspokajac sie autosugestywnie ale ...niestety nadeszly nastepne stresy:chroba meza,smierc taty,ciaza pozamaciczna,guz na macicy-operacja.to wszystko w ciagu 2 lat.niestety cialo musi odreagowac...i kolowrotek *efektow specjalnych *znow na topie.tym razem ich jest wiecej i sa bardziej inensywne.mam zawroty glowy,trace rownowage.w srodku wszystko mi sie trzesie(non stop juz 2 m-ce)czarne mysli-zwalka,bol w klatce.serce bije jak chce,zmieniona wizja-widze inaczej,bol glowy,oczy bola,glowa ciezka,kazdy ruch na ulicy tak mna kreci ze sie malo nie przewroce,nadwrazliwosc,trzesace nogi-czasem nie moge isc,
zesztywnienie szyi,przechodzenie pradow przez cialo etc
a ludzie mowia zrelaxuj sie .czuje sie jakbym byla wiecznie podminowana..zdecydowalam sie na leki.dzis wzielam 1wsze tabletki..antydepresant citalopram i na uspokojenie serca propranolol.mam nadzieje ze sie uda bo kazda droga do pracy to dla mnie katorga a pracowac trzeba,bo kto zaplaci za rachunki???
wirze jednak ze jest wyjscie i ratunek tak naprawde to nigdy sie nie leczylam.to moj poczatek...
wszystkim i sobie zycze zdrowia
L
~Natalia,
2007-07-11 01:04:54 (IP: 83.24.1***)
Już chyba przeczytałam większość forum na tej stronie. I doszłam do wniosku, że nienawidzę nerwicy. Mimo, że wszyscy mi mówią, że to nerwica, to ja i tak się doszukuje jakiejść choroby. W czwartek idę do psychitry, tak pogadać zobaczyć co powie. Bo dzis byłam u kardiologa, z wynikami holtera, ale on powiedział, że z sercem ok i że nie musze tam przychodzić. Tylko jakoś nie pokoi mnie moje tętno, że się tak często zmienia. Szukam na Internecie, jak często może się zmieniać, np. w ciągu godziny i nic nie znjaduje. Wszystko mnie już boli i kłuje, gardło ściska, co to za okropne uczucie. Ciekawa jestem czy to normalne w nocy mieć 44/min, a potem w dzień 150/min. I mam strasznie zmienny puls w ciągu godziny, np. najwyższy 132/min, najniższy 67/min. I mimo, że żadnych pobudzeń i arytmii nie wakzał holter,chociać jest 11 pobudzeń z aberracją, to i tak nie wiem czy ten puls jest prawidłowy. I wiem, że lekarz by mi powiedział gdyby bylo coś złego, ale to już chyba fobia, lęk. Coś okropnego, strasznie się denerwuje, nie mogę spać, wolałabym nie dostawać tego wyniku ze sobą, bo tak to ciągle o tym myślę. Bez sensu, sorry, że tak tutaj to napisałm, ale musiałam się wyżalić...
~lukkielbasa,
2007-07-11 16:29:23 (IP: 213.25.***)
Czesc
Powiem Wam ze mnie z tego na jakis czas wyciagnął lekj o nazwie Rexetin a 2 lata wczesniej Anafranil 75.Przez kilkadni czulem sie dobrze a dzisiaj nagle cos peklo tylko przez to ze zabolalo mnie mocniej w okolicy serca,ale ja sie nie dam bo wiem ze mi nic nie jest.Dzisiaj bylem u neurologa zbadala mnie postukala mlotecziem i zadala pytanie-*a pan przypadkiem nie jest nerwowy* i mam kolejne potwierdzenie:)Trzymajcie sie i kiedy was dopadnie wyjdzcie na spacer i poprostu dopusccie do siebie lek zamiast przed nim uciekac.Pozdrawiam:)
~Karla,
2007-07-11 19:39:40 (IP: 89.78.7***)
Ja nerice pokonałam terapią trwała z przerwami ponad pol roku, żadnych leków i jest bardzo dobrze nie mam zadnych lęków , nie należe do spokojnych ale cóz taki mam temerament:) I mogę z reką na sercu powiedzieć że skuteczna raz na cae życie jest terapia, bo z lekami to jest tak ze jak sie je bierze to jest dobrze a jak przestanie to wszystko wraca. Terapia pozwala nam zrozumiec siebie , nasze emocje, skąd pojawia się lęk jak to wszystko działa.
~Dharma,
2007-07-11 19:58:11 (IP: 83.20.2***)
Karla możesz napisać na czym polegała Twoja terapia?Ja również byłam u psychologa, opowiedziałam, co mi dolega, w sumie to był mój godzinny monolog, bardzo chaotyczny, bo wiele się tego przez lata nazbierało. Pani psycholog posłuchała, powiedziała, że zaczniemy działać na nastepnej wizycie. Za pierwsze spotkanie zaplaciłam 100 zł, za każdą kolejną ma być 80. Nie wiem, czy warto zaczynać taką terapię. Ze względu na to, że mamy podobny problem, myślę, że strategia leczenia też będzie podobna. Jak to wyglądało u Ciebie? pozdrawiam
~Dora,
2007-07-11 22:34:13 (IP: 83.22.2***)
Moja przygoda z nerwicą zaczęła się niecałe dwa lata temu. Najpierw zawroty głowy, szumy w lewym uchu, potem jakieś dziwne uczucia w głowie, przelewania, uciski i inne rzeczy. do tego lęki, zwłaszcza wieczorem połączone z okropnym biciem serca, poceniem. Byłam u dwu neurologów, miałam rentgen głowy, eeg, diagnoza, to nerwica lękowa wegetatywna naczyniowo - ruchowa. Lęki wracają kiedy chcą. Dużo o tym czytałam, niby jestem świadoma moich dolegliwości, ale ciągle latałabym po nowych lekarzach, a najchętniej zamieszkałabym z takim *uspokajaczem* na stałe.
~Dora,
2007-07-11 23:38:36 (IP: 83.22.2***)
Zapomniałam napisać, że mam 32 lata, ostatnio przeżywałam duży stres - wycinałam znamiona i bałam sie diagnozy, do tego stres związany z awansem w pracy.Zresztą ja ciągle sie stresuję, zawsze znajdę powód, np. choroby mojego dziecka. Teraz doszły mi nowe dolegliwości, *atrakcje *sercowe. KoLatania, trzepotania, uczucie duszności, pieczenie w gardle, do tego ciągle skupiam sie na swoim oddechu, a to doprowadza mnie do szewskiej pasji. Kłopoty z sercem nasiliły sie po przebytej ciężkiej anginie, bo oczywiście wiem, że ona osłabia serce.Źle czuję sie też w kościele, prawie zawsze coś się wtedy ze mną dzieje, a także kiedy mam dużo wolnego. Paradoksalnie lepiej mi wtedy, gdy dużo pracuję i się stresuję. Tylko że skutki stresu przychodzą właśnie wtedy gdy on sie juz kończy. Pojutrze wyjeżdżamy do Zakopanego, tak się cieszyłam na ten wyjazd, ale dziś miałam prawdziwego doła, bo oczywiście boje się tego wyjazdu. A co jeśli będę się źle czuć? Mam czasem serdecznie dość. Proszę o rady, jak z tym żyć i walczyć. Leczyłam się u neurologa, ale zrezygnowałam, bo po co faszerować się środkami uspokajającymi, skoro one nic nie pomagają?
~Karla,
2007-07-12 08:27:49 (IP: 83.13.1***)
Dharmo udana teapia zależy od wielu czynników. 1. dobry terapeuta 2. Twoje silne pragnienie powrotu do zdrowia 3. konsekwencja wizyt. U mnie na początku wprowadzał mnie w stan lęku na wizytach i pokazywał mi jak sobie z nim radzić, kazał poddać mu się to mnie przekonało ze te straszne napady paniki mnie nie zabiją. Pokazał mi technikę siadamy pod scianą pocno opieramy sie plecami o ścianę i głęboko oddychamy , oczywiście stosujemy to kiedy mamy lęk napadowy (ja kiedys zawsze wołałam pogotowie potem przestałam bo siedziałam pod ścianą:))) ale najważniejsze to wierzyć w to co robisz i wierzyć ze się uda. Potem mój terapeuta wprowadzał mnie jakby w taki lekki stan hipnozy (ja to tak okreslam bo tak to czułąm) i pytałam swojego serca czego się boi (miałam schizy na punkcie serca zawał i takie tam) osŁOWA SAME ZE MNIE leciały łzy tez...okazało sie ze to małżeństwo mnie niszczy ze dłuzej nie mogę, STOP i to była dla mnie najważniejsza wizyta..potem były rożne techniki stosowane abym mogła sobie wybaczyć ...pewne sprawy...abym mogła spojrzec na nue inaczej..To było super uczucie. Tylko tak jak mówie moj terapeta był taki jakich mało..
~maja,
2007-07-12 12:32:36 (IP: 91.94.4***)
Ratunku!!! mam 24 lata nerwice wegetatywna czy tam lekowa jak ja zwa mam od 2,5 roku. dostalam jej gdy moje dziecko mialo pol roku. objawy: ogolne wycienczenie psycho fizyczne, niesamowite oslabienie, bez przerwy od prawie 3 lat czuje sie jakbym miala zaraz zasnac:( kolatania dusznosci, paranoja ze nie moge zlapac powietrza, dretwienie konczyn ale tez nosa, przy atakach czuje ze zaraz umre i ... eh..
oczywiscie bylam juz u kilku lekarzy nic mi nie jest haha super wiec dlaczego czuje sie jak wyrwany z zycia 90letni czlowiek?:(
psychiatrzy chcieli zawsze wcisnac mi psychotropy ale ja nie chce takich lekow czy istanieje jakis super nieuzalezniajacy lek na ta przekleta chorobe?
ja chce cieszyc sie zyciem.. a nie mam sily...
wszystkiego sie boje, przez to tez ograniczam moje dziecko, bo sie boje..
w tym roku ide na studia...ale boje sie ze nie dam rady!!!
:( podczas tej choroby wystepuje totalny brak koncentracji nie mowiac juz o innych objawach ktore moga nie pozwolic mi sie uczyc:(
psychoterafia tez juz byla.. babka psycholog pograzyla mnie jeszcze bardziej tylko wyciagala kase i kazala mi mowic przez godzine, a w niczym mi nie pomogla wrecz mialam wyrzuty sumienia ze obarczam ja swoimi problemami a ona i tak nic nie mowi i nie slucha tylko bierze hajc i dowidzenia:( jestem z wrocławia P O M O C Y ! ! ! BŁAGAM nie wiem ile jeszcze to wytrzymam staram sie oszukiwac sama siebie i wmawiam sobie ze jestem zdrowa:) czasami pomoga ale na krotko ;/
~Maja,
2007-07-12 12:40:01 (IP: 91.94.4***)
Prosze jezeli ktos z wrocławia ma taki problem jak ja niech sie do mnie odezwie. potrzebuje porozmawiac z kims kto mnie zrozumie, moze razem znajdziemy jakiej wyjscie ... do normalnego zycia :)czas wziac sie w garsc i pokonac chorobe!!!!!!!!!!!!!!!!!!
moje GG 8027394
~Dora,
2007-07-12 14:13:38 (IP: 83.22.2***)
Maju! Nie jestem z Wrocławia, mieszkam niedaleko Częstochowy, ale doskonale rozumiem Twoje problemy, mam to samo. Mam 32 lata, a nerwica dopadła mnie jakieś dwa lata temu. Dobrze byłoby gdybym uwierzyła,że to rzeczywiście nerwica, ale nie mam pewności, mimo wielu wizyt u neurologów. Najlepiej czułabym się gdyby ciągle ktoś mnie upewniał, że nic mi nie jest, a to co czuję, to nic takiego i zaraz minie. O swoich objawach pisałam wczoraj. Wydawało mi się, że już zaczęłam sobie radzić z tym, co działo się z moją głową przez ostatni rok, ale od paru miesięcy zaczęło się z sercem U kardiologa nie byłam, bo wydaje mi się, że to bez sensu. O ile mam w domu dobry ciśnieniomierz, to chyba tez obniżyło mi się ciśnienie. Doskonale wiem, jak to jest ciągle czuć ospałość, bez przerwy ziewać, mieć ciężką głowę i inne atrakcje. Ale myśle, że to naprawdę tylko *nerwica*, bo jeśli mam zajęcie i nie mam czasu za dużo myśleć nad tym jak sie czuję, to jest dobrze. Gdyby tylko nie nachodziły mnie te ciągłre wątpliwości. Jestem osoba podobną do ciebie z charakteru. Bez przerwy się czegos boje, najbardziej chorób swoich i bliskich osób. Mam prawdziwą obsesje na punkcie dolegliwości mojego dziecka. Myślałam, że jak podrośnie, to przestanę tak panicznie sie o niego bać, ale gdzie tam... Ma już 7 lat, a nic się ze mna nie zmieniło. Wystarczy, że zasygnalizuje, ze cos go zakłuło, a ja juz w nerwach. Ja tez studiowałam i uwierz mi, wiem co to znaczy bać się, że sobie nie poradzą. Ja zawsze bałam sie, że nie dam rady w szkole, liceum, że nie zdam matury, że nie podołam na studiach, że nie dam sobie rady w pracy... Jestem nauczycielka przekwalifikowana na bibliotekarkę, półtora roku temu zaczęłam studiować podyplomowo bobliotekoznawstwo. Oczywiście też myślałam, że nie dam rady, a wszystko sie udało. Moje życie to jedna wielka niepotrzebna panika o wszystko. Bardzo mi z tym trudno i wiem, że nerwicę sama sobie zafundowałam Niestety niewiele ta świadomość mi daje, choćbym nie wiem jak się starała, to i tak ciągle się czegos obawiam. Po wakacjach zaczynam prace w nowej szkole, a mój syn idzie do pierwszej klasy. Wiem, że znowu to przeżyję zbyt intensywnie, a to odbije się potem na moim zdrowiu. Ale co zrobić? Sama potrzebuję rady, jak z tym walczyć, ale tobie powiem jedno: idź na studia i uwierz w siebie. A nawet jak nie uwierzysz, to i tak dasz sobie rade, tylko często to sobie powtarzaj. Ja to wiem i wierzę w ciebie. Człowiek jest zdolny nawet do rzeczy pozornie niemożliwych. A jesli masz lęki i dręczą cie przykre dolegliwości, po prostu w miare możliwości je ignoruj, to najlepszy z moich wypróbowanych sposobów. Nie poddawaj się złym nastrojom, funduj sobie dobry humor. Zajmij się czymś, pobaw sie z dzieckiem, obejrzyj coś głupiego w tv, albo sprzątaj. Na mnie wysiłek fizyczny, a konkretnie sprzątanie- w chwilach lęku - najlepiej działa. No i dobrze, żebyś przestała myśleć o swoim stanie zdrowia. Mnie się to nie zawsze udaje, ale wiem, że to dobre. A na te studia idź koniecznie. Siedzenie w domu tylko Cię pogrąża. Ja narzekam na swoją pracę, ale to dla mnie najlepsze lekarstwo, bo nie mam czasu myśleć o swoim zdrowiu. Jutro jadę do Zakopanego , na tydzien. Boję się oczywiście, bo coś mi się może stać, ale z drugiej strony się cieszę. Pozdrawiam Cię serdecznie. Pa!
~Dharma,
2007-07-12 14:35:48 (IP: 83.20.1***)
Do Karli: dzięki za wiadomości, rzeczywiście udało Ci się trafić na fantastycznego terapeutę. Piszesz o tym, że miałaś schizy, że dostaniesz zawału itp. No właśnie, to jest najgorsze...Miałam dziś atak. Oczywiście zaczął się od głupiutkiej myśli, schowanej tak głęboko, że za nim uświadomiłam sobie, że o tym pomyślałam już waliło mi serce. A co to była za myśl...Od trzech dni biorę Lady Term:), takie tableteczki na redukcję tkanki tłuszczowej. Skład konsultowałam z farmaceutą, bo choć ma same przyjazne składniki np. kora wierzby białej, ekstrakt z gorzkiej pomarańczy, chrom, to dodatkowo zawiera guaranę i kofeinę. Zalecana dawka to 2 kapsułki 2 razy dziennie. Ja oczywiście, bojąc się większej dawki kofeiny (choć jestem niedociśnieniowcem i farmaceuta powiedział, że tabletki mogą mi unormować ciśnienie), wzięłam tylko 1 tabletkę. Czułam się dobrze, więc dziś postanowiłam wziąć 2 kapsułki. I oczywiście się zaczęło - już miałam wmówiony ucisk w głowie, już nasłuchiwałam czy oby serce mi nie bije szybciej, mierzyłam tętno mierzyłam aż doszłam do wniosku, że jest przyspieszone, że serce mi wali i to wystarczyło żeby mechanizm zadziałał. W ostateczności z tego durnego strachu naprawdę zaczęło mi zdrowo walić serce, myślałam, że mi z piersi wyskoczy. Już miałam czarne myśli - nie zatrzyma się, nie zwolni, trzeba będzie wzywać karetkę, dostanę zawału. starałam się opanować, nie dość, że klęłam jak szewc na to cholerstwo, to jeszcze zlałam się zimną wodą, właśnie ukucnęłam przy ścianie i starałam się nie denerwować, nie nakręcać bardziej, oddychać. Po chwili przeszło. Czuję się z tym źle. Wiem, że powinnam być dumna z siebie, bo sama sobie z tym poradziłam, ale nie mogę znieść tego, że znów sobie pozwoliłam na taką słabość i doprowadziłam siebie, na własne rządanie do takiego stanu. Albo na przykład teraz... siedzę, piszę i nagle czuję pulsujący, nieprzyjemny ból w głowie. Uświadamiam sobie, że czuję go od trzech dni, co jakiś czas, ale zawsze w tym samym miejscu. Panikuję, bo sama stawiam diagnozę, że na pewno mam jakiegoś guza albo tętniaka. Serce zaczyna bić szybciej i tak w kółko. Karla, czy Twój terapeuta mówił dlaczego my to sobie robimy? Na czym polega ten cały mechanizm i jak radzić sobie z natrętnymi myślami, od których wszystko się zaczyna? Ja staram się walczyć cały czas, czytam książki, nie biorę żadnych leków i bardzo chcę się tego pozbyć. Pozdrawiam
~lukkielbasa,
2007-07-12 17:40:24 (IP: 213.25.***)
Dora nerwice chyba wszyscy zafundowalismy sobie sami,to jest okropne gdy cos zaboli od razu wymyslamy choroby,a boli srednuio raz na 5 minut i sami napedzamy w sobie lęk.Jak juz pisalem mam 25 lat,chcialbym kiedys zalozyc rodzine ale niestety mam hamulec o nazwie nerwica.Bralem leki i czasami trafialem w takie ktore mi pomagaly.Tydzien temu odstawilem leki bo psychiatra mi powiedzial ze tego sie nie leczy lekami(mowie tutaj o hipochondrii),przez kilka dni bylo super,ale zaczalem popijac piwko i mam z powrotem,teraz mam wrazenia dyskomfortu w gornej czesci klatki piersiowej i uczucie tak jakby mnie dusilo albo brakowalo powietrza.Dopadaja mnie uderzenia goraca jakies rwania w glowie bole w klatce w innych miejscach.Lekarze juz rozkladaja rece,dzisiaj mialem tomografie komputerowa,wynik bedzie w srode,zostalem skierowany na to badanie bo jest podejrzenia ze moge miec sarkoidoze.Przez ostatnie 4mce schudlem 20 kg i cieszylem sie ze schudne jeszcze wiecej,niestety jesli sie okaze ze mam sarkoidoze to bede musial sie leczyc sterydami i waga pojdzie w gore.Czasami sam staram sie jakos temu przeciwdzialac,np jak mnie *dusi* to zaczynam biegac,coprawda nie mam formy ale jakos nie padam na glebe,pozniej mija pare minut i znowu to samo.Jak bylo dobrze to sam lapalem sie na tym ze w niektorych sytuacjach zapominam o moich dolegliwosciach,wiec nie sa one raczej prawdziwe.Teraz jedyne czego pragne to wrocic do tegojaki bylem jak mialem 19lat,zawsze usmiechniety wiele pomyslow zeby zrobic cos ciekawego i zwariowanego,a teraz czuje jakbym mial sie juz klasc do trumny.Najgorsze jest to ze zmarnuje sobie mlodosc i bede tego zalowal i plul sobie w brode ale poki co mam nadzieje i wiare,napiszcie jak mam sobie pomoc moj mail:kielbasa82@wp.pl pozdrawiam
~Awe,
2007-07-12 20:08:42 (IP: 87.205.***)
Witam Tak jak pisałam wcześniej mam ten sam problem. Nie tak dawno znalazłam wywiad z DR Paligą on o nerwicy wie wszystko, Poszukajcie wywiadu znim znajdziecie odpowiedzi na wszystkie pytania. Albo poszukajciw Klimika leczenia nerwicy lękowej w Katowice - Ochoicu. Ja tam dzwoniłam i chcę się tam zapisać terapie 3 miesięczną. Podobno po tygodniu jest juź lepiej tylko trzeba w to uwierzyć podobno to działa lepiej jak leki którymi się trujemy. Wywiad z lekarzem był opisany w DZieniku Zachodnim w Katowicach lub w Opolu tego nie pamiętam ale jak poszukacie w internecie to napewno znajdziecie. Pozdrawiam Pa Pa