avatar
Bet

Szykuję się na operację do Zabrza - wymiana zastawki aortalnej i tętniaka aorty wstępującej. Wiem już chyba wszystko co powinien wiedzieć pacjent *przed*. Za kilka tygodni może uda mi się coś napisać jako pacjent *po*.
Mam mnóstwo dylematów i wątpliwości dotyczących zabiegu i życia po nim.
Chyba nas wszystkich to dotyczy, więc nie piszę o niczym nowym. Trzymajcie kciuki!

Odpowiedzi znajdują się poniżej

avatar
sebo51

Trzymam kciuki!!!

avatar
Bet

Nie dziękuję :)
Przykre to, że musiałeś dwukrotnie przechodzić przez piekło. Gdzie byłeś operowany? jaki ośrodek?
Pozdrawiam

avatar
sebo51

Klinika JP2 Krakow.Pierwsza operaacja,wymiana zastawki aortalnej na mechaniczna przez boczne ciecie,druga pol roku pozniej,ta sama proteza sie zepsula,niczyja wina,po prostu zapsula sie,tym razem operacja przez normalne ciecie przez mostek.Leki przeciwzakrzepowe do konca zycia.kupilem aparat do mierzenia krzepliwosci,wiec mierze sobie w domu,no i tak juz 9 miesiecy,mam nadzieje,ze juz nic sie nie wydarzy,trzeba uwazac na wszelkie infekcje,i najbardziej wazne,kontrola krwi,to jest podstawa,bez tego,jest duze zagrozenie dla zycia i zdrowia.Pozdrawiam,i zycze powodzenia:)

avatar
Bet

Wiem jakie są zalety i wady zastawek: biologicznej i mechanicznej. Mnie niestety czeka tradycyjna operacja ze względu na protezowania aorty z powodu tętniaka. Tego nie usunie się metodą małoinwazyjną:(
Początkowo informowano mnie o zastawce tylko i wyłącznie mechanicznej. Kilka miesięcy później zaproponowano zastawkę biologiczną. Jej zaleta - nie trzeba przyjmować leków przeciwzakrzepowych, a wada - krótkoterminowość. Jednak podobno będzie można po kilku latach, gdy się zużyje *nałożyć* lub wymienić na nową zastawkę biologiczną, ale już metodą małoinwazyjną. To jest przyszłość kardiochirurgii. Mam problem z decyzją. Nie mam ochoty aby mi coś tykało pod uchem, nie mam ochoty na leki przeciwzakrzepowe, ciągłe pomiary. Ale również nie mam ochoty kolejny raz przechodzić piekła. Nie wiem co wybrać?????
Życzę Ci, abyś więcej nie musiał poddawać się takim torturom.
Pozdrawiam

avatar
sebo51

Niewiem,moze cos ze mna jest nie tak,ale ja wogole nie przejmowalem sie operacjami,poprostu nie stresowalem sie tym.Mam wszyta najwęższą zastawke 21mm,i czuje ze moja wydolnosc jest gorsza niz przed operacja,a pracuje fizycznie wiec lipa.Nie przejmuj sie tak bardzo,wszystko bedzie ok:)

avatar
Bet

:) :(
A ja czuję się, jak bym szła na skazanie. Nie mam żadnych dolegliwości, gdyby nie stwierdzono, że już czas na mnie, to żyłabym dalej bardzo aktywnie. Teraz od roku stoję w miejscu, aby nic mi nie pękło ( czyt.: tętniak :) ) Serce radzi sobie dobrze, zastawka pomimo wady nie daje żadnych dolegliwości.
Znam niestety wszystkie złe strony operacji, życia po zabiegu i konsekwencji decyzji jakie podejmę w sprawie rodzaju zastawki.
Niestety nie chcę (nie mogę) się pogodzić z okaleczeniem, protezowaniem, ograniczeniami życiowymi. Co innego, kiedy coś Ci z wiekiem się starzeje i w wieku 90 lat nie możesz biegać:)., a co innego, gdy jeszcze masz wiele sil do życia........
Ciesze się, że masz takie podejście. Ja natomiast mam potężną świadomość powikłań i to mi nie daje nadziei na lepsze życie.
Pozdrawiam i idę się pakować na...........skazanie:)

avatar
Ewa30zToF IP: 83.145.149.**

Bet, nie wiem,ile masz lat. Ja skończę w tym roku 31. Ostanią, trzecią operacje serca miałam jako siedemnastoaltka. Nie było to dla mnie jak wyrok, ale jak wybawienie. Dostałam nową, biologiczną zastawkę płucną. Żyję zupełnie normalnie. Skończyłam bez żadnej przerwy ogolniak, potem pięć lat studiów dziennych, potem rok podyplomowych, a wreszczie praca! :-)
Od kilku lat mam tętniaka aorty, biore trzy leki na obniżenie ciśnienia i wiem, że też czeka mnie koelejna operacja. Pewnie wymienią mi wtedy także moją zastawkę, ale to nie jest najwiejszke zmartwienie.
Operacja ma poprawić Ci zycia, przedłużyć je. Ludzie po niej wracają zwykle do normalnego życia. Zajmuja się rodziną, pracuja, uprawiają sporty. Nie załamuj się, ale ciesz, że masz możliwośc wykonania takiej operacji w Polsce, no i przede wszystkim, że Ci tego tętniaka wykryli. Wiele osób zmarło w wyniku tego, że czuło się świetnie i nie mieli pojęcia, że ich aorta jest niebezpiecznie poszerzona, a pewnego dnia dochodzi do jej rozwarstwienia.
Zastawki biologiczne wytrzymują przynajmniej kilklanaście lat, więc nie martw się kolejnej operacji. Kiedy nadejdzie jej czas, raczej na pewno wymienią ją metodą przezskórną, bez otwiernaia klatki, bo tak sie robi już dzisiaj, zwykle u osób starszych lub młodych,jesli wczesenij przeszły kilka tradycyjnych operacji.

avatar
Bet

Dziękuję Ewa za słowa pocieszenie. Wiem, że ma mi to przedłużyć życie. Nie mam jednak poczucia, że mam mieć jego poprawę, bowiem nic mi nie dokucza pod względem sercowym. Traktuję więc tę operację jako okaleczenie przedłużające życie, tylko nie wiadomo w jakim stanie???? Czy nie będzie gorzej, czy nie będzie powtórek, czy nie będzie powikłań po przyjmowaniu leków przeciwzakrzepowych, jak długo zastawka wytrzyma, zakażenia, zapalenia wsierdzia....... To jest zastąpienie jednego inwalidztwa naturalnego inwalidztwem sztucznym. Natury niestety nie poprawi się, można jedynie zmienić jej jakoś, niekoniecznie na lepszą. I tego się obawiam. I czy warto walczyć o kilka lat? Mam obecnie 46.
Jestem kilka dni przed operacją, przygotowuję się do niej od prawie roku, więc wiem wiele, a może zbyt wiele, dlatego posiadam sporo obaw.
Bardzo, bardzo dziękuję za wsparcie. Nikt tak nie rozumie problemu jak osoba, która to samo przechodzi, przeszła.
Pozdrawiam goroca

avatar
Ewa30zToF IP: 83.145.149.**

Bet, nie ma sensu się zadręczać. Zabrze to świetny, renomowany ośrodek z dwużym doświadczeniem w operacjach serca. NIe myśl o powikłaniach, problemach. Ja miałam powikłania po każdej z operacji, ale szybko lekarze sobie z nimi poradzili.
Operacja planowana zawsze jest lepsza dla pacjenta, niz nagła, gdy skutków pękniecia tętniaka być może nie da się cofnąć. Nasze samopoczucie często bywa złudne. Dzisiaj czujemy się świetnie, a jutro moze nas dopaść udar, zawał itp, bo nie mamy pojecia, co się dzieje w organizmie. Ty wiesz, możesz zapobiec tragicznym konsekwencjom rozwarstwienia się aorty.
Ja nigdy zdrowa nie byłam, więc dla mnie każdy dzień życia to powód do radości. Owszem, jestem niepełnosprawna, ale doszukuje się w tej sytuacji stron pozytywnych (zasiłek pielęgnacyjny,karta parkingowa, dłuższy urlop).
Blizny mam dwie, na plecach i prawym boku oraz na środku. Można je zmniejszyć różnymi maściami, kremami. NIe traktuję ich jako okaleczenie, ale ślad uratowania mi życia.
46 lat to piękny wiek, zazdroszczę Ci. Nie nastawiam się na tak długie życie, ale na dożycie obecnego wieku kiewdyś też nikt nie dawał mi szansy.
Wiele ludzi żyje z zastawką mechaniczną, większość z nich docenia to, że medycyna dała im drugie życie. Nie myśl o ograniczeniach, ale o tym, co jeszcze możesz w życiu zrobić.
Ja dzięki swej wadzie serca poznała cudownych ludzi, mogłam polecieć do USA (tam miałam pierwszą operację), byłam tez w Norwegbii i Niemczech na międzynarodowym spotkaniu takich osób jak ja :-) No i poza tym moge teraz wspierać innych.

avatar
Bet

Ewa, jesteś młodszą osobą, a dajesz więcej wsparcia niż najbliższe otoczenie. Wiesz co przeżyłaś, nie opowiadasz o *gdybaniu*. Najbliżsi potakują, starają się jak mogą, zaciskają zęby na kolejne moje marudzenie, bo co mogą zrobić??? Nikt z nas nie zna jutra. Wiem, że Zabrze jest świetne, bo już doświadczyłam tamtejszej opieki medycznej. Wzór dla Polski!!!!!!!! Dlatego tam jadę.
Ewa, ja sama jeszcze nie cierpiałam cieleśnie, ale pół swojego życia poświęciłam opiece najbliższych i wierz mi, że przechodzili potworne męczarnie. Nie życzę tego nikomu. Niestety w potwornych cierpieniach zmarli I nie był to rak!
Żyję w świecie medyków, więc wiem dużo o różnych problemach związanych z ratowaniem zdrowia i życia. Sam jestem bardzo dociekliwa;) i poszukuję informacji. Dlatego wiem co może się dziać. Niedawno straciłam najbliższą osobę i zaraz po tym dowiedziałam się o sercu. dlatego jestem taka marudna. Ciężko podnieść się w takiej sytuacji. Wszystko jest czarne.
Biorę z sobą komputer, jeśli będę w stanie, to coś napiszę po tygodniu (może):)
Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa. Pozdrawiam.

avatar
Ewa30zToF IP: 83.145.149.**

Bet, bardzo współczuję... Ja straciłam kolege w liceum, a na studiach koleżankę i kolege. Oni odebrali sovbie życie, ona miała białaczkę., A ja, choc nie powinnm, żyję dalej.

Też czytam medyczne artykuły o swojje wadzie, rokowaniach, ale czy coś przez to zmienię? Wcale mnie ta wiedza nie uspokaja, a wręcz przeciwnie. Dlatego już nie czytam, bo nie wolno mi się denerwować;)

Trzymaj się i daj znać, kiedy będziesz po operacji mieć tyle siły, by napisać ze dwa słowa.

avatar
Bet

Tak jest:) trzymam się :)
Zabieram z sobą komputer dla innych celów, nie do pisania w niecie: Jednak jeżeli będę w stanie cokolwiek naskrobać, to z pewnością dam znać.
Bardzo cieszę się, że towarzyszyłaś mi, podobnie jak Twój przedmówca, w ostatnim dniu przed szpitalem:)
Dziękuję Wam bardzo. Życzę duuuuuużo zdrowia i radości z każdego dnia

avatar
sebo51

Jeszcze raz trzymam kciuki,trzeba myslec pozytywnie,ze wszystko bedzie dobrze,bo tak bedzie.Pozdrawiam:)

avatar
billymarks

Od początku śledzę ten temat. Miałem się nie udzielać, ale chciałem powiedzieć, że również trzymam kciuki, jak i wiele osób, które nic nie piszą. Bet może nie wiesz, ale nie jesteś sama. Wszystkiego dobrego!!!!